Psychologia Seks Związek

„Przepraszam, mam romans. Czy może mi Pani pomóc?”. Z dziennika niewiernej

Dziennik Niewiernej
Dziennik Niewiernej
21 stycznia 2016
Fot. iStock / BeyzaSultanDURNA
 

Zmięta kartka leżała na dnie torby już długo. Na niej zapisany numer Doktor M.,  znanej psychoterapeutki. Numer dostałam od Anki. – Musisz coś z tym zrobić! Tak się nie da. Siedziałyśmy na kawie, patrzyła na mnie potępiająco. Romans to nic dobrego! Jesteś nieuczciwa, a nie masz charakteru kłamcy, w zasadzie to w ogóle nie potrafisz kłamać – dodała uśmiechając się łagodniej. Grzebałam widelcem w ciastku, mała, zawstydzona dziewczynka. To dlatego do niej zadzwoniłam, do tej cholernej doktor M., specjalistki od leczenia dusz. Choć nie wierzę w terapię i uważam, że to strata pieniędzy i czasu.

Winda wydała przerażający dźwięk. „Relikt przeszłości” pomyślałam patrząc na nią. Widna z horrorów i kryminałów, wejdziesz do niej i zaraz ktoś cię udusi, zasztyletuje czy co tam jeszcze. Sunęłam nią w górę i myślałam, że to absurd. Ta cała doktor M. i  jej stara kamienica, i ta wizyta tutaj  w środku tygodnia, w środku dnia. Zakłócenie stałego rytmu pracy. Franek dłużej w przedszkolu, robota niezrobiona. Ech.

Wystrój pokoju doktor M. mnie rozbawił. Żadnej oryginalności, dwa fotele, paczka chusteczek. – Nie będę płakać – rzuciłam.

– A dlaczego ma pani płakać? – uśmiechnęła się.

Bo mam ochotę? – pomyślałam – Chciałabym wreszcie porządnie popłakać. Inaczej uduszę się ze sobą.

– Właściwie to nie wiem – mrugnęłam do niej.

Była drobna, niewysoka i lekko kulała. Spódnica w kratę, włosy spięte w kucyk. Milczała.

– Dlaczego pani milczy? – zapytałam.

– Bo czekam – powiedziała życzliwie.

Parsknęłam śmiechem. Niewiarygodne, teraz będziemy toczyć gierki słowne. To jakaś wariatka. Spojrzałam na nią znów. Była poważna.  Może uważna.

– Mam romans – wykrztusiłam i poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Nie, nie wezmę tych cholernych chusteczek.

– To jest, rozumiem dla pani trudne, tak? – spytała

Zdenerwowałam się.

– A nie powinno być?

– Nie wiem, co powinno. Może spróbuje mi pani wytłumaczyć, dlaczego to dla pani trudne.

– Bo mam kochającego męża, syna, wybrałam małżeństwo, a teraz zakochałam się w kimś innym. To cholerny pat. Jestem zła, zła i zła.

– Mieć romans to być złym człowiekiem.

– A nie?

– Obchodzi panią, co ja myślę? Ważne, co pani myśli. Uważa, że nie ma pani wyboru? Rzeczy się zdarzają same i są?

– Uważam, że każdy wybór jest dla mnie zły i dlatego nie robię nic. Jestem nigdzie, męczę się, kłamię, lawiruję, czuję się podłym człowiekiem.

– Czego pani by chciała?

– Chciałabym wiedzieć. Chciałabym podjąć decyzję – spojrzałam na nią wyczekująco.

– Chciałaby pani, żebym pani pomogła?

– Musi pani się o wszystko pytać?

– Denerwuje to panią?

Niewiarygodne, ta wizyta to absurd. Tłumaczę się przed wszystkimi, jeszcze teraz przed tą głupią babą. Chcę wyjść, jechać do Franka, pobawić się dinozaurami, w jego kolorowym świecie zapomnieć o moim brudnym.

– Czuje się winna, nieustannie winna – mówię szczerze

– W jakich sytuacjach?

– W każdej sytuacji. Teraz, bo zadręczam panią głupotami, a słyszałam, że miała pani poważną operację. Przecież to głupie, ja jestem niemoralna, pani ma poważne problemy ze zdrowiem, ludzie chyba mają poważniejsze problemy.

– Pani romans to błahostka? Przecież to dowód, że coś się wali. Najważniejsze rzeczy. Szuka pani pomocy, bo czuje się pani zagubiona, dlaczego uważa pani, że to nie jest nic ważnego. Często pani myśli, że pani sprawy nie są ważne?

Często. Boję się prosić o to, czego potrzebuje. Tak, jak miesiącami bałam się poprosić Marcina, żeby zauważył, że mamy kryzys. Nie przytulasz mnie już, wiesz? A ty zawsze musisz mieć problem? Setki podobnych dialogów. Bagatelizowanie, bagatelizowanie. Czy to facet może się odsunąć po urodzeniu dziecka? Dziękuję, zrobiłaś swoje, możesz odejść. No, nie aż tak bardzo daleko, bo przecież mamy rodzinę, no wiesz, najważniejsza jednostka społeczna.

„Jesteś wobec niego niesprawiedliwa” – słyszę strofujący głos mamy. „To ideał. Za moich czasów….”. Coraz szybciej kroję marchewkę. Walę nożem o deskę, nie chcę tego słuchać. Tak, przyzwyczaiłam się, nie mogę czuć, rodzina to świętość”

Od doktor M. wracam piechotą. Brnę w zaspach śniegu, duże płaty spadają mi za kołnierz. Nie czuję zimna. Czuję, że ona będzie dla mnie ratunkiem, pomoże mi przedostać się przez własne zapętlenie. Gdzieś na końcu tej drogi będę wiedziała co robić. I podejmę decyzję, coś czego się tak boję.

To ja, kobieta podzielona. Lubię tak o sobie myśleć: podzielona.

Żona i matka. Piekę ciasta, tłukę kotlety, sprzątam, wychodzę z psem. Nie zostawiam porozrzucanych ubrań, książek, moja wanna lśni.  Mąż pracuje od rana do wieczora, ja też pracuje. W biegu zapomniałam nasz ostatni, dobry seks, nie mam już siły prosić o rozmowę. Zresztą one nie wnoszą niczego. Godziny o tym samym, a potem znajdujemy się w punkcie wyjścia. On obiecuje zmianę, ja cierpliwość. Nie mam już sił.

Kochanka. A może tak naprawdę kobieta tamtego. Impuls, siła, której jeszcze nie mogę opanować. Uczucie. Przecież długo z tym walczyłam. Ale czy kobieta samotna nie jest łatwa do uwiedzenia? Pierwszy seks, u niego w domu. Wcale nie tak świetny, ale jednak prawdziwy. Zapowiedź dłuższej historii. Myślałam, że romanse wyglądają inaczej. Ona po seksie ucieka, przestraszona, pełna wyrzutów sumienia. Wtedy jeszcze nie miałam wyrzutów. Wracałam do domu pierwszy raz, po latach, szczęśliwa. Nie, nie jako matka, bo tak bywam szczęśliwa wciąż. Ale jako kobieta. Śmiałam się do ludzi w markecie, pomogłam starszej pani przejść przez ulicę, nie patrzyłam z zazdrością na pary. Był tylko zachwyt. Nie czułam, że zdradziłam. Bo czy można zdradzić przyjaciela i brata?

Wyrzuty przyszły później. Jeszcze silniejsze. Wiedziałam, że iluzje były mi potrzebne, żeby nie skonfrontować się z rzeczywistością. Prowadzę podwójne życie. W każdym zostawiam część siebie. A to podobno faceci są potworami.

– Chcę z tobą być – powtarza on.

– Ale ja mam dziecko – odpowiadam.  – Mój syn kocha ojca, nie mogę mu rozbijać domu.

– Już to robisz.

Nie lubię tego jego tonu. I tej prawdy. Smutne, nie tak wyobrażała sobie siebie dorosłą. I nie tak wyobrażałam sobie rodzinę.

C.D.N


Psychologia Seks Związek

„Chodź, opowiem ci jak żyje żona tuż przed zdradą”. Z dziennika niewiernej

Dziennik Niewiernej
Dziennik Niewiernej
24 stycznia 2016
Fot. Pixabay / Bykst /
 

Na początku każdej zdrady jest samotność.

– Nie ma gorszej samotności niż samotność w związku – powiedziałam doktor M.

– Proszę mi o tym opowiedzieć – poprosiła.

Pierwszy raz ktoś zapytał co ze mną. Jak ja się z tym czuję. Dlaczego. Ludzie mają najczęściej do zdrady podejścia dwa. Pierwsze jest instrumentalne. Zdradzam, bo tak wygodniej, bo szukam emocji, bo takie życie. Drugie jest demonizujące. Zdradzają potwory, ludzie bez zasad. Szukałam jakiegoś środka. Doktor M. była dla mnie złotym środkiem. Pytała.

– Pewnie wszystko zależy od punktu siedzenia – odpowiedziałam. – Gdybym była ofiarą zdrady uważałabym to za podłość. Chyba.

Zanim Go spotkałam byłam najbardziej samotną żoną pod słońcem. A może wcale nie? Może jest nas takich setki. To rodzaj samotności, o której nikomu nie mówisz, bo ona nie mieści w żadnych kategoriach. Jakbyś nagle coś duszącego przyczepiło się do ciebie, łapało za gardło. Wstyd przyznać się do takiej samotności. Bo nie ma w niej dramatu. Ani żadnego skandalu. Jest tylko wciąż to nic. Że on idzie nieustannie spać oddzielnie? Że cię nie dotyka? Że już częściej ma na twarzy grymas nie zachwyt?

– Dlaczego taaaak układasz te rzeczy w lodówce? (czy to jest, kur*a, ważne jak je układam?)

– Dlaczego nie pamiętałaś? (bo zapomniałam?)

– Dlaczego nie zrobiłaś? (bo nie zdążyłam?)

– No….  (na jakieś pytanie)

– Aha… (na bardziej skomplikowane pytanie).

Przestajesz żyć z facetem, zaczynasz z bratem, ojcem, nauczycielem, współlokatorem, rozdrażnionym znajomym. On czasem przysuwa się do ciebie, przez chwilę jest w nim dawne pragnienie, są też słowa, które mają cię (was) uspokoić: wciąż cię kocham, jesteś jedyna, jesteś piękna. Ale już czujesz gdzieś sztuczność tych słów. I nawet nie że on ciebie nie kocha, bo może kocha, ale to już jest po swojemu. I już wiesz, że na niecierpliwość, rozdrażnienie i zmęczenie pozwalają sobie ludzie, dla których już nie jesteś aż tak ważna.

A przecież mieliście być wyjątkowi. Wam miało się udać. Ominąć znudzenie, zmęczenie, a co najważniejsze rezygnacje ominąć. Na początku tej samotności się starasz. Bo może on ma kryzys? Może jest zmęczony. A potem temu ulegasz. Obieracie wspólnie ziemniaki, robicie sałatę i zakupy. Częściej jednak czujesz rozdrażnienie, on też, choć oczywiście gdy go pytasz, mówi: „Ale o co ci chodzi?”.

To „ale o co chodzi” staje się najbardziej wyrafinowaną formą przemocy. Kto jest w końcu głupi i ślepy: ty czy on? Tak wyglądać ma związek? Dwie orbity krążące wokół siebie? Ludzie, którzy kłócą się w markecie o to, który jogurt jest lepszy. I to jego: wszystko jest ok, które odbiera ci wolę walki. Nie chce ci się nawet pytać: „Czy ty się mnie kiedyś czepiałeś o jogurt?!Gdzieś mieliśmy wszystkie jogurty świata, bo najważniejszy był kompromis, pamiętasz?!”.

Najlepsza jesteś jednak w wypieraniu. Tak jakby to, że macie wspólne dziecko, psa i dom sprawiało, że automatycznie jesteście sobie bliscy.

Wypierasz więc, że rzadko się śmiejesz. Że ze wzruszeniem oglądasz wasze zdjęcia z przeszłości, ale już nie pamiętasz tych emocji. Żadnych emocji nie pamiętasz. Emocją jest to, że jesteś matka, że przytulasz dziecko, czujesz jego ciepło, jesteś spokojna, że dziecko nie choruje. Bliskość syna jest najwyższą formą bliskości.

I nie chodzi o ten pośpieszny seks, czy po winie znów trochę namiętny. Chodzi o to, że płaczesz po orgazmie. I w środku, gdzieś w środku jesteś pewna, że już nigdy nie poczujesz się szczęśliwa.

Nikomu o tym nie mówisz. Ludzie myślą, że jesteście fajną rodziną. I to jest właśnie najgorsze. Jak inne są twoje emocje od tego, co dzieje się na tym schludnym obrazku.

I wtedy pojawia się On. Nie jest zbyt inwazyjny, głośny, bo przecież od razu byś uciekła. Nie lubisz już hałasu w życiu. Emocjonalnego hałasu, oczywiście. Nie możesz sobie na niego pozwolić. Jesteś żoną, matką, jesteś….

Chryste, jakże doskonała jesteś w samooszukiwaniu siebie.

Czy ty jeszcze w ogóle wiesz jaka jesteś naprawdę?

W jego mieszkaniu odkrywasz siebie na nowo. Zobacz, tu masz stopy, o rany jakie są ładne. Masz łydki, brzuch i dłonie, które są powodem zachwytu. Nagle rozumiesz, że byłaś już kompletnie nieżywa, przeniosłaś się cała na planetę obowiązki, a planetę ciało najbardziej pamiętasz z porodu. On to zmienia. Nie przejmuj się, nie planujesz romansu. Mówisz sobie. To naprawdę tylko jedna kawa. No dobra, dwie. Może kolacja? Kiedy ostatnio byłam z kimś na kolacji? Potem wiesz, że nie powinnaś wchodzić do niego do domu, a jednak wchodzisz, bo który człowiek mając do wyboru śmierć i życie wybierze śmierć? No halo.

Nic nie zapowiada cierpienia, szeregu dramatów. Na tym można by po prostu skończyć tę opowieść, wrócić  tam gdzie jest miejsce żony, wrócić do dawnego życia.

Tylko, że są sytuację od których odwrotu nie ma. I nie chodzi o jakiś seks z jakimś facetem. Ty już to wiesz. Na razie tylko ty.   

No, chociaż tyle, że jednak nie jesteś martwa i nie wszystko się skończyło. I tyle z dobrych wiadomości.

Wiele tygodni później twój mąż spyta:

– Dlaczego mnie zdradziłaś?

Będziesz patrzyła na niego oniemiała, o co mu chodzi do diabła, czy nie prosiłaś o niego, nie walczyłaś, nie starałaś się? I kto tu pierwszy zdradził właściwie.

Będziesz miała jednak na tyle uczciwości w sobie, żeby powiedzieć wprost.

– Bo się zakochałam.

On dostanie histerii, będzie cię prosił, żebyś została. Albo powie: „spier….”. Albo będzie mówił i jedno i drugie. A tobie będzie wszystko jedno. Resztkami rozsądku pomyślisz o dziecku. Jeśli będziesz coś ratować, to tylko dla niego.

Jak kogoś przeprosić, że miłość minęła? Jak mu wtedy powiedzieć, że to też jest jego wina?

CDN.


сиалис 5 мг отзывы

суррогатная мать украина