Związek

Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością. Czego się boją, gdy spotka ich miłość?

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
11 maja 2017
Fot. iStock/KristinaJovanovic
 

Poranieni, niepewni siebie, niepewni przyszłości i tego, czy zasługują na szczęście. Patrzę na nich od kilku tygodni, jak krążą wokół siebie, zafascynowani sobą do granic. A jednak… Na zewnątrz dzielni, silni, a w środku smutni i wrażliwi. Chcieliby kochać znów, ale może za chwilę, nie teraz, za moment… Nie tacy młodzi już, choć ciągle piękni, niekoniecznie urodą Czego się boją – kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością, kiedy ich drogi skrzyżują się ze sobą, kiedy staną naprzeciw siebie i w ich sercach zapali się światełko nadziei?

Ona

Powiedzieć „kocham”

Co on sobie pomyśli, kiedy zrozumie, że tobie na nim zależy? Masz dzieci, masz jeszcze połowę kredytu do spłacenia, masz za sobą kawałek życia z kimś innym. Tak często troszczysz się o przyszłość, tylu rzeczy nie wiesz, na tyle nie możesz sobie pozwolić. Zresztą, czy to, co czujesz, to naprawdę miłość? Nie spiesz się.

Dzieci

One i tak mają „trudniej”. Po co komplikować im życie, wprowadzając do niego kogoś nowego, kogoś, kto będzie potrzebował dodatkowego miejsca? A jeśli poczują się zdradzone, niekochane, niechciane? Jeśli nigdy go nie zaakceptują, nie polubią? Czy w ogóle masz prawo do szczęścia, kiedy twoim priorytetem powinny być one?

Niej jestem wystarczająco „dobra”

Niepewność siebie. Czujesz to, odkąd zostałaś sama, albo nawet jeszcze dużo wcześniej. Patrzysz na swoje odbicie w lustrze i drażni ci ten widok. Zamiast zmienić to, co ci nie odpowiada w twoim wyglądzie, zapadasz się w odczuciu, że nie jesteś już atrakcyjna. Czy nadal jesteś interesującym partnerem do rozmowy? Czy jeszcze potrafisz być intrygująca? Bądź taka przede wszystkim dla siebie samej.

Będziesz znów cierpieć

Bo skoro twój poprzedni związek się zakończył, to dlaczego nowa znajomość miała być zaowocować czymś trwałym? Zaangażujesz się, zrobisz sobie nadzieję, poczujesz się, przez krótką chwilę, znów szczęśliwa. A potem wszystko zniknie, okaże się bańką mydlaną. I znów zaboli. Tylko pewnie jeszcze bardziej.

On

Okazać słabość

Odsłonić się, powiedzieć o swoich uczuciach, o tym, co się przeżyło w poprzednim, nieudanym związku… To takie trudne. Przyznać się do porażki, do tego, że ktoś cię zawiódł, a może, że to ty zawiodłeś?… Czy to dobrze okazać, że są momenty, w których jesteś słaby, bezradny?

Ponosić konsekwencje przeszłości

Czy tamten etap jest już na pewno za tobą? Czy już naprawdę nie kochasz? Czy nie szukasz ucieczki w nowe uczucie, przed tym, co jeszcze ciągle skrywasz gdzieś na dnie swojego serca? Czy będziesz umiał nie powtórzyć tych błędów, które spowodowały, że twój związek się rozpadł? Czy będziesz umiał wejść w nowy związek ze świadomością, że z poprzednim partnerem wciąż wiele ją łączy (dzieci)?

Zostać zranionym

Nie chcesz więcej czuć tego bólu, nie chcesz czuć się oszukany, zdradzony, wykorzystany. Nie chcesz też zranić, kiedy okaże się, że jednak nie potrafisz jeszcze pokochać. A jeśli pokochasz zbyt mocno? Jeśli zbudujesz sobie w głowie i w sercu iluzję odwzajemnionej i równie mocnej co twoja miłości?

Gdyby tak łatwo było odrzucić to, co złe, z odwagą spojrzeć w przyszłość, zaryzykować bez lęku. Przecież każda miłość jest inna, każda historia toczy się trochę inaczej. Zaufać jeszcze raz, uwierzyć, że warci jesteśmy tego, co najlepsze.


Związek

„Odejdź, jesteś głupia”, czyli czego uczy chłopca zły stosunek ojca do jego matki

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
15 maja 2017
Fot. iStock/Peopleimages
 

Jedna z moich znajomych udostępniła kiedyś na swoim owym profilu taki cytat : „Najlepsze, co mężczyzna może dać swojemu synowi, to pokazać mu jak bardzo kocha jego mamę”.  W pierwszym momencie zgodziłam się w myślach z tymi słowami, ale potem pomyślałam, że przecież nie zawsze tata dziecka kocha jego matkę, a czasem kocha ją, ale to jest zła miłość, ta, która bardziej krzywdzi, niż uszczęśliwia. Poza tym, rolą ojca jako rodzica jest przecież jest cała masa zupełnie innych rzeczy, składająca się na wychowanie. A co do jego relacji z matką syna czy córki, najważniejsze, co można w tej sprawie dziecku przekazać, to szacunek.

Moja przyjaciółka rozstała się właśnie ze swoim partnerem i samotnie wychowuje trzyletniego synka. Chłopiec chodzi do przedszkola, jest wesoły, czuły i bardzo kocha swoją mamę. Tatę kocha też, choć trochę się go boi. Z mamą jest dobrze, spokojnie. Ale kiedy jej syn się złości, w emocjach wykrzykuje słowa, dobrze znane, bo słyszane wiele razy, kiedy jeszcze jego rodzice mieszkali razem. „Odejdź, jesteś głupia” – wypalił ostatnio, na placu zabaw, kiedy zdenerwowany (bo Piotruś jest bardzo nerwowy) rzucił w moją przyjaciółkę łopatką, a potem stanął przy niej blisko i patrząc jej w oczy zawołał: ”Podnieś to, szybko, niezdaro”. Łzy płynęły po jej policzkach, ale opanowała je szybko i jak zwykle, ze spokojem wzięła go za rękę i ukucnęła tak, by ich oczy znalazły się na tej samej wysokości. „Piotrek, nie wolno tak mówić do mamy. Nie wolno w mamę niczym rzucać. Ty wiesz, że to bardzo niedobre zachowanie i rozumiesz, dlaczego”. Tak, on już trochę to wie. A jednak stale się uczy, że to, co widział w domu, było złe.

Dlaczego moja przyjaciółka zareagowała tak spokojnie? Bo wie, że to nie jego wina. Piotruś od najmłodszych lat widział, że jego mama jest „kimś gorszym”, rodzajem służącej w ich domu. Że z jej łzami i uczuciami nie ma się co liczyć, że można ją łatwo zranić, że skoro tata tak robi, to widocznie tak trzeba. Widocznie tak już jest. Mamę można uderzyć, kiedy jest się zdenerwowanym, a potem obwinić za swój zły humor. Tatę nie, tata jest duży i silny. A ten, kto jest silny, ma rację. Ten kto jest silny – decyduje. To Piotrek wie już od dawna.

Jego ojciec bardzo go kocha, okazuje mu czułość, rozmawia z nim, chodzi na spacery. Ale zawsze sam, nigdy w obecności byłej parterki, a mamy Piotrusia. Bo ona tego nie chce. Nie chce być poniżana w obecności swojego syna, bo wkłada ogromną pracę (razem z psychologiem) w to, żeby jego zachowanie zmienić. Głównie miłością i konsekwencją.

Takich opowieści jest mnóstwo. Ojcowie, którzy w obecności dzieci upokarzają ich matki wyrządzają olbrzymią krzywdę swoim synom. Oczywiście, córkom też, ale to synowie będą w przyszłości powielać zachowanie zaobserwowane u mężczyzny, który odgrywa w ich życiu kluczową rolę. Mężczyzny, który powinien pomóc im wejść w dorosłe życie, nauczyć rozróżniać dobro od zła, wybierać priorytety, podejmować słuszne decyzje, szanować drugiego człowieka. Szanować kobietę. Tę, która go wychowuje i tę, która pewnego dnia zostanie jego partnerką. Tę, która pracuje jako kasjerka w hipermarkecie i tę, która sprząta jego biuro. Tę, którą spotka na imprezie u znajomego i tę, z która się kiedyś rozstanie. Tę, z którą będzie miał dziecko, niezależnie od tego, czy wciąż ją kocha, czy już nie. Czy naprawdę tak trudno to zrozumieć?


Związek

I co z tego, że jest starsza, jeśli ich miłość wygrała. Wstyd mi za to, że kobiety mogą być tak okrutne i bezwzględne wobec innych kobiet

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
10 maja 2017
Fot. iStock/Nastco

Od poniedziałku, z pierwszych stron gazet i portali zerkają na mnie zdjęcia uśmiechniętej, pięknej, świetnie ubranej, zgrabnej, spełnionej zawodowo i życiowo kobiety. Kobiety, na którą patrzy się z przyjemnością. Kobiety szczęśliwej, zadbanej, uprawiającej sport i mającej różne pasje. Mamy, babci i żony. Partnerki przyszłego prezydenta Francji. I mimo, że Bridget Trogneux jest osobą tak ciekawą, że można by o niej napisać naprawdę wciągający artykuł, większość z nas koncentruje się głównie jedynie na tym, że od swojego męża pani Macron jest starsza o 24 lata. Oraz, że poznali się wtedy, kiedy Emmanuel był jej uczniem. Jak ona śmiała. (On przecież i tak nie wiedział, co robi).

Czytam komentarze na Facebooku i na portalach poważnych gazet. Bo chyba każdy większy portal napisał już o tej parze, o niezwykłej historii ich miłości. To prawda, jest ona zupełnie inna niż historie związków większości z nas, niż miłości w klasycznych bajkach i rodzinnych opowieściach. Ale też z tego właśnie powodu, wymagała olbrzymiej odporności na wszelkie przeciwności, które zakochani napotkali na swojej drodze. A przede wszystkim, odporności na ludzką zawiść i przekonanie, że każdy z nas ma prawo oceniać to, jak żyją inni. I że kobieta znacznie starsza od swojego męża, to prawdziwy „dziwoląg”.

Internet wrze. Znajoma blogerka wrzuca zdjęcie przyszłej pary prezydenckiej z komentarzem ”piękna miłość”. Kilka minut później pojawia się lawina komentarzy, które nie zostawiają na niej – na pani Macron – suchej nitki. Bo przecież kobieta nie powinna być starsza od swojego partnera, a już na pewno nie o TYLE lat. Bo kobieta, która zostawiła dzieci (dodajmy uczciwie, że dorosłe) i męża (z którym nie była szczęśliwa) dla tak „niepoprawnej”, niedozwolonej społecznie miłości to zaburzona psychicznie egoistka (cytat). Najczęstszy epitet i największy zarzut jest jeden: „stara”. Ona jest stara, a więc okropna, pomarszczona, nieatrakcyjna. Jej ciało nie pasuje do ciała tego młodego mężczyzny. Zresztą, o prezydencie elekcie możemy przeczytać tylko tyle, że najprawdopodobniej ma on kompleks Edypa, albo jest krypto gejem. Bo przecież to niemożliwe, żeby „młodszy facet mógł zakochać się w takiej starej babie”. To niezgodne z naturą, obleśne i fu.

Wszystkim paniom (o dziwo, to one przeważają jako autorki najostrzejszej krytyki, panom – również młodszym – raczej Bridget Trogneux przypadła do gustu) chciałabym więc dziś powiedzieć że:

Wstyd mi za to, że kobiety mogą być tak okrutne i bezwzględne wobec innych kobiet, że mogą krytykować je w tak seksistowski sposób. Czy i na siebie patrzycie jedynie przez pryzmat wieku, wyglądu, ciała?

Wstyd mi za to, że odmawiacie kobietom, które wychowały już dzieci, których małżeństwo okazało się nieudane, prawa do szczęścia. Czy szczęśliwym można być według was jedynie poświęcając się dla innych?

Wstyd mi za to, że z o wiele większą tolerancją patrzycie na związek starszego, dyskryminującego kobiety mężczyzny z o wiele młodszą partnerką (bo wiadomo, facet zawsze woli młodsze) niż na związek młodego człowieka, któremu los kobiet nie jest obojętny, który swoją żonę traktuje z szacunkiem i publicznie mówi o roli jej wsparcia w jego politycznej i zawodowej karierze, ze starszą ukochaną.

Wstyd mi za to, że koncentrujecie się na tym, co fizyczne, bardziej niż na tym, co leży w sferze emocji, duchowego i intelektualnego porozumienia.

Wstyd mi za to, że nie wierzycie w miłość tak silną, że pokonuje ona naprawdę duże trudności, że wygrywa z czasem i odległością, że nie przejmuje się opinią innych. Żałuję, jeśli same nigdy takiej nie przeżyłyście.

I jeszcze tylko jedno – wy też kiedyś będziecie mieć 64 lata. Może nawet całkiem niedługo. Spojrzycie wtedy w lustro i nie zobaczycie tam starszej pani, tylko siebie – kobietę, która wciąż ( a moze dopiero) kocha i chce być kochana. Dziewczynę, która jeszcze całkiem niedawno zaplatała swoim lalkom warkocze, albo stawiała budowle z klocków. Nastolatkę, która traciła głowę dla swojego idola. Człowieka, który ma prawo do szczęścia. Swojego szczęścia.


https://steroid.in.ua

steroid-pharm.com

https://steroid-pharm.com