Związek

„Kobiety łatwiej rezygnują z miłości. Takie jest moje zdanie”. Męskim okiem

Listy do redakcji
Listy do redakcji
8 lipca 2016
Fot. iStock / themacx
 

A czy przypadkiem nie jest tak, że to wy kobiety łatwiej rezygnujecie z miłości, ze związku? Już widzę te głosy oburzenia, że tak, odezwał się facet. Ale czy nie mam jednak trochę racji. Zdobądźcie się na trochę krytycyzmu, to nie boli.

Znam wiele par, które się rozstały, są po rozwodach. I kiedy o tym myślę, to kobiety były przyczynkiem tych rozstań. To one zniecierpliwione, zniechęcone odpuszczały. Mówiły: „Już nie mogę z nim wytrzymać”.

Tak mówicie na koniec, a z drugiej strony non stop słyszę, że powinniśmy się zmieniać, pracować nad sobą, że związek to stawanie się lepszym dla tej drugiej osoby, tiaaa. A czy wy stajecie się lepsze? Tak serio pytam. Z ręką na sercu, która z was mówiła, że stała się lepsza dla swojego faceta. Nie że się poświęcała, dała całą siebie i tak dalej. Tylko czy sama była lepsza. Nie chłodna, oschła, w ciągłym fochu na wszystko, co facet robi.

Dlaczego o tym do was piszę? Bo byłem w takim związku. W związku, w którym moja partnerka była dla mnie doskonałą kobietą. Ze swoimi wadami, które poznałem po czasie, ale które starałam się zrozumieć i zaakceptować. Tyle tylko, że z dnia na dzień, po kilku latach okazało się, że to ja jestem ten najgorszy. To ja jestem ten, co się nie stara, co nie mówi, że kocha, że mu nie zależy. Byłem w szoku, bo jakoś nigdy wcześniej tego nie słyszałem. Ona nigdy mi nie powiedziała: „jest mi źle, postaraj się bardziej”. Nigdy – przysięgam. Ja pracowałem, ona urodziła syna i była z nim w domu. Nie musiała wracać do pracy za szybko, z czego – przynajmniej tak mi się wydawało – chętnie skorzystała, żeby później mi wyrzygać, że dusi się w tym związku i że ja nie dałem jej szans rozwoju.

Byłem w szoku. No bo jak? Skąd niby miałem wiedzieć, że ona tak się czuła, że chciała czegoś innego? Widziałem tylko, że jest nerwowa, że traci cierpliwość, że nie chce się jej nawet ze mną gadać. Gdy pytałem, co się dzieje, padało, że jest zmęczona albo, że boli ją głowa. I okej, przyjmowałem do wiadomości. Proponowałem wyjazd, wyjście do kina, na kolację – ale ona wiecznie z fochem, że ja tylko myślę o przyjemnościach, a kto zajmie się dzieckiem, zrobi obiad, zakupy.

Kupowałem jej kwiaty, które w szale jej złości lądowały w śmietniku. Krzyczała: „Kwiatami chcesz wszystko załatwić”, a gdy pytałem jakie „wszystko” ma na myśli, wpadała we wściekłość. I dalej nic nie wiedziałem.

Dobra, ja wiem, że bywają różni faceci. Że są ci, którzy zdradzają i ci którzy biją, o tych mówicie najchętniej. Ale co z tymi, którym zależy? A którzy nie mają pojęcia jak się odnaleźć w waszych oczekiwaniach i potrzebach. My, to nawet nie wiemy, jakie te potrzeby są, bo, wiem – pojadę stereotypem – „mamy się domyśleć”. A co  jeśli nie potrafimy? Wtedy stawiacie na głowie cały świat, rzucacie ciuchami, walizkami i każecie się wyprowadzić. Bo nie domyśliłem się, że tobie jest źle.

A przecież ty tylko mówiłaś, że boli cię głowa. I ja leciałem do apteki, żeby zobaczyć w efekcie twoją w sarkazmie wykrzywioną twarz, kiedy dawałem ci tabletkę.

Wiecie, jak się czuje taki mężczyzna? Czuje się jak nabity w butelkę, szydzi z niego kobieta, a on nie ma pojęcia, co jest źródłem tego szyderstwa. Gdy próbuje pytać, dostaje ochłap w postaci: „i ty jeszcze się pytasz?”. A on nie wie, czy coś źle zrobił, czy powiedział coś nie tak. Albo właśnie – się nie domyślił.

I tak, facet taki jak ja bywa zmęczony. Bo pracuje, bo kurde no stara się, jak może, żeby było bezpiecznie, miło i żeby tych problemów bywało jak najmniej. I kiedy słyszy, że za dużo pracuje, że ogranicza niezależność partnerki, to powiem wam – naprawdę jest w szoku. Bo kompletnie nie wie, jak ma się zachować, co zrobić. Ja schodziłem mojej partnerce z drogi. Wolałem się odsunąć, niż co chwilę słyszeć, co robię źle… Albo ten jej ton w głosie – na zasadzie „jeszcze tu jesteś? Weź lepiej wyjdź”. No to odsuwałem się, nie chciałem jej nawet dotykać, bo wtedy padało: „przestań, nie lubię jak tak robisz”. A kiedyś lubiła. Nie mówiła mi nigdy wcześniej, że nie chce, żeby ją całować po szyi, a nagle zaczęło jej to przeszkadzać.

Myślałem, że jej przejdzie, że może to jakiś tam trudny czas. Kryzys w związku – w końcu wszyscy o nim mówią, nas musiał dopaść. Przeczekam i wszystko wróci do normy. Ale nie wracało. Co to za przyjemność wracać do domu, do wiecznie skrzywionej kobiety, której właściwie nic nie cieszy. Mógłby stanąć na głowie, tańczyć na golasa, a ona i tak by stwierdziła, żebym no naprawdę przestał się wydurniać.

I co facet na moim miejscu miał zrobić? Powiedzcie? Wyjazd na weekend – źle, bo dziecko. Wyjście do kina – nie bo zmęczona. Jak już udało mi się ja wyciągnąć na kolację, było super, ale tylko na chwilę. Później wszystko wracało do normy. Każdą moją próbę rozmowy odbierała jako atak.

I wiecie, odpuściłem. Stwierdziłem, że nic na siłę. Przecież nie mogę jej non stop udowadniać, że ją kocham, że mi na niej zależy, skoro ona sama miała to w głębokim poważaniu.

Aż w końcu powiedziała: „musimy się rozstać, tak dłużej nie można”. A ja do dzisiaj nie wiem, co było powodem. Wiem, że ona mnie obarczyła za wszystkie swoje nieszczęścia, za porażki życiowe, powiedziała, że gdyby nie ja, to byłaby gdzieś o wiele dalej. Był jeszcze moment, kiedy próbowałem ją zrozumieć, spytać. Proponowałem terapię. Usłyszałem, że to już za późno, że to niczego nie zmieni.

Odeszła. Nie wiem, czy dzisiaj jest szczęśliwa, i chyba mnie to już nie obchodzi. Widujemy się ze względu na syna. Gdzieś w drzwiach.

I wiecie, długo próbowałem zrozumieć, o co tu chodzi. Czytam te teksty, te wasze pretensje i żale, które czasami są w komentarzach. Część z nich rozumiem. Może nie do końca, ale chociaż się staram. Ale zawsze w głowie kotłuje mi się – a co z wami, jak wy się starałyście, żeby ten facet był w związku szczęśliwy, żeby mógł was zrozumieć. Wy z góry zakładacie, że to my jesteśmy ci źli, a wy macie prawo do własnego szczęścia. I jasne, że macie, ale czemu nie z nami? Naprawdę, większość z nas nie jest wcale taka najgorsza… I gdyby nie wy, są faceci, którzy nigdy by  nie odeszli, sami z siebie nie zakończyliby związku z kobietą, którą kochają. Tak, dla nas jest wszystko prostsze, nie komplikujemy sobie jasnych spraw. I nie odchodzimy dlatego, że coś przestało nam pasować, gdzie tego „coś” nie umiemy nawet określić. Tym się różnimy, niestety.


Związek

Zawsze będziemy szczęśliwi, tak jak dziś. Tylko nigdy nie proś mnie o…

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
9 lipca 2016
Fot. iStock / ArtMarie
 

Początki – szybciej bijące serce, brak strachu o cokolwiek i to niesamowite uczucie, że właśnie tak będzie już zawsze. Kochać. Kochać jak wariat, małolat – bez trosk i tych niepotrzebnych awantur o pełny zlew. Marzyłam o tym – myślisz. A jednak niektórym się to udaje…

A ja wiem, jak to zrobić. Bo przecież tak niewiele nam potrzeba – jeśli mamy siebie. Ty też to wiesz.

Przewodnik od szczęśliwych w miłości

Zawsze będziemy szczęśliwi, tak jak dziś. Tylko nigdy nie proś mnie o…

… o to, bym zapominała jak to jest nie martwić niczym nieważnym…

Nie mów, że trzeba zejść na ziemię, gdy nie rozmawiamy o kredycie hipoptecznym i naprawdę poważnych sprawach zapisanych na jakiś papierach. Nie proś mnie, żebym przestała się cieszyć, marzyć, szukać wytchnienia. I sam też nie przestawaj tego robić. Tak, nadal wierzę, że twoje ramiona mogą być lekarstwem na ból głowy i utraconą pracę. Bo to wcale nie oznacza, że nie rozwiąże za chwilę jak „dorosła” swoich problemów.

Nigdy nie proś mnie o to, bym rezygnowała z emocji i z chwili.

… o to, bym była o ciebie zazdrosna…

Bo ja tego nie potrzebuję. Moja zazdrość nie zawęzi i nie zacieśni naszego związku. Ja jej  nie czuję, bo ufam. I uwierz mi, nie poczujesz się lepiej, gdy zburzysz to zaufanie.

… o to, bym musiała rezygnować przez twoją zazdrość z przyjaciół…

Bo ja nie chcę, żebyś i ty był o mnie zazdrosny. Tak lubię tak jak ty, gdy odrobinę zmieniasz ton głosu, gdy opowiadam o facecie, który chciał mnie poderwać w metrze. Wystarczy. Nie chcę żyć zamknięta w złotej klatce. A jeśli masz wątpliwości – chyba nam nie po drodze. Bo gdy kocham – i tak długo jak kocham – ty naprawdę nie musisz się martwić.

… o to, bym rezygnowała, z robienia tego co lubię…

Bo tak. Bo nie wypada, bo ty tego nie lubisz, bo nie masz ochoty, bo to „głupie”, bo niepotrzebne, bo, bo, bo… Nie proś o to, bo ja pewnie powiem „tak, jasne. Nie ma problemu” – a potem już zawsze będę miała w sobie gdzieś głęboko żal. Zanim go odkryje i o nim powiem miną lata i może być za późno, żeby go wymazać.

… o to, bym musiała zamienić swoje życie, na takie którego się boję…

Bym przestała czuć, bym udawała, bym kiwała głową i się uśmiechała, gdy jest naprawdę źle. Wiem, że będzie czasami źle – ale dopóki  mogę swoje i nasze życie przeżywać, nie boję sie tego. Pozwól mi i sobie, pozwól nam, żyć naprawdę, z czymkolwiek by sie to nie wiązało.

… o to, bym przestała być atrakcyjna dla świata…

Bo mam już ciebie. Nie mów „ja i tak cię zawsze będę kochał”. Każdy tego potrzebuje, nie można tak po prostu nagle zniknąć dla świata, nie gdy się go kocha. Każda miłość potzrebuje wzajemności. Przecież to wiesz…

… o to, bym była twoim wiernym i oddanym cieniem…

Bo kochać na zabój nie znaczy zniewalać. Bo być razem i chcieć tego „my” – nie znaczy przestać istnieć. Kochamy w sobie tę różność, nie odbieraj jej nam.

A w zamian ja obiecuję ci to samo. Nigdy cię o to nie poproszę. Nigdy nie zażądam. Bo kocham i jestem kochana – nie muszę kupować polisy na zaufanie. Sztuką w miłości na zawsze, jest dostać więcej niż stracić.


Na podstawie życia (cudzego i własnego, widzianego z bliska i z daleka)


Związek

„Drogi pamiętniczku…”. Dlaczego warto wrócić do prowadzenia dziennika?

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
8 lipca 2016
fot.iStock/wundervisuals

Były różowe i zamykane na kłódkę. Kiedyś skrywały wszystkie sekrety naszego nastoletniego życia, dziś są sentymentalną podróżą do czasów, kiedy było prościej – przynajmniej z perspektywy czasu. Pamiętniki i dzienniki zostały brutalnie wyparte przez blogi i vlogi, dzięki którym współcześnie dokumentujemy codzienne życie. Paradoks polega na tym, że kiedyś nikt nie mógł czytać naszych zapisków, aktualnie chcemy, by czytało je jak najwięcej osób. Dlatego zamiast prowadzić kolejnego bloga, kup zeszyt i zacznij prowadzić dziennik!

Darmowa psychoterapia

Z założenia w dzienniku zapiski powinny pojawiać się każdego dnia. Wiadomo jednak, że nie zawsze możemy znaleźć na to czas. Pomimo tego – warto. Zastanawiałyście się dlaczego wiele bohaterek filmów zapisuje swoje myśli do pięknych, ozdobnych zeszytów? Powodów jest kilka. Najważniejszy, powtarzany przez terapeutów to ten, że dziennik sam w sobie może być świetną terapią. Czasami mamy problem z otworzeniem się przed obcą osobą, wtedy z pomocą przychodzi papier. Możesz pisać cokolwiek chcesz, 24 godziny i siedem dni w tygodniu. W dzienniku możesz zapisać wszystko to, co bałabyś się powiedzieć na głos. Psychologowie przekonują, że ta metoda pozwala pozbyć się toksycznych uczuć i emocji znacznie szybciej.

Koniec zapominania!

Życie pełne jest niespodzianek i przegapionych lekcji, które daje nam los. Bardzo szybko zapominamy o tym, co wydarzyło się kilka dni temu, nawet jeżeli miało nas nauczyć czegoś bardzo pożytecznego. Życie biegnie przecież dalej, a my mamy na głowie tysiące ważnych spraw, których nie możemy przenieść na później. Gdybyś codziennie zapisywała najważniejsze wydarzenie, istnieje duża szansa, że lepiej byś je zapamiętała, a sięgając po pamiętnik za kilka dni czy tygodni, mogłabyś na spokojnie przyjrzeć się sprawie i wyciągnąć z niej wnioski. Wartość zapisków może być niezwykła, szczególnie gdy chodzi o najbliższych, których nie ma już z nami. Bardzo wiele osób boi się, że z czasem zapomni szczegółów czy ważnych wydarzeń z życia zmarłych. Dzięki zapiskom nie ma na to szans.

Automatyczne odstresowanie

Pisanie może się okazać doskonałym sposobem na odstresowanie. Żyjemy w ciągłym biegu, nie mając czasu dla siebie. Wydzielenie nawet piętnastu minut dziennie na zanotowanie wydarzeń czy przemyśleń z całego dnia pozwala nam się skupić tylko i wyłącznie na jednej czynności. Pisząc odręcznie twoje ciało się uspokaja – oddech zwalnia, a następnie sam się normuje. Gdy skupiasz się na kartce papieru i długopisie, liczą się tylko one i twoje myśli. Nie rozpraszaj się głośną muzyką, wybierz tą spokojną lub zupełną ciszę, ona wpłynie na ciebie najlepiej. Możesz być naprawdę zdziwiona, jak te kilkanaście minut ciszy i skupienia na samej sobie wpłynie na wyciszenie! Kiedy raz spróbujesz, będziesz chciała więcej i więcej!

fot. iStock/Lorraine Boogich

fot. iStock/Lorraine Boogich

Kreatywność poza kontrolą

Pracując kreatywnie, potrzeba ci zupełnego resetu mózgu. Pierwszą, zalecaną przez naukowców rzeczą jest półgodzinna drzemka. Inną wersją zresetowania jest zapisywanie wszystkiego, co gdzieś błądzi po twojej głowie. Za każdym razem, gdy pojawia się problem, zapisz go na kartce papieru. Może to brzmieć banalnie, ale wtedy twój mózg przekształca go w „misję do rozwiązania” i nie rozpamiętuje ciągle tego samego.
Dzienniki same w sobie są doskonałym miejscem na ćwiczenie swojej kreatywności. Nie tylko możesz zapisywać pomysły, które wpadają ci do głowy w środku nocy. Będąc sam na sam ze swoją głową, łatwiej nam uwolnić tysiące pomysłów na dobry biznes czy świetną książkę.

Sukcesy i porażki w jednym miejscu

Pisząc dziennik tworzysz autobiografie tylko dla siebie. Wracając do stert zeszytów za kilka lat, będziesz mogła swobodnie płakać, śmiać się, ale i być dumna z miejsca, w którym jesteś. Na co dzień nie widzimy postępu, jaki popełniamy idąc małymi kroczkami. Do koła wszystko biegnie zbyt szybko, żeby pozwolić nam się skupić na tych drobnych rzeczach. Zapisując każdy dzień lub każdy krok w drodze do celu, gdy już do niego dotrzesz, będziesz mogła przebyć całą drogę raz jeszcze – tym razem w o wiele krótszym czasie, z odpowiednim dystansem do sprawy. I co najważniejsze, wyciągnąć dobre wnioski, zaraz przed podziękowaniem samej sobie, że się nie poddałaś. Warto poświęcić parę chwil dziennie, by w pewnym momencie się zatrzymać i podziwiać czytając swoje słowa.


Zobacz także

Jak zepsuć związek

Zamiast obwiniać partnera, pracuj nad sobą

Kim jest samica alfa?

Silna kobieta prędzej wybierze samotność niż stracony czas z nieodpowiednim facetem

Kochać i puścić tę miłość wolno. Kiedy nie powinniście być razem, mimo że się kochacie

Жиросжигатель черная вдова

mitsubishi.niko.ua

www.medicaments-24.net/cialis-tadalafil/cialis-5-mg/