Związek

Kiedy w końcu zrozumiesz, że sama miłość w związku nie wystarczy, zaczniesz dbać o swoją żonę i przestaniesz być gównianym mężem?

Sziti Mąż
Sziti Mąż
25 września 2017
Fot. iStock/splendens
 

Wyśmiewasz te wszystkie księżniczki zamknięte w wieży, tę romantyczną miłość, w którą wierzą kobiety. Prawda? Dla świętego spokoju od czasu do czasu zabierasz ją do kina czy na kolację, żeby pretensji do ciebie nie miała, że o nią nie dbasz i że traktujesz jako rzecz nabytą, więc nie wymagającą wysiłku z twojej strony, bo przecież jest.

Sam się z tego śmiałem, jakie kobiety są naiwne wierząc, że my będziemy rycerzami na białych koniach. Nie powiem, dobrze było się tak poczuć, ale niewiele to ma wspólnego z rycerskością.

Myślałem – ale mi się trafiło, żona, która stanie na głowie, żeby tylko mi dobrze było. A do dobrego człowiek szybko się przyzwyczaja. Ty się przyzwyczaiłeś, co nie? Do tych ciepłych obiadków, czystego i pachnącego domu, do dzieci, które grzecznie leżą w swoich łóżeczkach, gdy ty wracasz do domu. Też to miałem. Nawet SMS, co bym zjadł na kolację, to martwienie się, kiedy wrócę, na początku rozczulające, ale z czasem wkurzające. Bo ile można się tłumaczyć.

I wydawało mi się, że nic nie jest w stanie zniszczyć tego status quo. Że tak będzie zawsze. Ja i moje wygody, moje mecze, piwo w lodówce, wypad na basen i ona – po pracy w domu, z dziećmi, dbająca o nasz dom. Właśnie – nasz dom. A ja to miałem w dupie. Skoro ona się stara, to po co moje większe zaangażowanie. Przecież wie, że ją kocham, że zawsze może na mnie liczyć, że jakby coś złego się działo, to jej pomogę. Tak o sobie myślałem. Myślałem, że jestem świetnym mężem, który pozwala swojej żonie robić wszystko, żebym to ja czuł się szczęśliwy, żeby to mi było dobrze. Byłem przekonany, że to daje jej szczęście, ja idiota myślałem, że jak ja jestem szczęśliwy, to ona też.

Życie pokazało mi środkowy palec. Środkowy palec mojej pełnej arogancji na jej potrzeby. Nie słuchałem, gdy mówiła mi:

– Spędzamy ze sobą mało czasu.

– Nie przesadzaj, przecież wracam na noc do domu – obracałem w żart rozmowę. Później się wkurzałem, o co jej z tym czasem chodzi. No dobra, kupiłem bilety do kina, raz nawet do teatru, żeby przestała marudzić i truć mi głowę i żebym mecz mógł w spokoju pooglądać. Bez sensu, przecież jesteśmy razem, to po co jej więcej czasu, więcej nie da się być, niż cały czas razem.

Idiota – miałem tak wąskie myślenie, że nie widziałem nic oprócz swojego ego. Jak ona mogła mi zarzucać, że nie poświęcam jej uwagi? Przecież kasę zarabiam na tę rodzinę, dla nich wszystko robię, a jej brak uwagi? Niby co jeszcze miałbym zrobić? Zabawiać ją rozmową? Też mi coś, jesteśmy małżeństwem, a nie parą na randce, która dopiero się poznaje i ze sobą gada. Nie wiem, o czym chce rozmawiać, przecież wszystko ustalamy na bieżąco – zajęcia dzieci, zakupy, obowiązki, plan dnia?

Tak myślałem i ty pewnie też tak myślisz. Wolisz czasami zostać dłużej w pracy niż słuchać, czego ona od ciebie wymaga. Żebyś czasu więcej spędzał z nią, ale też z dziećmi. Żebyś zainteresował się domem. Żebyś nią się zainteresował.

Naprawdę wydaje ci się, że seks załatwia całą sprawę? Że poświęcenie jej uwagi, to doprowadzenie jej do orgazmu. Że jej to wystarczy? Nie bądź tak głupi jak ja i zmień swojej myślenie. I lepiej szybciej, przed tym, nim usłyszysz, że nic was już oprócz dzieci nie łączy, a skoro tak jest, to ona odchodzi. Bo do niczego nie jesteś jej potrzebny.

Ale jak to? Przecież ja ją kocham? Co znaczy, że nic nas nie łączy? A miłość? W końcu to miłość jest najważniejsza, ona zawsze to powtarzała. No dobra, na początku. Później już rzadziej.

Gówniany mężu chcę żebyś dzisiaj zanotował sobie w tym twoim łbie, że miłość nie wystarczy. Tego nauczyła mnie moja żona odchodząc ode mnie.

Sama miłość to za mało, żeby z kimś żyć, żeby każdy był w związku szczęśliwym. Tak wiem, tobie ta miłość wystarczała, zwłaszcza, gdy była pełna poświęcenia i zapatrzenia ze strony twojej żony. I jak to? Nagle jej nie wystarcza?

Wiesz, co powiedziała mi moja żona odchodząc? Że tylko dlatego, że wiedziała, że ją kocham, wytrzymała ze mną tak długo. Że miała nadzieję, że w końcu się ocknę i przestanę dbać jedynie o czubek własnego ku*asa. Że zobaczę, że się zmieniliśmy, że czegoś innego oczekujemy.

I wiesz co? Czułem się oszukany! Jak ona mogła? Przecież nigdy się nie skarżyła, przecież od początku ona weszła w tę rolę dbającej o mnie. I co? I nagle jej się odmieniło? Nagle zapragnęła czegoś więcej?

Byłem głuchy na jej wszystkie:

– mi to nie wystarcza

– chcę, żeby było cię więcej

– mam dość

– nie chcę, żebyś mnie tak traktował

– nie jestem twoją własnością!

Jak debil myślałem: dobra, pewnie jest przed okresem, zaraz jej przejdzie. Nigdy nie chciałem jej zrozumieć! Nigdy nie spytałem ze szczerą troską, o co jej naprawdę chodzi, co złego się dzieje. Kiedy ona zaczynała swój monolog mówiłem: „Nie histeryzuj”, „Nie przesadzaj”, „Znowu wymyślasz, źle ci, to odejdź”.

Sam na siebie rzuciłem klątwę. Bo ona odeszła. Bo nie zrozumiałem, że miłość nie wystarcza,

Że oprócz miłości ważne jest:

– wsparcie – w trudnych dla niej chwilach, które mi mogły się wydawać błahe, nieważne, ona chciała usłyszeć, że jestem przy niej, że zawsze jestem po jej stronie

– zrozumienie – dla jej nastrojów, potrzeb, humorów, bo tylko tak można wyrazić siebie i niczego nie udawać, tymczasem ja miałem dość, kiedy płakała, miałem dość, kiedy się wściekała, nigdy nie chciałem poznać przyczyny, chciałem, żeby przestała, tak byłem gównianym mężem

– pomoc – nie tylko czcze gadanie, że się jest i że zawsze pomożesz, ona w dupie miała moje słowa, czekała aż coś zrobię, aż ruszę ten mój tyłek z kanapy i usiądę z dziećmi do lekcji, wyjdę z psem, czy powieszę pranie

– czułość – też wkładasz jej rękę w stanik, gdy tylko się do ciebie przytula, każdy taki gest bierzesz za przejaw ochoty na seks; kobietom nie zawsze chodzi o seks! Dużo czasu upłynęło, nim to zrozumiałem

– bezpieczeństwo – ona chce od czasu do czasu czuć się jak księżniczka, chce wiedzieć, że gdy jej zabraknie sił, to ty dźwigniesz wszystko, chce mieć pewność, że może na ciebie liczyć, że gdyby świat się walił, to ty z gruzów wyniesiesz ją na swoich rękach bezpieczną.

Tego nauczyłem się za późno. Bo mojej żony już obok mnie nie ma, układa sobie życie z kimś innym. Też tego chcesz?


Związek

Twoja żona jest smutna, sfrustrowana? Jesteś zły, że nie jest tą dziewczyną, w której się zakochałeś? Wiesz, co – ty jesteś temu winien!

Sziti Mąż
Sziti Mąż
13 października 2017
Fot. iStock/jeffbergen
 

Moja żona nigdy nie czuła się bezpiecznie w naszym związku, bo nie mogła mi ufać. Nie czuła się bezpiecznie nie dlatego, że bała się, że ją skrzywdzę w jakiś fizyczny sposób albo dlatego, że jej nie ochronię, gdyby ktoś inny próbował.

Nie przestała mi ufać dlatego, że obawiała się, iż ją zdradzę. Moja żona przestała mi ufać, bo uznała, że nie może na mnie liczyć, nie może na mnie polegać jak na partnerze – rodzicu, kochanku, partnerze finansowym.

To były małe rzeczy, małe rzeczy, które ścierają nasze pazury, kruszą integralność małżeństwa.

Moja żona, kiedy ją poznałem, była młodą, zabawną, szczęśliwą i radosną kobietą. A stała się zmęczona, sfrustrowana, przerażona, smutna i zła.

Błagałem, by wróciła ta dziewczyna, którą poznałem. Pytałem, gdzie ona się podziała. Ale ona nie wracała, a ja byłem coraz bardziej wkurzony. Moją żonę obwiniałem za to, kim się stała, miałem żal, że nie próbowała się zmienić.

A może nie chciała? Może po prostu nie mogła? Bo nie była w stanie mi zaufać. Więc stała na straży swojego i rodzinnego bezpieczeństwa.

Myślę, że problem polega na tym, że mężczyźni nadal wierzą, że są lepsi od kobiet… Ja uważam, że to męska wersja jest gorsza. My myślimy, czujemy i doświadczamy świat w określony sposób. Widzimy, słyszymy, trawimy i decydujemy się na to, co jest racjonalne, logiczne i sensowne. Co więcej, uważamy, że kto nie widzi świata w ten sam sposób, popełnia błąd – jak nasza żona czy partnerka.

Pomimo tego, że kochamy nasze żony, każdą wolną chwilę spędzamy na próbie zarobienia większej ilości pieniędzy, zdobycia szacunku i podziwu. Ale nasze żony nie za to nas kochają, a nam trudno się z tym pogodzić. Sądzimy, że to nieracjonalne, ignorujemy wszystkie sugestie, kiedy ona próbuje wytłumaczyć, że liczy na coś innego. Szydzimy, jesteśmy sarkastyczni. Mówimy: „To takie gadanie, ona nie wie, co mówi, to ja wiem, co w życiu jest najważniejsze”.

Serio? Też tak mówiłem, raniłem moją żonę, choć nigdy nie robiłem tego celowo. Zawsze wkurzałem się, że nie mdlała z zachwytu, gdy coś zrobiłem. Jak idiota upierałem się przy swoim, nie dopuszczałem do siebie myśli, że to ja mogę się mylić, że może to ja powinienem ją zrozumieć, a nie ona mnie. Że może mój sposób postrzegania świata nie jest jedynym najlepszym.

Liczyłem na to, że skoro nie reaguję tak samo jak moja żona, to wcale nie oznacza, że to ja powinienem się zmienić. Nie, spodziewałem się, że ona dostosuje się w końcu do „właściwego” sposobu myślenia, czucia i zachowania.

Też tak robisz? To śmiało podążaj tą drogą, daj znać, czy działa. Czy może ona jest już dzisiaj w innym związku, a ty zostałeś zupełnie sam? Podoba ci się to?

Nie lubię mówić, że wiem wszystko, bo nic nie wiem o tobie, o twoim życiu, ani o tym, co myślisz i czujesz. Ale wiem, że to co ja myślę, czego doświadczam, pewnie jest udziałem wielu mężczyzn. Nie różnimy się od siebie aż tak bardzo, jakby chciało ci się wydawać.

Myślę, że większość mężczyzn postrzega zaufanie w kontekście niewierności. Jedną z trudniejszych rzeczy w życiu bądź co bądź młodego faceta, który wchodzi w związek, bierze ślub, jest deklaracja, że nigdy nie będę uprawiać seksu z inną kobietą.

Myślałem o małżeństwie, jak o zgodzie na stałą dziewczynę, decydując się na ślub, kiedy miałem dwadzieścia i kilka lat, uważałem, że związek polega na tym, że nie mogę mieć seksu z nikim innym.

Żona?

Jest niezastąpiona Bierzesz ją za pewnik, tak jak wasze małżeństwo. Za coś, co jest stałą. Jak twój wzrok – jest ważny, nie wyobrażasz sobie sytuacji, kiedy go tracisz.

Zaufanie rzadko widzimy w kategoriach oszukiwania, kłamstwa. Nie myślisz o tym, czy ona może ci ufać, czy nie sabotujesz jej starań dbania o dom, planowania zajęć dzieci, spotkań z przyjaciółmi. Czy jesteś dla niej wiarygodnym partnerem, na którym może polegać.

W naszej sypialni miałem nawyk rzucania dżinsów no fotel, kiedy uznawałem je za niezbyt czyste, ale nie na tyle brudne, by trafiły do kosza na brudną bieliznę. Moja była żona tego nie cierpiała. Uważała, że przez te moje spodnie pokój wygląda na zdezorganizowany, a ona bardzo dbała o czystość i porządek w domu. Uśmiechnęła się do mnie, bo bezmyślnie robiłem to nawet po wielokrotnych próbach zwracania mi uwagi. Ani prośba, ani groźba nie pomagały.

Wiem, jesteś facetem i myślisz: „Też mi wielka sprawa, o co jej chodzi. W końcu moje spodnie leżą w sypialni, gdzie nikt oprócz domowników nie wchodzi”.

Racjonalizujemy tę sytuację naszym logicznym mózgiem i wcale nie chcemy zmienić swojego zachowania, bo przecież ona nie odejdzie przez jakieś głupie dżinsy. Nie, ona nie odejdzie. Odejdzie, bo nie może ci ufać, bo nie szanujesz jej na tyle, by wrzucić te głupie dżinsy do szafy lub do prania. Stary, ona myśli: „Jeśli nie mogę na nim polegać w kwestii takich drobnych rzeczy, to jak mogę mu zaufać w ważniejszych?”.

Jesteś dzieciakiem. I żeby było jasne – w każdej innej sytuacji uważam to za dobrą rzecz. Dzieci śmieją się setki razy dziennie, są szczęśliwe, niewinne i wolne. Ale w małżeństwie bycie dzieckiem jest złe…

Twoja żona była dziewczyną, w której się zakochałeś, bo była piękna, zabawna chciała i sprawiała, żebyś przy niej czuł się dobrze. Ale teraz już tak nie jest. Jest zmęczona. Zła. Sfrustrowana. Nie ma ochoty na seks. I wydaje ci się, że cię nie szanuje.

I teraz ty jesteś zły, bo twoja mama nigdy nie traktowała twojego taty w ten sposób albo rozczarowany, bo ona nie zajmuje się tobą, tak jak robiła to twoja matka.

Jesteś zły, ponieważ ty się niewiele zmieniłeś, ale to ona czuje się oszukana, zachowuje się tak, jakby mężczyzna, którego poślubiła, był niewystarczająco dobry. Czujesz się niechciany i zaniedbany.

Tyle tylko, że nawet nie zdajesz sobie sprawy, że sam sobie jesteś winien. Masz dom, kasę, może dzieci, zwierzęta. Nie jesteś już dzieckiem, ale nadal zachowujesz się jak jedno z nich. Kiedy żartujesz, wyśmiewasz się ze swojej żony i przyjaciół. Kiedy zostawiasz spodnie na fotelu lub naczynia w zlewie lub zapominasz o tym, co obiecałeś jej w drodze do domu. Te małe rzeczy się piętrzą, rosną. Dlaczego je robisz?

Tymczasem ona nie może być dzieckiem. Nie może bawić się, śmiać, żyć beztrosko. Nie może, bo jesteś ty, ty, na którego nie może liczyć. Jeśli ona czegoś nie zrobi, nic nie zostanie zrobione. Ubrania same się nie wypiorą, naczynia same się nie umyją, posiłki się nie zrobią. Dzieci nigdy nie będą mieć tego, czego potrzebują.

Nie chciałeś podjąć kolejnego kroku, ale ona chce. Teraz jest zła, zła, smutna i przestraszona, bo zostawiłeś jej całą pracę dla dorosłych.

Ale co ważniejsze? Zostawiłeś ją bez możliwości wyboru. Ale ona nie musi być tym, kim była kiedyś. A ty chcesz, żeby wróciła ta dziewczyna, w której się zakochałeś. Tyle, że to niemożliwe, ponieważ nie potrafimy podróżować w czasie. W czasie, który tobie właśnie się kurczy, jeśli nie zmienisz swojego podejścia.


Związek

„Obudź się! To, że w weekend weźmiesz dzieci do kina lub na spacer nie zrobi z ciebie ojca roku! Nie dostaniesz też orderu dla najlepszego męża”

Sziti Mąż
Sziti Mąż
10 września 2017
Przyjaźń czy kochanie? Co on naprawdę do ciebie czuje
Fot. Pixabay / unsplash / – Przyjaźń czy kochanie? Co on naprawdę do ciebie czuje

Dzisiaj wydaje ci się, że masz wszystko? Że właściwie to Pana Boga za pięty złapałeś. Aaa, nie, ty uważasz, że to wszystko to twoja zasługa, fajna żona, fajne dzieci, ładny dom, samochód, wakacje raz w roku na maksymalnie siedem dni, bo przecież do pracy musisz wrócić.

No tak, prawdziwy z ciebie szczęściarz, który wraca do domu bardzo (bardzo) późnym popołudniem, bo przecież nie wieczorem. I wszystko w domu gra, prawda? Dzieci jedzą kolację, twoje koszule wyprasowane wiszą w szafie, żona podsuwa talerz z czymś pysznym. Widzisz ten obrazek i myślisz: „Ja to mam szczęście”. Stary, naprawdę uważasz, że to kwestia szczęścia?

No tak, bo jak się nie napracujesz, to nie wiesz, ile wysiłku kosztuje to, by twój dom wyglądał tak, a nie inaczej, kiedy do niego wracasz.

Też tak myślałem. Myślałem: „To cudownie mieć taki dom, taką rodzinę”, ale zupełnie nie doceniałem tego, co mam. Wydawało mi się, że tak po prostu jest. Nie chciałem widzieć nic innego.

Kiedy moja żona mówiła: „Jestem zmęczona” zupełnie jej nie rozumiałem. Przecież pracowałem podobnie jak ona, nawet więcej i dłużej, to raczej ja powinienem narzekać na brak sił, a nie ona.

Co ona takiego robi?

Że zakupy? Że dzieci? No przecież co to za wysiłek. Wszystko się ogarnia – samo. Tak myślałem i ty dzisiaj pewnie też tak myślisz, zwłaszcza, gdy ona truje ci nad głową:

„Dziećmi byś się trochę zajął”

„Pomógłbyś mi chociaż łazienkę posprzątać”

„Do twojej matki byś zadzwonił, a nie ja wysłuchuję jej pretensji, że o niej nie pamiętasz”

„Kiedy ostatni raz pomagałeś dzieciom w lekcjach?”.

Nie bardzo wiesz, o co jej chodzi, prawda? Dzieci widujesz codziennie – rano, wieczorem, w weekend wieczorem pooglądacie wspólnie film, a w niedzielę wszyscy razem wyjdziecie na lody, na obiad, żeby ona nie musiała w domu gotować. No i żeby trochę przestała gderać.

Przecież wszystko jest w najlepszym porządku. Też tak myślałem, też byłem przekonany, że szczęście, które mi się przytrafiło, to dar od losu. Nie doceniałem, jak wiele do naszego domu wnosi moja żona. Generalnie miałem to w dupie. Myślałem: „To jej problem, przecież nikt jej nie każe aż tak się poświęcać”. Ja nie wymagałem. Byłem dupkiem nie zdającym sobie sprawy, co myślę i co mówię. Idiotą, który myślał, że czysty dom, ogarnięte dzieci i jedzenie w lodówce to naprawdę nic wielkiego. To się po prostu samo dzieje, przy okazji.

Kiedy ona mówiła, że ma dość, pytałem: „Czego ty masz dość?”. Nie widziałem tych wszystkich starań, tego kombinowania z czasem, jak zdążyć, co zrobić. Nie słyszałem tej setki pytań zaczynających się od „Mamoooo …”. Ona robiła to wszystko po to, żebym ja chciał wracać do domu, żeby dom kojarzył mi się ze spokojem, bezpieczeństwem i ciepłem. Tak wychowała ją matka, a jej matkę babcia. I pewnie dlatego, kiedy narzekała, że mnie nie ma, że jej nie pomagam,  nie byłem tego w stanie zrozumieć. Przecież wszystko jest w najlepszym porządku, jest tak, jak zawsze, więc o co jej chodzi.

A ty? Jak jest u ciebie? Uważasz, że to co w domu należy do twojej żony? W końcu ty pracujesz, zarabiasz, niech ona zajmie się tym, co umie robić lepiej od ciebie? Hej, ale ona też pracuje, nie zauważyłeś? Też zarabia, też się dokłada do tego domowego budżetu. Tyle tylko, że ona ma o wiele więcej obowiązków niż ty. Kiedy ty spędzasz rano czas w łazience, ona robi kanapki dzieciom do szkoły, prasuje koszule, sukienki na zapomniane do ostatniej chwili apele. Pamięta, co jakie dziecko ma po szkole, na jakie zajęcia je zawieźć, kto je odbierze, przerzuci i do domu odstawi. Z tyłu głowy dźwięczy jej lista zakupów, pomysły na kolację tak, by każdy zjadł, a przecież u was każdy je coś innego. Zauważyłeś to? Zauważyłeś, że gotuje kilka rzeczy? Ja dopiero to dostrzegłem, kiedy moje dzieci były u mnie w pierwszy weekend po rozwodzie. I nagle się okazało, że jedno je jajecznicę ze szczypiorkiem, a drugi takiej nie tyka, za to kocha twaróg z czosnkiem. Jak to? Zastanawiałem się, czy robią mi na złość? Nagle każde chce coś innego? Ale jak usiadłem na dupie i pomyślałem, to zdałem sobie sprawę, że zawsze tak było. Tylko ja tego nigdy nie widziałem.

Tak jak nie wiedziałem, jak ma na imię najbliższy przyjaciel mojego syna, czy przyjaciółka mojej córki. Do której klasy chodzą, jak nazywa się ich wychowawczyni, kiedy mają sprawdzian i z czego, czy potrzebują nowych butów na wuef. Nie interesowało mnie, co zjadły na obiad i gdzie chcą wyprawić swoje urodziny. A kiedy żona mówiła, żebym z nimi porozmawiał, nie wiedziałem, o co jej chodzi.

Chcesz tak jak ja? Poznawać swoje dzieci dopiero po rozwodzie, dopiero wtedy zrozumieć, że nie było cię w ich życiu, że nie uczestniczyłeś w życiu swojej rodziny? To wtedy chcesz ze swoją ferajną pojechać na zakupy i kolejne, bo okaże się, że nie kupiliście jogurtów takich, jak każde z nich lubi, bo zapomnieliście o czymś na kolację, a przecież jeszcze śniadanie i obiad na następny dzień? To wtedy dopiero chcesz wiedzieć, jak rozmiar buta ma twój syn i jaki jest ulubiony kolor twojej córki? Dopiero wtedy usiądziesz, żeby pograć z nimi w monopol, czy w karty? Dopiero wtedy zrozumiesz, jak wiele pracy wkładała twoja żona, żeby spiąć wasz dom i rodzinę do kupy? Żeby tobie było z nimi dobrze?

Obudź się! To, że w weekend weźmiesz dzieci do kina lub na spacer nie zrobi z ciebie ojca roku! To, że wyniesiesz śmieci i raz w miesiącu posprzątasz łazienkę nie sprawi, że dostaniesz order dla najlepszego męża! Rozejrzyj się, zobacz, ile rzeczy w twoim domu dzieje się bez twojego udziału. Możesz to tak zostawić, ale wtedy nie zdziw się, gdy twoja rodzina zostawi ciebie, bo nie będą czuli się ważni w twoim życiu.

Pomyśl, czy tego właśnie chcesz.


www.medicaments-24.net

steroid.in.ua

www.medicaments-24.net