Listy do redakcji Związek

Przepraszam, że odchodzę

Listy do redakcji
Listy do redakcji
13 listopada 2019
Fot. iStock / Lolkaphoto
 

Pytasz dlaczego. Nie wiem. Po prostu odpowiedziałam mu: „Tak, spacer to dobry pomysł”. Bez chwili zadumy, że przecież ty, my, obietnice, zaufanie, wierność. Bez żadnego wstydu albo „ale”. Bez niechęci do spacerów, choć sam wiesz, jak nienawidzę chodzić po parku. Bez wahania.

Zakładam na to spotkanie starą sukienkę, kupioną zanim cię poznałam, aby nie mieć skojarzeń, twojego zapachu, winy. Ubieram się w tamtą prostotę, którą chciałeś podmienić na elegancję. Jesteś taka piękna, eksponuj to.  Mam torebkę, która odstaje od reszty i dobrze mi z tym. Byłam niezgodna estetycznie, jak twierdziłeś, ale nie rozumiałeś, że to jest moja rogata dusza. Moja opozycja wobec świata i blichtru, którynic nie znaczy.

Idę tam powoli przewidując, że się spóźni. Tacy jak on zawsze się spóźniają. Mówisz mi potem, że wybieram swoją niestabilność. Znasz mnie i wiesz, że kocham ryzyko bardziej niż śniadania podane do łóżka. Przez chwilę poddaję się twojemu bezpiecznemu rytmowi i świat mój zaczyna być przewidywalny i spokojny. Mówię przyjaciółce, że jestem pusta. Dziwi się, bo przecież mam teraz doskonałe życie i najlepszego człowieka obok siebie. Jak można być pustym w idealnym świecie?

Idę tam powoli, bo palę papierosa. Tak, tak papierosa. Jesteś dumny z tego, że rzucam i mówisz mi, że potrafię zmienić swoje życie. Masz na myśli swój poukładany świat. Nawet nie wiesz, jak bym chciała choć trochę zbliżyć się do niego. Masz zawsze świeże kwiaty. Pełną lodówkę i zapach waniliowej świecy. Jedzenie pakujesz dzieciom do pięknych pudełek, a na kolację robisz im soczyste steki. U nas zawsze czegoś nie ma. Mój syn narzeka, że nie umiem gotować. Podobno krzywo kroję chleb. A mój stary pies już nie trzyma moczu i ciągle latam ze ścierą. Widzisz, trochę mi daleko do twojego świata.

Idę tam powoli, bo dobrze się czuję w brzydkiej sukience i w butach na płaskich obcasach. Nikt się za mną nie ogląda, wreszcie mogę być anonimowa. Nie mówisz mi, że pięknie wyglądam myśląc o wyeksponowanej szpilką kobiecości. Nie patrzysz już z zachwytem. Nie mam więc wyjścia i muszę wpaść w samozachwyt. Wiesz, jakie to trudne dla mnie, nauczyć się kochać siebie. Powiedziałeś mi na koniec, że myślałeś, że swoją miłością wypełnisz nas oboje. Zła droga kochany, zła. Stałam się beneficjentem twojej miłości nie wkładając żadnego wysiłku we własne uczucia. Byłeś za nas oboje, kochałeś za nas, marzyłeś i planowałeś. A ja powoli znikałam. Paradoks, prawda? Bo zawsze twierdziłeś, że to ja jestem królową. Pamiętaj, że blask człowieka bywa światłem odbitym.

Myślę o tym, że od ciebie odchodzę. Czuję się jak szmata, bo wybieram innego mężczyznę. Jak kompletna idiotka, bo przecież to facet bez przyszłości, związek bez przyszłości. Jak luzerka, która przegrywa właśnie swoje fajne życie. Wmówiłeś mi, że jesteś moją szansą, biletem do normalności. Tylko, zastanawiam się, czym ta normalność jest? Życiem od do? Schematem? Rozpiską na lodówce? Może moja normalność jest w tej niedopalonej fajce, szaleństwie, chaosie? Czy chaos może więc być normalnością? Dla ciebie nie, ale dla mnie może tak. Mówisz, że mogłabym mieć więcej. Moja babcia powtarzała, że więcej nie znaczy lepiej i może to ona ma rację. Mogłabym mieć twoje fajne życie, ale wybieram swoje.

Mój ojciec cię uwielbia i dzwoni, aby mnie przekonać, że robię błąd. Nie spotkasz nikogo lepszego, niegrzeczna córko! Dwadzieścia lat temu przestraszyłabym się i pobiegła przeprosić. Tata ma rację. Tata wie, czego córka potrzebuje. Ale stara już jestem, swoje przeżyłam i wiem, że nie zawsze wybieramy to, co inni uznają dla nas za najlepsze. Ba, nawet mój przepalony mózg dostrzega tę istotną prawdę. Fakt, nie znam nikogo lepszego niż ty, jak Boga kocham, jak żyję, nie spotkałam tak idealnego człowieka. I zazdroszczę tej, która zostanie tobą obdarowana. Bo jesteś darem. Mimo tego zastanawiam się, czemu wciąż czułam się pusta? Dlaczego nie chciałam mieć planów? Wspólnych marzeń? Dziecka?

Chciałeś mi wybaczyć, choć nigdy bym na to nie pozwoliła. Zdrada jest złem, kochany. A ja nie jestem złym człowiekiem. Po prostu nie wiedziałam już co zrobić, aby to przerwać. Nie patrzeć w twoje rozczarowanie, pytania bez odpowiedzi, żal. Nie ograniczać życia do tu i teraz. Nie siłować się z twoją rosnącą frustracją. Myślisz, że nie widziałam, jak jesteś rozczarowany naszym życiem? Ja widzę wszystko. Czułam się wciąż winna, że nie mogę dać ci tego, czego potrzebujesz. Nie dlatego, że jestem skąpa, egoistyczna, chora. Ja po prostu tego nie miałam.

Idę tam powoli. Miejsce zbrodni. Ale jest piękna słoneczna jesień, a ja bardzo kocham tę porę roku. Czuję się lekko, wciągam głęboko powietrze. Wiem, że za chwilę moje życie znów wysadzę w powietrze i zostanę w nim sama. On? Uśmiecham się. Piękny człowiek. Inny. Ale taki, którego spotykasz na moment tylko. Podczepiasz się pod jego światło i idziesz dalej. Może jest w tym podobny do mnie? Samotność. Znów do mnie wróci stara wredna przyjaciółka. I lęk. Ten jest najgorszy. Już mnie plecy bolą na myśl o tym.

Chcę, abyś miał piękne życie. Takie, na jakie zasługujesz. Chcę, aby ktoś budził się przy tobie i pytał, czy dalej śni. By tarmosił twoje włosy i przyciągał głowę do swojej. By zawsze odpowiadał na sms: „kocham cię” tym samym. By nie mógł się doczekać, aż to wasze wspólne się zacznie. Jestem więcej niż pewna, że tak u ciebie będzie.

Mówisz mi, że mogę się jeszcze zatrzymać? Nie mogę. I nie chcę.

Dziękuję za wszystko.

I przepraszam.

Jestem twoim przyjacielem na zawsze.


Listy do redakcji Związek

Paryż po atakach: „Dziś żyję już w innym świecie”. Rozmawiamy z Cécile, która mieszka w dzielnicy zaatakowanej przez terrorystów

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
14 listopada 2019
Fot. Screen z filmów na TwitterAnna Kalczyńska
 

Paryż płacze. Piątkowe zamachy terrorystyczne kolejny raz przypomniały nam o tym, że żyjemy w świecie, w którym nikt nie może czuć się bezpiecznie. Wczoraj wieczorem, w ciągu kilku chwil miasto tętniące życiem, hedonizmen i miłością opanował strach. Strach przed śmiercią, utratą bliskich. I jeszcze ta niepewność jutra.

Zaniepokojona wysyłam SMS-a do Cécile, znajomej ze studiów. Cécile z mężem i dwójką małych dzieci mieszka w X dzielnicy czyli tam, gdzie rozegrały się wczorajsze, tragiczne wydarzenia. Gdy odpowiada, oddycham z ulgą.

Zdzwaniamy się. Po krótkim „Cześć, jak to dobrze, że u was wszystko w porządku”, następuje chwila milczenia, w tle słychać tylko bezlitośnie dzwoniące telefony, spikerkę telewizyjną, gwar.

– Wiesz, tak naprawdę, to nic już nie jest w porządku – głos Cécile łamie się. – Nie spaliśmy całą noc. Wszędzie policjanci, wojsko. Helikoptery krążą nad miastem od wczoraj. Boję się. Do Le Petit Cambodge wpadaliśmy czasem na lunch (restauracja, w której terroryści zastrzelili kilka osób – przyp.red.). Dzwonimy do wszystkich znajomych, sąsiadów. Od wczoraj jest z nami moja siostra, która wieczorem, kiedy zaczęły się zamachy, wracała od swojego chłopaka. Zadzwoniła do mnie przerażona. Powiedziała „Dzieje się coś niedobrego, włącz telewizję, na ulicach jest mnóstwo policji, ludzie uciekają”. Od tamtej pory nie wyłączyliśmy telewizji. Kazałam mojej siostrze natychmiast przyjść, bałam się o nią. Teraz chcę być z moją rodziną. Oglądamy cały czas relacje, komentarze. Dzwonimy do rodziny, przyjaciół, dowiadujemy, czy wszyscy dotarli do swoich domów. To taki ogromny smutek, żal. Mamy dwójkę małych dzieci, teraz boję się o ich przyszłość. Pojawiają się pytania… W jakim świecie będą musiały dorastać, żyć? Dzisiaj boję się najbliższego poniedziałku. Nie wiem, czy odważę się odprowadzić córkę do żłobka, czy  syna dać na kilka godzin w przedszkolu….  Nie chcę zostawiać ich nawet na chwilę. Umierałam ze strachu, jak mój mąż wyszedł rano, na drugą stronę ulicy, do sklepu. To absurdalne, ale czuję się zagrożona cały czas. Bardzo, bardzo smutny dzień.

W czasie tej rozmowy nie znajduje słów pocieszenia. Nie wiem, co powiedzieć. Sama przecież mam dwójkę dzieci…

Cécile opowiada: – To był zwykły piątek. My zazwyczaj w takie piątki też wychodzimy, spotykamy ze znajomymi w małej restauracyjce… Teraz nie wiem, kiedy odważę się usiąść gdzieś spokojnie, zamówić kawę… Oni strzelali na oślep, tam mógł być każdy z nas. Zginęły czyjeś dzieci, rodzice, jacyś zakochani… Tymi zamachami oni okradli nas z marzeń, planów…  Patrzę na te obrazy, to jest moje miasto i ono płacze, całe we krwi. Jean-Pierre (mąż Cécile – przyp. red.) dzwoni do wszystkich naszych przyjaciół. Wśród nich są także Muzułmanie. Jak oni się czuję, jak teraz mogą być traktowani…? Już po Charlie Hebdo, dużo znajomych się od nich odwróciło. A oni przecież cierpią tak jak my, jak wszyscy Francuzi dzisiaj. My wszyscy jesteśmy Francuzami, bez względu na religię. Kochamy ten kraj, Europę… Ale to nie jest już mój świat – cisza… – Nie mogę mówić, przepraszam…

Dziś wszyscy jesteśmy Francuzami. Pokazujemy naszą solidarność, łączymy się z tymi, dla których już znajome ulice nigdy nie będą takie same…

Pod koniec rozmowy Cécile dodaje: – Uważajcie na siebie, nie wiem kiedy teraz się zobaczymy. Uważaj na swoje dzieci. Chyba nikt już nie jest bezpieczny…


 

Jak donoszą źródła, we wczorajszych zamach terrorystycznych w Paryżu zginęło około 128 osób. Około 300 jest rannych. Jednak prawdziwy dramat dotyczy wszystkich. Tych, którzy stracili bliskich i tych, którzy w poniedziałek rano będą musieli wyjść z domów, odwieźć dzieci do szkół, iść do pracy i tylko modlić się, żeby wieczorem wszyscy spotkali się znowu przy wspólnym stole.

Reports 60 dead and 100 in by terrorists screaming .

— Melbourne Express (@melbexpress)

  Świat przybrał barwi flagi Francji.

World Shows Solidarity With Victims. — Terrormonitor.org (@Terror_Monitor)


Pay Tribute To Victims Of . — Terrormonitor.org (@Terror_Monitor)


The Angel of Independence monument in Mexico City is illuminated with the colors of the French flag — BuzzFeed News (@BuzzFeedNews)


goes dark after deadly bloodbath, world stands with by lightening up on imp monuments.

— Terrormonitor.org (@Terror_Monitor)


Listy do redakcji Związek

Cokolwiek się zadzieje z naszymi dziećmi kiedyś – to czego nas nauczyły zostanie na zawsze

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
13 listopada 2019
Fot. iStock / BenAkiba

Nigdy nie chciałbym mieć dzieci” rzucił niedawno mój kolega.

To zdanie już kilka razy słyszałam. Czasem moi bezdzietni znajomi (którzy świadomie nie zdecydowali się na dziecko) mówią: „Rodzicielstwo? Brr”.

Część mnie to rozumie. W sumie też czasem wyobrażam sobie swoje życie bez dziecka.

Na przykład, gdy zamiast wieczorem czytać książkę, pomagam w zadaniach z matematyki, której zawsze nie znosiłam, uczestniczę w życiu szkoły, z której sama chętnie uciekłam. Kiedy siedzę na wielogodzinnym zebraniu. Kiedy powtarzam synowi coś dziesiąty raz, a on mówi: „oesuuuu”. Wyobrażam sobie alternatywne życie. Jest w nim więcej wolności. Więcej książek i ogólnego luzu. I nie ma tam rutyny, którą dziecko wymusza.

A jednak rodzicielstwo jest najpiękniejszym życiowym doświadczeniem.

Życiorysy moich starszych koleżanek, ciotek tkane są z różnych opowieści. Dzieci dzielą się na te „dobre” co wpadają na niedzielne obiady, dzwonią, troszczą się, przynoszą dumę. I na te, które idą swoją drogą, znikają, żyją zupełnie inaczej niż byśmy sobie wymarzyli.

Cokolwiek się zadzieje z naszymi dziećmi kiedyś – to czego nas nauczyły zostanie na zawsze. A czego uczą? To subiektywna lista, choć doświadczenia matek pewnie w większości są podobnie.

Dziecko może nauczyć nas…

Że trzeba walczyć o coś (o kogoś)

Walka może się już zacząć zanim zostaniesz matką. Bo starasz się o ciążę. Robisz setki rzeczy, biegasz po lekarzach, szprycujesz się hormonami, uprawiasz seks na zawołanie, bo podporządkowujesz marzeniom o macierzyństwie życie.

Potem uczysz się, że walka to twoje drugie imię. Swój spokój, bezpieczeństwo, komfort nawet byś odpuściła– komfort swojego dziecka? Nigdy. Walczysz o dobrą opiekę w szpitalu, o lekarzy, o alimenty. Cokolwiek. I nigdy wcześniej nawet nie podejrzewałaś się o taką moc i siłę.

Że bez pokory ani rusz

Bo nie wszystko możesz kontrolować, nie na wszystko masz wpływ. Choćby marzyłaś, na przykład, że dasz dziecku to czego nie dali ci rodzice, a potem partner cię porzuca, znika i widzisz, że musisz się pogodzić z tym, że nie będzie jak sobie wymarzyłaś.

Że ludzi nie da się zmienić

Niewiarygodne doświadczenie. To nieprawda, że ludzi da się ulepić i dopasować do wyobrażeń. Oni są jacyś. Od urodzenia. Widzisz to najmocniej obserwując swoje dzieci. Ten sam dom, wychowanie, a oni zupełnie inny. Ale jak to?

Że cierpliwość jest jednak największą cnotą

Milion razy poprosisz, żeby posprzątało zabawki, nałożyło skarpetki, zjadło zupkę. Będziesz jak zdarta płyta. O Boższ, nie spodziewałabyś się tego po sobie. W innym wypadku byś kogoś posiekała na kawałki, zjadła i wypluła. Teraz przemieniasz się w oazę ( dobra, prawie oazę) spokoju.

Że są ludzie i sytuacje, których po prostu nie możesz porzucać. A odwracanie się od kogoś, to słaba metoda na szczęście

W ostateczności jak ono nie je tej zupki, nie sprząta nieszczęsnych zabawek – nie zapakujesz walizeczki, sukieneczek i nie polecisz na Filipiny ( czy gdzie tam chcesz). Nie powiesz: fuck you. Jeśli trzaskasz drzwiami do łazienki, za chwilę wracasz. Uczysz się prawdziwej bliskości.

Że w życiu trzeba być odpowiedzialnym

Każde twoje zaniedbanie, niedopilnowanie czegoś ma swój skutek: nie pójdziesz z dzieckiem do dentysty, będzie miało zęby w strasznym stanie, nie zapiszesz go na sporty– może mieć krzywy kręgosłup. Takich rzeczy są miliony. Jak zaczęłabyś to rozkładać na czynniki pierwsze, z pewnością uciekłabyś do mysiej nory, bo od kiedy urodziłaś dziecko po prostu nie powinnaś być nieodpowiedzialna.

Że nasze dzieciństwo nie jest zamkniętą historią

Wszystko co wydawało się, że przerobiłaś, może wrócić– wspomnienia relacji z rodzicami, nieprzyjemności ze szkoły, z przyjaciółkami z klasy. To dlatego tak mocno reagujesz na przeżycia dzieci, identyfikujesz się z nimi, czasem przed czymś uciekasz. Zupełnie jakby ktoś otworzył zamknięte od lat pudełko– twoje pudełko.

Że umiesz wciąż się po prostu cieszyć

Taplać w wodzie, jeździć na sankach, bawić w kucyki Pony, urządzać podchody, grać w Chińczyka, Monopoly, bawić w chowanego– i nawet jeśli którejś z tych rzeczy nienawidzisz robić, to i tak bywa, że przy dziecku czujesz się najszczęśliwsza. Ten zapach, ciepło, czułość…. ech.

Że miłość jest bezwarunkowa

Po prostu. Niezależnie od tego co się stanie wiesz, że będziesz kochać, martwić się, troszczyć, pomagać, myśleć. I być może to jest jedyna stała w twoim życiu.


Zobacz także

„Tak, on cię nie zdradza, jest inny… nie zobaczysz jak mnie znalazł. Kupisz każdą iluzję dla spokoju”. List kochanki do żony

Zdrada przestała dyskryminować, a większość społeczeństwa - choć do tego się nie przyzna - daje na nią zgodę... Czy naprawdę wszyscy zdradzają?

Czy naprawdę wszyscy zdradzają? Mity i fakty na temat zdrady

„O właśnie, bo faceci chcą, żeby im było wygodnie, dlatego się żenią”. Kurczę, coś w tym jest…

силденафила цитрат 100 мг цена украина

Узнайте про авторитетный веб портал со статьями про Оксиметолон https://danabol-in.com/tabletki/anapolon/oxyndrol
anabolik-store.com.ua