Związek

Uzdrawiająca moc miłości. Jak dobry związek może cię uwolnić cię od złej przeszłości

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
17 września 2016
Fot. Pexels / Freestokcs /
 

Dobry związek lub udane małżeństwo, mogą skutecznie nas ocalić, uratować przed demonami przeszłości. W relacji opartej na szczerym uczuciu i wzajemnej akceptacji tkwi olbrzymi potencjał. Tak wielu z nas dorasta w rodzinach dysfunkcyjnych. Są tacy, którzy zmagali się alkoholizmem rodziców, czy ich uzależnieniami innego typu. Są tacy, których wychowywano „na chłodno” bez ciepła, bez komunikacji, bez czułych, pokrzepiających słów i  dotyku. Są wreszcie tacy, którzy doświadczyli fizycznej lub słownej przemocy, manipulacji i nieustannej kontroli. Wyszliśmy  z tych rodzin poranieni, poszarpani. I nie do końca potrafiący odnaleźć się w relacji z drugim człowiekiem.

Wyobraź sobie taką sytuację (a może wcale nie musisz jej sobie wyobrażać, bo przeżyłaś ją na własnej skórze): masz dwadzieścia kilka lat, spotykasz kogoś, zakochujesz się. Choć nadal czujesz się niepewnie stawiając życiowe kroki w dorosłym życiu, wchodzisz w ten związek w nadziei, że wreszcie będzie inaczej niż zwykle.

Etap pierwszy: KONSTERNACJA

Jesteś właśnie taką, poranioną przeszłością osobą. Przeżyłaś coś, co pozostawiło w tobie głębokie blizny, wiele bólu i mnóstwo strachu. Ciągle nie możesz uwierzyć, że on cię kocha. I za co właściwie? W sytuacji konfliktowej, kiedy zdarzy mu się podnieść głos – zamierasz. Jesteś znów tą małą, czteroletnią dziewczynką, przerażoną, zamkniętą w sobie, nie sposób się teraz z tobą porozumieć. Panicznie boisz się tego krzyku, bo przywołuje on najgorsze wspomnienia z dzieciństwa. To się zdarza setki razy, w ciągu pierwszych dwóch lat waszego związku, potem małżeństwa. Twój partner nie wie co właściwie się z tobą dzieje. Nie tłumaczysz, zostawiasz go z emocjami, w poczuciu osamotnienia i rozpaczy. Tu mógłby nastąpić początek końca tego związku. Gdyby nie to, że…

Etap drugi: PRAWDA

Jego miłość jest prawdziwa. Mimo, że nie rozumie, co właściwie się z tobą dzieje, okazuje ci wsparcie, czułość i akceptację. Nie odchodzi, ZAUWAŻA, że masz problem. Zaczyna szukać rozwiązań.

W miarę jak twoje zaufanie i wasze wspólne zaangażowanie w tę relację rośnie, zbliżacie się do siebie coraz mocniej. Nadchodzi moment prawdy, w którym mówisz mu o wydarzeniach z twojego życia, które ukształtowały cię w taki, a nie inny sposób. Zaczynasz też odnosić je do waszej relacji, mówić jak się w niej czujesz, gdy z zupełnie błahych powodów wpadasz w otchłań rozpaczy. Jesteś wtedy znów małą, delikatną dziewczynką. Spadasz do głębokiej, ciemnej studni. Jesteś przerażona. Jesteś tak zrozpaczona, że nawet nie krzyczysz o pomoc. Nie wierzysz, że ktokolwiek przyjdzie uratować cię z tej studni.

Etap trzeci: POMOC

On prosi cię tylko o jedną rzecz: obiecaj mu, że kiedy następnym razem znajdziesz się na dnie twojej studni, zawołasz go, poprosisz o pomoc, nie zamkniesz się do końca, szczelnie w swojej skorupce, by na nowo, w samotności przeżywać swój ból z przeszłości.

Przez chwilę jeszcze cierpisz w milczeniu, by ostatecznie zdecydować się na ten przełomowy krok.

Nie jest ci łatwo, ale kiedy zjawia się on, czujesz natychmiastową ulgę. Pierwszy raz w życiu czujesz, że nie jesteś sama. Jest ci dziwnie, inaczej niż kiedykolwiek. Zaczynasz oddychać, zaczynasz żyć. Najpierw jeszcze nieporadnie, potem powoli coraz bardziej teraźniejszością niż przeszłością.

Etap czwarty: AKCEPTACJA I STABILIZACJA

Stajesz się silniejsza i zaczynasz wierzyć w to, że zasługujesz na ratunek. Z biegiem czasu, z powtarzalnością tej sytuacji, uczysz się, że nie jesteś już sama. A wtedy wydarza się cud. Powoli odnajdujesz w sobie siłę, by samej wydostać się ze swojej studni. Wiesz już, jak się uspokoić bez jego pomocy i obecności. Świadomie pozwalasz innym, by cię kochali. Może decydujesz się na pomoc terapeuty?

W trudnej przeszłości odnajdujesz wartość: masz w sobie dużo empatii i zrozumienia dla rzeczy i sytuacji, których inni nie rozumieją. Być może sama umiałabyś uratować kogoś innego.

Jak uzdrowiła cię miłość:

– wyciągnęła do ciebie rękę, gdy znajdowałaś się na dnie rozpaczy,

– dała ci wsparcie, które uwolniło cię od ograniczających przekonań o twojej niskiej wartości,

–  zmobilizowała do pracy nad negatywnym obrazem samej siebie, z którym borykałąś się od lat.

Twoje życie już prawie przypomina tego, które miałaś dawniej.

Proces  uzdrowienia zaczyna się w momencie, w którym zaczynasz wierzyć,  że masz je w zasięgu ręki. Gdy masz takie przekonanie, zaczynasz wypróbowywać różne nowe schematy zupełnie inne niż te, w których tkwiłaś od lat, a które trzymały cię jak zakładnika w twojej przeszłości.

Miłość drugiego człowieka, szczera i bezwarunkowa może nas uratować. Warunkiem jest wzajemna szczerość, nie wolno nam udawać, że studnia rozpaczy nie istnieje.


Związek

Zołza – to tylko moje drugie imię, czy całej damskiej populacji? No dobra, dzisiaj to ja przeproszę

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
17 września 2016
Fot. iStock/Yuri_Arcurs
 

Stoję nad patelnią. Zamaszyście zmywam strupy z obiadu, bo nikt nie pomyślał o opłukaniu mojego Tefala. Tyle razy, ile mówię. Ile proszę.  Po pierwsze nie maltretuj pasty do zębów, po drugie zmień mości panie papier toaletowy, kiedy po ścisłym posiedzeniu w ręku zostaje ci już tylko świstek na wzór autobusowego biletu i na Boga – opłucz talerz.

Jakiś był zgrzyt, ewidentnie. Iskry skakały jak po nieoheblowanej desce. Nie bez przyczyny przecież stoję przy zlewie z nosem na kwintę mamrocząc najgorsze litanie. Nie bez przyczyny pogniewałam się na amen. Na zawsze. I bez wycieczki na kolanach do Częstochowy w intencji mojego lepszego samopoczucia odgniewać się nie mam zamiaru. Żeby mężczyzna wiedział, miejsce swoje znał. To jest poważne pogniewanie i nie na żarty powinno się je traktować. Nie na darmo nie odzywam się już od pół godziny, mimo tego, że kot właśnie zaplątał się w plastikowy, mysi ogon. Wyglądał przezabawnie, jak spadał z nim ze stołka, a ja ledwo co opanowałam śmiech. Nie wolno było się zaśmiać. Gniewam się na poważnie, jak zawsze. W pogniewaniu trzeba umieć wytrwać. Wiadomo.

W naszym codziennym rytuale idzie on znowu, na horyzoncie szura nogą powolnie, spod byka brew unosi, widać, że serce mu mięknie, trochę dupa. Azymut poprawnie ustawił na moje napuszone ego, na „idź sobie” odpowiednio długo odbija jak o ścianę stanowczym „przestań”. Od pierwszych kroków czuję wicher ekscytacji, zdobytą górę współzawodnictwa, zwycięstwo, że tak oto mężczyzno ty do mnie, nie ja do ciebie. W pianie jakby mocniej majtam trzepaczką do jajek, a chochlą od pomidorowej jak batutą zawijam. Głową aktorsko zarzucam na lewo, pancerz się łamie, ale mój to trochę ze stali, może być ciężko, to potrwa.

Przepraszaj mnie. Przepraszaj draniu póki się przepraszaniu oddaję, bo później pogniewać się mogę więcej. Pogniewam się mocniej. Zacietrzewię z większym zapałem. Właśnie za to, że się do przepraszania zabrać nie chciał. A trzeba! I kiedy już, pokruszony jak jajeczna skorupka, przekonany o winie swojej największej do mnie doczłapiesz, – Boże, przepraszam! – wykrzyczysz szczere. To ja za cholerę. Nic a nic. Nie będę pamiętać. Za co to ja się właściwie pogniewałam?

Jestem bohater dramatyczny. Przyznać mu się, że nie wiem? Nie ma mowy. Jeszcze sobie trochę pocmokam pod nosem z niezadowolenia. Już w sumie nie muszę, wiem, ale ciężko teraz, na szybko, wymiksować się z operacji „foch”. Tak się zakopałam, że aż sama uwierzyłam. Pomału czuję, że jestem zła do szpiku kości. Po cichu z lekka mi wstyd. Starannie wciągane nosem prawdy od mamy, o roli kobiety i mężczyzny, o otwieraniu drzwi, o noszeniu na rękach, o zdobywaniu, ustępowaniu i wiecznej potrzebie żeńskiej dominacji, tak strasznie zmutowały, że nie jestem w stanie odpuścić niespłukanej patelni. Zołza – to tylko moje drugie imię, czy całej damskiej populacji?

Idę do niego. Dzisiaj ja odpuszczę. Dzisiaj będę przepraszać. Czasem warto.

Stoję nad patelnią. Zamaszyście zmywam strupy z obiadu, bo nikt nie pomyślał o opłukaniu mojego Tefala. Tyle razy, ile mówię. Ile proszę.  Po pierwsze nie maltretuj pasty do zębów, po drugie zmień mości panie papier toaletowy, kiedy po ścisłym posiedzeniu w ręku zostaje ci już tylko świstek na wzór autobusowego biletu i na Boga – opłucz talerz.

Jakiś był zgrzyt, ewidentnie. Iskry skakały jak po nieoheblowanej desce. Nie bez przyczyny przecież stoję przy zlewie z nosem na kwintę mamrocząc najgorsze litanie. Nie bez przyczyny pogniewałam się na amen. Na zawsze. I bez wycieczki na kolanach do Częstochowy w intencji mojego lepszego samopoczucia odgniewać się nie mam zamiaru. Żeby mężczyzna wiedział, miejsce swoje znał. To jest poważne pogniewanie i nie na żarty powinno się je traktować. Nie na darmo nie odzywam się już od pół godziny, mimo tego, że kot właśnie zaplątał się w plastikowy, mysi ogon. Wyglądał przezabawnie, jak spadał z nim ze stołka, a ja ledwo co opanowałam śmiech. Nie wolno było się zaśmiać. Gniewam się na poważnie, jak zawsze. W pogniewaniu trzeba umieć wytrwać. Wiadomo.

W naszym codziennym rytuale idzie on znowu, na horyzoncie szura nogą powolnie, spod byka brew unosi, widać, że serce mu mięknie, trochę dupa. Azymut poprawnie ustawił na moje napuszone ego, na „idź sobie” odpowiednio długo odbija jak o ścianę stanowczym „przestań”. Od pierwszych kroków czuję wicher ekscytacji, zdobytą górę współzawodnictwa, zwycięstwo, że tak oto mężczyzno ty do mnie, nie ja do ciebie. W pianie jakby mocniej majtam trzepaczką do jajek, a chochlą od pomidorowej jak batutą zawijam. Głową aktorsko zarzucam na lewo, pancerz się łamie, ale mój to trochę ze stali, może być ciężko, to potrwa.

Przepraszaj mnie. Przepraszaj draniu póki się przepraszaniu oddaję, bo później pogniewać się mogę więcej. Pogniewam się mocniej. Zacietrzewię z większym zapałem. Właśnie za to, że się do przepraszania zabrać nie chciał. A trzeba! I kiedy już, pokruszony jak jajeczna skorupka, przekonany o winie swojej największej do mnie doczłapiesz, – Boże, przepraszam! – wykrzyczysz szczere. To ja za cholerę. Nic a nic. Nie będę pamiętać. Za co to ja się właściwie pogniewałam?

Jestem bohater dramatyczny. Przyznać mu się, że nie wiem? Nie ma mowy. Jeszcze sobie trochę pocmokam pod nosem z niezadowolenia. Już w sumie nie muszę, wiem, ale ciężko teraz, na szybko, wymiksować się z operacji „foch”. Tak się zakopałam, że aż sama uwierzyłam. Pomału czuję, że jestem zła do szpiku kości. Po cichu z lekka mi wstyd. Starannie wciągane nosem prawdy od mamy, o roli kobiety i mężczyzny, o otwieraniu drzwi, o noszeniu na rękach, o zdobywaniu, ustępowaniu i wiecznej potrzebie żeńskiej dominacji, tak strasznie zmutowały, że nie jestem w stanie odpuścić niespłukanej patelni. Zołza – to tylko moje drugie imię, czy całej damskiej populacji?

Idę do niego. Dzisiaj ja odpuszczę. Dzisiaj będę przepraszać. Czasem warto.


Związek

Co się stanie, jeśli rano będziesz pić wodę na pusty żołądek? Kilka bardzo dobrych i zaskakujących rzeczy!

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
16 września 2016
Co się stanie, jeśli rano będziesz pić wodę na pusty żołądek? Kilka bardzo dobrych i zaskakujących rzeczy!
Fot. iStock / Courtney Keating

Woda jest podstawą życia, bez niej nie zaszłyby żadne procesy metaboliczne w naszym ciele. Stanowi ona ważną część wszystkich komórek i tkanek, bez niej proces trawienia nie przebiegałby prawidłowo, podobnie niemożliwa byłaby regulacja temperatury ciała. Jest ona podstawowym składnikiem pokarmowym, ponieważ ciało dorosłego człowieka aż 65% składa się właśnie z wody.

Nasz organizm nie jest w stanie zmagazynować jej większej ilości, więc musimy mu ją stale dostarczać. Gdy następuje jej niedobór, pociąga za sobą zaburzenia stanu zdrowia. Warto więc uzupełniać płyny przez cały dzień, nie czekając na pierwsze sygnały pragnienia.

Najlepszym nawykiem jest picie wody każdego ranka 

Co się stanie, jeśli rano będziesz pić wodę na pusty żołądek? Kilka bardzo dobrych i zaskakujących rzeczy!

Fot. iStock / adekvat

Najlepszym przykładem dobroczynnego wpływu wody na ciało są Japonki. Znane z troski o swoją figurę i urodę, każdego dnia z samego rana piją wodę a ich ciało mi się za to odwdzięcza. Widać w tym ogromną różnicę w stosunku do krajów zachodnich, których mieszkańcy zamiast wody piją słodzone gazowane napoje. Nie od dziś wiadomo, że typowy obywatel Stanów Zjednoczonych ma sporo kilogramów nadprogramowych, a drobne Japonki nie znają takiego problemu. Przedstawicielki Kraju Kwitnącej Wiśni cieszą się zdrowiem i rzadkimi zachorowaniami na choroby cywilizacyjne typu cukrzyca i otyłość.

Weź przykład i przeprowadź skuteczną kurację nawadniającą organizm

Jeśli chcesz jak najlepiej nawodnić organizm naucz się tego schematu:

  • Pij około 160 ml wody czterokrotnie zaraz po przebudzeniu, przed szczotkowaniem i na pusty żołądek.
  • Nie jedz nic przez następne 45 minut.
  • Pij wodę co najmniej 30 minut przed jedzeniem, ale nie w ciągu następnych dwóch godzin od śniadania, lunchu i kolacji.
  • Jeśli nie możesz wypić cztery szklanki wody na czczo, zacznij od jednej szklanki i wypij tyle ile pozwala ci żołądek. Tym sposobem możesz stopniowo zwiększać spożycie wody, aż do osiągnięcia pożądanego poziomu 640 ml.

Co się stanie, jeśli rano będziesz pić wodę na pusty żołądek?

1. Odtrujesz ciało

Dzięki piciu wody doskonale poprawisz pracę jelit, więc łatwiej poradzą sobie one z usuwaniem skutków przemiany materii. Toksyny zostaną szybciej usunięte także poprzez mechanizm pocenia. Picie wystarczającej ilości wody w ciągu dnia jest niezbędne w utrzymaniu prawidłowego pH komórek na poziomie około 7, co zapobiegnie zakwaszeniu i obniżeniu odporności. Nawilżony organizm w dodatku nieobciążony toksynami, sprawnie poradzi sobie ze wszystkimi zadaniami.

2. Podkręcisz tempo metabolizmu i schudniesz

Twoja przemiana materii przyspieszy co najmniej o 24%, jeśli każdego dnia będziesz piła wodę na czczo. Woda pomaga w procesie trawienia i utrzymuje odpowiednie uwodnienie komórek, więc reakcje biochemiczne przebiegają sprawnie i szybko. Przemiana materii zwalnia nawet przy 3% ubytku wody z organizmu. Poza tym woda nie posiada kalorii, żadnego cukru, można ją pić bez wyrzutów sumienia i szkody dla zdrowia. Woda spożywana na czczo wypełni żołądek i zablokuje odczucie głodu, dzięki czemu zjesz mniejszy posiłek. Ponieważ woda świetnie wpływa na proces trawienia, pokarm szybciej zostanie wykorzystany przez organizm a jego resztki wydalone, bez kumulowania toksyn.

3. Wpłyniesz pozytywnie na stan skóry

Czyli zadziała na nasz wygląd, ponieważ woda nawilża i wygładza cerę, Stwierdzono w badaniach, że picie 500 ml wody na czczo zwiększa przepływ krwi w skórze i nadaje blask oraz świeżość skórze. Pamiętaj, że toksyny z organizmu uwidaczniają się w stanie skóry, a im bardziej nawilżony organizm, tym mniej problemów z wyglądem.

Co się stanie, jeśli rano będziesz pić wodę na pusty żołądek? Kilka bardzo dobrych i zaskakujących rzeczy!

Fot. iStock / adekvat

4. Utrzymasz włosy w lepszej kondycji

Włosy, podobnie jak skórę, należy odżywiać od wewnątrz, by utrzymać je w dobrej kondycji. Niedostatek wody w organizmie powoduje, że włosy zaczynają się łamać i wyglądają nieatrakcyjnie. Picie odpowiednich ilości wody poprawia ich stan oraz przyspiesza proces wzrostu.

5. Ochronisz układ moczowy przed infekcją

Wypijanie odpowiedniej ilości wody wspiera prawidłową pracę nerek i pęcherza moczowego. Wiadomo, że picie wody na czczo rozrzedza kwasy, które prowadzą do powstawania kamieni w nerkach. Odpowiednia ilość wody umożliwi także skutecznie filtrowanie produktów przemiany materii, a zbyt mała zagęszcza mocz, który może powodować schorzenia dróg moczowych oraz pęcherza.

6. Zapobiegniesz nowotworom jelita

Regularne nawodnianie organizmu zapobiega występowaniu raka jelit. Większa ilość wody zmniejsza stężenie substancji kancerogennych, a tym samym ich toksyczność. Ponadto poprawiając pracę jelit, zapobiega zaparciom i powstawaniu hemoroidów.


źródło: , 


Zobacz także

"Mąż kat, to nie tylko dramat kobiet, których życie potoczyło się mniej bajkowo i zepchnęło w odmęty patologii"

„Mąż kat, to nie tylko dramat kobiet, których życie potoczyło się mniej bajkowo i zepchnęło w odmęty patologii”

Samotność w związku. Czy można ją przezwyciężyć?

Czy żałuję? Bogu dziękuję za ten rozwód i nowe życie!

https://buysteroids.in.ua

тестостерон ципионат цена