Związek

Dobrze zrobiłaś, że odeszłaś. Wiesz dlaczego?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
9 września 2019
Fot. iStock/1BSG
 

Kiedy związek się rozpada, cierpisz. Niezależnie od tego, czy była to relacja, która przyniosła ci wiele dobrych chwil, czy też toksyczna miłość, która kosztowała cię wiele łez – rozstanie boli. W wielu sytuacjach poczucie ulgi miesza się z poczuciem smutku, żalu. Może nie żałujesz miłości, ale straconego czasu. Może chciałabyś nie pamiętać o wydarzeniach, które sprawiły, że jest ci ciężko. A może cierpisz, bo nadal go kochasz? Może spędziłaś z nim kilka lub kilkanaście lat, których nie da się przekreślić, zapomnieć?…

Mimo naszych najszczerszych chęci relacje miłosne nie zawsze układają się po naszej myśli. Czasem rozstanie jest po prostu nieuniknione. Wiesz to przecież, rozumiesz.

Podejmujesz decyzję, odchodzisz i… musisz jeszcze poradzić sobie z tym rozstaniem. Otrząsnąć się ze smutku, zrozumieć, że tak musiało się stać. Pojawiają się momenty zwątpienia. Zastanawiasz się, czy na pewno dobrze zrobiłaś. Tracisz grunt pod nogami, chcesz wrócić do punktu wyjścia… Stop, zatrzymaj się. Nie bez powodu znalazłaś się w tym momencie w tym określonym miejscu w życiu. Dobrze zrobiłaś, że odeszłaś. Wiesz dlaczego? Być może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale kierował tobą jeden z poniższych powodów:

1. Straciłaś poczucie tożsamości w związku

Co to znaczy? Czułaś, że w tej relacji nie jesteś sobą. Że zabiegasz o akceptację i stajesz się kimś innym, obcym. Że nawet już nie pamiętasz jak to jest być sobą, myśleć tak jak ty, czuć to, co ty. Coś działo się wbrew tobie, ale nie umiałaś już nawet zareagować. Pogubiłaś się dla tej miłości.

2. Nie rozwijałaś się już w tej relacji

Powodem, dla którego zawsze potrzebujesz się rozwijać, jest potrzeba adaptacji do ciągłe do zmieniających się okoliczności. To samo dotyczy również twojego związku. Brak rozwoju (po obu stronach) jest oznaką dysfunkcji w relacji.

3. Bałaś się partnera

Strach nigdy nie powinien być siłą napędową związku. W relacji, w którym występuje lęk przed ukochaną osobą, nie może być prawdziwej miłości.

4. Nie wiedziałaś, dokąd zmierzasz w życiu

Jeśli błąkasz się bez celu, bez składu, obserwując jedynie życiowe dokonania twojego partnera, ma to bez wątpienia negatywny wpływ na twój osobisty rozwój. Popadasz we frustrację, zamiast działaś. Dlatego potrzebujesz związku, który jest stabilny i pomaga ci obrać swój własny kierunek. Potrzebujesz partnera, który cię w tym wspiera, a nie dołuje.

5. Twoi przyjaciele i rodzina uważają, że ten związek ci szkodzi

Nie możesz przeżyć życia spełniając oczekiwania i biorąc pod uwagę jedynie uczucia innych ludzi. Jeśli jednak ci, którym najbardziej na tobie zależy, twierdzą, że ten związek jest dla ciebie zły, być może warto zrobić bilans zysków i strat, spróbować spojrzeć na tę miłość z boku.

6. Zabrakło zaufania

To się nie mogło udać. Jeśli nie ufasz, musiałaś odejść. Jeśli nie masz powodów, by ufać – tym bardziej.

7. Zabrakło miłości

Związek z poczucia obowiązku obróci się przeciw tobie. Coraz większa frustracja, złość i gniew, jaką odczuwasz w stosunku do osoby, z którą dzielisz życie, to wszystko sprawia, że układa się między wami coraz gorzej. Lepiej odejść z klasą, niż epatować nienawiścią. Szczególnie, gdy patrzą na to dzieci.

8. Nie byłaś szczęśliwa

Może od tego powinnyśmy zacząć? Miłość, która nie daje nam szczęścia, lecz ból i rozczarowanie nie jest dobrą miłością, jest ciężarem. Prędzej czy pózniej – skończy się, zniknie, wypali. Możesz to ciągnąć w nieskończoność, bo dzieci, bo kredyt, bo „co powiedzą inni?”… Ale jedno masz życie, pamiętasz?

Pewnie zajmie ci jeszcze chwilę, zanim to wszystko zrozumiesz, zaakceptujesz. Ale zrobiłaś pierwszy, najważniejszy krok na drodze ku „lepszemu”. Przestanie boleć,wszystko stanie się prostsze.


Na podstawie:


Związek

Dominika Gwit: „Przytyłam i nagle okazało się, że znowu jestem sobą, bo wcześniej byłam zupełnie obcą dla siebie osobą”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
9 września 2019
Dominika Gwit/Fot. PAP
 

Przeszła bardzo dużo, jeśli chodzi o swoje ciało, jak i psychikę. Chudła i tyła wiele razy. Dzisiaj mówi, że jest szczęśliwą kobietą, która akceptuje siebie w każdym calu. Podkreśla, że kompleksy prowadzą do zniewolenia samych siebie, a ona już nie chce żyć w niewoli. Rozmawiamy z aktorką, Dominiką Gwit o drodze, jaką przeszła, żeby zaakceptować i pokochać siebie.

Ewa Raczyńska: Czy Ty w ogóle masz kompleksy?

Dominika Gwit: Nie, już teraz nie. Nie postrzegam siebie przez pryzmat jakichkolwiek kompleksów. Dużo przeszłam, jeśli chodzi o moje ciało, o siebie, o akceptację, zrozumienie, co jest w życiu ważne. Dzisiaj jestem świadomą siebie kobietą.

A jak było wcześniej?

Kiedyś wydawało mi się, że jak będę szczupła, to będę szczęśliwa, bo całe życie byłam gruba i miałam poczucie, że jestem gorsza. Potem okazało się, że to nieprawda. Przeszłam dużą zmianę w głowie. Jak się okazuje choruję na zespół metaboliczny, dzisiaj biorę leki i wiem, że wszystko to, co się dzieje z moją wagą jest wynikiem choroby i tym bardziej nie obwiniam się za to, jak wyglądam. Jednak przeszłam rewolucję w głowie i w ciele. To była trudna, ale najważniejsza lekcja w moim życiu.

Na Twoim przykładzie widać, że wyzbycie się kompleksów to przede wszystkim praca nad sobą.

Oczywiście. Najważniejszą rzeczą jest dbanie o siebie. Kiedy czujemy, że coś niedobrego dzieje się z naszym ciałem, należy pójść do lekarza. Mi się udało, trafiłam na genialną panią doktor, która pokazała mi powody tego, co się ze mną dzieje. Dzięki temu żyję normalnie, jestem szczęśliwą kobietą. Dbam o siebie, bo się leczę. Myślę o przyszłości, o rodzinie, o pracy, którą kocham, mam mnóstwo przyjaciół i nie zadręczam się tym, co wokół mnie, bo też nikt wcześniej nie pomyślał, że mogę chorować. Wszyscy mówili: jesteś gruba, musisz schudnąć. Wiele razy się odchudzałam, potem tyłam, jak w jakimś błędnym kole. W końcu okazało się, że przyczyny takiego stanu rzeczy trzeba szukać gdzieś dalej i mam nadzieję, że wszystkie osoby, które mają jakieś problemy, zadbają o siebie w zdrowy i mądry sposób.

Ważne jest zaakceptowanie w końcu siebie i tego, jak wygląda moje ciało.

Zgadza się. Straszne jest, gdy widzisz dziewczynę, która waży 65 kilogramów, ma 170 centymetrów wzrostu i mówi, że chce schudnąć cztery kilogramy. Jest pełna kompleksów i nie wyjdzie w stroju kąpielowym na plażę, nie założy obcisłej sukienki, bo jest zaszczuta przez siebie samą. Dopóki nie przejdzie własnej rewolucji, to się nie zmieni. I wcale nie chodzi ty tylko o otyłość. Szczupłe i piękne dziewczyny potrafią mieć w głowie miliony kompleksów, na szczęście nie wszystkie i każdej pewnej siebie kobiecie wręczyłabym nagrodę. Trzeba patrzeć do przodu i przede wszystkim żyć, a nie zadręczać się rzeczami, które tak naprawdę nie są istotne.

Dominika Gwit/Fot. PAP

Co w twoim przypadku było momentem zwrotnym?

Kiedy z powrotem przytyłam i uświadomiłam sobie, że półtora roku ciężkiej diety było istnym niewolnictwem. Przytyłam i nagle okazało się, że wróciłam do siebie, że znowu jestem sobą, bo przez tamten czas byłam zupełnie obcą dla siebie osobą. Jednak to jest moja historia, którą opisałam w swojej książce. Wszystkim się wydaje, że to książka o odchudzaniu, a tak nie jest. To książka o mnie, o mojej drodze do nowego życia, czyli do życie, które mam teraz.

Nie można nieustannie skupiać się na tym, co ze mną jest nie tak, co powinna poprawić, co zrobić, by dorównać wyglądem do dziewczyn z okładek czasopism. W ten sposób stajemy się dla samych siebie niewolnikami. Trzeba to zrozumieć. Ja na szczęście mam to już zupełnie za sobą i z bardzo się z tego cieszę, bo szalenie przytłaczające jest poczucie, że jest się gorszym od innych. To jest straszne, sami sobie robimy krzywdę takim myśleniem.

Rewolucja w głowie, o której mówię, to proces. Często dziewczyny piszą do mnie, że się nienawidzą, nie akceptują. Trudno mi się do tego odnieść, bo nie jestem psychologiem. Ja poradziłam sobie bez terapii, ale nikt z nas nie powinien się wstydzić prosić o fachową pomoc, gdy czuje, że jej potrzebuje.

Należy zadbać o siebie, a nie ze sobą walczyć.

Zgadza się.

Myślę, że w tym procesie olbrzymie znaczenie ma tu wsparcie bliskich osób.

To przede wszystkim. Problem pojawia się, gdy najbliżsi wytykają cię palcami, czasami słyszę takie historie. Tymczasem bliscy powinni myśleć co zrobić, żeby pomóc, a nie tylko wywierać presję. Każdy z nas ma prawo wyglądać jak wygląda i nikt nie ma prawa tego oceniać.

Kiedy rodzina jest przeciwko tobie, to patowa sytuacja. Ja miałam szczęście, że moja rodzina i przyjaciele zawsze mnie wspierali. Byli ze mną w najgorszych chwilach w trakcie diety, kiedy faktycznie byłam całkowicie nią zniewolona. O niczym innym nie rozmawiałam i zarzucałam ich informacji, ile ważę, ile mam pasie, co zjadłam, a co nie. To było straszne, przeszłam trzeci stopień otyłości, otarłam się o anoreksję, więc doskonale wiem, co znaczy walka z ciałem. Dziś jestem z nim pogodzona.

Pracujesz ciałem. Co teraz robisz zawodowo?

W tej chwili biorę udział w trzech spektaklach teatru Fabryka Marzeń, w każdym gram główną rolę. Postawiliśmy właśnie spektakl „Pomoc domowa”, który 16. października będziemy grać w Garwolinie, przedpremierowo. 10. grudnia mamy premierę W Teatrze Palladium, a oprócz tego 22. września zaczynamy sezon i ruszamy w trasę. Więc w październiku nie będzie mnie prawie w ogóle domu, ale bardzo się z tego cieszę bo kocham swoją pracę, scenę publiczność i faktycznie jest to dla mnie bardzo ważne. Cieszą mnie w końcu te rzeczy. Wyjście z kompleksów jest wyzwoleniem. Uwolnienie głowy od wszystkich negatywnych myśli na swój temat jest narodzeniem się na nowo.

WEŹ UDZIAŁ W NASZEJ AKCJI #MIESIĄC BEZ KOMPLEKSÓW


Związek

Agnieszka Krawczyk: „Uważna obserwacja świata skłania mnie do przemyśleń”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
9 września 2019
Agnieszka Krawczyk/Fot. Julita Pająk

Jej książki dotykają naszych codziennych problemów. W swojej najnowszej powieści Agnieszka Krawczyk sięga po tematy, które często pozostają w naszym społeczeństwie tabu, jak choćby alkoholizm kobiet, trudne relacje z rodzicami, problemy w związkach. I choć książka napisana jest w bardzo lekkiej formie, zmusza nas do refleksji nad tym, co w życiu jest ważne.

Ewa Raczyńska: Co skłoniło Cię do pisania książek?

Agnieszka Krawczyk: Pisałam chyba od zawsze, jeszcze jako dziecko w zeszycie w kratkę, jednak przez wiele lat bałam się pokazać to światu z obawy przed krytyką. Bałam się jej, bo myślałam, że mnie zablokuje i nie będę mogła więcej pisać. Strach jednak okazał się bezpodstawny. Każdy, kto pisze, wie, że jego książki niektórym czytelnikom się podobają, innym nie. W moim przypadku konstruktywna krytyka okazała się bardzo cenna, ponieważ można z niej wyciągnąć wiele nauki, dowiedzieć się więcej na temat swojego warsztatu. Pisarz bardzo się rozwija dzięki uważnemu słuchaniu krytyki.

Najtrudniejsza krytyka z jaką się spotkałaś?

Dla autora przykre są zdawkowe wypowiedzi, że książka się nie podoba, bo jest nudna lub głupia. Na szczęście oswoiłam się z tym i takie opinie mnie nie dotykają. Natomiast jest bardzo wiele osób, które chcą autorowi coś powiedzieć, podzielić się uczuciami, własną historią, którą przeżywają w oparciu o książkę. Mówią też, czego w przedstawianych opowieściach im brakuje, a czego jest nadmiar. Czasami też dostaję cenne uwagi warsztatowe. Na przykład nie zdawałam sobie sprawy, że pisząc nadużywam wykrzykników przy wypowiedziach moich bohaterów, na co zwrócili mi uwagę czytelnicy. W takie rzeczy warto się wsłuchać, brać do serca i poprawiać warsztat na bieżąco, bo uważam, że z każdą książką autor powinien pisać lepiej i się rozwijać. Dlatego w obecnych czasach bardzo sobie cenię szybki kontakt z czytelnikami, którzy piszą swoje opinie w internecie.

Myślę, że dużą wartością dla autora jest właśnie dzielenie się czytelników swoimi emocjami i doświadczeniami.

Zgadza się. Często się zdarza, że po przeczytaniu książki, czytelniczka chce się podzielić swoją refleksją albo przedstawić sytuację, w której aktualnie się znajduje. Najbardziej się cieszę, gdy moja książka daje choćby małą wskazówkę, pomocną czytelnikowi w danym momencie życia. Odbiorca może mieć problem, przeżywać trudną sytuację, a lektura mojej książki staje się impulsem do zmiany, rozwiewa obawy przed podjęciem ryzyka i zrealizowaniem marzeń. Dla mnie, jako autora, najprzyjemniejszy moment pracy to ten, kiedy widzę, że czytelnikowi lektura książki dała coś więcej poza samym czytaniem, wtedy wiem, że moja praca ma sens i warto to robić. To największa nagroda dla autora.

W swojej najnowszej książce „Róża wiatrów” poruszasz problemy, które nadal są trochę tematem tabu, choćby alkoholizm kobiet, czy wątpliwości w budowaniu związku. Zwracasz na nie bardzo delikatnie uwagę.

Są problemy, z którymi boryka się bardzo wiele osób i wiele się z nimi styka, jak choćby alkoholizm kobiet, który w naszym kraju do dzisiaj właściwie jest tematem, o którym trudno się mówi.

Może moja książka stanie się dla kogoś impulsem, żeby zmierzyć się ze swoimi kłopotami, albo zacząć o nich otwarcie mówić. Wstydzenie się, tkwienie w zamknięciu to zaklęty krąg, który trzeba przełamać. Jedna z moich bohaterek walczy z nałogiem, mam więc nadzieję, że może którejś z czytelniczek dzięki jej postaci będzie łatwiej przyznać się przed sobą, z czym się boryka i poszukać wyjścia z tej sytuacji.

Podobnie z problemami w związkach. Żyjemy bardzo szybko, nasza kondycja psychiczna staje się coraz słabsza. Wiele związków, nawet udanych, ma swoje kryzysy i trudności. Jeśli Łukasz i Matylda – bohaterowie powieści, mogą podpowiedzieć, jak je rozwiązać, będzie to dla mnie wyłącznie powodem do zadowolenia.

Powieść jest wielowątkowa i porusza wiele różnych ważnych kwestii, jak choćby relacja rodzic – dziecko.

Ta kwestia dotyczy wielu z nas, bo relacje z rodzicami nie są łatwe. Choć jesteśmy blisko siebie, to jednak rodzą się między nami różnego rodzaju konflikty i problemy. W „Róży wiatrów” opisuję ekstremalny przypadek, który dotyczy opuszczenia dziecka przez rodzica i jego bolesnej traumy, bo ono nie wie, czemu ta sytuacja nastąpiła, obwinia się za odrzucenie. Myślę, że my, jako rodzice, powinniśmy podchodzić do naszych dzieci z dużą uważnością, żeby mieć świadomość, co może je zranić i wpłynąć na dalsze życie i kształtowanie się psychiki. Warto się zastanowić, czy nie popełniamy jakiś błędów, warunkujących dalsze życie młodego człowieka.

Co skłoniło Cię do napisania tej historii, inspirujesz się zasłyszanymi historiami?

To prawda, uważna obserwacja świata skłania mnie do przemyśleń, ale nigdy obraz przedstawiony w książkach nie odnosi się do rzeczywistości w wersji jeden do jednego. Lubię poruszać tematy, które obchodzą moich czytelników i są aktualne. Historię buduję wokół jakiegoś bohatera, akurat w tym cyklu wokół Matyldy, która jest rękodzielniczką i urządza mieszkania do sprzedaży. Kobieta jest introwertyczką, a musi się zmierzyć z nową dla niej sytuacją, czyli spotkaniem z nieznajomymi ludźmi i wejściem w ich życie. Oprócz niej jest wiele postaci, a każda z nich niesie swoje problemy, emocje i sytuacje, z którymi się boryka. Opowieść zbudowana jest jako nieustanna konfrontacja postaw, charakterów i dążeń ludzi, który spotkali się trochę przypadkowo i zdecydowali się połączyć swe losy – tak jak często zdarza się nam w życiu.

W podziękowaniu do książki napisałaś, że cieszysz się, że tworząc powieść ponownie osadziłaś ją nad naszym morzem.

Bardzo lubię morze, ale mieszkając w Krakowie większość wakacji spędzałam w górach. Mam ogromny sentyment do Bałtyku i kiedy tylko mogę, staram się tam spędzać czas. Wydaje mi się, że nostalgia nadmorska, smutek i tęsknota bezmiaru wody jest bardzo ciekawym tłem . Bardzo mi to miejsce pasowało dla przedstawienia gry uczuć i charakterów moich postaci.

Pałac w Drozdowie naprawdę istnieje?

To jest zupełnie wymyślona rezydencja, która powstała w oparciu o to, co zaobserwowałam na polskim Wybrzeżu. Jest tam wiele zabytków, które popadły w ruinę i nie wróciły już do czasów swojej świetności. Jest też oczywiście wiele takich, które przejęli prywatni inwestorzy, doprowadzili je do rozkwitu i cieszą się one dużym powodzeniem turystów. Przy okazji chciałabym, aby moje książki, osadzone w realnej jak w tym przypadku miejscowości, czyli w Dębkach, stały się zachętą do rozejrzenia się po własnej okolicy i poznania historii regionu.

Pracujesz nad kolejna książką?

Tak, przygotowuję jeszcze jedną niespodziankę dla moich czytelników. Książka ukaże się jeszcze w tym roku, będzie to zimowa powieść.

Też nad morzem?

Nie, staram się, by każda powieść miała trochę inne tło, toczyła się w innej scenerii, więc tym razem akcję osadziłam w fikcyjnym małym miasteczku.

 


Zobacz także

Dlaczego zajęci faceci korzystają z pań do towarzystwa? Powody mogą szokować

Dlaczego tak trudno zakończyć toksyczny związek? Jest przynajmniej 5 powodów, które związują ręce

Mężczyźni na portalach randkowych… Czyli dlaczego jesteś dla niego opcją, nie priorytetem, a on znika i nie dzwoni?