Rozwód Seks Związek

Zdradziłem swoją żonę. Możecie myśleć o mnie różne rzeczy, ale to ona do tego doprowadziła. Dziś chcę was – kobiety, ostrzec

Listy do redakcji
Listy do redakcji
5 listopada 2019
Fot. iStock
 

Piszę do Was, bo wiem, że czytają Was kobiety. Nie chodzi mi o to, żeby się usprawiedliwiać, żeby wybielać facetów, ale chciałbym, żeby kobiety też coś zrozumiały.

Zdradziłem swoją żonę. Tak. Byliśmy małżeństwem 18 lat. Trójka dzieci, już nastoletnich. Praca, dom na kredyt, wakacje co roku. Zwykłe, normalne życie. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że zaczęliśmy się zupełnie rozmijać. Szczerze, nawet nie wiem, kiedy to nastąpiło. Dzieci zabierały nam masę czasu, wokół nich kręcił się cały nasz dzień. Wszystkie rozmowy sprowadzały się do tego, co z dziećmi, jak się czują, co zrobiły, czego się nauczyły, czym wkurzyły. Myślę, że długo nam to w ogóle nie przeszkadzało. Wszystko zaczęło się zmieniać, gdy dzieci stały się starsze. Niby nadal przysparzają kłopotów, zmartwień i radości, ale też ma się coraz więcej czas dla siebie. Szkoda, że nie dla siebie nawzajem.

Moja żona miała fioła na punkcie sprzątania. Zawsze musiało być czysto, jakby od tego zależało nasze życie. Na nic zdały się tłumaczenia, że można czasami odpuścić. Na próby żartu się obrażała. Potrafiła zrobić awanturę, gdy po powrocie do domu z wyjazdu służbowego kurze nie były wytarte. Wiecznie powtarzała, że wszystko jest na jej głowie. Można to ignorować, nie zwracać uwagi, robić swoje, ale ile można wytrzymać? Pracowałem, zajmowałem się dziećmi, gotowałem. Jasne, nikt nie jest idealny i zdaję sobie sprawę ze swoich braków, ale kiedy jest się w związku wiecznie krytykowanym, gdy druga strona jest wiecznie niezadowolona, to naprawdę przychodzi moment, kiedy wszystkiego się odechciewa. Tak, wiem, powinienem walczyć, rozmawiać, tłumaczyć. Gdyby to było takie proste, gdyby to każdy z nas potrafił, to pewnie do zdrad i rozwodów by nie dochodziło.

Bardzo długo próbowałem to sobie tłumaczyć, przeczekać, zająć się swoimi sprawami. Pracą, bieganiem, kolejnymi wyzwaniami, byleby nie dusić się w związku, w którym nie czułem się komfortowo. Słyszałem: „znowu tego nie zrobiłeś…”, „na ciebie nigdy nie można liczyć”, „ty to zawsze…”. Ja wyskakiwałem z kwiatami, z propozycjami wyjścia do kina, teatru, na kolację. Przez chwilę było dobrze, a później ona znowu wracała do swojej mantry. Przychodzi taki moment, że już nie wiesz, co masz robić, żeby było dobrze. Dla niej wszystko jest do dupy. Gdy jej kiedyś powiedziałem, że nie pamiętam, kiedy usłyszałem od niej coś miłego, obruszyła się i oczywiście przestała odzywać. Więc ja przestawałem się starać. Nie chciało mi się, przyznaję. Myślę, że faktycznie – my faceci, jesteśmy prostszej konstrukcji niż kobiety, mniej rzeczy sobie komplikujemy. Nie analizujemy przeszłości, tylko idziemy do przodu. Jak jest konflikt, chcemy jak najszybciej go rozwiązać, a nie rozmawiać o nim dniami i nocami, bo ile można gadać, trzeba działać. Taką mamy naturę i pewnie tym różnimy się od was – kobiet.

I seks. Zastanawiałem się, że jak to jest, że po 20 latach związku muszę się prosić o seks. Ile muszę się nachodzić, by spłynęła na mnie fala pożądania mojej żony. Nie spływała, przez ostatnich kilka lat naszego małżeństwa miałem wrażenie, że dla niej jest to jedynie spełnianiem obowiązku. Bywało, że się nakręcała, że chciała więcej, ale to nie trwało długo. A przecież ja mam 40 lat, jestem facetem. I nie chodzi mi o to, że mam swoje potrzeby, które ona powinna spełniać. Chodzi o bliskość, intymność, o to, bym i ja poczuł się dobrze, w tym związku, a nie odpychany we wszystkich jego obszarach. Mówiłem, próbowałem tłumaczyć, efekt zawsze był ten sam – foch. Zacząłem się w pewnym momencie zastanawiać, czy ona po prostu kogoś nie ma. Niczego nie znalazłem. Za to sam wpadłem.

Była koleżanką z pracy. Spotykaliśmy się w firmowej kuchni, rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Ona też biegała, mieliśmy więc sporo wspólnych tematów do rozmów. Pisaliśmy do siebie po pracy. Ona wysłała mi zdjęcia ze swoich tras biegowych, czasami do niej dzwoniłem biegając wieczorem. Czy flirtowaliśmy? Pewnie tak, choć nie wiem, kiedy wymknęło się to poza bezpieczne ramy. Czułem się w końcu jak facet, ktoś, kto wzbudza zainteresowanie, kto dla drugiej osoby jest ciekawy, a nie postrzegany tylko przez pryzmat umytej podłogi i wytartych kurzy. Wspólnie wyjechaliśmy na festiwal biegowy. Kilka drinków po biegu, endorfiny, energia. Mieliśmy dwa osobne pokoje, ale wylądowaliśmy w jednym. Poszło. Stało się. I wiecie co, nie żałowałem. Poczułem ulgę, że nadal jestem facetem, że mogę podobać się innym kobietom, że ktoś może chcieć mnie dotknąć, całować, śmiać się ze mną, nie odsuwa się, tylko przytula podczas snu.

Żona? Poczucie winy kazało mi uciekać od niej jak najdalej. Ona nie zwracała uwagi, że zasypiam na kanapie, jakby też jej to pasowało. Wracałem później, próbując naciągnąć czas do granic wytrzymałości, by spotkać się z moją kochanką. Klasyk. Wyjazdy służbowe, biegowe. Wiadomo, że nie dało się tego ciągnąć w nieskończoność. Gdy pewnego dnia żona spytała: „masz kogoś?”, nawet nie miałem siły kłamać. I wiecie, nawet jej tłumaczyć, dlaczego tak się stało. Byłem najgorszym świnią, chamem, ch*jem. Niewdzięcznikiem. Wyrodnym ojcem – to zabolało, bo akurat dzieci nigdy nie zaniedbałem i nie robiłem tego przeciwko nim. Zresztą nie robiłem przeciwko nikomu. Wypełniłem pustkę. Tak, facet, który zdradza zasługuje na wieczne potępienie. Nikt go nie pyta, co się stało, dlaczego. Nikt nie chce wysłuchać. Bo i tak w efekcie jest egoistą myślącym tylko rozporkiem. Dlaczego to piszę? Żebyście drogie panie zastanowiły się nad swoim związkiem, nad waszymi relacjami z partnerem, nim będzie za późno, nim on tego, czego od was nie dostaje, nie znajdzie, gdzie indziej. Zróbcie rachunek sumienia. Czy to wy w tym związku jesteście aż takie idealne?


Rozwód Seks Związek

3 powody, dla których warto czekać na jesień

Redakcja
Redakcja
6 listopada 2019
Fot. Materiały prasowe
 

Jesień, słusznie lub nie, uważana jest za najmniej lubianą porę roku. Napisano już mnóstwo poradników o tym „jak ją przetrwać”, czasem nawet „spróbować polubić”, a w ostateczności „jak przed nią uciec” – najlepiej gdzieś daleko w pogoni za słońcem. Tymczasem jesień ma swoje zalety i najlepsze co można zrobić – zamiast odliczać dni do wiosny – to jak najlepiej ją wykorzystać. W jaki sposób?

O ile we wrześniu i październiku, gdy dopisuje pogoda, jesień kojarzy się nam z kolorowymi liści, smakiem rozgrzewających herbat, dyniowych przysmaków oraz ciepłym kocem, pod którym można zaszyć się z książką lub obejrzeć ulubiony serial, o tyle później… Dni stają się coraz krótsze. Wychodzimy rano z domu – ciemno. Wracamy po południu z pracy – ciemno. Szybko daje o sobie znać mniejsza dawka słońca. Najpierw dopada nas zły nastrój, potem tracimy zapał do wszelkiej aktywności fizycznej, zaczynają się jesienne infekcje, a swoje dokłada smog, całkowicie zniechęcając do przebywania poza domem. Okazuje się jednak, że jesień ma również zalety. Jakie?

Teraz ty – nareszcie czas na rozwój pasji

Wiosną i latem próbujemy spędzać jak najwięcej czasu na świeżym powietrzu – i słusznie. Szkoda ładnej pogody, aby siedzieć w domu, nie zorganizować grilla z przyjaciółmi, nie zabrać bliskich na wycieczkę za miasto czy spędzić dzień aktywnie np. na rowerze. Nauka nowego języka obcego? Jak tu przyswajać nowe słówka, kiedy aura za oknem sprzyja bardziej plażowaniu nad jeziorem? Odkrywanie nowych i pogłębianie aktualnych zainteresowań np. gry na instrumencie, szydełkowania, sztuk walki, rzeźbienia albo nauka gotowania? Wszystko można, ale przychodzi weekend i… lepiej byłoby go spędzić z bliskimi gdzieś na łonie natury albo pomóc rodzicom na działce. Sytuacja zmienia się jesienią – długie, chłodne jesienne wieczory, to idealny czas, aby poświęcić trochę czasu… sobie. Kiedy nie lepiej odkrywać nowe pasje, próbować różnych rzeczy, w końcu znaleźć czas na wciąż przekładaną naukę czy wreszcie przeczytać polecane książki i filmy? Właśnie teraz!

Zrób pierwszy krok – odezwij się do dawno niewidzianych znajomych

Kiedy mamy najwięcej czasu dla innych? Najbardziej pożądaną odpowiedzią byłoby oczywiście stwierdzenie, że o każdej porze roku, ale nie zawsze jest to prawda. Wiosną i latem najczęściej wyjeżdżamy na wakacje i długie weekendy, remontujemy mieszkanie, pracujemy na działce. Planujemy zaprosić znajomych do siebie, co nie zawsze okazuje się łatwe, bo akurat się mijamy – oni wyjeżdżają na urlop, a my dopiero co z dalekich wojaży wróciliśmy. A zatem to jesienią jest najlepszy czas, aby pielęgnować przyjaźnie, odezwać się do dawno niewidzianych znajomych, zorganizować spotkanie klasowe czy służbową integrację. Tym bardziej, że nie ma lepszego sposobu na jesienną chandrę niż spędzenie wieczoru z przyjaciółmi, w trakcie którego można podzielić się anegdotkami z wakacyjnych podróży, poplotkować o dawnych czasach, powspierać i zainspirować w podjęciu różnych działań. Nigdzie nie jest powiedziane, że jesienią trzeba popadać w melancholię i narzekać na złą pogodę.

Usiądź, wycisz się, zrelaksuj. A potem zaplanuj coś wielkiego

Po kilku bardzo aktywnych miesiącach w końcu nadchodzi moment, żeby nieco zwolnić tempo i „znaleźć czas, którego wiecznie nie mamy”. Taki moment jest nam bardzo potrzebny i zamiast odliczać dni „byle do wiosny”, warto być tu i teraz. Najchętniej zaszylibyśmy się z książką i kubkiem kawy pod kocem i nie wychodzili z domu przez cały dzień. Godne ubolewania lenistwo? Niekoniecznie! Czas na regenerację, chwilę oddechu przed intensywną końcówką roku, jest bardzo ważny i nie warto umniejszać jego roli. Zamiast mieć wyrzuty sumienia, warto cieszyć się takimi momentami, gdy możemy się całkowicie wyciszyć. Dzięki dobrym słuchawkom jak np. można skutecznie wygłuszyć odgłosy dobiegające z ruchliwej ulicy czy od hałaśliwych sąsiadów i porządnie się zrelaksować. Domową ucztę dla ciała w postaci domowego spa można sobie zafundować bez opuszczania mieszkania. Albo zorganizować filmowy wieczór w towarzystwie przyjaciół. Nie mamy siły ani chęci iść na siłownię? W porządku, zróbmy sobie małą przerwę,  skróćmy treningi, a w kalendarzu zaznaczmy wybrany dzień w tygodniu, w którym możemy nie robić absolutnie nic. I nie miejmy z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia.

Jesień jako pora roku jest nam potrzebna. Możemy wtedy zwolnić tempo, znaleźć chwilę na odstresowanie się, zaplanować nadchodzące miesiące, rozwijać własne zainteresowania i wreszcie umówić się na kawę z dawno niewidzianymi znajomymi. Jesień to doskonała pora na… planowanie. I nie ważne czy mowa o kolejnym urlopie, zmianie pracy, edukacji lub wydatkach rodzinnych – w końcu można znaleźć czas, żeby spokojnie usiąść w fotelu, przeanalizować to i owo, i w końcu podjąć przemyślane decyzje.


Artykuł powstał we współpracy z Fresh n Rebel 


Rozwód Seks Związek

10 rzeczy, których nie powinniśmy mówić dziecku

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 listopada 2019
Fot. Pixabay/LisaLiza / CCO

Czego nie można mówić dziecku? Zdaniem psychologów jest kilka takich zdań, które mają na nie zdecydowanie negatywny wpływ. To, co im towarzyszy – negatywne emocje, zdenerwowanie, wyrzuty i podniesiony głos – również nie przynosi nic dobrego. Zwróćmy zatem uwagę na to, czy poniższe zdania nie pojawiają się zbyt często w naszych rozmowach z dzieckiem.

10 rzeczy, których nie powinniśmy mówić dziecku

„Pośpiesz się!”

Kiedy ciągle powtarzamy dziecku:  „pośpiesz się!”, staje się ono bardzo wrażliwe na wahania nastroju rodziców. Choć dla ciebie to krótkie zdanie brzmi raczej nieszkodliwie, psychologowie twierdzą, że jest agresywne i powoduje dodatkowy stres.

Zamiast tego możesz spróbować przekształcić polecenie w zabawę. „Kto pierwszy zdąży założyć buty ?!” „Założę się, że wsiądę do samochodu szybciej niż ty”…

„Nie rozmawiaj z nieznajomymi”

Mówienie dziecku, by unikało ludzi, których nie zna, brzmi jak dobra rada, ale może przynieść… odwrotny skutek. Jeśli ktoś jest miły dla twojego dziecka, może ono pomyśleć, że nie jest już „nieznajomym”, bo nieznajomy opisany przez ciebie jawi się jako ktoś niebezpieczny i nieprzyjemny.

Zamiast tego zapytaj swoje dziecko, co by zrobiło w konkretnej sytuacji. „Jeśli ktoś obcy każe ci wsiąść do samochodu, co zrobisz?”

„Zrobię to za ciebie”

Widząc, jak nasze dziecko zmaga się z czymś, może być dla niego trudne, zbyt szybko spieszymy z pomocą. Może to podważyć jego niezależność  i wiarę we własne siły i możliwości. Postaraj się pomóc dziecku, oferując rady lub zadając pytania, które mogą je nakierować na odpowiednie rozwiązanie.

„Jestem gruba/głupia/brzydka”…

Niemowlęta i małe dzieci nie myślą o tym, jak wyglądają, ani o tym ja powinny osądzać siebie i innych. Uczą się tego od dorosłych…

„Zwracaj większą uwagę… !”

Ale właściwie jak? Obszary mózgu, które kontrolują uwagę, rozwijają się u człowieka późno. W rzeczywistości naukowcy uważają obecnie, że „racjonalna” część mózgu nie jest w pełni rozwinięta do 25 roku życia! Jeśli wymagasz od dziecka skupienia musisz mu pokazać jak się koncentrować i absolutnie nie powinieneś go karać za to, że m a

„Zamknij się”

To powinno być oczywiste. I język i przekaz są wręcz niedopuszczalne. Powinniśmy odnosić się do dziecka z szacunkiem, którego sami od niego wymagamy. Przemoc słowna boli niekiedy bardziej niż fizyczna.

„Jesteś taki mądry”

Zamiast operować ogólnikami, powiedz dziecku za co je cenisz, podziwiasz konkretnie. Przekazuj komunikaty, z którymi łatwo mu się zidentyfikować, chwal za to, co dobrze wychodzi, motywuj.

„Jesteś taki ładny”

I co z tego? Czy to w jakiś sposób definiuje twoje dziecko? Określa jakim jest człowiekiem, co potrafi, czego nie lubi? Nie uczmy dziecka od małego tego, żeby skupiało się za mocno na swoim wyglądzie. Niech wie, że każdy z nas jest wyjątkowy, ale z innego powodu.

„Twój brat/twoja koleżanka umiałby to zrobić lepiej”

Nie porównujmy. Każdy z nas jest inny, każdy ma inne możliwości, inne zdolności, umiejętności. Każdy w innym tempie rozwiązuje problemy. Skupmy się na tym, jak dziecko stara się poradzić sobie z konkretnym problemem, a nie nad tym, że nie robi tego tak, jak inni.

„Nie przytulę cię, jeśli tego nie zrobisz”

Szantaż emocjonalny to bardzo niebezpieczne narzędzie, które może wyrządzić naszemu dziecku dużą krzywdę. Pamiętaj, że miłość jest bezinteresowna i bezwarunkowa – kochasz bez względu na wszystko. Takiej miłości ucz swoje dziecko.

 


Zobacz także

Panowie, czas przejrzeć na oczy. Te błędy popełnia większość z was

„Na papierze straciłem żonę, w rzeczywistości straciłem znacznie więcej. Straciłem kawałek siebie.Dziękuję, że byłaś tak ważną częścią mojego życia”

Mój mąż gej

Mój mąż gej… To takie dziwne, że jeszcze wczoraj żyłam w zupełnie innym świecie