Dom i wnętrze Zdrowie

Woda z kranu kontra butelki – ostateczne starcie. Czyli, to warto wiedzieć

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
30 listopada 2019
Fot. iStock / Helmut Seisenberger
 

Woda prosto z kranu robi się coraz bardziej popularna i modna. I dobrze. Po przez całe lata narosło wokół niej tyle mitów, przekonań i przyzwyczajeń, że miejskie wodociągi zmuszone są promować wodę w specjalnych filmikach. To dość zabawne, że poniekąd sami płacimy za udowodnienie sobie, że kupujemy (bo wodę w kranie sami sobie  „kupujemy”) dobry produkt.

Co ciekawe na co dzień, również sami często zaprzeczamy swoim „przekonaniom”. A jak jest naprawdę?

Woda z kranu nadaję się do picia

TAK. Osobiście bardzo nie lubię tego stwierdzenia. „Nadaje” – nie brzmi zbyt zachęcająco, bo przecież gdybyśmy umierali z pragnienia ostatecznie nadawałaby się taka z kałuży… Woda z kranu jest BARDZO DOBREJ JAKOŚCI I JEST ŚWIETNA DO PICIA. Ale fakty są takie:

– woda z kranu jest całkowicie bezpieczna, jest wolna od toksyn, niebezpiecznych bakterii, zanieczyszczeń
– woda z kranu jest przez cały czas poddawana specjalistycznym kontrolom
– „kamień” z tej wody – czyli tak naprawdę osady mineralne – nie odpowiada za mityczną kamicę nerkową
– woda butelkowana wcale nie jest lepsza od „kranówy” – wbrew pozorom często nie podlega tak częstym i restrykcyjnym testom, jak woda miejska”.
– dyrektywy UE dokładnie regulują kwestie jakości i bezpieczeństwa. Zresztą czas, gdy woda lejąca się z kranu przypominała kolorem „żurek” już dawno minęły. 

Gdyby była czysta, to by smakowała, jak z górskiego źródełka

BIP – NIEPRAWDA. Czasem można odnieść wrażenie, że woda z kranu ma charakterystyczny zapach i smak. To z powodu chloru. Ale to właśnie on dba o bezpieczeństwo wody. Stężenie chloru jest bezpiecznego dla naszego organizmu – nie myślcie o nim w kategoriach chemii. Chlor jest jednym z wielu pierwiastków, potrzebnym naszym ciałom. A konkretnie, to własnie chlor (w towarzystwie sodu i potasu) odpowiada za regulację gospodarki wodnej i utrzymania równowagi kwasowo-zasadowej. Chlor dostarczany w wodzie – nie szkodzi naszemu zdrowiu.

Twarda woda szkodzi zdrowiu

NIE. To absolutny mit. Boimy się kamienia w kubku z herbatą, a po chwili biegniemy do sklepu po mineralizowaną wodę w butelce. Nie gotujcie wód mineralnych czy mineralizowanych – szkoda czajnika. Twarda woda najbardziej szkodzi naszym sprzętom. Tzw. kamień, który nęka nasze kuchenne akcesoria i pralki, to nic innego jak osad mineralny. Nie szkodzi nam. Podczas gotowania osad wytrąca się. To jedyny dodatkowy efekt wody przegotowanej. Żeby napić się wody prosto z kranu, wcale nie trzeba jej przegotowywać (nie zawiera żadnych szkodliwych drobnoustrojów) – to tylko nasze przyzwyczajenie, tak na wszelki wypadek. Komfort można poprawić sobie w banalny sposób. Wystarczy do domowego użytku. I wcale nie mam tu na myśli wymyślnych i kosztownych instalacji. Wystarczy , mały, niedrogi – dostępny dla każdego. dzięki niemy zaoszczędzimy również trochę czasu (nienawidzę szorowania kubków po herbacie – znacie to?)  i przedłużymy życie naszego czajnika elektrycznego. Prawda, że proste?

Bardzo trudno nam jest zmienić przyzwyczajenia i przekonania, gdy byliśmy mali napicie się kranówy było oznaka odwagi lub głupoty, ale te czasy już dawno minęły. W ciągu ostatniej dekady Polska dokonała olbrzymich postępów i modernizacji sieci wodociągowych. Teraz tylko my musimy dokonać zmiany w swoich zwyczajach, bo przecież chodzi o to, by żyło nam się lepiej i wygodniej… i bardziej eko.

Eko, ponieważ…

– nie ma plastikowych butelek
– jest tańsza
– jej oczyszczanie i dystrybucja są o wiele bardziej przyjazne planecie (pomyślcie chociażby o tych butelkach, albo metodzie transportu?)

Nadal nie umiesz się przekonać? Wolisz wodę przegotowaną – tak dla bezpieczeństwa? A co powiesz na fakt, że myjesz w tej wodzie np. jabłko, które zjadasz? Przecież to ta sama woda. Dziś mamy do wyboru naprawdę szeroką ofertę , które znacznie poprawiają jakość wody – nie tylko dla zdrowia, ale i dla komfortu. Może pora podrzucić sobie samemu taki pod choinkę?  Sprawdź, jak wybrać dzbanek na miarę swoich potrzeb.

 

Fot. Materiały prasowe

Dzbanki filtrujące – co musisz wiedzieć, przed zakupem

Jak działają dzbanki filtrujące wodę?

Niby prosta zasada, a jednak filtr filtrowi nie równy. Filtr, to serce takiego urządzenia i to od niego zależy czy nabędziemy ładny gadżet czy praktyczne i skuteczne urządzenie.

Wkłady filtrujące produkcji zawierają jonowymienne opatentowane przez producenta włókno Aqualen, które w wyjątkowo skuteczny sposób rozprawia się z metalami ciężkimi i doskonale uzdatnia wodę, czyniąc ją zawsze czystą i zdrową. Włókno Aqualen zapobiega również powstawaniu tzw. efektu kanałowego. Dzięki Aqualenowi woda, płynąc całą powierzchnią wkładu, nie żłobi w węglu kanalików, którymi „z przyzwyczajenia” płynie aż do zużycia się wkładu i jego wymiany. Aqualen wiąże ze sobą struktury węgla i żywicy na tyle ściśle, że wkład do samego końca filtruje swoją pełną powierzchnią i jest przy tym znacząco bardziej efektywny.

zmniejszają twardość wody, zapobiegają tworzeniu się kamienia na urządzeniach AGD.

Po co mi dzbanek?

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Dzbanki filtrujące z dodatkiem inteligentnego włókna Aqualen usuwają z wody:

– chlor – dzięki czemu woda ma lepszy smak i zapach
– produkty ropopochodne
– fenol
– pestycydy
– metale ciężkie
– redukują twardość wody – zbawienne dla sprzętów AGD

Czym różnią się dzbanki?

wodę różnią między sobą pojemnością, designem oraz przede wszystkim rodzajem filtra. Firma AQUAPHOR posiada w swojej ofercie trzy rodzaje filtrów:
– m.in. dla dzbanków z wkładem uniwersalnym okrągłym AQUAPHOR B100-15 Standard – wystarcza na 1 miesiąc filtrowania
– m.in. dla dzbanków z wkładem uniwersalnym, owalnym płaskim  AQUAPHOR B100-25 MAXFOR – wystarcza do 2 miesięcy filtrowania
– m.in. dla dzbanków z wkładem firmowym AQUAPHOR B100-5 – wystarcza nawet do 3 miesięcy filtrowania.

Wybór dzbanków jest ogromny – sprawdź, jestem pewna, że znajdziesz coś dla siebie.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 


Artykuł powstał we współpracy z firmą

 


Dom i wnętrze Zdrowie

Na co komu aktywność fizyczna i czy w ogóle jest potrzebna? 10 powodów, żeby ruszyć tyłek z kanapy

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
30 listopada 2019
Nie chce ci się iść na siłownię? To nie lenistwo, to ewolucja!
Fot. istock / Leonardo Patrizi
 

Ostatnio usłyszałam: Jak ruch nie sprawia ci przyjemności, nie zmuszaj się do niego. Pomyślałam – super. Idealne usprawiedliwienie. Nie lubię – nie robię. Przecież nie wszyscy muszą być usportowieni, biegać od fitness na basen. Ja będę siedzieć i za Chiny Ludowe nikt nie wyciągnie mnie z domu na bieganie, cross fit, czy zumbę.

I właściwie na tym można by zakończyć rozważania na temat braku ruchu. Nie chcesz – nie ruszaj się, ale pamiętaj o kilku kwestiach.

1.

Osób prowadzących nieaktywnych tryb życia umiera o 50% więcej niż otyłych. Bez względu na to czy mają nadwagę, czy są szczupłe.

2.

Powszechne uprawianie sportu przez Europejczyków zmniejszyłoby wskaźnik umieralności o 7,5 %, czyli o 676 tysięcy zgonów.

3.

Nawet 20 minut spaceru to już aktywność, która w znacznym stopniu może wpłynąć na poprawę zdrowia i wydłużyć nasze życie.

4.

Aktywność fizyczna chroni przed depresją. Ale nie tylko dlatego, że pozwala uwolnić endorfiny – to w końcu może zrobić nawet zjedzenie tabliczki ulubionej czekolady. Więc po co od razu się ruszać. Okazuje się jednak, że wyćwiczony mięsień szkieletowy wytwarza białko, które pozwala oczyszczać organizm ze szkodliwych substancji. Według WHO na całym świecie na depresją dotkniętych jest 350 milionów ludzi.

5.

Nawet pięć minut biegania dziennie może wydłużyć życie. Przeprowadzono badania na 55 tysiącach ludzi. Przez 15 lat obserwowano ich styl życia i zdrowie. Naukowcy dowiedli, że o 45% zmniejsza się ryzyko śmierci z powodu choroby serca lub układu krwionośnego, u osób, które uprawiały jogging. Nie ma zupełnie znaczenia czy biegamy bardzo wolno, czy w zawrotnym tempie.

6.

Wystarczy biegać jeden do dwóch razy w tygodniu łącznie przez maksymalnie godzinę, by zmniejszyć znacznie ryzyko zachorowania na choroby serca. O trzy lata możemy wydłużyć nasze życie.

7.

Aktywność fizyczna opóźnia proces starzenia się. Ruch, odpowiednia dieta, ćwiczenia relaksacyjne – jak joga czy medytacja sprawiają, że wydłużają się telomery – osłonki na końcach chromosomów, które odpowiadają za podział komórek. Jeśli zadbamy o siebie poprzez aktywność fizyczną będziemy się wolniej starzeć.

8.

Jeśli spędzasz większość dnia w pozycji siedzącej to o 24% wzrasta ryzyko śmierci powodowanej chorobami sercowo – naczyniowymi.

9.

Prowadzenie siedzącego trybu życia wpływa na zwiększenie ryzyka zachorowań na nowotwory (piersi, okrężnicy, jelita grubego, jajników) i cukrzycę.

10.

Aktywność fizyczna poprawia jakość snu, który jest jednym z najważniejszych czynników wpływających na nasz stan zdrowia i samopoczucie.

Nie możesz ruszyć tyłka z kanapy? Naukowcy odkryli, że brak ruchu zmniejsza ilość enzymu zachęcającego nas do aktywności. To nie jest usprawiedliwienie, wręcz przeciwnie – pokazuje, że brak ruchu osłabia naszą wolę. Im dłużej się nie ruszamy, tym trudniej się na jakąkolwiek aktywność zdecydować.

I wiecie co jest najlepsze? Nie chodzi o jakieś wielkie uprawianie sportu. Regularne wizyty na siłowni czy basenie. Wystarczy, jeśli zaczniesz chodzić na pieszo do sklepu, wysiądziesz przystanek szybciej i przejdziesz się do pracy czy domu. Wyciągniesz rower w weekend i pomimo chłodu zrobisz sobie krótką wycieczkę. Z aktywnością fizyczną jest tak, że apetyt na nią rośnie w miarę jedzenia. Nie musisz się upocić, zapisywać na zajęcia, które w ogóle ci przyjemności nie sprawiają. Dla ciebie, twojego zdrowia i długości życia znaczenie ma każda podjęta przez ciebie aktywność. Możesz zacząć od tego, co najłatwiej wprowadzić w życie. Pięć minut skakania na skakance w domu? Spacer z dziećmi – pół godziny po pracy, albo przed snem? Nie lubisz ruchu? Rozumiem, nie rozumiem tylko, jeśli odmawiasz swojemu ciału prawa do zdrowia. Pomyśl o tym. Zawsze można coś zmienić od dzisiaj.


 

źródło:


Dom i wnętrze Zdrowie

Szlaban na komputer – czy jest to właściwa metoda wychowawcza?

Redakcja
Redakcja
30 listopada 2019
Fot. Materiały prasowe

Decyzja o szlabanie zazwyczaj zapada w przypływie gniewu i złości. Rodzice działają impulsywnie, dlatego ich kary nie zawsze są przemyślane. Czy w dobie komputerów i Internetu, z których współczesne dzieci korzystają również jako pomoc w nauce, szlaban na komputer to właściwa metoda wychowawcza?

Badanie „Generacja Z od A do Z”[1] zrealizowane na zlecenie platformy edukacyjnej Squla.pl wykazało, że wspólne odrabianie pracy domowej to najczęściej wymieniana aktywność wykonywana przez rodziców i ich dzieci (74%). Udział rodzica w domowej nauce dziecka cieszy, jednak większość rodziców zapomina, że ulubioną aktywnością dziecka po szkole są gry komputerowe. Tymczasem wspólne spędzanie czasu z dzieckiem na graniu, tak krytykowanym przez rodziców, deklaruje zaledwie 29% z nich. Czy połączenie domowej nauki i gry jest możliwe?

Gry placem zabaw

Zabawa jest naturalną formą dziecięcego poznawania świata. Rozrywka pobudza wyobraźnię, motywuje do dalszego poznawania, tym samym dziecko szybciej zapamiętuje i utrwala wiedzę.

Możliwość pokonywania kolejnych etapów i podnoszenie poprzeczki, to czynnik, który powoduje, że dzieci tak chętnie sięgają po rozrywkę w postaci gier – tłumaczy André Haardt, założyciel

Nadal większość rodziców tę formę rozrywki traktuje jako zagrożenie, ograniczając dzieciom czas spędzany przed ekranem komputera. Jak pokazuje nasze badanie, pomimo negatywnego stosunku rodziców do gier komputerowych, nie towarzyszą oni dziecku we wspólnej grze.

Badanie „Generacja Z od A do Z” wykazało, że w istocie większość rodziców (90%) śledzi działania dziecka w sieci. Jednak sama kontrola nad aktywnością dziecka nie buduje więzi rodzicielskiej. Tworzą ją zazwyczaj czynności wykonywane wspólnie. Obserwujemy pewną zmianę pokoleniową – Internet powoli wypiera telewizję. W trakcie jednej godziny poświęconej na rozrywkę, częściej wybierany przez dziecko jest Internet (36%), niż telewizja (27%). Oglądanie telewizji to druga, po wspólnej nauce, najczęściej wskazywana przez rodziców czynność wykonywana z dzieckiem (71%). Korzystanie z Internetu i wspólne granie w gry pozostaje natomiast daleko w tyle – dodaje André Haardt ze

Internet i nauka – można to połączyć!

Jednym z podstawowych błędów rodziców, jest zbyt pochopne kojarzenie Internetu tylko i wyłącznie z dziecięcą rozrywką. Sieć może jednak posłużyć jako przydatne narzędzie do pomocy w domowej nauce, trzeba tylko wiedzieć jak ją w tym celu wykorzystać. Takim przydatnym narzędziem jest platforma edukacyjna , dzięki któremu dziecko utrwala wiedzę zdobytą w szkole poprzez interaktywne gry i quizy z wszystkich przedmiotów szkolnych. jest w pełni zgodna z podstawą programową Ministerstwa Edukacji Narodowej, a jej partnerem jest Oxford University Press. Główny cel tej interaktywnej platformy jest oswojenie uczniów klas 1-6 z testami i egzaminami, w tym testem szóstoklasisty. Squla stawia przed uczniem kolejne wyzwania dostosowane do jego poziomu umiejętności, a postępy nagradza punktami, które można zamienić na nagrody, m.in. karty upominkowe do Smyka lub Empiku oraz gadżety szkolne. Jej ogromną zaletą jest również aplikacja dla rodzica, w której może on śledzić postępy swojego dziecka. Twórcy Squli, na podstawie obserwacji z badań najmłodszego pokolenia, stworzyli jeszcze jedno atrakcyjne rozwiązanie na swojej edukacyjnej platformie – możliwość zmierzenia się z rodzicem w quizach. Wspólna rywalizacja: dziecko kontra rodzic, gwarantuje utrwalanie wiedzy oraz rozrywkę jednocześnie, a co najważniejsze podtrzymuje więzi rodzinne i sprawia, że dziecko ma w swoim rodzicu przyjaciela, a nie strażnika.

Być odpowiedzialnym rodzicem

Zrozumienie i odpowiadanie na zapotrzebowania dziecka gwarantuje sukces wychowawczy. Dzieci uwielbiają skupiać na sobie uwagę rodzica, chwaląc się wynikami w szkole lub nowo poznanymi umiejętnościami. Świat gier pochłania je tak bardzo, że kolejne etapy przeżywają z jeszcze większą ekscytacją. Stosowanie kary na gry, jako czynnika motywującego do odrabiania prac domowych, może poskutkować efektem przeciwnym niż zamierzony. Dla dziecka nauka zacznie kojarzyć się z przykrym obowiązkiem, wykonywanym szybko i niedokładnie, tylko po to, by móc znowu powrócić do gry. Rozwiązanie tego problemu jest proste – połączenie wspólnej nauki i gier. Gry i platformy edukacyjne pozwalają w tym wypadku zachować zdrowy balans między światem online i offline, zabawą i nauką – jednocześnie!

 


Artykuł powstał we współpracy ze platformą edukacyjną 

[1] Raport „Generacja Z od A do Z” na zlecenie Squla.pl przez Gemius Polska, sierpień 2019.


Zobacz także

W neurologii liczy się przede wszystkim czas

Masz łaskotki? To dobrze dla twojego zdrowia. Poznaj niezwykłe fakty dotyczące stóp

Jak rozpoznać zdrową żywność

Jak rozpoznać zdrową żywność? Sprawdź, czy to co kupujesz na pewno jest zdrowe…

danabol-in.com

https://djahostel.com.ua

У нашей фирмы нужный портал про направление системы автоматического полива hunter.