Związek

Znasz mnie od 20 lat, a jednak nie znasz wcale. To jakbym w ogóle nie istniała

Femme fatale
Femme fatale
29 września 2016
Fot. iStock / Joey Boylan
 

Znasz mnie od 20 lat, a jednak nie znasz wcale.

Jest noc. Leżę wpatrzona w sufit… i płaczę. To nie pierwsza i nie ostatnia taka noc, chciałabym przestać… To taki moment w moim życiu, w którym zostałam całkiem sama, choć tak wiele razy myślałam, że samotność znam na pamięć.

Znam cię od 20 lat, nawet nie wiesz, jak to dziwnie wybrzmiało w mojej głowie, przecież wciąż chcę myśleć, że sama niedawno tyle miałam. Znam cię przez większość mojego życia. Wiem, że zawsze dosładzasz sobie herbatę, nie lubisz jeść makaronu, że najbardziej lubiłeś grać w Mario, gdy byłeś chłopcem. Wiem, że nie lubisz nadmiernego dotyku, że ciężko ci się otworzyć. Że marzysz po cichu, jak mały chłopiec o nowej konsoli – a jeszcze bardziej o czasie na nią, i o takim czasie dla siebie, trochę poza życiem, które przyszło nam dzielić.

Wiem, że chciałbyś choć na chwilę znów mieć naście lat – ja nie. Wiem, że nie lubiłeś ciasta, które piekłam, ani żadnego innego, ale Kasztanki – te uwielbiasz i zjadasz je po świętach trochę w ukryciu, bo tak bardzo nie możesz się powstrzymać.

Wiem, że boisz się dużych wysokości i że chciałbyś mieć kota. Że gdy piszesz wiecznym piórem odruchowo podwijasz mankiet – zupełnie jakbyś żył sto lat temu i używał kałamarza. Chyba nawet wiem, co chciałbyś dostać na urodziny albo na święta i wiem, co nie jest twoim marzeniem, ale by ci się przydało.

Pewnie też wielu rzeczy nie wiem, ale jestem pewna tego, co znaczy twoja pulsująca skroń, kiedy powstrzymujesz łzy i dlaczego tak nagle czasem znikasz. Wiem, kiedy odpuszczasz, żeby się nie kłócić – a kiedy odpuszczasz, bo szkoda ci czasu, bo coś nie jest dla ciebie ważne. Wiem, co zazwyczaj kryje twoje milczenie.

A co ty wiesz o mnie?

W zeszłym tygodniu umarł mój ojciec, a ty naprawdę pytasz, dlaczego płaczę? Potem minął miesiąc, trudny miesiąc, a ty nadal nie wiesz dlaczego, nadal zapominasz. Masz rację, skąd masz wiedzieć kochany, skoro w ogóle cię w tym moim miesiącu nie było.

Żałoba to taka trudna lekcja w życiu, uczy cię, że wielu rzeczy nie możesz. I każe ci myśleć, nie pozwala przestać. Leżę i wiem, że odszedł on, ten jeden z najważniejszych w moim życiu, na zawsze – a ciebie dalej nie ma i może już nigdy przy mnie nie będzie. Leżysz obok taki odległy, jakby mój świat w ogóle nie istniał. To taka moja podwójna żałoba, samotność ściska mocniej za gardło, gdy znikają ci, którzy już zawsze mieli być, a ci którzy obiecali, że będą, są zbyt daleko, żeby cię usłyszeć.

Gdy już nie możesz uciec przed moją rozpaczą, dotykasz mojego ramienia. Tak, jak przytula się obcego człowieka, który zaczyna przy tobie płakać. Mieszając niezręczność sytuacji z chęcią ucieczki.

Twoją obcość widzę w małych rzeczach i nie wiem czy w ogóle potrzebnie. Przecież to tak nieważne szczegóły, a jednak gdzieś głęboko składają się w jeden obraz. Obraz tego, jak ciągle coś nie wychodzi, jak starasz się, a ja tego w ogóle nie doceniam,jak tego starania nie rozumiem. To smutne. Żyjemy tak blisko siebie, a ty jeszcze nigdy nie sprawiłeś mi radości prezentem.

Nie znasz mnie, gdy kupujesz mi raz do roku na urodziny biżuterię, której nie noszę, której nie lubię. Książki, których nigdy nie przeczytam, te wszystkie rzeczy, które są zaprzeczeniem mnie, tego co lubię. Trochę jakbyś magicznie i instynktownie wybierał wszystko to, czego nie chcę, nie potrzebuję albo nie rozumiem.

Nie znasz mnie, gdy od tych dziesięciu lat pod jednym dachem, nadal  nie wiesz, jaką lubię kawę i że nie słodzę herbaty, albo że wsypuję odrobinę cukru – gdybyś był bardziej ze mną, wiedziałbyś, że ta odrobina to pół łyżeczki. Taką lubię najbardziej.

Nie wiesz, jak pachnę – jak lubię pachnieć. I czego się wstydzę, też chyba nie wiesz. I gdy ci  to wszystko gdzieś przez lata opowiadam, ty nie chcesz tego zapamiętać.  Pomyślisz pewnie, przecież to tylko rzeczy, szczegóły, drobiazgi, przecież mamy tak wiele poza tym wszystkim.

Chyba nie mamy. Siedzę obok ciebie, jakbym w ogóle nie istniała. Gdy jesteś, to naprawdę nieważne – ale wiesz, odkąd umarł tata, widzę jeszcze mocniej, że gdy kogoś nie ma, te wszystkie drobiazgi stają się najważniejsze. Bo już nic innego nie masz, nic. I wiesz, że niczego już nie dostaniesz. A ty kochanie, od dobrych ośmiu lat, nigdy naprawdę nie wróciłeś do domu.

PS: Jeszcze tu jestem, na pewno będę przez dłuższą chwilę. Tak piszę, gdybyś jednak chciał mnie naprawdę poznać. Zrób mi wtedy proszę moją ulubioną herbatę, w tym dużym kubku. I wiesz co, możemy kupić tego kota…


Związek

Anatomia dupka… Co nas tak do diabła pociąga w tych draniach

Femme fatale
Femme fatale
12 listopada 2016
Fot. iStock / Xavier Arnau
 

Taki drań to jest coś. Dla niektórych to nawet coś więcej, ba! To cały erotyczno-emocjonalny motor życia. Wszystkie przecież znamy smak tej pokusy, nie kręćcie głową, że nie. Że chociaż raz nie spojrzałyście rozmarzone za klasycznym dupkiem na motorze, dobrze umięśnionym narcyzem albo intrygującym (aż ciut opryskliwym w obyciu) Panem Dwudniowy Zarost?  Tja… znamy to oj znamy, tyle, że tam gdzie często kończą się nasze erotyczne fantazje dla jednych, dla innych zaczyna się codzienność – a raczej cel życia. A na szczycie piramidy pragnień – ON, dupek doskonały.

Dobry dupek nie jest zły

Taką tezą miłośniczki tarmoszenia za włosy, pewnej ręki w sypialni i lekkiej władczości swojego supersamca, będą broniły swojego wyboru. I trzeba przyznać, że w tym szaleństwie jest metoda. Błąd jest tylko jeden – dobry „dupek” zazwyczaj dupkiem nie jest – i ot, całą teorię szlag trafia. Bo jak nie dupek, to o czym w ogóle rozmawiamy? A no tak i cała zabawa zaczyna się od nowa. Bo miłe panie, dupek – to gatunek szczególny, badboy w wersji lux z małą dogrywką narcyza w wersji 1.1, zadufany w sobie, ograniczony w swoich poglądach, fanatyczny w postrzeganiu swojego świata, po prostu zły, bez serca. A my, nadal jak te muszki lecimy do sporo już nadgryzionego jabłka, dlaczego?

Co z tego, że uroczy, tajemniczy, owoc zakazany. To nic, że podgrzewa atmosferę, że chcemy zdobywać, wynosząc go na piedestał faceta nadzwyczajnego. Oj nie, gonimy szalone tego króliczka, marzymy o relacji, związku, przyszłości – ale chwila, czy z dupkiem w ogóle zbudowanie jakiejkolwiek relacji jest możliwe?

Nie.

… i kropka.

Bo to co jest dupkową cechą, którą tak lubimy owinąć najmiększą satyną (a nie bawełną), oprawić w ramki i piać z zachwytu nad „ukochanym”, zazwyczaj jest jego potwornym lękiem, deficytem, nieporadnością emocjonalną – wielką zionącą pustką dziurą, którą on próbuje szczelnie wypchać kolorową (i jakże estetyczną) gazetą…

Portret pamięciowy dupka – ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…

Relacja – jeśli tak na wyrost nazwiemy życie z zimnym draniem – to życie na polu pełnym niewybuchów. Nigdy nie wiesz kiedy niewinny smaczek, zamieni twoje życie w piekło. A jest w czym wybierać, bo ile drani i ich miłośniczek, tyle powodów do niepokoju…

Męski, milczący, niewylewny

Ach, zaczną wzdychać niektóre z nas, taki macho, twardziel (i nie o klaty tu chodzi), ten to potrafi być emocjonalną skałą…

Niestety rzeczywistość jest zupełnie inna. Zamknięty w sobie, stroniący od okazywania  i przeżywania emocji, chłodny, niedostępny, uciekający – brzmi nieco inaczej prawda? I zamiast „atrakcyjny” bliżej mu do „zaburzony”, by nie napisać dosadniej…

Intrygujący zdrowy egoista, dbający o swoje potrzeby…

Och, och, jakież to modne, ten zdrowy egoizm. tak to nic takiego, że ZNÓW nie mógł po ciebie przyjechać, no przecież jesteś dużą dziewczynką. To nic że zawiódł, odwołał (lub o zgrozo, po prostu nie przyszedł bo coś tam), zapomniał, nie pomyślał ( o tobie oczywiście, bo o sobie przecież myśli cały czas) itepe, itede. Ależ ci skurczybyk zaimponował, też byś tak czasem chciała potrafić, nie. A nie ciągle biegać, tracić czas na smutne przyjaciółki, starzejących się rodziców i ratować planetę, czy coś, hę?

Narcyz i egoista, bynajmniej nie zdrowy, chorobliwy. Wygląda trochę inaczej? To przestań wreszcie racjonalizować. Dupek zachowuje się jak dupek, bo jest dupkiem – nie ma tu wenezuelskiej intrygi trzeciego planu i złego brata bliźniaka. I tak, aha, ma cię w d… . Po prostu. Nie możesz wierzyć, że to w jakikolwiek sposób może się zmienić.

? Cholernie pewny siebie, nieco arogancki

Ojej, jakież to podniecające, że tak pewny siebie superhero z kilkudniowym zarostem, spojrzał na mnie szarą gąskę… och, och. – Yyyyyyyyyyy, serio? Naprawdę chcemy tak myśleć? Że jesteśmy tak ‚niewarte’ czegokolwiek, że czyjeś zainteresowanie jest jak szóstka trafiona w totku?!

Szkoda tylko, że tak naprawdę Pan arogant jest Pozorantem. Tym, który musi innym i sobie przede wszystkim udowadniać swoją wartość, w nieskończoność nakręcać popyt na siebie, bo bez tego… no właśnie, kim by był?

Szczery, wali prosto z mostu

Ach no przecież powiedział mi to dla moje dobra… – mhmm, sto razy…

Szczerość bez empatii jest barbarzyństwem i okrucieństwem, a nie pomocą i miłością… Miłość nie rani specjalnie, w imię wyższych wartości czy idei. Raniący bez żadnej wewnętrznej refleksji, „no przecież powiedział TYLKO prawdę”… potrafisz z tym dyskutować, chciałabyś naprawdę?

Ryzykant (czyt. pociągający), i do tego ma taki zadziorny wygląd

Ten to ma jaja, co? Potrafi się bawić… no i nie boi się manifestować siebie swoim wyglądem…

A może po prostu nadrabia brak pewności siebie, ostentacyjnie, rozpaczliwie udaje kogoś kim wcale nie jest. A ryzyko, każdy czasem je podejmuje – takie jest życie, ale brak odpowiedzialności, to co najwyżej cecha Piotrusia Pana, wiecznego chłopca, który szczególnie nie przejmuje się niczym, a na pewno nie tobą.

Nie traci czasu na pierdoły, od razu przechodzi do konkretów

Nie rozmienia się na drobne, nie obchodzi go jakie lubię wino, czy kim są moje przyjaciółki, taki już jest, W sumie to jest skupiony tylko na mnie, na naszych spotkaniach….

Bo wcale go naprawdę nie obchodzisz, ani te twoje przyjaciółki, ani twoja ulubiona czekolada z miętą, ani twoja stara ciotka od kotów. To nie jego sprawy, nie jego życie przecież – tylko twoje. Po co miałby na to tracić swój cenny czas? On jest zainteresowany tylko sobą i swoimi potrzebami, tak długo jak będziesz się mieściła w realizację tego planu, tak długo będzie znajdował „tylko dla ciebie” czas.

Nie ukrywa, że kocha kobiety

– No przecież to naturalne, że za fajnym facetem na ulicy też byś się obejrzała, no może nieco inaczej, albo kiedy byłabyś sama. A nie, chwilka, przecież nie oglądałaś się za nikim,  bo byłaś zapatrzona w niego…

Narcyz, który uwielbia się pławić w uwielbieniu. Zrobi dla niego wszystko, czyż nie? Musi stale pieścić swoje ego.

Prawdziwy rycerz i myśliwy

On to raczej chciałby zadbać o mnie tak, żebym nie musiała się ‚kłopotać’ zwykłym życiem, czy pracą. No po prostu manna z nieba… (to był sarkazm, jeśli ktoś nie zauważył).

Pan w domu, służka w kuchni. Bo ON przecież zarabia, bo gdyby nie ON, ona byłaby nikim, nic by nie miała, bo niczego nie potrafi (gdyby potrafiła przecież by zauważył). Jest ON i to jest najważniejsze, a partnerstwo nie działa nie dlatego, że ON tak bardzo chce cię odciążyć, tylko dlatego, że cię nie szanuje… No cóż, każdy dług trzeba kiedyś spłacić. Odciążyć to można kogoś z domowych obowiązków, a nie ze zwykłyc życiowych potrzeb.

Czy jest coś gorszego o zimnego drania, dupka doskonałego? Hmm, z pewnością może sobie uścisnąć dłoń z ciepłą kluchą, tą samą, która całe życie ślimaczy się w wielkim garnku, kompletnie obmyta z odpowiedzialności… ale o tym już następnym razem ;).

PS:  i przestańmy na miłość boską (nieboską lub jakąkolwiek inną) same pompować stereotypy, z którymi tak bardzo walczymy…


Związek

Żyjemy jak w bajce. Ciągle wierzymy, że seks zbliża ludzi, małżeństwo – cementuje, dzieci ratują…

Femme fatale
Femme fatale
17 września 2016
Fot. iStock/Onfokus

Jesteśmy jak dzieci we mgle. Tak bardzo chcemy w coś wierzyć, że potrafimy sobie wymyślić prawie wszystko. Kolejne tezy i złote przepisy na życie. Wymyślamy i wierzymy tak  mocno, że kolejne punkty naszych marzeń i wyobrażeń stają się celami.

Wierzymy w miłość, ale gdy ta nie przychodzi (a dlaczegóż to miała by sobie przyjść sama?) albo okazuje się rozczarowaniem zaczynamy wymyślać całą listę rzeczy, które (oczywiście poza nami) mają na to wpływ. A potem, konsekwentnie, uparcie, paprzemy sobie życia w imię wyższych (wymyślonych na daną okoliczność) idei.

Mitów, które niszczą nam życia jest całkiem sporo. I choć wszyscy jesteśmy tacy różni, lubimy wierzyć w podobne bajki.

Bajki o tym, że:

Seks zbliża ludzi

Bo usłyszeliśmy, i napisano w mądrym poradniku (albo tym całkiem niemądrym, ale jak wół stoi). A, że poza tym seksem nie ma nic – udajmy przed sobą, że nie wiedzieliśmy. W końcu żadni z  nas psycholodzy. A tak? Proszę bardzo. Miłość idealna. Do łóżka przecież chodzimy, choćby nie wiem co! A jak!

– Nie jest tak źle – mówi B. – przynajmniej wciąż ze sobą sypiamy,  raz w tygodniu.

A ja nie wierzę w to co słyszę (widzę?) i w to czego słucham na co dzień.  Owszem sypiają ze sobą pomimo tego, że on chętnie zamordowałby jej kota, ona w przerwie na lunch zakrada się jak w taniej komedii (a może tragedii) do kawiarni obok jego biura, że zobaczyć czy ON nie randkuje, gdy ona zasuwa w robocie. Ale…– Przecież mamy szanse, niektórzy SA na siebie tak obrażeni, że od lat nie dzielą łóżka – kontynuuje swoje wynurzenia B., a to pamiętne zdanie pada gdzieś pomiędzy tym, że K. czyli On, to dupek, co ona  w nim widziała, ach no tak, i że w tym roku na wakacje jadą oddzielnie, bo ona i tak na co dzień musi znosić jego chimery. Co mówi K. – nie wiem. Może myśli sobie, że żyje w udanym związku, bo wciąż jest w nim seks…

A reszta, phi… może nie jest IDEALNIE, ale jest coś, cokolwiek.

Małżeństwo cementuje

Bo to takie poważne, paper, pieczęć, notariusz … a może nawet i sam Bóg! No kto da więcej? Czy dałoby się mocniej pokazać ważność związku?! Hę? No heloł!

Nie rozumiem. Nie jestem w stanie pojąć sytuacji, w której ludzie zamiast się ze sobą rozstać, biorą ślub. I robią to w przekonaniu, że właśnie brak tego ślubu był przyczyną wszystkich ich kłopotów i awantur. Ale PO, to już będzie zupełnie inaczej…

Oj, będzie…

Niestety znam o wiele lepszy sposób na trwalszą nawet wzajemną relację dwojga ludzi – kredyt hipoteczny i o ironio komornik lepiej te zależność, gdyby tak się jednak nie udało, wyegzekwuje niż ksiądz, urzędnik czy sam Bóg (i wszyscy, którzy w temu ślubowaniu się przysłuchiwali).

Dlaczego wierzymy, że spoiwem dla dwojga ludzi może być coś, co już na początku ma najwięcej wspólnego z fikcją?

Dzieci ratują małżeństwa i związki

I wychodzi na to, że tylko idiota o tym nie wie. Już na pierwszy wręcz rzut oka widać, że takie dziecko (daj Bóg blond, z lokami, w dość jeszcze małych i pulchnych rozmiarach), to przecież istota z miłości zrodzona, kupidyn w ludzkiej skórze prawdziwy.

A jeśli się nie udaje jednak, to oczywiście nie wina błędnej tezy, tylko jakoś tak wyszło, ot tak – no przecież czasem mimo wszystkiego się po prostu nie udaje. Znam J. od dawna, bardzo dawna. J. energiczna (i już rozwiedziona) czterdziestolatka. W jej skróconym (tak, wiem i oceniającym) opisie trzeba zawrzeć następujące fakty: piękna, nieco strapiona, z trójką dzieci, złotą rybką i kilkoma latami „walki” o małżeństwo.

Mówią, że do trzech razy sztuka… Gdy on chciał odchodzić, i już się waliło nawet to, co od dawno leżało… ona ratowała. A cóż lepiej przywiąże drugiego człowieka niż dziecko? Pokaże mu piękno domu, rodziny, ciepło domowego ogniska?

Narodziny dziecka to przecież okres magiczny, pomagający człowiekowi przewartościować swoje priorytety. I tak o to:

Za pierwszym razem – zgodnie uznali, że ich kłopoty wynikają z niepełności ich rodziny. Wtedy uratował ich Antoś. Zrobił to tak dobrze, że nawet nie zdążyli się choć na chwilę powyprowadzać. Niestety Antoś (psia mac, że też się taki felerny trafił) okazał się nie posiadać żadnych magicznych właściwości, albo wyczerpały się one w okolicach jego 6 miesiąca życia. Wtedy ta niepełność, pustka i jeszcze większe awantury powróciły. Trwało tak z dobry rok, kiedy to doszli do wniosku, że tak żyć nie można…

I za drugim razem, aby scementować związek i go uratować, już pełnowartościowa rodziną 2+2, zmajstrowali Zochę. Już chwilę po narodzinach, okazało się, że Zocha również jest wybrakowana, bo jakoś zupełnie ich nie klei. WTF? Miała być jak prawdziwa guma arabska na ich skołatane nerwy i wykrzyczane żale. Ale Zocha, okazała się być gwoździem do trumny…

Potem poszły już w ruch papiery rozwodowe. Prawnicy. On wyprowadził się. I nie żeby rozbijanie rodziny było im po drodze. Bo pomiędzy jedną a drugą rozprawą, jak poważni i odpowiedzialni ludzie postanowi ten trzeci i ostatni raz spróbować ratować swój związek. Nie wyszło. Gdzieś w 20-tym tygodniu ciąży eks-mąż poszedł po rozum do głowy i orzekł, że to się jednak nie uda…

No zdarza się – dziś mówi J., przynajmniej myśli, że zrobili wszystko, żeby siebie ocalić. A próbowaliście terapii – dopytuję. – Nie no daj spokój, on w życiu by się na to nie zgodził. Dziś tylko zastanawiam się co mnie u diabła podkusiło na to trzecie dziecko – dodaje J. A ja szczerze się zastanawiam,  czy  J. naprawdę nie myśli co ją podkusiło na dwa poprzednie?

Piszemy sobie te bajki na kartce i przyklejamy tak blisko przed oczami, żeby nie dostrzec niechcący w jak złym kierunku podążamy, z tego pragnienia miłości. Brniemy, pędzimy, budując  sobie światy bez miłości, ale za to z całym olbrzymim bagażem smutku, rozczarowań i problemów. Niestety zbyt często w te bajki wciągami innych, całkiem niewinnych bohaterów.

Przykre jest tylko to, że te wszystkie mity wciąż istnieją tylko z jednego powodu, to my tak bardzo boimy się prawdy i ciężkiej pracy jaką jest życie, że wciąż podsycamy je na nowo. Bo zawsze łatwiej jest się oszukiwać, niż spojrzeć prosto w lustro.


バイアグラ 成分

препараты для восстановления потенции у мужчин

виагра препарат