Seks Związek

Kobiety, które czują, że nie są piękne muszą być w łóżku bardziej niż lepsze. Bywałam kochanką doskonałą, tworzyłam się na podobieństwo pragnień mężczyzny

Seksualnie
Seksualnie
8 grudnia 2019
Fot. iStock / sanjeri
 

Moje ciało to narzędzie. Szczupłe – znaczy, że posłuszne i kochane (np. przez mężczyzn), grube –  znaczy, że podłe, wstrętne, ohydne, znienawidzone (przeze mnie najbardziej). Potrafiło dać mi rzeczy wspaniałe. Dzięki niemu urodziłam dziecko, przeżywałam najpiękniejszy seks, dawałam go bliskim mężczyznom.

Przez większość życia ciało jest moim wrogiem. Muszę je ujarzmić, stłamsić, pokonać. Skatować na siłowni, albo przeżreć je tak, że nie mogę oddychać.  Muszę je zniszczyć. Czasem myślę: dlaczego? Przeżywam ostatnie lata młodości, mogłabym się nim cieszyć. Powinnam być z niego dumna – jest zdrowe, przenosi mnie z miejsca na miejsce, dzięki niemu mogę nie zastanawiać się, jak chodzę i się poruszam. Przytłacza mnie poczucie winy, bo wiem, że to co mam, jest wyjątkowe.

Bo widzę ludzi zgnębionych chorobą.

Bo widzę staruszków, dla których każdy centymetr jest sukcesem.

Widziałam śmierć, przemijanie, nie jestem niewrażliwa czy głupia.

I słyszę głos w swojej głowie: kiedyś docenisz, zrozumiesz, pożałujesz, podła Ty.

Dużo kobiet mówi mi, że jestem piękna (szczególnie, gdy szczupła), że jestem seksowna.

Dziś moja przyjaciółka ( śliczna dziewczyna) opowiadała, że chyba przestanie w siebie wierzyć, bo facet, którego kocha, nie pragnie jej, jakby chciała. Zasypia przy niej tak po prostu, bez przyspieszonego bicia serca, bez wyznań: „Rany, spać nie mogę, tak cię chcę”.

Bo nie pragnął jej tak bardzo były kochanek. Bo ktoś, gdy była nastolatką, powiedział, że ma za gruby tyłek. Stop, blokada, ona nie może już tego ciała pokochać – bo ono było odepchnięte przez ukochanych mężczyzn. Więc znów wraca do tego scenariusza.

To takie smutne, że to mężczyźni często nas tworzą. Że patrzymy na siebie ich oczami. Że z tego wzroku budujemy siebie.

Grzebię więc w historiach dawnych miłości. Nie. Każdy mężczyzna mówił mi, że jestem przepiękna i bardzo seksowna. Mój dawny partner wyznawał:„Twoje ciało to moc”, „Jesteś obłędna”.

Dziś nawet pomyślałam o tym mocniej – kobiety, które czują, że nie są piękne, muszą być w łóżku bardziej niż lepsze – jakby chciały nadrobić niedoskonałości ciała w doskonałości erotycznej. Więc bywałam kochanką (pewnie) doskonałą. Kochałam się zmęczona, gdy miałam miesiączkę i bolało mnie całe ciało, uprawiałam seks analny i każdy inny. Dzień dobry, jest pan w sklepie: „ona zrobi wszystko, zapraszamy”. Tworzyłam się na podobieństwo pragnień mężczyzny. Ja, feministka, kobieta ambitna, która wrzeszczy „nie” częściej, niż to „nie” wyszeptują grzeczne dziewczynki. Oddawałam świat za obłęd jego, za jego bezradność i słowa w sumie tak niewiele znaczące: „pragnę cię, umieram”.

Jednak czy to jest wolność musieć zasłużyć w seksie? Ile z nas to robi? Jak często nazywamy to niezależnością, równouprawnieniem? A poddajemy się, by być kochane i cenione…

Moje ciało to narzędzie. Gdy byłam, mała mój tata mówił, że jestem śliczna i że ładne dziewczynki dużo mogą.  Przepraszam, tej ostatniej części zdania nie wypowiadał. Ale widziałam, jak puszył się jak paw, gdy jego znajomi mówili: „Masz przepiękną córkę”, widziałam jego zachwyt , ale i obrzydzenie, gdy trochę tyłam. Ten surowy ton: „Co ty ze sobą zrobiłaś?” albo syk: „Nie, nie zjesz tego kawałka ciasta! Widziałaś się w lustrze?!”.

Tak dziewczynka uczy się, że jedzenie jest złe. Tak uczy się, że mężczyźni lubią ładne ciała. Tak uczy się, że ciało to w ogóle jest wartość. Bo gdy oceniają je inni– tata jest dumny.

Widziałam ostatnio taką scenę.

On. Trzydzieści .

Ona. Dziesięć

Ona: Tato, jestem głodna

On: Przecież zjadłaś pizzę

Ona: Jestem głodna

On: Zjadłaś dużo. Nie jesteś głodna.

Ona: Jestem.

On: Nie jesteś! Zobacz jak wyglądasz. Będziesz wyglądać jak spasiona świnia

Ona (bardzo smutna): Tato,  jestem głodna…

On (wściekły, do partnerki): Czy ty widzisz jak ona wygląda?! Koszmar.

Smutne, że tę scenę widziało kilka osób.

Ona na pewno będzie kiedyś  dobrą kochanką. Miękką, ciepłą, podążającą za swoim mężczyzną ( doskonale nauczyła się przecież podążać za ukochanym tatą, przepraszać i spełniać jego oczekiwania). Nie będzie chyba lubić siebie. Jej ciało to będzie narzędzie.

Tyle pięknych, mądrych, dobrych kobiet, które nie potrafią kochać swoich ciał tak  po prostu.

Tak, skatujmy je na siłowni, zgłuszmy je, albo obrośnijmy tłuszczem, żeby się z tym nie konfrontować.

I poczytajmy więcej poradników jak się wyprostować i wyprasować. Dobre kremy i preparaty na pewno rozwiążą wszystkie nasze problemy z duszą. Ukoją demony.

XXI wiek. Miej ciało idealne, bo inaczej – sorry – ale jesteś słaba.

SŁABA.


Seks Związek

Mówiłeś: „Chcę z tobą żyć”. Wybrałam inaczej… Bo jestem żoną

Seksualnie
Seksualnie
10 grudnia 2019
Fot. Unsplash / Alex Hockett /
 

Napisała wieczorem: „ Spotkałam go. Najpierw zobaczyłam go w samochodzie, potem w knajpie. Uznałam, że to nie przypadek. Napisałam SMS. Ucieszył się. Mieliśmy zjeść kolację, ale dzień przed napisał: „Przepraszam, nie jestem w stanie”. Dlaczego czuję się znów w nigdzie?”. Odpisałam: „Obudzisz się rano, będzie inaczej. Pamiętaj, tak zdecydowałaś. Jesteś żoną i matką”. Odłożyłam telefon, rozbiłam kotlety.

Mam w domu kolorowe lampki – nie lubiłbyś.

Kolację podaję na talerzach z Ikei – nie lubiłbyś.

Mieszkają ze mną zwierzęta – nie lubiłbyś.

W moim ciele zapomnianym Ty z kolei dawno już nie mieszkasz. Sam rozumiesz. Przemijanie. Widzę je tak bardzo w sobie, dlaczego nie miałabym widzieć w nas.

Czasem staję naga przed lustrem. Jestem tuż przed czterdziestką, wciąż mam piękną twarz i pod tłuszczem, gdzie się ukryłam przed namiętnościami, czuję dawną siebie. Ideał. Tak o mnie mówiłeś.

Chudość. Wystające biodra i kości policzkowe, mały biust. Kochałeś mnie chudą.

W rozmiarze 36 przeżywałam ekstazę Tobą. Dość tanią, sorry Gregory. Z tanim winem i seksem, który pewnie mogłabym mieć lepszy, ale był najlepszy, bo z Tobą. Z tymi wierszami i muzyką, o której nie mogę pisać, bo wszyscy się domyślą. Domyślisz się Ty. A dawno tego nie chcę.

Jestem żoną, jestem matką. Mam swój stały rytm dnia. Zobowiązania. Nie lubiłeś tego słowa. ZOBOWIĄZANIA. Zabijają namiętność, niszczą relację. Bo w życiu trzeba fru….(wać). Pamiętasz, ukrywałam się w Twoim mieszkaniu i mówiłam, że jest tylko tu i teraz. Serial, który puszczasz, wino, które podajesz i wyznania, którymi sprawiasz, że jestem spokojna.

Mówiłeś: „Chcę z tobą budować życie”. Śmiałam się i śmiałam.

Przepraszam. Trochę wciąż się śmieję.

Mówiłam, że świat jest czarno biały i nie pasujemy.  Mówiłeś: „Pozwól tylko, że cię umyję, że cię wykąpię”. A ja tak się śmiałam, że to takie tanie i puste, ale miałam najbardziej namiętnie w życiu i bardzo się boję, że już tego nie przeżyję.

Że nie zobaczę oczu tak we mnie wpatrzonych, nie usłyszę, że jestem w łóżku najlepsza i jak „nikt” i „nigdy”. Pamiętam nasz seks. Ciemność i wino zabierają wstyd. I to jak do siebie pisaliśmy…

Wyszłam za mąż za Niego.  Zestarzałam się kapeczkę. Wciąż kocham Ciebie. Smutne.

Jednak, gdyby ktoś mnie spytał, czy chcę mieć z Tobą dom – odpowiedziałabym, że nigdy. Że pewność i bezpieczeństwo to jest to, czego szukam.

Wiem, że mnie nienawidzisz, że oceniasz, że milion innych rzeczy. Przepraszam.

Nikomu nie mówię, że co noc płaczę. Nikomu.

Tłukę kotlety, szyję różności na przedstawienie dziecka. Jestem mamą perfekcyjną. Zrobię ciasto, zostanę na zawsze. Bo ze wszystkich mężczyzn najbardziej kocham mojego syna.  I kocham jego ojca najlepszą z miłości, bo bezpieczną. Nie mam już miejsca na Ciebie, przepraszam, choć jesteś jedynym człowiekiem, z którym odleciałabym w każdym hotelu i w każdej innej rzeczywistości. Ale mam tę rzeczywistość. Odpowiedzialną.

„Czy ona mnie jeszcze pamięta?” – spytałeś Ją.

„Pamięta bardzo”, odpowiedziała. I dodała: „Ale wybrała”.

Moja cudowna przyjaciółka. Która kocha męża, ale pamięta też jeszcze o kimś innym. Pat. Miłość niespełniona.

Choć oddałabym wszystko Tobie to jednak –  gdyby ktoś mnie przyparł do muru i spytał: „Kogo, ku**a, naprawdę kochasz, gdzie chcesz się budzić rano?!”

Odpowiedziałabym, że przy Nim, bo kocham świat bezpieczny  i jasny, gdzie poranki są takie jak wieczory, a „tak” zawsze znaczy to samo.

Bo za wiele przeszłam w domu, by móc dzisiaj wybierać źle.

Kochana moja przyjaciółko, olej, że tak odpowiedział, że przeprasza, ale nie jest w stanie. Wiesz jaka jestem gniewna i radykalna. Przecież gdyby chciał – spotkałby się.

Gdy kochasz – jesteś. Zawsze.

Jak mój mąż jest przy mnie. A  Ty gdzieś jesteś? BEZ WARUNKÓW? Bo to jest właśnie miłość… jesteś gdzieś?

Pozdro,

Słomka


Seks Związek

„Tak, on cię nie zdradza, jest inny… nie zobaczysz jak mnie znalazł. Kupisz każdą iluzję dla spokoju”. List kochanki do żony

Seksualnie
Seksualnie
23 listopada 2019
Fot. iStock / teksomolika

Tak, wiem, myślisz, że nie istnieję. Przynajmniej nie w twoim życiu. Że to się zdarza innym. A jeśli już się zdarzy – to myślisz, że się napatoczyłam. Wparowałam w wasze idealne życie…że jestem pomyłką, błędem, przygodą. Demolką, bo wchodzę na twój teren. Uwodzę ci mężczyznę. Ty to tak dobrze wiesz – najczęściej dopiero wtedy, gdy się o mnie dowiadujesz. Gdy twój kryzys, twoja nieobecność, jego nieobecność, gdy wasze kłótnie i wasze oddalenie mają jakieś imię. Moje imię. Znalazłaś winnego. Gratuluję.

Częściej jednak nie wiesz. Albo on mówi: „To przygoda”.  Odejdę w zapomnienie. Pogrążysz się w cierpieniu, nie zobaczysz, że też jesteś współwinna. On zresztą powie: „To tylko chwila, tylko Facebook, tylko kilka telefonów”. Nie powie ci, jak długo mnie uwodził, jak się starał, jak zwariował. Kryjówki znajdował w hotelowych pokojach, że pisał namiętnie, że mocno.  Ty od miesięcy, lat nie słyszałaś tych słów. A może słyszałaś. Mówiłaś: „Włącz pranie, trzeba ogarnąć dzieci”. Albo mówiłaś inne rzeczy, ale nie te, o które mu chodziło. Tak byłaś go pewna. Ale tak miałaś go w dupie. Albo tak skupiałaś się na sobie.

Zdrady nie istnieją w najszczęśliwszych związkach.

Wiem, jak ludzie się mijają. Wiem. Przepraszam.

Na początku się kochacie. Tak, on mówił, że miał seks z tobą, seks jak nigdy. Że w tym namiocie kochaliście do czwartej rano. Mówił o waszych porankach, kawach, zaufaniu. Wiem, że mężczyźni (ludzie?) zdradzają różnie. Jedni są szczerzy. Walą wprost: „Umierałem dla niej. Kiedyś”. Czujesz moc słowa: „kiedyś?”. No wiesz, czas przeszły dokonany. Nie istnieje. On cię kochał. To typ pierwszy.

Drugi w ogóle cię bagatelizuje. Nie czujesz tego zgrzytu. Robisz kawę, obiad, a on pisze (za twoimi plecami): „Nigdy jej nie kochałem/to było przyzwyczajenie”. Ups. Nie chcesz tego przeczytać. Ja jednak – jeśli jestem narcystyczna – idę w to głęboko. Bo skoro nie kochał ciebie, to może pokocha mnie? No wiesz, zmienię go, sprawię, że będzie szczęśliwszy. Na twoim miejscu bym się wyrzygała, na moim wierzę, że mam misję.

No i trzeci. To twój. Twój mąż tak zrobił.  Jechaliśmy samochodem Gdzieś. Przez pół drogi mówił, że ma  dobre małżeństwo. Przepraszam, całą drogę to mówił. Powiedział nawet: „To, że maks mi się podobasz, nie znaczy, że rozwiódłbym się z żoną”.

No sama rozumiesz. Przekonujące. Męskie, szczere, odważne. Cóż, napiłam się wina. Pocałowałam go. Przepraszam. Tak bardzo mnie słuchał, tak bardzo o mnie pytał. Więc to się stało. Że my tamtej nocy, daleko, że ja za dużo wina. Obiecuję,  w pewnym momencie próbowałam się wycofać, powiedziałam nawet: „Boże, ty masz żonę”. Tak, wiem, to było z mojej strony bardziej niż cyniczne. Wybacz, że przez sekundę byłam egoistką. Ale ta sekunda minęła. Prosiłam: „Idź”, a on prosił: „Zostań. Dlaczego mnie nie chcesz?”. Nie chciałabyś tego widzieć. Uciekałam od niego, a on pisał SMS-y: „pragnę, chcę, proszę”.

Dalszego ciągu – jeśli sama nie zdradzałaś, nie znasz. Gdy powiem ci, że on się zakochał – nie uwierzysz, gdy powiem, że się nie zakochał – ale zrobiłby wszystko dla mnie – też nie uwierzysz. Ech, dziewczyno.

Wiem, jaki był wasz pierwszy raz. Wiem, jaki był ślub, znam ciąg dalszy. Wiem, jak się gubił w waszym związku, jak było coraz gorzej w łóżku, jak się mijaliście w łazience, kuchni, w łóżku. Wiem, kiedy cię kochał, a kiedy kochać przestawał.

Wiem to, czego nie wiesz ty. Bo jesteś pewna, bo nie pytasz, bo wierzysz w delegacje, w za dużo pracy, w jego kryzys, zobojętnienie, nagły gniew. Ech.

I nawet jeśli powiesz: gówno wiesz. To odpowiem, że jednak wiem więcej, bo ja o tobie tak, a ty o mnie nie.

Odeszłam. Bo jednak nie potrafiłam cię ranić. I nie wierzę w bycie tą drugą.

Co bym ci chciała powiedzieć?

Kochanie, to były jego urodziny, wcześniej miał delegację. Tylko, że to nie była delegacja. Spędził ten czas ze mną. I mówił, że mnie kocha. Był wszędzie we mnie, ja pozwoliłam mu być wszędzie. I  też do niego mówiłam, nawet wtedy go kochałam. Przepraszam.

Ty szłaś do pracy, a on nalewał mi kawę, nakładał jajecznicę i patrzył tak czule. Wiem, nie wierzysz, że on na kogoś tak patrzy. Ale patrzył, obiecuję. Mówił o alternatywnym życiu, że chce mieć ze mną dzieci i gdyby mógł zacząć od nowa – to byłoby ze mną.

Wysyłałam mu swoje nagie zdjęcia, a on odpowiadał: „Jesteś najpiękniejsza”.

A w sobotę rano pisał: „Myślę tylko o tobie”. Chociaż tym razem, to tobie robił kawę i jadł z tobą śniadanie. I pisał: „Myślę tylko o tobie”.

Tak, wiem. Myślisz, że to nie o tobie. Wiem. I myślisz: po ch**j ona to pisze.

Bo wiem, że mu ufasz, że wszystkie ufamy, a życie to nie jest matematyka. Puścisz coś na chwilę – ktoś inny to złapie. Tak, wiem, jesteś go pewna. To mnie nawet bawi.

Nie bądź pewna nikogo.

A już na pewno, że miłość masz na zawsze. Ja nawet wiem, że on zdradził cię wcześniej…

Kochanka.

PS. Ale głupi tekst– myślisz. Ech. Ech. Ech. Bądź szczęśliwa, kochanie.


vdoske.in.ua

swiss-apo.net

пептиды