Związek

„Jak odejść od mężczyzny? Bardzo trudno. Jeśli jesteś na początku tej drogi, posłuchaj mojej historii”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
20 stycznia 2016
Fot. iStock/MilosStankovic
 

– Żałowałam, że odeszłam, bo myślałam, że nie dam sobie rady. Odchodząc czułam się nikim. Odbudowywanie własnej wartości trwało dłużej niż moje małżeństwo.

Marta mówi, że nie czuje się bohaterką, ale siłę w trudnym okresie życia czerpała z historii innych kobiet. Dzisiaj ma nadzieję, że jej historia pomoże komuś, kto jest dopiero na początku drogi, którą ona przebyła.

Marta: 

To był szybki ślub. Miałam 18 lat, zaszłam w ciążę. Chciałam wyrwać się z domu, wyplątać się z trudnych relacji z matką alkoholiczką. Jedyne o czym wtedy marzyłam, to mieć swoją własną rodzinę, swój azyl, spokój. Rodzinę zupełnie inną od tej, w której zostałam wychowana. Z matką, która pije od dwudziestu lat i ojcem, który nie umiał okazywać uczuć.

Wzięliśmy kredyt. Kupiliśmy nieduże mieszkanko na pierwszym piętrze. Dwa pokoje, kuchnia. Urządzałam je sama, na pewno nie było idealne, ale w końcu nasze, własne.

Jednego w nim brakowało – spokoju. Mój mąż pracował jako urzędnik, na całe dnie znikał z domu – jak najdalej ode mnie, od dzieci. Nigdy nie mogłam na nim polegać. Żyłam w ciągłym strachu. Czy wyłączą nam prąd? Telefon? Chodziłam do administracji z małymi dziećmi i błagałam, żeby odkręcili mi wodę. Wciąż wstyd. Bałam się, że w ciągu dnia zadzwoni domofon – zawsze zapowiadał listonosza z kolejnym wezwaniem do zapłaty. Mąż nie myślał o rachunkach. A ja nie miałam pieniędzy.  Byłam od zajmowania się domem, dziećmi, gotowania i sprzątania.

Najgorsze, że już w dniu ślubu czułam, że to nie jest miłość. Ale nie było odwrotu. Myślałam: „Jakoś się ułoży”.

Na porodówkę wiózł mnie mój tata. Mąż później przepraszał, tłumaczył. Tak bardzo chciałam mu wierzyć. Miałam nadzieję, że coś się zmieni. Mówiłam: „Potrzebuję poczucia bezpieczeństwa. Uwagi. Miłości. Pomocy przy dzieciach”. Powtarzałam: „Czuję się samotna”. Proponowałam terapię. Dzisiaj wiem, że jemu nie zależało.

Kiedy zdecydowałam się na studia, to mój tata przychodził z młodszym synem pod uczelnię, żebym między zajęciami mogła go nakarmić. Gdy z jednym jechałam do szpitala, dziadek zajmował się drugim.

Ale na zewnątrz było pięknie. W końcu ja zawsze uśmiechnięta, dom wysprzątany, dzieci czyste, radosne.

Do jakiego stopnia musisz zostać poniżona, żeby odejść? Jak długo będziesz wierzyć, że on cię kocha? Jak długo będziesz wierzyć, że jednak coś się zmieni? Naprawdę wierzysz w te zmiany? W jego obietnice poprawy?

Płakałam w poduszkę. Sprzątałam, zajmowałam się dziećmi, w weekendy studiowałam, nic dla siebie nie znaczyłam. Były dni, kiedy nie mogłam wstać z łóżka.

Aż pękła szklanka. Miałam 40 stopni gorączki. Potworny ból uszu. Wyłam razem z moimi dziećmi. A on nie przyszedł mi pomóc. Skamlałam o tę pomoc. A on nie zareagował, jakbym nie istniała. Jakby to nie były jego dzieci.

Kiedy wrócił do domu, zastał zupełnie inną kobietę. Wtedy w tej gorączce, bólu i rozpaczy podjęłam decyzję. Decyzję, od której nie było odwrotu. Poczułam ulgę. Powiedziałam, że to koniec, że nie chcę z nim być. Wyprowadził się od razu, po miesiącu był już w innym związku.

Zostałam sama z kredytem, niezapłaconymi rachunkami, zadłużeniem w spółdzielni. Bez pracy. Bez alimentów. Z dwójką małych dzieci. Szaleństwo? Że mogłam poczekać, aż dzieci podrosną? Znowu płakałam. Że nie dam sobie rady. Że co ja zrobiłam. Że może lepiej było trwać w tym związku.

Znasz to? Było we mnie tysiące obaw i wątpliwości. Pewność siebie równa zeru. Byłam jak chorągiewka. Wykorzystywali mnie wszyscy wokół, co kto powiedział, to przytakiwałam. Wiele lat zajęło mi odbudowywanie własnej wartości, budowanie pewności siebie.

Kiedy on odbiera ci poczucie własnej wartości, kiedy sprowadza cię do roli sprzątaczki i opiekunki do dzieci, kiedy ty czujesz się nikim, to pamiętaj – to wszystko jest w twojej głowie. Przestań się przeglądać w jego oczach. Spójrz na siebie własnymi oczami. Jesteś silna, nawet nie wiesz, jak bardzo.

Powiedział mi: „Będę tańczyć i śpiewać, kiedy upadniesz”. Ale ja nie upadłam. Poszłam do pracy. Na staż. Pomagał mi tata i dobrzy ludzie wokół, którzy nagle znaleźli się obok mnie.

Szukałam siebie na nowo. Szukałam siły w sobie.  Tak, wiem – tak bardzo trudno odbudować swoją wartość. Znowu płakałam w poduszkę nocami. Bałam się, że nie podołam, że po co mi to wszystko, że on wygra, że ma rację. Nic nie osiągnę.

Ale skupiałam się na sobie. Nie było mnie stać na terapię. Mój tata jeszcze przed naszym rozwodem miał rozległy zawał. Poprosiłam go o pieniądze na adwokata. Wiedziałam, że sama nie dam sobie z tym rady, nie wypełnię tych pism, nie napiszę pozwu. Wtedy wszystko mnie przerastało. Pamiętam pogardliwy uśmiech mojego wtedy już byłego męża, kiedy orzeczono nasz rozwód. Syczał: „Jeszcze zobaczysz, ja ci pokażę…”

Mój tata nigdy mi nie powiedział, że mnie kocha. Na jego twarzy nigdy nie było emocji. Nigdy mnie nie przytulił. Ale w tych wszystkich trudnych momentach był zawsze obok mnie. Zresztą, jest do dziś.

Potrzebujesz pomocy. Rozejrzyj się. Zacznij mówić o tym, jak ci źle. Uwierz – są wokół ciebie ludzie, na których wsparcie możesz liczyć. Przełam wstyd. Przecież walczysz o siebie, o dzieci, o wasze życie. Choć on utwierdza cię w przekonaniu, że jesteś sama, że nikt ci nie pomoże – to nieprawda.

Wróciłam do swojej pasji, do tańca, który kiedyś kochałam. Otworzyłam szkołę tańca dla dzieci. I tą pasją udaje mi się dzieciaki zarażać. Ciężko pracuję. Ale spłaciłam długi, mogę wysłać synów na obozy, na zieloną szkołę za granicę. Nie muszę się już martwić tym, co dam im na obiad.

Tak wiem, teraz mi się łatwo opowiada. Ale gdybym miała to przeżyć jeszcze raz, to nie wiem, czy dałabym radę, czy starczyłoby mi siły. Dlatego bardzo współczuję kobietom, które zaczynają tę drogę. Jednak jednego jestem pewna: warto, naprawdę warto.

Dzisiaj jestem z synami sama. Były mąż co jakiś czas próbuje zburzyć mój spokój. Wystąpił o obniżenie alimentów. Zabolało. Jak śmiał – zostawił mnie z kredytem, rachunkami, długami. Pieniądze są dla dzieci, nie dla mnie. Ale nawet nie poszłam do sądu. Zgodziłam się na to obniżenie. Wiem, głupia jestem, ale nie chcę już z nim walczyć.

Kiedy po raz pierwszy chciałam wyjechać na wakacje sama, nie przychodził odebrać chłopców, wysyłał SMS-y: „I jak? Dobrze się bawisz?”. Wiedział, że czekam i się denerwuję. Dziesięć lat po rozwodzie.

Nie wiem, może jeszcze kiedyś kogoś poznam. Krótko po rozwodzie związałam się z mężczyzną. I wpadłam dokładnie w tę samą pułapkę. Byłam od obsługiwania i spełniania zachcianek. Ale tak bardzo pragnęłam, by ktoś mnie kochał, by przytulił. Byłam tak spragniona miłości, że na początku tego nie widziałam.

Dzisiaj wiem i będę to powtarzać każdej kobiecie po przejściach, że nie powinna się wiązać z kimś innym od razu. Poczekać chociaż rok. Że ten czas najważniejszy jest dla niej samej, by mogła się sobie poprzyglądać, przeanalizować, co się stało. Odbudować poczucie wartości, a nie szukać go znowu w spojrzeniu innego mężczyzny.

Jeśli nie wierzysz w siebie, masz niskie poczucie wartości, zawsze przyciągniesz facetów, którzy cię skrzywdzą. A to na początku twojej drogi nie jest ci potrzebne.

Ja sama poczuję się wolna, kiedy unieważnię swoje małżeństwo. Wystąpiłam do Kościoła z takim wnioskiem. Wtedy będę czuć się czysta. Powód unieważnienia? Małżeństwo w zbyt młodym wieku, nieodpowiedzialność, brak uczuć.

Pięć lat żyłam w marazmie, w małżeństwie, które nie dało mi szczęścia. Udało mi się odejść, odbudować siebie. Zajęło mi to dziesięć lat. To była trudna droga. Ale było warto. Może moja historia doda ci wiary w samą siebie?


Przypominamy wam o akcji: „Kobiety, które inspirują – takie jak ty… Zostań naszą bohaterką”. Piszcie do nas na: [email protected], mówcie o sobie, a my wasze historie opiszemy 🙂 Pamiętaj, nie musisz być kimś wyjątkowym, by być bohaterką.

 

 


Związek

9 znaków świadczących o tym, że dojrzałaś, a nie tylko się… zestarzałaś

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 stycznia 2016
Fot. Unsplash / Artur Rutkowski /
 

Świat nie jest łaskawy dla tych, u których wiek nie idzie w parze z dojrzałością. Słodkie „dzidzie piernik” i podstarzałych playboyów traktujemy z lekceważąco-kpiącym dystansem i głośno wyrażaną nadzieją, że my w ich wieku będziemy zupełnie inni. Choć z drugiej strony, ta (pozorna?) beztroska i nicnierobienie sobie ze społecznie przyjętych oczekiwań („starszy = mądry i odpowiedzialny”) odrobinę nas pociąga… Jak tu rozpoznać dojrzałość? Nie identyfikuj jej jedynie z najbardziej widocznymi (pierwszy siwy włos, pierwsze zmarszczki) sygnałami. Popularne ludowe przysłowie głosi przecież bezpardonowo, że gdy głowa siwieje, inne części ciała zaczynają szaleć… 🙂 Spokojnie! Jeśli jesteś dojrzała, to:

1. Dbasz o to, co w środku, nie pozwalasz swojej duszy się… zestarzeć

Znasz młodych, którzy powtarzają „Jestem taki stary, wszystko przeżyłem, wszystkiego doświadczyłem”…? Nie da się ich słuchać. Oni już odpuścili. Są młodzi, ale udają starszych. Porzucili marzenia, zarzucili pasje, żyją z dnia na dzień. Tymczasem rutyna sprawia, że przestajesz czuć, że żyjesz. Jeśli pozostając sobą robisz to, co kochasz, to oznaka dojrzałości. Większość ludzi jednak ciągle próbuje być kimś innym, nie sobą.

2. Doceniasz to, co masz, a do realizacji marzeń nie dążysz za wszelką cenę

Dojrzałość to także otwarte, optymistyczne przyjmowanie tego, co się nam przydarza i umiejętność cieszenia się z tego, co już osiągnęliśmy. Marzenia to wówczas przyjemny, nieodrealniony cel, do którego dążysz małymi krokami. Znasz życie i wiesz, że jest ono ciągłą zmianą. Rozumiesz też, że ktoś zawsze będzie miał coś więcej niż ty, będzie w czymś lepszy.

3. Znasz swoją wartość i traktujesz się z szacunkiem

Wiesz na co cię stać, czego powinnaś unikać, czego możesz/musisz się jeszcze nauczyć. Dbasz o swoje ciało i duszę. Nie podejmujesz się zadań, którym nie podołasz, nie porywasz się z motyką na słońce. Szanujesz swoje nerwy i dajesz odpocząć ciału. Odcinasz się od toksycznych osób ze swojego otoczenia.

4. Umiesz być szczęśliwa i cieszyć się życiem

Czas relaksu starannie oddzielasz od czasu spędzonego na wypełnianiu zawodowych czy domowych obowiązków. Jeśli się bawisz, to później nie „nawalasz”, znasz swoje granice i masz poczucie odpowiedzialności. Potrafisz dokonywać wyborów, które są dla ciebie najlepsze. Jeśli rezygnujesz z jednej pracy na rzecz innej, to jest to przemyślana decyzja, związana z jakąś istotną zmianą. Umiesz ciągle jeszcze cieszyć się jak dziecko i biegać w deszczu.

5. Nauczyłaś się widzieć szklankę w połowie pełną

Pozytywne spojrzenie na to, co przynosi nam życie i relacje z innymi ludźmi to umiejętność, którą nabywamy wraz z dojrzałością. Takie podejście pozwala nam szybciej osiągnąć równowagę. Nauczyłaś się już, że narzekanie nic nie zmieni, że pozytywne nastawienie może zdziałać więcej, że optymizm jest zaraźliwy. Ludzie, którzy się zestarzeli często mają wycofaną, negatywną postawę w stosunku do życia, ale ludzie dojrzali dostrzegają w pozytywnym podejściu prawdziwą wartość.

6. Nie starasz się wszystkich i wszystkiego zmieniać

Wiesz już, że nie jesteś w stanie kontrolować wszystkiego, nie tracisz więc czasu i energii na „naprawianie” bliższych ci i „dalszych” osób. Uczysz się czerpać z różnic między wami. Uważnie obserwujesz ich życiowe poczynania i wyciągasz wnioski – takie, które cię wzbogacą.

7. Nie oceniasz innych i bierzesz odpowiedzialność za tych, których oswoiłaś

Poznałaś już życie, wiesz, że nie wszystko wygląda naprawdę tak, jak na pierwszy rzut oka. Nie wydajesz nieprzemyślanych osądów, starasz się zrozumieć, a nie potępiać. Jeśli kochasz, to bezwarunkowo, a przede wszystkim odpowiedzialnie.

8. Myślisz, zanim zaczniesz działać

Każdy ważny krok starasz się dokładnie przeanalizować, znasz już konsekwencje nieprzemyślanych decyzji. I ważysz słowa, bo wiesz, że mają prawdziwą moc. Emocje potrafisz już trzymać na wodzy, co nie oznacza, że nigdy nie wymykają ci się spod kontroli. Jesteś tylko człowiekiem. Nie tracisz czasu na dyskusje, o których z góry wiesz, że do niczego dobrego nie doprowadzą.

9. Umiesz słuchać

Tym samym potrafisz okazać swojemu rozmówcy szacunek, nawet jeśli się z nim nie zgadzasz. Nie przekrzykujesz go i nie narzucasz swoich racji.

Zestarzeć się nie zawsze znaczy dorosnąć. I odwrotnie: życiowe doświadczenie i mądrość możesz zdobyć już w bardzo młodym wieku. Jednak najważniejsze, to pozostać sobą i pogodzić się z tym, kim się jest tam w środku, w głębi duszy.


Związek

„Czasem mam ochotę wyjść i nie wrócić. Tak ranisz.” List matki do nastoletniej córki

Listy do redakcji
Listy do redakcji
20 stycznia 2016
Fot. iStock / MagMos

Droga córeczko,

Pewnie nie zdajesz sobie sprawy z rozdźwięku między nami. Bo ty wciąż jesteś dla mnie sednem, ja staję się dla ciebie tylko częścią życia. I to tą mniej ważną. Tą męczącą i gderającą. Wydawało mi się, że jestem świadoma, mądra, że zrozumiem te mechanizmy, niestety. Teoria to jedno, doświadczanie drugie.

Jesteś dla mnie największą lekcją cierpliwości i nawet nie wiesz, ile razy po twoim ostentacyjnym wyjściu z pokoju zaciskam pięści, i powtarzam sobie „Oddychaj, oddychaj”. Bo najchętniej pobiegłabym za tobą, nagadała ci strasznych rzeczy. Żebyś się wzięła w garść, bo ciężko haruje na nasze życie i to nie moja wina, że ojciec nas zostawił. Że to on jest dupkiem, nie ja. Że to niesprawiedliwe, że jego idealizujesz, bo go wciąż nie ma, a mnie wciąż degradujesz, bo jestem. Powiedziałabym, że jesteś czasem tak okrutna i niesprawiedliwa, że aż mnie zatyka. I myślę: to serio wciąż ty?!

Milczę. Słowa zbyt ranią. To nie twoja wina, że tak tęsknisz za tatą, a ja jestem twoim parobkiem do bicia. To znak, że czujesz się przy mnie bezpiecznie.

Ja, prawie 40-letnia kobieta, ty – prawie 15-letnia dziewczynka. Przepraszam za dziewczynkę. Już widzę twoje wydymające się usta i jęk: „Nie jestem żadnym dzieckiem, mamoooo”. Tak, wiem, też tak kiedyś jęczałam swojej mamie, choć kiedy mówisz do mnie: „Pomyśl jaką jesteś matką” mam ochotę ci powiedzieć, że nie masz pojęcia co to jest zła matka, bo żyjesz w raju. Skaczę koło ciebie, pląsam, tyle rozumiem. Moja mama w ogóle nie miała tej uważności. Obiad musiał być zrobiony, lekcje odrobione w piątek, nie było miejsca na negocjacje i długie rozmowy.

Wy tak dużo macie. Rozdygotani rodzice nad wami, gotowi, by sami się zmieniać, tłumaczący swoje każde decyzje, bo tak sami zmęczeni dawnym: „bo tak” własnych rodziców. Chcemy być lepsi, a i tak kończy się tak samo, czasem gorzej, bo serio myślę na ile jestem ofiarą nadmiernej cierpliwości do ciebie.

Chciałabym ci powiedzieć szczerze, że jest mi przykro. To trudne, bo przestałaś być moją słodką córeczką wpatrzoną we mnie. Córeczką, z którą lepiłam bałwany i rysowałam godzinami. Nie mogę sobie zarzucić nie poświęcania ci czasu– bo dawałam ci go mnóstwo. Ale akceptuje to twoje dorastanie, choć jest ono dla mnie bolesną dość utratą, ale spokojnie, z tym dam radę. Wiedziałam, że chowam cię dla świata, a nie dla siebie.

Ale nie rozumiem tego okrucieństwa czasem i chciałabym, żebyś zrozumiała, że to, że jesteś dzieckiem nie znaczy, że możesz mnie ranić.

„Nie dziwię się, że tata cię zostawił”

… krzyczysz, gdy jesteś na mnie zła, bo mówię, że najpierw lekcje. Wyrzucasz mi to poukładanie i konsekwencje. Kochanie, gdyby nie moja konsekwencja, to ty nie wiedziałabyś, co jest dzieciństwo, bo musiałabyś ogarniać mnie. Jak ja swoją mamę. Nie żałuj, że nie jestem inna.

„Ale jesteś nudna”

… syczysz, gdy mówię, że w tygodniu nie jest czas na kino, bo masz tyle lekcji. Ale patrz wyżej. Jestem przewidywalna. Potrzebujemy tego, bardziej niż myślisz. Kiedyś, gdy świat przerazi cię swoim chaosem, będziesz mi wdzięczna za ten porządek. Że zawsze dotrzymuję słowa, nie zmieniam zdania. I jestem. Dzięki temu będziesz mogła się bezpiecznie oddalać z poczuciem, że jak daleko nie zajdziesz, ja wciąż w tym samym miejscu poczekam na ciebie.

„Nie, w tym źle wyglądasz”

Wiem, że to czas, gdy odłączasz się ode mnie i możesz poznać siebie tylko mnie degradując. Ale to trudne. Proponuję ci w sobotę rano zakupy, chcę sprawić ci przyjemność, wszystko koncentruje się na tobie. Z cierpliwością znoszę twoje wybory, a potem, gdy ja cię proszę o radę, mówisz: „nie, to nie…”, „to też nie”, „A mama Poli jest modelką”. Fajnie, że jest modelką. Rozumiem, że jest piękna i bardzo szczupła. Ja jestem szczupła mniej. Może kiedyś ci przypomnę, jak Pola mówiła, że jej mama w ogóle nie gotuje i często nie ma jej w domu? Przepraszam, że nie jestem ideałem. Nie wypominaj mi tego.

„Zawodzisz mnie”

Gdy w końcu czasem wybucham. To takie modne słowo w waszym slangu. Trochę manipulacyjne, bo wiecie jak współcześni rodzice nie chcą zawieść dzieci. Ale jestem tylko człowiekiem, czasem zawodzę. Przez to nie wymagam od ciebie, żebyś była idealna, nie zadręczam ciebie i innych perfekcyjnością. Jestem jaka jestem. Jeśli nawet to czujesz, to przecież poczujesz jeszcze nie raz. Nikt nie spełni wszystkich naszych potrzeb. Nawet matka tego nie potrafi.

Podziwiaj mnie czasem, bo ja bardzo podziwiam ciebie

Za to, że tak doskonale znasz angielski, dużo lepiej ode mnie, że jesteś świetna w Minecrafta i mnie tego uczysz, że znasz nazwiska wszystkich blogerów i świetnie poruszasz się w sieci.

Podziwiam twoją ambicję i ogromną siłę. I tę pewność, że jesteś piękną dziewczyną. Bo, gdy ja przemykałam, żeby tylko nie spojrzeć w lustro, ty patrzysz w lustro dumnie i pewnie. Jesteś wspaniałą dziewczyną, tak mało się boisz. Jeszcze nie wiesz, że to nie tylko geny. Jeszcze nie wiesz, że też mam swój udział w tej pewności. I kiedyś mi za to podziękujesz, będziesz wdzięczna i zrozumiesz. Tak, wiem, że wciąż mnie kochasz, pamiętasz o tym najczęściej, gdy jesteś chora, albo cierpisz z powodu szkoły. Łapiesz mnie wtedy za rękę, prosisz bym cię przytuliła.

Pamiętaj o tym, że jestem ważna troszkę częściej, proszę. Troszeczkę.

I też czasem ugryź się w język. Lubisz mówić, że jesteś dorosła.

A dorosłość to też nieranienie bliskich. Pomyśl o tym, bo czasem mam ochotę wyjść i nie wrócić. A co być zrobiła beze mnie, Mała:)

Twoja kochająca matka


Zobacz także

Każdy z nas ma tylko 3 szanse, żeby się zakochać. Wykorzystaj je wszystkie

Relacja współzależna. Męczysz się miotasz, nie jesteś szczęśliwy, ale nie odejdziesz

Nie bądźmy obok siebie, tylko dla siebie. My naprawdę nie oczekujemy aż tak dużo

купить женский возбудитель в каплях

дженерик сиалис аптека

аминокислоты купить