Psychologia Związek

„Kochać za mocno” czyli..? Jak kobiety nieświadomie sabotują własny związek

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
6 stycznia 2018
Fot. iStock/Mixmike
 

Nie zrobiłaś przecież nic złego, prawda? Nie zdradziłaś, nie oszukałaś, nie olewałaś. O nie, nie. Ty dawałaś sto procent siebie. Byłaś na każde zawołanie. W sumie to byłaś nawet, gdy nie wołał, a także wtedy, gdy prosił o chwilę wytchnienia. Oplatałaś jak bluszcz, odcinałaś dopływ tlenu. Ale przecież intencje miałaś dobre. Więc jak to możliwe, że teraz siedzisz sama w pustym mieszkaniu, przy zgaszonym świetle i cicho płaczesz, bo on znowu (który to już raz w tym miesiącu?) wyszedł, trzaskając drzwiami i mówiąc na odchodne, że albo się zmienisz, albo on odchodzi. I masz to przemyśleć! Najlepiej teraz. 

Złota klatka

Ada robiła co mogła, by zapewnić swojemu mężowi wszystko. Ich mieszkanie zawsze było wysprzątane na błysk, lodówka wypełniona po brzegi frykasami, codziennie inny obiad na stole. Poza tym standardowo – gary umyte, ciuchy wyprasowane (koszule nie miały nawet kantów na rękawach). No i pozwalała mu po pracy robić to, na co miał ochotę. Telewizja? Ok. Gazeta? Ok. Drzemka? Ok. Majsterkowanie? Ok. Wkurzały ją tylko dwie rzeczy – gdy wychodził z kolegami na miasto i gdy podejmował decyzję bez niej. Dlaczego? Bo ona najlepiej wiedziała, czego on potrzebuje i czego oni potrzebują jako para. Jego wolność ograniczała się jedynie do wyboru, czy woli spać na lewym czy na prawym boku i to właściwie tylko wtedy, gdy ona akurat nie chciała usnąć w jego objęciach. Wtedy i ten problem miał z głowy.

A może ty też umieszczasz osobę, którą kochasz, w złotej klatce? Podcinasz skrzydła? Odbierasz wolność? Dusisz i nie pozwalasz na samodzielne decyzje?

Pośpiech

Kiedy Iza poznała Pawła, koleżanki śmiały się, że zachowuje się jak zdesperowana wariatka. Ona? Zdesperowana? A skąd! Iza po prostu zakochała się od pierwszego wejrzenia i wiedziała, że to jest ten jedyny. No i była już po 30-tce, więc wolała nie tracić czasu na zbędne ceregiele. W mig podporządkowała całe swoje dotychczasowe życie pod wybranka swego serca – zrobiła mu miejsce w szafie, kupiła szczoteczkę do zębów, nowy ręcznik, kilka par majtek i skarpetek. Co z tego, że znali się miesiąc? Gorzej, że on nie pałał podobnym entuzjazmem. Wolał wolniej, spokojniej. Czy nie kochał? Nie. Po prostu rozsądnie podchodził do życia i chciał być pewien kroków, które podejmuje. Skoro on coraz rzadziej pojawiał się u niej, ona zaczęła pojawiać się u niego. Pierwszy, drugi, piaty, siedemnasty zgrzyt. I po temacie. Tak oto udusiła tę miłość.

Kochanie kogoś oznacza poszanowanie ich potrzeb i pragnień, a nie narzucanie swojego stylu życia i priorytetów. Jeśli twój partner nie jest gotowy, aby w pełni zaakceptować cię w swoim życiu i zmienić swoje przyzwyczajenia, aby zrobić miejsce dla twoich, nie możesz wyrywać drzwi z zawiasami i wpychać się do środka.

Degradacja

Kaśka zakochała się w Wojtku, miłośniku koncertów i rowerowych wycieczek. Ileż oni razem miejsc odwiedzili kiedyś! Ile koncertów zaliczyli! Dziwne, że od pięciu lat nigdzie nie byli, prawda? Najpierw wszystko to Kaśkę znudziło, a potem, gdy Wojtek zaczął sam jeździć – drażniło. Zaczęła więc zarzucać mu brak zaangażowania w związek. Bo przecież są już starsi, dojrzalsi, mają dom, kredyt, dzieci. Teraz trzeba się na tym skupić, a nie na wycieczkach i koncertach. Nie pomogło prośbą, ani groźbą, wzięła więc go podstępem. Raz, że była do rany przyłóż, a dwa, że na nic mu nie pozwalała, bo sama wcześniej zaplanowała/zorganizowała/podjęła decyzję.

Teraz dziwi się, dlaczego została sama. Chciała przecież dla nich jak najlepiej. Z miłości, rzecz jasna. Pytanie brzmi, co zrobiła z tym facetem, którego tak pokochała? Gdzie on się podział i kim się stał?

Pogarda i nuda

Martynie zawsze zależało, żeby spędzali czas całą rodziną. Każdy weekend mięli więc zaplanowany od rana do wieczora. Chociaż atrakcji nigdy nie brakowało, po jakimś czasie oboje poczuli się sobą znudzeni. Pojawiła się pogarda, potem obojętność. Gdy na terapii dla par usłyszeli, że za dużo czasu spędzają razem i przez to nie mają nawet okazji, by zatęsknić, ona nie mogła uwierzyć w to, co słyszy.

Wtedy dowiedziała się, że związek polega na pewnym balansowaniu pomiędzy własną przestrzenią, a byciem razem. Na szczęście nie było za późno.

On – narcyz. A ty?

Narcyz, manipulant, toksyk – łatwo wymieniamy typy facetów, którzy niszczą nam życie i rozwalają to, co my, kobiety z tak wielkim trudem budujemy. Rzadko jednak potrafimy na trzeźwo ocenić własne zachowanie. Choć równie toksyczne, to jednak łatwiejsze do wyjaśnienia, uargumentowania. Bo przecież intencje są dobre. Wszystko z miłości.

Cała sztuka to kochać mądrze. Nie za wszelką cenę. I nie za mocno.


 

Na podstawie:


Psychologia Związek

Poseł PiS ma przepis na „idealną żonę”. Tak właśnie panoszy się przemoc w polskich domach

Małgorzata Sessionbordercontroller.info
Małgorzata Sessionbordercontroller.info
6 stycznia 2018
 

Monika Zbonikowska, żona posła Prawa i Sprawiedliwości Łukasza Zbonikowskiego gdy odkryła jego zdradę, przeszukała dom by znaleźć dowody. Jeden z nich wyjaśnił jej więcej niż lata spędzone pod jednym dachem.

W znalezionym rękopisie polityka PIS opisuje on wymyśloną przez siebie instrukcję na żonę „”ma być ładna, żeby seks nie był przymusem. Niewysoka, z płaską głową, żeby można było na niej postawić szklankę z piwem. Do tego posłuszna, inteligentna i w miarę majętna. Powinna być katoliczką – by wiedziała, gdzie jej miejsce. Dobrze, aby była naiwna, bo uwierzy w co trzeba”. „Śmieszne”, prawda? (Taki żart co to powtarzają sobie panowie z płaskimi czaszkami, między jednym piwem a drugim wypluwając z siebie swoje frustracje małżeńskie).

Zbonikowski to kolejny po Piaseckim damski bokser, który z różańcem pozuje do zdjęć, a gdy zapada noc okłada pięściami żonę. To kolejny, który mimo przecieków, że daleko mu od moralności zostaje wystawiony z numerkiem na liście wyborczej i wygrywa. Hipokryzja do kwadratu. Hipokryzja, która zalewa nie tylko korytarze parlamentarne, ale także własnego podwórka. Bardziej winni niż koledzy od piwka są sąsiedzi, rodzina, przyjaciele. Wszyscy ci, którzy widzieli, słyszeli i milczeli.

Tak właśnie panoszy się przemoc w polskich domach. Jest arogancka, pyszna, wszechwładna. Człowiek, którego dotyka najczęściej jest pozostawiony samemu sobie. Ci, którzy wiedzą, milczą jak zaklęci. Podają potem tysiąc argumentów na to, że nie mogli/nie chcieli/nie wypadało. A ofiary? Najpierw nie mogą uwierzyć, że to się dzieje. Potem tłumaczą sobie, że to ich wina, tłumaczą sobie, że to na pewno ten jeden raz, no może dwa, ale na pewno tak nie będzie zawsze. Czasami próbują się komuś zwierzyć, ale po drugiej stronie dostrzegają panikę, czasem irytację. Orientują się więc, że inni wiedzą, ale też mieli nadzieję, że wszystko rozpłynie się w miłości, która tych dwojga połączyła. Ale przemoc nie ma nic wspólnego z miłością, niewiele ma wspólnego z tym spotkaniem w autobusie lub w parku, nie ma nic wspólnego z marzeniami i planami. Przemoc się dzieje. Rozwija. Niszczy. Pod warunkiem, że… jest na to przyzwolenie społeczne. Czy jest?

Niby nie. Wiemy, że tak nie wolno, ale gdy dzieje się obok nie podnosimy głosu. Najgorsze jest czytanie komentarzy. Pod Piasecką, teraz Zbonikowską. Bo przemoc ma jedną słabość, nie odcina sprawcy od samoświadomości. Ten kto bije, wie, że to zło. A więc co robi? Szuka usprawiedliwienia. Wśród komentujących są tacy, którzy śmieją się z żartu o przepisie na żonę. Jakby sprawiało im to niemal orgastyczną przyjemność. Są tacy, którzy komentują, że jak jedna coś powie (kobieta), to zaraz inne też jej wtórują. Inni piszą coś o złości wynikającej z zabranej kasy na waciki. Szkoda gadać. Ci, którzy biją, poniżają, zdradzają – mają (czasami) wyrzut sumienia i chętnie znajdą argument, by się go pozbyć. To oni zasilają w tego typu komentarzach internetowe fora i toasty przy piwku.

Ale niestety to przecieka Panowie… To widać, słychać i czuć.


Psychologia Związek

Plaster, butelkę wina i czas… nielimitowany czas, gdy twoje życie się wali. Nikt nie da ci tyle, co druga kobieta

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
5 stycznia 2018
Fotomontaż istock

Nikt nie da ci tyle, co druga kobieta. Nikt nie potrafi tak dobrze mówić i milczeć, kiedy trzeba, słuchać, być. Nikt nie potrafi lepiej głaskać po głowie, gdy wali cię świat i tak szczerze cieszyć się z sukcesu innej osoby. Po prostu. Tylko kobieta to potrafi. Ta, która jest bardzo blisko.

Bo jakbyśmy na nas, kobiety nie narzekały, potrafimy dawać sobie nawzajem więcej, niż ktokolwiek inny.

Co dajemy/dostajemy od siebie nawzajem?

Odebrany w środku nocy telefon, kiedy on odchodzi do innej.

„Paczkę chusteczek i kopa w tyłek” – powiedziała kiedyś moja znajoma. Tego najważniejszego kopa, którego brakowało, żeby „jakoś” się wreszcie pozbierać.

Rady, czasem nieproszone, a jednak przepełnione dobrą intencją.

Plaster na odciski i nienoszony szalik.

Uśmiech do zapłakanej nieznajomej w tramwaju.

Troskę.

Wysłaną bezsensowną wiadomość i śmiesznego kota na obrazku, tylko po to, by ktoś dobrze zaczął dzień.

Sweter, który tak ci się podobał, a ona nie za często go nosi.

Najsilniejszy doping świata, gdy składasz siebie rozbitą na kawałki, zaczynasz od nowa lub po zwyczajnie tak bardzo się boisz „nowego”.

Wiarę w cuda i zmianę, i drugą szansę. Bo ona tak dobrze cię rozumie.

Zrozumienie, że każdy upada.

To wszystko dostajemy od kobiet – czasem tych najbliższych, matek, sióstr, wieloletnich przyjaciółek, a czasem dobrych aniołów, które pojawiły się na naszej drodze całkiem przypadkowo.

Nich ten rok będzie rokiem kobiet. Czasem, kiedy na nowo odkryjemy siłę kobiecych kręgów i wzajemnego wsparcia. I to  naprawdę nieważne, czy potrzebujesz pomocy w ugotowaniu jajka czy wparcia w  ważnym momencie życia, w walce o siebie. Ważne jest tylko to, że naprawdę nie musisz być sama, bo „babskie zaplecze”, to nasza największa siła!

audreyhepburn

„Wierzę, że śmiech jest najlepszym sposobem na spalanie kalorii. 
Wierzę w całowanie, dużo całowania. 
Wierzę w bycie silnym, gdy wszystko wydaje się być nie tak. 
Wierzę, że szczęśliwe dziewczyny to najpiękniejsze dziewczyny. 
Wierzę, że jutro jest kolejny dzień i wierzę w cuda.”
– Audrey Hepburn

Piszcie do nas, pytajcie, dzielcie się z nami wszystkimi swoimi sukcesami i radościami. Jeśli szukacie odpowiedzi napiszcie do nas prywatną wiadomość, my anonimowo opublikujemy wasze pytanie.

Dołączcie do nas na Facebooku: 

Obiecujemy, że będziemy. Tak, jak wy. Reszta jest już waszych rękach.


Zobacz także

Patologia to nie kurtka z sieciówki i starannie dobrany podkład… Bo czy przemocowy ojciec rozmawiałby z dziećmi tak, jak on?

„Czasami chcę ci wykrzyczeć, że zupełnie nie jestem do ciebie podobna”

Nie każdy musi być żoną. Choć wydaje to nam się nieprawdopodobne, jeden „papierek” zmienia wszystko

вимакс цена в украине

www.steroid-pharm.com

levitra generique