Psychologia Związek

Nie chciałam tego dla mojej córki, przestałam chcieć tego dla siebie. Oddycham, żyję, ale przede wszystkim – czuję

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
2 grudnia 2016
Czas mijał. Żyłam ze świadomością, że podejmując te trzy, najważniejsze decyzje, popełniałam błąd za błędem. Nie chciałam tego...
Fot. iStcok/Portra
 

Kiedy zapytasz mnie dziś, w jakim jestem miejscu, co z tego życia zrozumiałam, a ile jeszcze się musza nauczyć, nie odpowiem ci jak kiedyś, że przecież mam i wiem już wszystko, że nie mogłabym być bardziej szczęśliwa. Jeszcze rok temu, żyłam iluzją, zaplątana w sieć złych decyzji, podejmowanych jedna po drugiej. Żyłam tak, jak tego chcieli inni, z przyklejonym, nie moim uśmiechem na ustach. Gdzieś w głębi, w środku mnie mała iskierka szeptała jednak coraz głośniej: Zobaczysz, kiedyś zostawisz to wszystko, odejdziesz, znikniesz. Przestaniesz żyć zgodnie z oczekiwaniami innych. Kiedyś będziesz szczęśliwa. Udało się.

Decyzja pierwsza: Miłość

Historia klasyczna. Młodzieńczy, licealny związek, który powinien był zakończyć się tam, gdzie się zaczął: w liceum. Ale nie zakończył się. Oboje pochodzimy z małego miasteczka, po maturze przyjechaliśmy więc razem do Warszawy na studia. Dla naszych rodziców to było oczywiste, że jesteśmy razem, że wyjeżdżamy razem, że po studiach weźmiemy ślub. Że życie ułożymy sobie razem. Dla mnie też. Tkwiłam w tym związku, bo myślałam: „tak musi być, tak wygląda miłość, spotykasz chłopaka, jesteście razem, już zawsze”. Wiedziałam, że tuż po mojej obronie pracy magisterskiej dostanę pierścionek zaręczynowy, wiedziałam, że powiem „tak”. Czy tego chciałam? Myślałam, że tak. Nasi rodzice byli szczęśliwi, znajomi uznali to małżeństwo za pewnik, oczekiwali go. Mieliśmy piękną uroczystość w rodzinnym mieście i wesele w najlepszej restauracji. I pierwszy seks w noc poślubną, ta myśl: „to tylko tyle, to wszystko?”. Odrzuciłam ją, odsunęłam. Nie chciałam jej zauważyć.

Byliśmy zgodnym małżeństwem. Nie kłóciliśmy się, byliśmy dla siebie wsparciem. Seks, jak w kalendarzu, raz w tygodniu, w sobotę. Bo z niedzieli na poniedziałek trzeba się wyspać. Miałam spokojne, poukładane życie, córkę. I pustkę w sercu. Nasz związek przestał mieć rację bytu już w momencie, kiedy przyjeżdżaliśmy na studia do Warszawy. Już wtedy byliśmy bardziej jak para przyjaciół. A jednak, brnęliśmy w to dalej.

Pięć lat temu zorientowałam się, że mój mąż prowadzi podwójne życie. Miał romans, z koleżanką z pracy, młodą, fantastyczną dziewczyną. Zabolało. Nie, nie dlatego, że kochałam. Dlatego, że czułam, że to godzi w ten układ, który zawarliśmy bez słów. Że jesteśmy razem. Że jesteśmy W TYM razem. Mimo, że już dawno nie czujemy do siebie tego, co powinni czuć kochankowie, mąż i żona. A jednak, milczałam. Zgodziłam się na ten romans, dałam mu swoje przyzwolenie. Żona nie odchodzi od męża. W mojej rodzinie nie było rozwodów. Byłam jak uśpiona, jak wyzuta z emocji. „Zdarza się” – myślałam. Nie potrafię tego dzisiaj zrozumieć. Przeżyłam tak cztery długie lata, coraz bardziej zapadając się w siebie, doprowadzając do początków depresji, tracąc wiarę we własną wartość i w swoje możliwości.

Decyzja druga: Studia

Wybrałam ekonomię, bo tak doradzili mi rodzice. Wybrałam ekonomię, bo mówili, że to pewny chleb. Wybrałam ekonomię, wbrew sobie. Rodzice się nie mylili się, po studiach dobrą pracę w dużej firmie znalazłam bardzo szybko. Staż, umowa, awans. Czego chcieć więcej? Satysfakcji z pracy, z wykonywanych przeze mnie obowiązków. Tego nie miałam. Lata mijały, a ja coraz bardziej czułam. Kiedy zaczęło mnie to przerażać, zrobiłam to, co zwykle. Odsunęłam, wyrzuciłam z głowy myśl, że mogłoby być inaczej.

Jeszcze w szkole kochałam fotografować. Kolekcjonowałam albumy ze zdjęciami Cartier-Bressona, a na gwiazdkę zamawiałam u rodziców analogowy aparat. Potraktowali to jako niegroźną zachciankę, ja – jako przepustkę do magicznego świata, w którym czułam się szczęśliwa. Do Warszawy nie zabrałam moich zdjęć, ani aparatu. – Nie będziesz miała na to czasu – mówili. Skup się na karierze i studiach. Posłuchałam.

Decyzja trzecia: Dom

Pieniądze odkładali na niego nasi rodzice. Dom to prestiż, to znak, że czegoś się w życiu drobiłaś – mówił tata. Moja mama prawie rozplanowała jego rozkład, teściowa podsyłała linki z propozycjami aranżacji. Od początku był bardziej „ich” niż nasz.

Zresztą, ja nigdy nie chciałam mieć domu, zawsze wolałam przytulne mieszkania, w cichych, rodzinnych dzielnicach.

– Zobacz, będziemy mogli przyjąć całą rodzinę w święta – mówił jednak mój mąż. Poszliśmy do banku i wzięliśmy kredyt na dom. Na ich wymarzony dom.

Po dwóch latach zamieszkaliśmy w nim. Od tej pory, rodzice, ciocie, kuzynki z mężami i dziećmi odwiedzali nas przynajmniej raz w miesiącu. Byliśmy jedną, wielką rodziną, bez swojej intymności, bez swoich rytuałów.

Przebudzenie

Czas mijał. Żyłam ze świadomością, że podejmując te trzy, najważniejsze decyzje, popełniałam błąd za błędem. Ale zamiast cokolwiek z tym zrobić, brnęłam w to dalej, tłumiąc w sobie żal, unikając konfrontacji ze swoimi uczuciami. I pewnie żyłabym tak i dziś, gdyby pewnego listopadowego wieczora moja jedenastoletnia córka nie przyszła do mnie zapłakana i nie powiedziała, że widziała tatę z inną kobietą. Nie potrafiłam jej okłamać, że nie wiem o romansie taty. Ale nie potrafiłam też wytłumaczyć dlaczego nic z tym nie zrobiłam, dlaczego pozwalałam nam na życie w kłamstwie. Jej spojrzenie było jak zimny policzek, jak lodowaty prysznic.

Otrzeźwiła mnie też wizja mojej córki, jako dorosłej kobiety w tym samym punkcie co ja teraz. Nie chciałam tego dla niej, przestałam chcieć tego dla siebie.

Spakowałam siebie i dziecko, pojechałam do przyjaciółki. Przyjęła mnie bez słowa. One popłynęła następnej nocy razem z dużą ilością wina. Oczyszczenie.

Tego samego wieczora napisałam do męża list, w którym opisałam wszystkie tłumione emocje. Napisałam, że wiem o jego miłości. I że nie ma jej już dawno między nami.

Zadzwonił. Pamiętam jak drżącą ręką odbierałam ten telefon. Ale powiedział tylko: dziękuję. Wiem, że sam nie zdecydowałby się odejść.

Trzy miesiące temu założyłam własną firmę. Wróciłam do zdjęć, zajmuję się ślubną fotografią. Oddycham, żyję. Ale przede wszystkim, czuję.

Z perspektywy czasu myślę, że przez ostatnie piętnaście lat dążyłam nieustannie do samodestrukcji. Nie wiem dlaczego żyłam jakby w uśpieniu, bojąc się poczuć coś, do doprowadziłoby mnie w końcu do zmian. Każdej kobiecie życzę jak największej świadomości swoich potrzeb, swoich emocji. Umiejętności podejmowania decyzji zgodnych ze swoim sumieniem. I odwagi.


Psychologia Związek

„Spójrz na mnie tak, jak 10 lat temu…”. 💌 Akcja „List do męża”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
2 grudnia 2016
Fot. iStock / Solovyova
 

Mężu mój,
Ostatnio między nami nie układa się najlepiej. Więcej nas dzieli niż łączy. Tak wiele wypowiedzianych przykrych słów utworzyło między nami mur.

I pogubiłam się trochę…

Wiem, że to ja dolewam oliwy do ognia. Ja się czepiam, ja szukam dziury w całym. Nie czuje się już sobą… Kiedy patrzę na siebie widzę nieatrakcyjną i bezwartościową kobietę. Najchętniej potłukłabym wszystkie lustra żeby nie patrzeć na ten obraz nędzy i rozpaczy. Długo walczyłam o nas. Starałam się. Dbałam o to, żeby w domu było czysto i ciepło. Żebyś chętnie do niego wracał.
Nie wiem czy to brak czasu, czy rutyna sprawiała, że szybko przestałeś zauważać te wszystkie rzeczy… I chociaż jesteśmy razem, to mam wrażenie, że tylko obok siebie.

Ty masz swoje życie i swoje sprawy.

Czas spędzany wspólnie ogranicza się tylko do podziału obowiązków… Ja sprzątam i nadrabiam zaległości  z całego dnia, a Ty w tym czasie zajmujesz się dzieckiem.

Kochany mój! Powalczmy o nas! Proszę!

Spójrz na mnie tak, jak 10 lat temu, kiedy to pierwszy raz pojawiłeś się w moim życiu! Spraw abym poczuła się tak cudownie jak w dniu ślubu lub wtedy, kiedy dowiedzieliśmy się, że będziemy rodzicami! Znajdźmy choć chwile tylko dla siebie. Pójdźmy na spacer… Kiedyś tak bardzo to uwielbialiśmy…

Jesteś wspaniałym, wartościowym człowiekiem. Kiedy patrzę na Ciebie czuje wdzięczność za to, że pojawiłeś się w moim życiu, że razem mamy wspaniałego synka…

Tak bardzo Cię kocham… I boje się, że Cię stracę! Że ta moja frustracja, brak wiary w siebie doprowadzi Cię do granic wytrzymałości… Że po raz kolejny w swoim życiu stracę poczucie bezpieczeństwa.. Że przestanę być potrzebna…

Kochany mój, kocham Cię najmocniej na świecie! I co by się w naszym życiu nie stało pamiętaj, że jesteś dla mnie wszystkim!

Twoja na zawsze K.

linia 2px

AKCJA „LIST DO MĘŻA”

ZADANIE KONKURSOWE: Napisz list do swojego męża partnera o tym, jak bardzo go kochasz i wyślij na adres [email protected] dołaczając oświadczenie:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Sessionbordercontroller.info.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

NAGRODY:

5 autorów najpiękniejszych listów nagrodzimy świątecznymi zestawami kosmetyków „Dla niego” i „Dla niej” marki Eveline.

5 x zestaw „Dla niej” składający się z:

SKIN ACTION BOOSTER Serum – koncentrat 12% bioaktywna witamina C

P_piel_sab_serum

SKIN ACTION BOOSTER – Lekki hydro-krem intensywnie nawilżający 30+

P_piel_sab_krem 30

Oils of Nature – LUKSUSOWY SUCHY OLEJEK + SERUM ODMŁADZAJĄCE DO TWARZY I CIAŁA

P_piel_OILS-OF-NATURE_suchy-olejek_serum_odmladzajace

 5x zestaw „Dla niego” składający się z:

MEN X-TREME  – MULTIFUNKCYJNY KREM EKSTRAMALNIE NAWILŻAJĄCY

P_piel_mxt_krem nawilzajacy_200 ml

MEN X-TREME – NAWILŻAJĄCY ŻEL PO GOLENIU

P_piel_mxt_zel po goleniu

MEN X-TREME – ŻEL POD OCZY ROLL-ON

P_piel_mxt_roll-on

Konkurs potrwa od 23.11.2016 do 07.12.2016 roku, a wyniki ogłosimy do 17. 12. 2016 roku.

Regulamin konkursu znajdziesz TUTAJ.

 


Psychologia Związek

6 typów kobiecego orgazmu. Który z nich lubisz najbardziej?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
2 grudnia 2016
Fot. iStock / sakkmesterke

Orgazm jest fantastyczną nagrodą za energię włożoną w łóżkowe igraszki. Niezależnie, czy przeżywany z partnerem lub samodzielnie, jest wyjątkowo pożądanym zakończeniem rytuału przyjemności. Nie da się ukryć, że panowie mają o wiele łatwiej. U nich orgazm osiągany jest praktycznie za każdym razem, a w większości przypadków wystarczy impuls, by zawrzało w męskiej głowie. 

Widok nagiej partnerki, a nawet oglądanie zdjęć czy filmów pornograficznych wyjątkowo panom w tym pomaga. Czasem wystarczy kilka ruchów, by mężczyzna czuł się usatysfakcjonowany przyjemnością, jakiej za każdym razem doświadcza. Męski orgazm jest bardziej naturalny i wdrukowany w ich naturę reproduktora. Kobiety mają w tej materii odrobinę pod górkę.

Dobry kochanek czasem nie wystarcza

No właśnie, nawet najprzystojniejszy facet, cudowny kochanek nie zaprowadzi kobiety na szczyt przyjemności, jeżeli on nie zna dobrze jej ciała, a ona, jako strona bierna nie potrafi mu pokazać, czego pragnie w łóżku. Jeśli trafią się kochankowie otwarci na siebie, świadomi swoich ciał i preferencji, mogą wzajemnie doprowadzić się do rozkoszy bez przeszkód. Te mniej świadome z nas, powinny najpierw poznać swoje ciała i zrozumieć, jaki typ przyjemności będzie najkrótszą i najprzyjemniejszą ścieżką do orgazmu.

Różne techniki, różne orgazmy u kobiet

Ile kobiet, tyle ulubionych form i siły dotyku, stref erogennych, pozycji, które opóźnią lub przyspieszą orgazm. Jedna kobieta będzie pragnęła delikatnego, klasycznego seksu, druga przejmie inicjatywę i zdominuje w łóżku swojego partnera. Jeszcze inna najlepiej przeżywa rozkosz w samotności, przy pomocy akcesoriów erotycznych, które umożliwiają zabawę z samą sobą na wiele fantazyjnych sposobów. Jedną pobudzą pieszczoty piersi, a inna z rozkoszą odda się zabawom oralnym.

6 typów orgazmów, które kobiety przeżywają najczęściej

Tylko jedna trzecia kobiet doświadcza orgazmu regularnie podczas stosunku, podczas gdy jedna trzecia potrzebuje dodatkowej stymulacji do jego osiągnięcia. To jest normalne, dlatego pary chętnie poświęcają czas grze wstępnej. Warto spróbować choć raz różnych typów orgazmów, by wiedzieć, który daje największą przyjemność.

1. Orgazm łechtaczkowy

To jeden ze sposobów na osiągniecie ekspresowego i bardzo przyjemnego doznania. I to nie jeden raz, bez udziału partnera oraz różnych akcesoriów erotycznych. Pobudzanie łechtaczki np. poprzez mocniejszy nacisk czy delikatny dotyk prowadzi do szybkiego orgazmu, ponieważ jest to miejsce, na którym znajduje się 8000 wrażliwych zakończeń nerwowych, czyli więcej niż w prąciu. Jedyne, na co powinny uważać kobiety dopiero poznające swoje możliwości, to zbyt mocny, bezpośredni ucisk łechtaczki, który może przynieść ból. Lepiej na początku delikatnie odkrywać przyjemność z jej stymulacji.

2. Orgazm pochwowy

Tu potrzeba odrobinę więcej czasu poświęconemu kobiecie i dobrania odpowiedniej techniki penetracji przez partnera czy np. wibrator. Różne pozycje, a także siła pchnięć, wybitnie wpływają na to, czy kobieta będzie szczytować, czy nie. Orgazm pochwowy nie musi pojawiać się za każdym razem i czasem udaje się go osiągnąć tylko poprzez jedną ulubioną pozycję. 30% kobiet aktywnych seksualnie twierdzi, że pobudzanie ich punktu G, o którego istnienie sprzeczają się naukowcy, gwarantuje i efektywnie przyspiesza orgazm pochwowy.

3. Orgazm łączony

Tu potrzeba już ciut większych umiejętności i doświadczenia, by bez kłopotu osiągnąć orgazm jednocześnie poprzez stymulowanie łechtaczki i pochwy. Wymaga on dobranej gry wstępnej, by osiągnąć wysoki poziom pobudzenia jeszcze przed stosunkiem — niektóre z kobiet potrzebują aż 30 minut wstępnej zabawy, by w pełni gotowe mogły przystąpić do ostatecznego działania. Synchronizacja działań partnera oraz własnych są tu kluczem do sukcesu.

4. Orgazm sutkowy

Przynosi satysfakcję poprzez pieszczoty poświęcone piersiom, a w szczególności sutkom. Jego osiągnięcie zależy od predyspozycji kobiety, panie z bardziej wrażliwymi piersiami mogą pieszczoty odbierać jako nieprzyjemne, bolesne. Takie pieszczoty prowadzą do orgazmu, jak w przypadku pobudzania genitaliów, ponieważ stymulacja sutków i łechtaczki pobudza tę samą część mózgu, zwanej korą czuciową genitaliów.

5. Orgazm analny 

Typ orgazmu, którym nie każda z nas jest zainteresowana. Potrzeba tu dużego pobudzenia seksualnego i zaufania do partnera, by odnieść z pieszczot analnych wielką przyjemność. Do głosu mogą dochodzić opory kwestii moralnej czy estetycznej, związanej z funkcją jelita. Orgazm jest jednak jak najbardziej możliwy do osiągnięcia, ponieważ łechtaczka ma kształt wahacza, który u wielu kobiet rozciąga się aż do odbytu. Podczas penetracji analnej, łechtaczka również jest stymulowana. Innymi słowy, orgazm analny odbywa się poprzez pośrednią stymulację punktu G, poprzez wspólną ścianę pomiędzy pochwą a odbytem.

Każda z kobiet ma szanse na osiągniecie satysfakcji seksualnej, jeśli naprawdę ma na to ochotę, i żaden z osiągniętych orgazmów nie będzie z założony ani lepszy, ani gorszy. Jedyny orgazm, którego nikt nie chce, to ten udawany.


źródło: 


Zobacz także

Panowie, popełniacie w waszych związkach błędy, których kobiety nigdy wam nie wybaczą. I w końcu odejdą

50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób 5 – Odpal wrotki i zaszalej!

Dlaczego boimy się innych ludzi?

steroid.in.ua

купить средство для повышения потенции в украине

данабол цена