Związek

Miłość nie przyjdzie z czasem…

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
22 września 2016
Fot. iStock / Georgijevic
 

Jestem zwolennikiem teorii, że miłość jednak nie przychodzi z czasem. Jedyne, co z nim na pewno dotrze, to wyboje i offroad, który prędzej czy później dopada wszystkie związki. Miłość powinna odnaleźć się już na samym początku dwojga ludzi, jako nieograniczona, wyolbrzymiona, nienaturalnie przerysowana siła, nosząca wręcz znamiona karykaturalnej.  Jedynie z takim startem, wspomnieniami – macie do czego wracać i z takich tylko worków odsypywać nadwyżki, uzbierane skrupulatnie na pierwszych stu randkach. Bilans waszych małych wojen powinien być zawsze dodatni. Zaczynając z zerem absolutnym jesteście siebie niedoświadczeni i nie macie wyższej idei, w myśl której warto byłoby wrócić do początków. Jeżeli jednak pamiętacie jeszcze szał uniesień i bardzo pierwotne orgazmy duchowe podczas wszystkich spędzanych wspólnie chwil, przejdźcie ze mną przez listę nawyków, które być może uzdrowią wasze relacje. Przeczytajcie i zakodujcie w krwioobiegu – tego nie może wam nigdy zabraknąć.

Kłóćcie się!

Dopóki się kłócicie, dopóty wam zależy. Złapcie po talerzu jeżeli trzeba, trzaśnijcie nim o ścianę. A później zbierając skrupulatnie pobojowisko, które po sobie zostawiliście porozmawiajcie o tym, dlaczego tak się stało. Pamiętajcie, że zdrowa kłótnia jest oznaką zaangażowania i nadal buzujących emocji. Nie ma nic gorszego od ciszy, w której rodzą się domysły i przypuszczenia. Kłóćcie się, ale zawsze wracajcie do łóżka pogodzeni. Jutro może przecież nie nadejść.

Rozmawiajcie

Długo. Burzliwie. Przekrzykujcie się jak trzeba. Nigdy nie zapominajcie, że musicie się oczyszczać. Mając do siebie światopoglądowy dystans mórz i oceanów, żyjąc w niezgodzie i w braku zrozumienia nie dajcie się stłamsić ciszy. To jest gwóźdź do każdej trumny, a żadne z was nie umie i nie chce czytać z fusów. Domyślać się, dochodzić oczekiwań. Jasno i klarownie – wyjaśnijcie sobie życie.

Zaskakujcie się

W górach garnków po żeberkach i w hałdach nieuprasowanych gaci musicie wychodzić ponad utarte schematy. Te małe zwroty akcji są jak zastrzyk adrenaliny w obumierające ciało i sprawią magię, na którą razem czekacie. Wystarczy wziąć wolne, pobiec po świeży chleb i twaróg, postawić przed nosem zwyczajne śniadanie. Twarożek i kawa, nie pierścionek z brylantem i tydzień w hotelu Wiśle. W skomplikowanym świecie zrobić coś tak małego, oczywistego, że aż niebywale oryginalnego. Spróbujcie, działa cuda.

Zadbajcie o emocje

Nie ma sensu bawić się dalej w związek, kiedy ani Ciebie, ani jego nie szarpie ludzkie odczuwanie od czasu do czasu. Kiedy jedyne rozmowy to te sprawdzające stan inwentarza i zapasy płynu do prania w łazience, a jedyne uniesienie, to lekkie migotanie komór podczas rozliczenia ogrzewania w miejskiej gazowni. Jeżeli tak jest, jeżeli życie biegnie wam w takt spaceru wokół tężni w Ciechocinku, poważnie zastanówcie się nad dalszym sensem historii i dokładnie zaplanujcie frekwencje zdarzeń. Walczysz – działaj, potęguj zapał, dbaj o zrywy. W innym wypadku pozwól dobrze żyć sobie i jemu, – uwolnij się, odejdź.

Wskakujcie za sobą w ogień

Tu się można kłócić. Nie odzywać godzinami i dziwnie prychać składając rozrzucone po całym domu spodnie, kość waszej codziennej niezgody. Mimo to dać sobie urwać wszystko w dobre imię jej/jego, który tak systematycznie wyprowadza Was z równowagi. Wam ma na sobie po prostu ku*ewsko zależeć, a to uczucie zobowiązane jest okryć wartością nadrzędną wszystkie partnerskie niedociągnięcia.

Zaufajcie sobie

Budowanie relacji na chyboczącym się moście z dziurawymi deskami jest powolnym umieraniem. Zacznijcie od czystej kartki, nie macie podstaw do podejrzewania najgorszego dopóty, dopóki nic się nie stało. Kiedy zaufanie zostało już nadszarpnięte zróbcie rachunek sumienia i przekalkulujcie, czy potrzeba trwania w tym tandemie, przywiązanie, ma więcej mocy niż popełnione w życiu błędy. Jeżeli to dla was za dużo, poważnie pomyślcie o zmianach. Nie pozwólcie nawet na chwilowe marnowanie swojej przyszłości i nie traćcie czasu.

Miejcie czas tylko dla siebie

Trudno jest go znaleźć, kiedy Jasia z angielskiego trzeba zawieść na karate, a Ola ma w tym tygodniu drugi balet. Ja to wszystko wiem, stoję w tych samych butach. Ale tylko wolny od obowiązków i schematów codzienności czas może pokazać wam wyraźnie, palcem, jak było zanim zaczęliście się bawić w dorosłość i za co związaliście się ze sobą na  całe lata. Raz w miesiącu jeden dzień. Dzień i noc. Dacie radę?

Chwalcie się sobą. Chwalcie siebie

„Zobacz, to jest moja żona” powiedział do kolegi z pracy mój mąż, pokazując teksty i publikacje w sieci. „Naście lat o nią walczyłem, teraz jest moja. Moja żona”. Nie ma drugiej takiej głaski, jak świadomość, że jestem dla niego kimś ważnym. Że moja postawa i podejście do świata są w jego oczach godne pochwały. Dlaczego? Bo wybierając go sobie na męża wiedziałam, że co jak co, ale oczy ma najmądrzejsze. Nie mogę sobie przecież sama zaprzeczać. Chwalenie buduje i dodaje skrzydeł. Jest świeżo wylanym betonem na dziurawej ulicy. Daje wyraźny azymut dalszej wędrówki. Dobrze jest chwalić, pokierować. Spróbujcie.

Doceniajcie

Kanapki z grubo pokrojonym chlebem, pranie zrobione białe razem z kolorowymi, kurze starte jedynie z telewizora, a za doniczką już nie. Doceniajcie, bo te nieoszlifowane zrywy świadczą o tym, że wam jeszcze zależy. Liczycie się ze swoim zdaniem.

Miejcie pasje

Wspólne. Chociaż jedną. Nic tak nie zbliży jak organizacja czasu pod kątem rzeczy, która i Tobie i jemu sprawi niebywale dużo radości. Jeżeli nie ma już nic, co ucieszy was wspólnie, patrzcie na punkt 9. Doceniajcie, kibicujcie, chwalcie.

Dziękujcie – za wszystko

Za spełnionych pierwszych dziesięć punktów lub chociaż za próby ich spełniania.

Przepraszajcie – kiedy czujecie, że stając po drugiej stronie lustra poczulibyście się źle.

Walczcie…

… bo bez zapału do walki, bez chęci wyłowienia was spod tafli wody dalsza zabawa nie ma najmniejszego sensu.


Związek

Chcemy uczucia – wystarczająco, ale nie za dużo. Jesteśmy pokoleniem, które nie chce związku, choć bardzo pragnie miłości

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
22 września 2016
Fot. iStock/Balazs Kovacs
 

Czego my właściwie chcemy? Chcemy, żeby na porannym, sobotnim zdjęciu na Instagramie, stały obok siebie dwie filiżanki kawy, nie jedna. I jeszcze jednej pary butów, obok tych naszych, na pretensjonalnym zdjęciu naszych stóp, zrobionym gdzieś na nadmorskiej plaży. Chcemy oficjalnie potwierdzonego na Facebooku statusu „w związku”, który każdy może polubić i skomentować. I kochamy klikać „lubię to”, przy postach mówiących o tym, czy jest prawdziwy związek, jaka jest prawdziwa miłość. Ale my w miłości prawdziwi nie jesteśmy. Ani szczerzy, tak do końca.

Chcemy mieć z kim się spotykać w niedzielę rano na targu śniadaniowym. Pragniemy kogoś, kto wypije z nami kawę i przegna poniedziałkową chandrę, partnera na lunch we wtorek i kogoś, kto wyślę nam SMS-a na „dzień dobry” w środę. Chcemy kogoś, kto pójdzie z nami na te wszystkie wesela, na które nas zapraszają znajomi (Jak oni to zrobili? Jak znaleźli te swoją drugą połówkę?) Ale jesteśmy pokoleniem, które nie chce  związku i bliskości, która wymaga zaangażowania.

Popełniamy szaleństwa, szukając tej „odpowiedniej” osoby. Staramy się znaleźć kogoś najlepszego, kto będzie miał jakiś zestaw cech, ideał, jakby można było to sobie zamówić, wyczekać. Czytamy „5 sposobów, aby upewnić się, że on jest naprawdę dla Ciebie” i „7 sposobów na to, żeby ją w sobie rozkochać”, w nadziei, że jesteśmy w stanie dopasować sobie osobę w związku jak przedmiot w  jakimś projekcie. Inwestujemy coraz więcej czasu i energii, żeby na naszych profilach w portalach społecznościowych pokazać siebie. Pokazujemy iluzję.

Rozmawiamy i wysyłamy do siebie wiadomości, obserwujemy się na Snapchacie i uprawiamy sexting zamiast miłości. Idziemy na kawę i na piwo – wszystko, by uniknąć prawdziwego spotkania dwojga zainteresowanych sobą ludzi.  Czasem dostajemy wiadomość z propozycją spotkania „na prive”. Wtedy wpadamy w panikę.

Nieustannie bierzemy udział w konkursach na  „Największego Indywidualistę”,  i „Najbardziej  Emocjonalnie Niedostępną”. Główna wygrana jest zawsze ta sama. Samotność.

Pragniemy pozorów związku, ale nie chcemy pracy nad związkiem. Chcemy być razem, ale na swoich zasadach: bez spojrzeń prosto w oczy i poważnych rozmów. Chcemy obietnic bez rzeczywistego zaangażowania, chcemy świętować pierwszą rocznicę, nie wkładając uprzednio 365 dni pracy, które by do tej rocznicy doprowadziły. Chcemy żyć z kimś, kiedyś, w przyszłości,  „długo i szczęśliwie”, ale nie uważamy, że trzeba nam włożyć w to wysiłek już „tu i teraz”. Chcemy głębokiego związku, przywiązując wagę do tego, co płytkie.

Chcemy, żeby ktoś trzymał nas za rękę, ale nie umiemy zaufać aż tak, by wiedzieć, że ta ręka może nas również zranić, a mimo to nadal jej pragnąć. Chcemy wybierać,  ale nie chcemy być wybierani, bo to obejmuje możliwość bycia odrzuconym. Nas się nie odrzuca.

Chcemy uczucia, które swoją siłą zwala z nóg, ale jednocześnie pragniemy stać obok, bezpieczni, niezależnie od siebie nawzajem, żyjąc na własną rękę.

Nie chcemy związku – chcemy tylko seksu, wspólnych filmów na Netflixie i chłodu, który mówi: „nie jesteś w stanie mnie zranić”. Pragniemy wszystkiego, co da nam złudzenie relacji, nie będąc tak naprawdę w rzeczywistym związku. Chcemy wszystkich korzyści płynących z bycia z kimś, ale nie przyjmujemy żadnego ryzyka.

Chcemy uczucia – wystarczająco, ale nie za dużo. Chcemy zobowiązań – trochę, ale nie zbyt wiele.

Działamy powoli, z rozwagą, obserwujemy dokąd zmierza nasz związek i… boimy się chcieć więcej niż zwykłe spędzanie ze sobą czasu. To trochę tak, jakbyśmy wchodząc co czyjegoś domu, cały czas jedną nogą stali za drzwiami. Trzymamy ludzi na dystans – bawiąc się swoimi emocjami, ale przede wszystkim bawiąc się swoją samotnością.

Kiedy nadchodzi moment, w którym czujemy, że zaczynamy być sobą – uciekamy. Chcemy się ukryć. Opuszczamy ten związek tylnymi drzwiami. Zawsze są przecież inni, inne… Zawsze jest kolejna szansa na miłość.

Boimy się, panicznie obawiamy się pokazać swoją prawdziwą twarz. Niedoskonałości da się przecież zasłonić filtrem Instagrama. Zamiast przeprowadzić szczerą rozmowę, można obejrzeć następny odcinek ukochanego serialu na Netflixie. Lubimy ideę miłości bezwarunkowej, kochania kogoś, pomimo jego wad. Szkoda, że nas na tę miłość nie stać.

Czujemy, że mamy prawo do miłości, jak czujemy się uprawnieni do pełnoetatowych miejsc pracy zaraz po studiach. Uczą nas, że jeśli chcemy czegoś, zasługujemy na to. Uwierzyliśmy w „prawdziwą miłość”, „bratnie dusze” i w „żyli długo i szczęśliwie” . I że każdy może je mieć. Dlatego lata mijają, a my zastanawiamy się, dlaczego książę z bajki się nie pojawił. Denerwujemy się, że księżniczka się nie odnalazła. Gdzie jest nasza nagroda pocieszenia? Gdzie jest ten cudowny związek, na jaki zasłużyliśmy? Prawdziwa miłość, którą nam obiecano?

Chcemy kogoś, kto będzie obok, ale nie pragniemy prawdziwie OSOBY, człowieka z krwi i kości. Chcemy ciepłego ciała, ale nie PARTNERA. Pragniemy miłości, ale wybieramy samotność. Nawet we dwoje.


Tekst zainspirowany artykułem: „We Are the Generation That Doesn’t Want Relationships”,

 


Związek

Czego boimy się z miłości? 5 lęków, których doświadczasz, gdy kogoś kochasz

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
22 września 2016
fot. iStock/Geber86

Związek pełen miłości to najlepsze, co może nam się w życiu trafić. Partner to najlepszy przyjaciel, kochanek, ale i najbliższa osoba. Niestety jest też druga strona tego związkowego medalu – strach, lęk i przerażenie. Niby to normalne, bo przecież gdzieś tam wewnętrznie zawsze boimy się o osoby, które kochamy. Jednak poznanie swoich lęków może w znacznym stopniu pomóc nam w radzeniu sobie z nimi. Znany wróg jest przecież lepszy od tego, którego dopiero musimy rozbroić. Szczęście w nieszczęściu – większość z nas boryka się z tymi samymi problemami. Jak mówią terapeuci, zajmujący się terapią par „myślimy, że znacząco się od siebie różnimy, a tak naprawdę wszyscy boimy się o to samo”.

1. Zazdrość niszcząca każdy związek 

Zwolennicy uważają, że w każdym związku powinno być odrobinę zazdrości. Wprowadza ona do naszego życia szczyptę pikanterii. Z drugiej strony, zazdrość to brak zaufania, która wywodzi się z braku pewności swojej pozycji w czyimś życiu. I tak oto rozpoczynają się kłótnie – bo on spojrzał na inną dziewczynę, a do ciebie napisał kolega z pracy. Zazdrosny partner czeka na najgorsze; od zdrady po opuszczenie. Nie pomogą tłumaczenia, romantyczna kolacja czy zwykłe słowa „kocham cię”. – Zazdrość wzbudza w nas największe lęki. Osoba o którą jesteśmy zazdrośni ciągle będzie odpychać oskarżenia, a nad waszą relacją pojawią się ciemne chmury. – mówi Rosalinda Sedacca, certyfikowany coach par. Sedacca uważa, że potrzeba ogromnej pracy nad związkiem, żeby pozbyć się zazdrości. – Tutaj potrzeba sesji coachingowych lub terapii. Oczywiście wszystko da się rozpracować, o ile zarzuty nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. 
Coach par zwraca uwagę na bardzo ważną rzecz. Cała praca musi rozpocząć się od osoby, która ma niską samoocenę. W przeciwnym wypadku, nie ma mowy o powodzeniu.

2. Bo przestanie mnie kochać 

„Jeśli zrobię coś zupełnie inaczej niż do tej pory, na pewno przestanie mnie kochać!” – To najpopularniejsze sformułowanie, które słyszę w swoim gabinecie. – Erika Martinez, która na codzień jest psychologiem uważa, że to zbliżanie się do niebezpiecznej strefy, z której trudno wyjść. – W pewnym momencie przestajemy myśleć o partnerze. W naszej głowie pojawia się lęk i tylko tym się przejmujemy.
Zatrzymujemy się w jednym miejscu i nie chcemy iść dalej. Świat pędzi ku nowemu, a my wypadamy z obiegu. Miłość to wspólne dojrzewanie i ciągłe zmiany. Nasz rozwój to jedno, ale jest jeszcze cieszenie się waszym związkiem. Martinez gwarantuje, że istnieje sposób na poradzenie sobie z tym problemem, choć może to wymagać wiele czasu. -Dopiero, kiedy przestajemy się martwić i wyrzucamy lęki ze swojej głowy, wasza relacja zaczyna gnać w dobrym kierunku.

3. Odległość jednak ma znaczenie 

Związki na odległość to prawdziwy majstersztyk. Potrzeba ogromnej miłości i wiele wysiłku, żeby ciągle pracować nad waszym związkiem. – Kilometry, które dzielą kochanków mogą bezpośrednio wpłynąć na związek. Nie ma w tym nic dziwnego. – Megan Stubbs, ekspertka w sprawach związków i seksu znalazła lek na ten lęk. – W tym przypadku bardzo ważne są słowa. Bo skoro nie możesz wyrazić swoich uczuć bezpośrednimi gestami, dotykiem, trzeba postawić na dokładne komunikowanie osobistych potrzeb. Nie bój się mówić partnerowi o uczuciach, o tym czego teraz potrzebujesz, czego od niego oczekujesz. Kiedy mieszkacie daleko od siebie, tylko w taki sposób możecie utrzymać bardzo intymną relację.  
Lęk przed dystansem, jaki może dzielić dwie kochające się osoby to prawie norma w XXI wieku. Nigdy nie wiadomo, kiedy trzeba będzie wyjechać na drugi koniec świata w delegację, za pracą, do rodziny. Dlatego warto stosować się do rozwiązania Stubbs. Jak mówi – Zamknięte usta nie zostaną wykarmione. 

4. Pieniądze, które zabierają szczęście 

Ponoć szczęścia nie dają, ale za to mogą pomóc w wygodnym życiu i rozwiązywaniu wielu problemów. Nie ma się co oszukiwać, w dzisiejszym świecie pieniądze to jeden z najważniejszych czynników decydujących o rozpadach związków czy problemach w nich. W końcu każdy z nas chciałby wyjechać na wakacje na drugi koniec świata, zrobić ukochanemu cudowną niespodziankę w postaci weekendu w SPA czy kupić drogi prezent. A jak wiadomo – niczego w życiu nie ma za darmo.  Redaktor naczelna i założycielka Cupid’s Pulse Lori Bizzoco, zwraca uwagę na jeszcze ważniejszy powód, dla którego pieniądze wpływają na związki – Odpowiednie finanse są podstawą bezpiecznej przyszłości, a przecież tworząc związki chcemy spędzić razem przyszłość. Rada prosto od terapeutów: rozpracujcie problemy finansowe, zanim one rozłożą wasz związek na czynniki pierwsze.

5. Najważniejsze – zdrowie  

Tak długo, jak cieszymy się dobrym samopoczuciem i nic nam nie jest, uważamy, że problemy zdrowotne nas nie dotyczą. Owszem, dzieją się obok, wśród naszych znajomych i przyjaciół, ale my? Nigdy w życiu! Przecież ukochany chodzi na siłownie, a ty dbasz o dietę razem z Anią Lewandowską! Niestety nigdy nie wiadomo, kiedy rozpocznie się przymusowy tour po lekarzach. Jaki ma to wpływ na związek? – Nie tylko twój partner może stracić nad sobą kontrolę. Ty będziesz chciała o tym rozmawiać, rozwiązać problem, a on wręcz przeciwnie – zamknie się w sobie i nie będzie chciał rozmawiać. – według Melindy Carver, seksuolog, pomoc partnerowi będzie trudna, ale może dać wspaniałe efekty. – Musisz wyczuć, czy partner potrzebuje chwili samotności czy wręcz przeciwnie, jeszcze większego zbliżenia. Musicie także porozmawiać o komunikacji między wami. Szczególnie w sprawach medycznych. 



Zobacz także

5 toksycznych nawyków, które potrafią zniszczyć każdy związek

„Co z tymi facetami?! Ranią albo wymagają opieki jak dzieci”. Singielka o tym, dlaczego wybiera życie w pojedynkę

Nikt nie powiedział, że będzie łatwo kochać. Tylko czy wy jesteście gotowi zadać sobie trud, by o waszą miłość zawalczyć?

Протеин оптимум нутришн купить

https://farm-pump-ua.com

buysteroids.in.ua