Związek

Dlaczego nie odejdę? Opowiem ci o moim małżeństwie

Listy do redakcji
Listy do redakcji
29 lipca 2016
Fot. iStock/BraunS
 

Czytałam wczoraj o miłości, która towarzyszy staruszkom już kilkadziesiąt lat. A później czytałam o miłości aż po grób – którą przerwała śmierć zbyt szybko.

Czasami myślę sobie: „Po co mi on, może samej, może gdzie indziej byłoby mi lepiej?”. Kto da mi pewność, że on to ten jedyny, na zawsze. Kto mnie zapewni, że za rogiem nie czeka ktoś inny? Ktoś na kogo powinnam wiele lat wcześniej trafić, a może właśnie teraz, by dostrzec tę miłość”.

Nie wiem. A czasami tak bardzo chciałabym mieć pewność. Bez wątpliwości, bez pytań zasypiać i budzić się koło tego samego faceta.

Pewna kobieta, która rozwiodła się kilka lat temu powiedziała mi ostatnio: „A co, jeśli to on, mój były mąż, był miłością mojego życia?!?”. No właśnie. W miłości nie wiemy niczego na 100%. Niczego nie jesteśmy pewni, nawet tego odejścia, które po latach może okazać się pomyłką, a przecież wcale nie musi nią być.

I wkurzam się za brak uniesień, za skarpetki w pokoju, za niezakręconą tubkę po paście do zębów. Wkurzam się za brak telefonu i za brak uważności. Za zasypianie na kanapie i oglądanie durnych (moim zdaniem) programów.

Wkurzam się na wiele rzeczy. Za minę, za ton, za nastrój, za słowa wypowiedziane i te, które nigdy nie padły.

Ale kiedy daję sobie czas, żeby usiąść i przyjrzeć się nam – przez chwilę, ułamek sekundy łapię tę pewność, że tak, że my z jakiegoś nieuchwytnego zupełnie powodu jesteśmy razem.

I mogłaby rzucić się w wir szalonego zakochania, motyli w brzuchu, namiętności i pożądania znanych każdemu początkowi. Ale wybieram to, co znane, co opatrzone, co czasami nazywam nudą i rutyną.

Dlaczego? Bo moje małżeństwo uczy mnie wiele rzeczy, to w nim nieustannie się rozwijam, poznaję siebie, uczę się nas za każdym razem jednak na nowo.

Dlatego nie chcę szukać, nie chcę podsycać wątpliwości, nie chcę analizować tego wszystkiego, czego tu mi brakuje, a co może mogłabym dostać gdzie indziej.

Dlaczego? Bo moje małżeństwo to:

zrozumienie – zrozumienie na to, że dzisiaj nie chce mi się ugotować obiadu, a przedwczoraj zasnęłam zmęczona na kanapie, choć zapewniałam, że pójdziemy na spacer. To zrozumienie, że dla niego są rzeczy ważniejsze niż dla mnie, te do których ja zupełnie nie przykładam wagi, a które on stawia sobie wyżej w swojej hierarchii potrzeb, czy planów.

akceptacja – tego, że nie jesteśmy idealni, że nie jesteśmy tacy, jak sobie wymarzyliśmy. Ile lat oczekiwaliśmy od siebie nawzajem zbyt wiele. Ja chciałam zmienić jego – krzyczałam, porzucałam, odchodziłam, szantażowałam. I on, który nie chciał, bym taka była – z pretensjami, żalami, których nie umiał zrozumieć. Dzisiaj śmiejemy się z tego, ze swoich wad, słabości,

rozmowa – której się uczyliśmy bardzo długo, czasami myślę, że zdecydowanie za długo. Ale udało się… pamiętam, jak oboje płakaliśmy, jak ciężko było nam zacząć, wypowiedzieć te emocje, lęk, wątpliwości. Wtedy wiedziałam, że nam zależy, że chcemy, że nie poddamy się tak łatwo. Dowiedziałam się, że nie możemy zamykać się na siebie, liczyć, że ta druga strona się domyśli, że tak już nas zna, że słowa są zbyteczne. Jak bardzo się myliłam – i ja i on.

bezpieczeństwo – może nie takie, jakbym chciała, może nie w tych obszarach, na których mi zależy. Ale oswoiłam te braki, przestałam się ich bać, dowiedziałam się, że o niektóre rzeczy muszę zadbać sama, bo one dla mnie, nie dla niego są istotne. Ale to nie znaczy, że nie czuję się bezpiecznie. Bo dostaję o wiele więcej – bo mam pewność, że mogę na niego liczyć w każdej sytuacji, że z problemami, kłopotami mnie nie zostawi, że nawet jakbyśmy się rozstali, a ja zadzwonię po północy prosząc o pomoc – zawsze, ZAWSZE będę mogła na nią liczyć. Tak, mam tę pewność.

radość – rozśmiesza mnie do dzisiaj przypominając mi chłopaka, w którym się zakochałam. Uwielbiam, jak w lot łapie żart, jak bez słów, wystarczy spojrzenie – się rozumiemy i wybuchamy śmiechem. Jak śmiejemy się z siebie nawzajem, kiedy już żadne nie czuje się urażone, bo jest świadome swoich ułomności.

wolność – dzisiaj to wiem. Małżeństwo, jeśli jest ograniczeniem to narzucanym przez nas samych. Powtarzamy: „Nie zrobię tego, bo co on zrobi/pomyśli/poczuje” i frustrujemy się, że to związek nas ogranicza nie widząc, że ten związek jest jedynie doskonałą wymówką dla naszej stagnacji, tłumaczeniem zmian, których nie odważamy się podjąć. Moje małżeństwo dzisiaj to wolność, do której oboje musieliśmy dojrzeć. To wolność wyborów, decyzji, podejmowania wyzwań, realizowania celów, spełniania się w swoich pasjach, każdy w swoich, by móc się spotkać, by pozostawać dla siebie interesującym, by zatęsknić za sobą.

miłość – nie wiem, czy to ta jedyna, czy ta największa, czy pierwsza, a może ostatnia. Pewnie do odpowiedzi bliżej mi będzie, gdy pomyślę o moim życiu z perspektywy staruszki. Dzisiaj jestem tutaj. Jestem, bo mi szczęśliwie, choć czasami boleśnie, bo mi wygodnie, choć ta wygoda czasami wkurza, bo mi dobrze, choć czasami chciałabym pocierpieć, przeżyć coś tak mocno, aż do bólu, i żeby poczuć, że jeszcze czuję.

Ale ta moja miłość jdzisiaj est spokojna, mimo burz, które się zrywają od czasu do czasu. Przestałam już płakać, że taka jest. Nie mam już poczucia straty, że coś minęło bezpowrotnie, że nie doświadczam już z nim tak silnych emocji, jak kiedyś, jak może z kimś innym. Bo moja miłość cała jest emocją wypełniającą mnie po brzegi spokojem.

Tak, dlatego jestem tutaj i teraz, i nie chcę nigdzie odejść, nawet, gdy on nie wyśle SMS-a, nie zadzwoni przez cały dzień, zapomni przytulić. Jestem, bo wiem, że kocha i że ja kocham. Jaką miłością? Dzisiaj już jej nie chcę jej definiować, tylko czuć.


Związek

Dlaczego wstydzimy się samotności?

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
29 lipca 2016
fot. iStock/max-kegfire
 

Samotność w życiu człowieka jest czymś zupełnie normalnym, a czasem nawet potrzebnym. Pomimo tego to ciągle temat tabu. No bo jak to możliwe, żeby kobieta w wieku 25 lat jeszcze nikogo nie miała, a w wieku 34 ciągle była sama? Przyczyn samotności mogą być tysiące, ale najważniejsze jest to, żeby przestać się jej wstydzić. Wtedy lepiej będzie się nam żyło.

1000 i jeden powód

Rozstania i przeprowadzki, to jedne z tych przyczyn samotności, które zaklinają nasze życie na kilka kolejnych lat. Ból po rozstaniu może być tak ogromny, że zablokuje naszą zdolność do miłości na długi czas, a przy okazji sprawi, że nie będziemy w stanie nikomu zaufać.

Każdy z nas przeżył to chociaż raz w swoim życiu, nie ma co się oszukiwać, że nie było to traumatyczne przeżycie. W końcu nikt z nas nie jest gotowy na rozstanie, nawet jeżeli widać, że związek się wali – przynajmniej ktoś zawsze jest obok. Najtrudniejszym do pojęcia elementem samotności jest fakt, że może dotknąć także ludzi, którzy prowadzą ożywione życie towarzyskie lub są w związku, nawet tym małżeńskim. Wszyscy znamy powiedzenie, że samotnym można się czuć nawet wśród tysiąca ludzi, wystarczy, że nie ma obok kogoś, kto nas zrozumie.

Niewidzialna bomba

Tym co najbardziej przeraża w samotności to przekonanie, że wszyscy przez nią od nas uciekali lub chcieli nas wykorzystać. Która z nas nie przestraszyła się choć raz, gdy czekając samotnie na przystanku próbował zagadać do niej jakiś facet? Mógł nawet i wyglądać całkiem porządnie, ale jednak w naszych głowach samotna kobieta to taka, którą trzeba skrzywdzić. Czujemy się trochę jak te samotne, porzucone plecaki w środku miasta do których trzeba wezwać pirotechników, bo na pewno jest w nich bomba! W samotnych kobietach czasem tyka bomba, która kiedyś na pewno wybuchnie, bo ładunek emocjonalny jest zbyt wielki. Problem w tym, że dokładnie tak samo jak w przypadku plecaka, nam też potrzeba pirotechnika, który rozbroi ładunek przed eksplozją dla naszego własnego dobra.

Pirotechnik potrzebny od zaraz!

Ok, doskonale rozumiem, jak trudno dopuścić o siebie kogokolwiek, gdy jesteśmy pogrążeni w otchłani samotności. Po śmierci mojego taty niby miałam wokół siebie przyjaciół, rodzinę, ale i tak brakowało tej jednej, jedynej osoby, która teraz właśnie miała być przy mnie.

Brałam na siebie więcej i więcej, sprawiając wrażenie ogarniętej dziewczyny, która świetnie radzi sobie z tak wielką stratą. Byłam tą tykającą bombą z plecaka porzuconego na mieście. Na szczęście dla mnie pojawił się ktoś, kto nie zważając na moje zapewnienia, że przecież wszystko jest ok, bo tak miało być, postanowił mnie unicestwić. Wystarczyło piętnaście minut, a ryczałam jak dziecko, które nie potrafi zasnąć. Bałam się przyznać do tego, że czuje się samotna, bo bałam się jeszcze większego współczucia i użalania się nade mną. Całe szczęście, pojawił się mój osobisty pirotechnik.

Prawdziwa sztuka

Trudno rozmawiać z ludźmi w stanie, kiedy czujesz że zostałaś zupełnie sama. Najgorsze są te rodzinne imprezy, kiedy babcie i ciocie wypytują gdzie twój kawaler, a kiedy ślub, a dzieci? Dzień dobry, właśnie czujesz się jak najgorszy człowiek na świecie! Bo przecież kobieta sama, bez faceta, nie może zrobić nic sensownego, o podbijaniu świata nie mówiąc. Samotność to najbardziej wstydliwe doznanie, bo przecież każda z nas powinna rządzić światem i mieć w zanadrzu kilka przyjaciółek, stałego faceta i świetny plan na przyszłość. Niespodzianka, życie wcale nie jest takie idealne, a samotność nie jest niczym złym, to normalny element ziemskiej egzystencji. Kilka dni temu usłyszałam, że trzeba nauczyć się liczyć tylko na siebie, bo w gruncie rzeczy, kiedy dzieje się coś złego i tak zostajemy z tym sami. Bolesne, ale prawdziwe.

Złe dobrego początki

Kiedy pierwszy raz zderzamy się ze swoją samotnością, zamykamy się przed światem w kokonie lub jak kto woli, tworzymy z siebie „ludzkie burito”. Reagujemy drażliwie na każdą interakcję w kawiarni, restauracji czy na ulicy, tak jak w przypadku faceta na przystanku.

Po pewnym czasie może się jednak okazać, że ta izolacja nie zrobi z nas pięknego motyla, a wręcz przeciwnie – poczwarkę, która nie będzie potrafiła się wykluć, a przez to tym bardziej nie wyjdzie do ludzi. Brzmi znajomo, co? Tak naprawdę to przeszywające uczucie samotności zawsze ma podłoże w naszym dzieciństwie. I ma w tym nic złego, bo przecież dziś jedyne co możesz zrobić to pogodzić się z przeszłością. Najważniejsze, żebyś pozwoliła sobie na szczęście, nawet to bez ukochanego u twego boku lub bliskiej ci osoby w życiu. Jak śpiewa Mela Koteluk „ty jesteś początkiem do każdego celu”. Ty, nikt inny. Dlatego też nie ma się co wstydzić swojej samotności, życie singielki może być cudowne!


Związek

8 polskich trenerów personalnych, którzy popularność zdobyli nie tylko na siłowni

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
29 lipca 2016
trener personalny
fot. iStock / skynesher

Współczesne kobiety przywiązują niezwykłą uwagę do prowadzenia zdrowego stylu życia, w którym ogromną rolę odgrywa aktywność fizyczna. Nie każda z nas jest gotowa na samodzielną mobilizację do treningu w domu, więc szukamy pomocy z zewnątrz. Zarówno w filmach z instruktażami wrzucanych na YT, jak i korzystaniu z rad profesjonalistów w klubie fitness.

Czy trener personalny to zbyteczny „dodatek” do treningów?

Wręcz przeciwnie, ponieważ jako specjalista doskonale zmotywuje do ogromnego wysiłku, którego często kobiece ciała jeszcze nie poznały. Trener personalny pomoże pozbyć się niepotrzebnych kilogramów, przypilnuje postępów oraz wesprze w walce o zwiększenie masy ciała oraz kondycję. To osoba, która posiada niezbędną wiedzę, i potrafi ją przekazać. Lepiej nie ufać domorosłym trenerom, którzy bez odpowiednich podstaw pracy rzetelniej wiedzy, prędzej narażą kogoś na kontuzję i kiepski rezultat ćwiczeń. Jeśli szukacie takiego wsparcia dla siebie, nie rzucajcie się na pierwszego lepszego trenera, tylko zasięgnijcie opinie o nim, porozmawiajcie z kilkoma innymi. Zwróćcie uwagę, czy jest on także człowiekiem otwartym i żywiołowym, który bez deprymującego, agresywnego podejścia do niepowodzeń czy błędów podopiecznej, zmotywuje a nie jeszcze bardziej pognębi.

Opcja ćwiczeń wraz z osobistym trenerem jest bardzo kusząca, a oni sami zdobywają ogromną popularność. Wizerunki najbardziej znanych trenerów można zauważyć także poza siłownią, na prowadzonych przez nich blogach, kanałach z ćwiczeniami na YT czy profilach prowadzonych na popularnych portalach społecznościowych. Czym najbardziej zachęcają do skorzystania z ich pomocy?

8 najlepszych polskich trenerów personalnych

1. Dawid Fajer

To facet, który zna się na rzeczy, z kilku powodów. Od wielu lat pracuje i szkoli się z ekspertami świata fitness oraz treningu funkcjonalnego. Jest szkoleniowcem treningu funkcjonalnego TRX Suspension Training. Ukończył elitarne szkolenie przygotowania fizycznego sportowców wielu czołowych grup sportu wyczynowego oraz liderów zarządzania w sporcie „Athletes Performance Mentorships”. Wiele lat reprezentował Polskę w boksie, pracował także w siłach specjalnych RP, jest zapalonym taternikiem i andystą. Jego życiowe motto brzmi ” Teraz i Ty możesz sięgnąć gwiazd „.

2. Piotr Szczurek

Może pochwalić się nie tylko świetnym wyglądem, ale przede wszystkim dyplomem AWF w Krakowie, jest instruktorem gimnastyki sportowej oraz lekkiej atletyki. Trenował Judo i boks tajski, obecnie pasjonuje go MMA. Jest wykwalifikowanym trenerem personalnym, z uprawnieniami Polskiej Akademii Sportu.

3. Michał Gronowski

Związany jest z kulturystyką i fitnessem od ponad dekady. To trener personalny, który wielka wagę przykład nie tylko do budowy proporcjonalnej sylwetki, ale i zwraca uwagę na odpowiednią dietę, dostosowaną indywidualnie do każdego organizmu. Poza pracą trenera, zajmuje się również modelingiem.

4. Tomasz Brzózka

Poza tym, że jest instruktorem fitnessu,  jest wicemistrzem Polski w kulturystyce i fitness (2009), finalistą mistrzostw Europy w fitness (5. miejsce w 2009) oraz półfinalistą mistrzostw świata COMO 2009. Jest również autorem książki „Fitness dla mężczyzn”, z płytą dvd, na której prezentuje ćwiczenia na wszystkie partie mięśniowe oraz demonstruje przykładowy trening fitness w siłowni.

5. Dariusz Brzeziński

Ten spec od ćwiczeń już od 14 r.ż. zdobywał doświadczenie w tej materii. Jest on wielokrotnym Mistrzem Polski w Kulturystyce Klasycznej i Fitness Sylwetkowym Mężczyzn, nosi miano trenera gwiazd, ponieważ przygotowywał wielu znanych aktorów do ról filmowych. Wraz z żoną Joanną, tworzą parę znakomitych dietetyków i trenerów.

6. Piotr Grużewski

W trybie sportowym trwa od wielu lat. Jego idolem był od zawsze Arnold Schwarzenegger, z którego filmikami ćwiczył na siłowni. Dzięki swojej pracy brał udział w zawodach kulturystki klasycznej juniorów, dwukrotnie kończąc zmagania w finałowej szóstce. Obecnie pracuje jako trener personalny, po kursach instruktorsko-trenerskich z kulturystyki i pływania.

7. Jacek Bilczyński

Propagator zdrowego stylu życia, jeden z najbardziej znanych trenerów i dietetyków w kraju. Najlepsze ciało w Polsce według Telewizji Polskiej, portalu i Interia.pl, a także autor książek “Fit jest Sexy”, “Fit od Kuchni” i”Fit w Praktyce”. Znany jako trener gwiazd oraz stały gość programów TVP oraz TVN.

8. Tomasz Choiński

Znany od wielu lat trener personalny, były Mistrz Polski w aerobiku sportowym. Prowadził treningi z Ewą Chodakowską.

 

źródło: , , Instagram


Zobacz także

Jeśli facet robi te 3 rzeczy, nigdy się w tobie nie zakocha. Bez względu na to, jak silna chemia jest między wami

Jak zrobić z mężczyzny idiotę za pomocą 5 zdań

Jak zrobić z mężczyzny idiotę za pomocą 5 zdań

Po co nam małżeństwo? Po co druga osoba? Żeby rozczarowywać, ranić, nie spełniać naszych oczekiwań? Małżeństwo to przede wszystkim spotkanie

виагра заказать

pills24.com.ua/avana/avana-100-mg

как выйти из запоя