Psychologia Związek

Kochany, nie po drodze nam. Nie kochasz lub ja nie kocham. Dlaczego tak trudno nam odejść?

Małgorzata Sessionbordercontroller.info
Małgorzata Sessionbordercontroller.info
29 grudnia 2019
Fot. iStock / Deadair
 

Nie lubię się rozstawać. Nie umiem. Byłam w tym zawsze beznadziejna. Może przyjaźń? Może nienawiść? Upiekę ci ciasto albo poszczuję cię psem? Zamiast tak siąść i szczerze porozmawiać. Kochany, nie po drodze nam. Nie kochasz mnie i ja to czuję. Lub. Nie kocham cię a ty to czujesz. Przecież wiemy. Prawie zawsze to wiemy. Dlaczego tak trudno nam odejść?

Po pierwsze – strach

Bo gdybym tak powiedziała, to z pewnością go zranię. Zacznie płakać albo będzie wściekły. Ja dziecko wściekłych rodziców boję się złości jak ognia (na przykład), Albo też złamie mi serce (na przykład). Wiesz może jak wygląda złamane serce? Wiotczeje jak skóra w zimnej wodzie. Kurczy się i jest takie maleńkie. Jak żyć z maleńkim sercem złamanym na pół, nie wiem. Więc boję się cierpienia swego i jego; nikt nas nie wychował by radzić sobie z bólem. Dziwne, bo przecież ból jest pewny jak śmierć.

Po drugie – niepewność

Czy dobrze robię? Czy na pewno wszystko się skończyło, czy może tak mi się wydaje w tym mikroskopijnym umyśle? Tyle razy już się pomyliłam, dlaczego teraz miałoby być inaczej? Nie kocham. Przecież to czujesz. Opisz to więc. Ktoś potrafi to ładnie opisać? Moja ciotka mówiła, że jak jest co do garka włożyć, to jest to miłość. A więc czy to, co mam nie jest dużo? I znów – czy dużo znaczy najwięcej? I dalej – czy można chcieć mieć najwięcej? Czy to nie pycha?

Po trzecie – przywiązanie

Pępowina jak u niemowlaka, która zespala cię z nim na wieki. Dni, miesiące, lata. Przyjaciele, fotografie, wspomnienia. Wspólne konto. Dom. Pies. Dzieci. To ostatnie jest kropką nad i. Starzejesz się i dostrzegasz, że to ma sens. Rodzina. Więzi. Czy wystarczy na tyle by zostać? I czy nie wystarczy na tyle, by odejść?

Po czwarte lenistwo

Zacząć od nowa? Tak nagle w połowie życia, gdy już siwe włosy pokrywa farba? Gdy więcej w tobie ironii niż nadziei? Gdy śmiejesz się, jak ktoś przy tobie mówi, że ma coś na zawsze? Jakie to naiwne – myślisz. Do tego dzieci, które nie lubią zmian. Miłe nawyki, które utrwaliłaś przez lata kiepskiego związku. Samotność, która drażniła, a stała się azylem. Być teraz razem, dzielić, iść na kompromisy. A stara babka mówi „I po co ci to wszystko?”

I po piąte i po dziesiąte

Kochani wokół nie pomagają: „Zaczekaj, nie spiesz się, pomyśl”, „Widzisz jakieś lepsze związki?’, „Może masz kryzys po prostu?”, „A w ogóle co to jest miłość?”. No właśnie, To pojawia się zawsze. Miłość, której nikomu nie udało się uchwycić. Więc skoro nie ma żadnej porządnej definicji, to ciesz się tym, co masz. Mieć z kim zjeść kolację to bardzo wiele. Pójść razem na obiad do teściowej. Wakacje w Grecji. Remont chałupy. Inauguracja roku szkolnego ramię w ramię, a nie jak u innych: on w pierwszym rzędzie, ona w ostatnim. A to, że nie masz z kim porozmawiać? Dziewczyno, czy ty masz 16 lat?!!

Możesz więc się zawstydzić. No tak, nie masz 16 lat, masz dwa lub trzy razy tyle. Nie masz więc prawa wybrzydzać. Dorośli ludzie muszą brać co dają. Miłość to przywilej młodych. Nie wygłupiaj się więc i skup się na tym, co możesz mieć. Sylwester w Amsterdamie. Narty w Karpaczu. Nową tapetę w garderobie. Albo kup sobie psa. Pies potrafi zastąpić partnera. Zacznij biegać. Więcej czytaj. Ból minie.

Możesz też się zezłościć. Nie chcesz już tak. Boisz się jak cholera, ale brak strachu świadczyłby o bezmyślności. Nie jesteś pewna, czy uda ci się, ale chcesz spróbować. Wydaje ci się, że nie masz siły, ale czy masz siłę, bo zostać? Czy wyobrażam sobie takie życie za rok, dwa, pięć? Czy możesz jeszcze cokolwiek zrobić, by było lepiej? Jeśli nie możesz, to jak zamierzasz żyć? I może nie znajdujesz odpowiedzi na pytanie, czym jest miłość, ale wiesz pewnie, czym nie jest. Czy to, co jest wokół ciebie nią jest?

Masz wybór.


Psychologia Związek

Kłamstwa mają swoje kolory. Którego z nich ty używasz najczęściej?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
30 grudnia 2019
Fotomontaż / iStock / bowie15
 

„Prawda ma jeden kolor, kłamstwo ma ich wiele” – mówi stare indiańskie przysłowie. Czy są takie sytuacje, w których dopuszczacie powiedzenie nieprawdy? Uważacie, że istnieje kłamstwo usprawiedliwione? Chyba każdy z nas ma jakieś swoje małe sekrety, każdy choć raz w życiu ukrywał prawdę, coś przed kimś udawał. W jakimś sensie to „udawanie” towarzyszy nam od dzieciństwa. Dzieci symulują ból, żeby zwrócić na siebie naszą uwagę. A my – dorośli posługujemy się kłamstwem, by ukryć skrzętnie mniejsze i większe grzeszki.

Ale skąd bierze się w nas ta skłonność do mijania się z prawdą? Ze strachu, z chęci zaimponowania, z obawy przed zranieniem i byciem zranionym… Według naukowców, wchodząc w nową znajomość „wymieniamy” między sobą około 300 kłamstw w ciągu pierwszych dziesięciu spędzonych wspólnie minut! Dziennie kłamiemy od 100 do 200 razy. Wydaje się to niemożliwe, prawda? Spróbujcie sobie jednak uświadomić, jak często ubarwiamy nasze opowieści lub wymyślamy różne wymówki. Czasem kłamstwo stanowi dla nas pomost między tym, czego byśmy chcieli, a tym – co jest naprawdę.

Naukowcy francuscy, na potrzeby badań nad kłamstwem, wyróżnili kilka typów, kilka kolorów kłamstwa:

Kłamstwo niebieskie

Takie kłamstwo – „nie kłamstwo”. Wynika zawsze z naszego altruizmu i chęci czynienia dobra. Uważamy je za najbardziej niewinne, nie potrzebujemy, by nas za nie rozgrzeszać. Niebieskie kłamstwo nie krzywdzi tego, który w końcu odkrywa prawdę.

Przykład: Święty Mikołaj, który przynosi prezenty. To słodkie kłamstwo uskuteczniamy jak najdłużej się da. I jako dorośli żałujemy, że nie możemy trwać w nim na stałe :). Innym błękitnym kłamstwem są niewinne pochlebstwa wypowiadane podczas flirtu. „Tak małe blondynki są śliczne, ale ja wolę brunetki, takie jak ty” – słyszysz i… prosisz o więcej.

Kłamstwo białebiałe

Nie wszystkie kłamstwa są destrukcyjne. Białe pozwalają nam uniknąć otwartych konfliktów, załagodzić sytuację, przeczekać. Lub raczej dać nam takie uspokajające wrażenie. Czasem są po prostu niezbędne. Mogą też wynikać z tego, że wahamy się powiedzieć coś wprost, aby kogoś nie zranić. Na pozór chcemy chronić innych, ale tak naprawdę chronimy siebie. Białe kłamstwa ranią, kiedy odkrywa się prawdę. Są szkodliwe i nieużyteczne, prawda i tak zaboli, gdy wyjdzie na jaw. Białe kłamstwa sprawiają, że okłamanemu trudniej się skonfrontować z rzeczywistością, którą przed nami ukryto. A ten, który skłamał, usłyszy zapewne: „Dlaczego mi nie powiedziałeś?”, „Co jeszcze ukrywasz?”.

Przykład:  Zapewniasz przyjaciółkę, że jej mąż jej nie zdradza, gdy właśnie widziałaś go całującego namiętnie  koleżankę z pracy. Szkoda ci przyjaciółki, czy boisz się być orędownikiem złych wieści?

Kłamstwo czerwone

To jest czerwień „alarmująca”. Kłamstwo purpurowe wynika zawsze ze złych pobudek, z egoizmu, złości, negatywnych odczuć. Niszczy relacje, czasem pachnie zdradą, a kończy się utratą zaufania. Nieodwracalnie. I wraca, ciągle wraca wyrzutami sumienia, skrupułami. Jest związane z bardzo silnymi emocjami i równie silne emocje powoduje.

Przykład: „Kochanie, idę wieczorem z Hanką do teatru” – mówisz i jedziesz spotkać się z mężczyzną, z którym masz romans.

Kłamstwo szare

Chyba najpopularniejsze. Jest w nim czasem trochę chęci pomagania innym, ale głównie chęć pomagania sobie, ochrony swoich interesów. Polega na ukrywaniu niewygodnej dla siebie prawdy, albo na wymyślaniu wymówek. Nie dotyczy spraw bardzo ważnych (z punktu widzenia tego, który kłamie). Jest przez niego bagatelizowane. W jego mniemaniu, obie osoby wyciągają z tego kłamstwa jakieś korzyści

Przykład: „Będę dziś później, kochanie, mam dużo pracy” – mówi on, a tak naprawdę umawia się z koleżanką. Nie ma tu romansu, erotycznego napięcia, ale żona z całą pewnością wolałaby nie wiedzieć. Tak uważa mąż i nie mówi, żeby żonie nie było przykro.

Kłamstwo czarne

Wymyślamy je, gdy chcemy odciąć się od niewygodnej sytuacji, „przerzucić winę na innych”, oczyścić się z zarzutów, ukryć przestępstwo, zataić straszną prawdę… Czarne kłamstwa nie są społecznie akceptowalne. To typ kłamstwa, który szkodzi i rani bezpośrednio.

Przykład:  „Nie, nie widziałam nigdy siniaków na jej rękach” – mówisz, żeby tylko się nie wydało, że w twojej rodzinie występuje przemoc. Tak naprawdę siniaki widziałaś nie raz.

Małe kłamstewka i większe kłamstwa nie mają płci. I kobiety, i mężczyźni kłamią, czy używając eufemizmu „ukrywają prawdę”. I mężczyźni i kobiety przedstawiają się w korzystnym świetle, „koloryzują”, by podnieść samoocenę. Kiedy jednak prawda jest „naciągana” świadomie, kiedy naginamy rzeczywistość, aby realizować swoje cele, stajemy się zakładnikami swoich kłamstw i uzależniamy się od nich. To bardzo niebezpieczna gra.


Psychologia Związek

„Nie rozumiesz, że cię kocham i chcę mieć ciebie tylko dla siebie?”. Życie z zazdrością

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
29 grudnia 2019
„Nie rozumiesz, że cię kocham i chcę mieć ciebie tylko dla siebie?”. Życie z zazdrością
Fot. iStock / SilviaJansen

Na początku myślimy: „Jak dobrze jest być tak kochaną”. Miło gdy mężczyzna jest o nas zazdrosny, to jest dla nas miarą tego, jak mu bardzo zależy. Tyle tylko, że zazdrość bywa niszcząca. A może ty masz z nią problem?

Znam kilka związków, które z powodu zazdrości się rozpadły. Dopytywanie, czy aby na pewno ona ma zamiar wyjść w tej bluzce z dekoltem na imprezę, przeglądanie jego telefonu w poszukiwaniu dowodów zdrady, do niczego dobrego nie prowadziło.

– Nie mam powodów, żeby być zazdrosną. Ale gdyby miała, niestety na pewno bym była – mówi znajoma i trafia w sedno. Bo kilka z zapytanych przeze mnie osób mówi to samo – nie mam powodów, nie jestem zazdrosny. Zdrowe podejście. To odróżnia ich od prawdziwych zazdrośników.

„Ty mnie na pewno nie kochasz”

Słyszysz takie słowa? A może sama je wypowiadasz. Dla kogoś, kto nie radzi sobie z zazdrością, bycie kochanym jest miarą jego wartości. Choć z zewnątrz może ci się wydawać bardzo pewny siebie, to jednak w środku cały drży o tę miłość, która mu się trafiła. Bo tylko ona jest w stanie dać mu siłę i wiarę w swoje własne możliwości.

Zazdrośnicy gdy zostają porzuceni, często piją „żeby zapomnieć”, wpadają w czarną rozpacz, jakby nagle skończył się dla nich świat. Mówią, że są nic nie warci. Nie daj się zwieźć takim gierkom. A jeśli sama jesteś zazdrosna, to popracuj nad sobą, poszukaj przestrzeni, która wzmacnia twoje poczucie wartości. Miłość przyjdzie, ale niech nie ona świadczy o tym, jakim jesteś człowiekiem.

„Nie będziesz rozmawiać z tym facetem”

Albo z przyjaciółką? Albo nie możesz iść na kolację służbową? Wyjść ze znajomymi do kina? Zazdrośnik traktuje ciebie, jak swoją własność. On decyduje, z kim będziesz się spotykać, rozmawiać, co możesz ubrać. Nie dusi swoich emocji, wręcz przeciwnie – wyrzuca swoją złość, frustrację jak karabin maszynowy. To, do czego ty nie masz prawa, on na pewno ma. Może wyjechać z kolegami na weekend, wyjść pograć w piłkę, czy kosza. Ciebie najchętniej traktowałby jak zamkniętą w wieży księżniczkę, do której tylko on ma prawo.

„To przez ciebie tak się zachowuję, przez ciebie jestem zazdrosny”

O tak – ten kto jest zazdrosny nigdy się nie przyzna, że zazdrość jest tylko i wyłącznie jego winą. Że te emocje siedzą w nim i on nie potrafi sobie z nimi poradzić. Najlepiej oskarżać wszystkich wokół, a przede wszystkim obiekt zazdrości. A przecież zazdrość nie bierze się z postępowania tej drugiej osoby, tylko z myślenia o tym, jakby postępować mogła.

Uśmiecha się do znajomego mężczyzny – na pewni flirtuje. Rozmawia z przyjaciółką – ona jest dla niej ważniejsza ode mnie. „Tobie nie można ufać” – słyszysz? To stara śpiewka zazdrośnika, a może on nie może ufać samemu sobie? Co zrobisz jest źle – zostaniesz w domu – nie dobrze, wyjdziesz jednak na spotkanie – jeszcze gorzej.

„Chcę być dla ciebie najważniejszy”

Zazdrośnik nie musi być uosobieniem wszystkich najgorszych cech. Wcale nie. Może być troskliwym, czułym partnerem. Świetnym ojcem. Tylko czasami ma napady szału. Kiedy na imprezie porozmawiasz dłużej z nieznajomym. Kiedy masz do niego pretensję, że coś cię w związku uwiera. Ten, kto jest chorobliwie zazdrosny, jest wybitnym przykładem egoisty. To on musi być zawsze w centrum zainteresowani. To jego ego musi być łechtane. A ty powinnaś się zachowywać zgodnie z jego wytycznymi. Jeśli nie – wpada w gniew. Szuka powodów do awantury, chce cię ukarać, że śmiałaś choć na chwilę postawić go z boku rozmawiając z kimś innym. Zazdrośnik żyje w poczucie zagrożenia, że zostanie porzucony.

„Nie pasuję do ciebie”

To poczucie zagrożenia w zazdrości jest niezwykle istotne. Ten, kto jest zazdrosny, może popaść w taką nutę: „Inni są lepsi ode mnie. Kim ja jestem. On/Ona na pewno mnie zostawi dla kogoś lepszego, bardziej wykształconego, dowcipniejszego, ładniejszego”. Zazdrośnik wpada w szał, kiedy schudniesz bo dla innych możesz stać się bardziej atrakcyjna. Kiedy on zaczyna biegać, dbać o sobie – ona zazdrosna boi się, że spotka gdzieś na biegowej trasie kobietę i się nią zafascynuje. To poczucie zagrożenia często wywołuje podświadome działania. Nie pozwalamy schudnąć drugiej osobie, zniechęcamy do aktywności. Paraliżuje nas lęk, gdy osoba, którą kochamy, patrzy na kogoś innego, a nie daj Boże ogląda się za kimś atrakcyjniejszym od nas (w naszym mniemaniu).

Zazdrości nie da się uzdrowić miłością. Myślisz: „Jeśli będę tak bardzo kochać i tę miłość okazywać, to on w końcu uwierzy, że jest dla mnie najważniejszy”. Nie łudź się. Prędzej czy później będzie chciał zamknąć cię w domu. Jest szczęśliwy, kiedy wychowujesz dzieci, nie pracujesz, bo wtedy nie czuje zagrożenia. Jednak każdy podejrzany dla zazdrośnika ruch jest powodem do wielu oskarżeń. Do rzucania obelg, obrażania.

„Tak, na pewno gdybyś miała okazję, poszłabyś z nim do łóżka. Przyznaj się, na pewno by tak było”. I czasami się przyznajesz, bo nie chce ci się walczyć tłumaczyć bo masz dość. „A żebyś wiedział, żebym się z nim przespała” – rzucasz już z całkowitej bezsilności. Masz dość, jesteś zmęczona tymi wiecznymi podejrzeniami. Czego nie zrobisz – jest źle. Nie pomaga tłumaczenie spokojne, że kochasz, że on jest tym jedynym. Nic też nie daje robienie awantur i krzyczenie, że już dłużej tak nie wytrzymasz.

Zazdrość niszczy związek. Jeśli osoba, która jest zazdrosna, nie zacznie pracować nad swoimi uczuciami, nad przekonaniami, nie ma szans do zmian. Zazdrość może zniszczyć nawet największą miłość, rozbić wieloletni związek. I wcale nie z powodu zdrady, do której w końcu podejrzewana o nią strona się posunie. Ale właśnie z powodu niekończących się i niczym nie popartych zarzutów.

Jeśli znamy mechanizmy zazdrości, wiemy, że bierze się ona z poczucia niskiej wartości, z obaw, lęku, zagrożenia, że jest wynikiem egoizmu i potrzeby posiadania, łatwiej nam ją zrozumieć. Jeśli ty jesteś zazdrosna – przyjrzyj się sobie. Popatrz na tę drugą osobę szeroko otwartymi oczami, a nie zwężonymi przez zazdrość. Gdy jesteś ofiarą takiej zazdrości, możesz spróbować tłumaczyć, ale uwierz, to nic nie da. Jeśli ten kto ma problem z zazdrością nie zacznie nad sobą panować, to nie ma szans na jakąkolwiek zmianę. Niestety…


Zobacz także

Nie baw się miłością

Nie baw się miłością…

Przemoc psychiczna? Uciekaj, gdy rozpoznasz w nim tych kilka cech!

ks. Jan Kaczkowski 1977 - 2016

Umarł ksiądz od umierania. Życie pełne jest paradoksów… Zmarł ks. Jan Kaczkowski

препарат левитра

www.best-cooler.reviews/best-cheap-cooler-affordable-ice-chest/

Этот важный сайт , он рассказывает про Гонадотропин.