Zdrowie

Większość z nas łyka te suplementy diety. To nie tylko głupie, ale i niebezpieczne

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
1 września 2017
Fot. iStock / stock_colors
 

Magnez na kłopoty z koncentracją, witamina D na mocne kości czy potas, by wyrównać ciśnienie. Większość z nas każdego dnia sięga po suplementy diety, choć wcale nie musi tego robić. Dajemy się nabrać na agresywne reklamy, które mają za zadanie przekonać odbiorcę, że tego typu preparaty uwolnią go od niektórych, przykrych dolegliwości i zapewnią dobre zdrowie. Eksperci ostrzegają jednak przed nadmiernym spożyciem suplementów diety. Nie są one obojętne dla organizmu człowieka.

W Warszawie odbyła się konferencja: „Rynek suplementów diety”, pod patronatem honorowym Głównego Inspektora Sanitarnego, Narodowego Instytutu Leków, Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – PZH oraz Naczelnej Izby Aptekarskiej. Na spotkaniu zaprezentowano najnowszy raport Instytutu Ochrony Zdrowia pt. „Suplementy diety. Pacjent, rynek, trendy, regulacje”, który ukazuje zatrważające dane.

Chociaż większość z nas nie potrzebuje żadnych wspomagaczy, po suplementy sięga około 72 proc. Polaków. Jak sama nazwa wskazuje, preparaty tego typu mają uzupełniać niedobory witamin i składników mineralnych. Pytanie brzmi, skąd wiemy, że nasz organizm takiej pomocy potrzebuje?

Życie w biegu, stres, zła dieta i świadomość istnienia chorób cywilizacyjnych powodują, że coraz częściej, świadomie analizujemy sygnały ostrzegawcze wysyłane przez organizm. Zamiast udać się do lekarza, który przeprowadzi szczegółowy wywiad i zleci badania, wolimy zwalczać pierwsze, niepokojące objawy na własną rękę. Często jednak kierujemy się tym, co usłyszeliśmy w telewizji. – Już dzisiaj co czwarta reklama w mediach, a w stacjach radiowych nawet co druga dotyczy farmaceutyków, w tym suplementów diety – mówił Krzysztof Kwiatkowski, prezes Najwyższej Izby Kontroli. To właśnie w reklamach najwięcej mówi się o nieprzyjemnych dolegliwościach, które możemy okiełznać, przyjmując preparat X czy Y. W dodatku jest on aktualnie sprzedawany w większych opakowaniach, a wystarczy przecież zażywać jedną kapsułkę dziennie. Brzmi cudownie, prawda?

Choć suplementy diety dostępne są bez recepty i można je kupić nie tylko w aptece, ale również w drogerii, supermarkecie czy na stacji benzynowej, lepiej przy ich wyborze skonsultować się z lekarzem. Zażywanie takich specyfików ma sens wyłącznie wtedy, gdy uzupełniają aktualne braki. Tego jednak nie wywróżymy sobie z fusów, a dowiemy się z badań laboratoryjnych. Zanim więc wrzucimy do koszyka kolejne opakowanie multiwitaminy, potasu czy preparatu na odporność, przypomnijmy sobie, że suplementy mogą zaszkodzić. Nie chodzi tu wyłącznie o ewentualne przedawkowanie.

Prof. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska, kierownik Zakładu Farmacji Klinicznej i Opieki Farmaceutycznej WUM, ostrzega przed beztroskim przyjmowaniem tego typu preparatów.  – Suplementy diety nikomu nie są do niczego potrzebne. Zdejmują odpowiedzialność za zdrowie osoby, która je przyjmuje. Ludziom wydaje się, że kupując je, pomagają sobie zdrowotnie. A tak nie jest. Do tego dochodzą interakcje między suplementami a lekami. Czasem ich działanie jest wręcz szkodliwe – mówiła profesor, podając przykład reklamy jednego z produktów ”na chrypkę”. – Nie wolno tego robić. To może być ważny sygnał dla lekarza, że coś złego dzieje się z naszym zdrowiem.

Fot. iStock / Yakobchuk

Fot. iStock / Yakobchuk

Podczas konferencji specjaliści zwrócili też uwagę na niestosowność nazewnictwa. Suplementy dedykowane są bowiem „klientom”, a nie „pacjentom”, jak często błędnie nam się wydaje. –  Każdy klient powinien mieć pewność, że kupowany produkt jest certyfikowany, powtarzalny i o odpowiedniej jakości. Obecnie trwają prace nad ustawą o bezpieczeństwie żywności. Według mnie, w tej ustawie nie do końca jest miejsce na suplementy. Ale być może będzie tak, że ich nadzorem nadal będzie zajmować się Państwowa Inspekcja Sanitarna. Z pewnością rynek musi zostać uregulowany – mówił były minister zdrowia, a obecnie pełnomocnik rządu do spraw utworzenia jednolitej instytucji odpowiedzialnej za bezpieczeństwo żywności, Jarosław Pinkas.

Nie dziwi więc, że środowisko medyczne domaga się większej kontroli nad rynkiem suplementów diety. Ich sprzedaż w ostatnich latach wzrosła. Szacuje się, że w 2017 roku wydamy na nie aż 4 mld zł. Jak wynika z danych Komisji Europejskiej, w latach 1997-2019 polski rynek suplementów diety wzrósł o 219 proc. Podczas gdy jeszcze 4 lata temu rocznie rejestrowanie 3-4 tysiące nowych produktów, w 2016 roku zarejestrowano ich ponad 7 tysięcy. Mamy więc w czym wybierać, obyśmy tylko robili to z głową.

Jeśli do lekarza nam nie po drodze, poprośmy o pomoc farmaceutę. Nie gryzie, a może uchronić nas przed skutkami ubocznymi niewłaściwej suplementacji diety.


 

Źródło: , 


Zdrowie

Biustonosz, sukienka, rajstopy – czy wiesz, jak często prać poszczególne elementy garderoby?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
1 września 2017
Fot. iStock / vadimguzhva
 

Chyba nikomu nie trzeba przypominać, że bieliznę osobistą należy zmieniać każdego dnia. O ile w tym temacie wszyscy się zgadzamy, pewne kontrowersje może wzbudzać częstotliwość prania takich elementów garderoby jak: biustonosze, spódnice, wizytowe sukienki czy rajstopy. Wiadomo, że mechaniczne czyszczenie ubrań wpływa na ich jakość i wygląd, jednak warto przestrzegać pewnych zasad, by nie tylko wyglądać schludnie, ale przede wszystkim uniknąć problemów ze zdrowiem. Brudne czy przepocone ubrania są bowiem źródłem wielu chorobotwórczych drobnoustrojów.

Jak często prać poszczególne elementy garderoby?

Po jednym założeniu:

  • bielizna,
  • skarpetki,
  • koszulki,
  • kostium kąpielowy,
  • strój do ćwiczeń,
  • koszule,
  • rajstopy (pamiętajmy, by prać je w ręku),
  • jedwabne ubrania (również w ręku lub z zastosowaniem odpowiedniego programu).

Po dwóch, trzech założeniach:

  • szorty,
  • biustonosze (pranie ręczne),
  • jedwabne i bawełniane swetry,
  • sukienki (jeśli jest to sukienka wizytowa – po jednym założeniu).
Fot. iStock / zaMoment

Fot. iStock / zaMoment

Po czterech, a niekiedy nawet sześciu założeniach:

  • piżamy (najlepiej już po trzecim użyciu),
  • wełniane garnitury (po czterech razach),
  • syntetyczne garnitury (nawet po po pięciu),
  • spódnice (również po pięciu założeniach),
  • bluzy (po sześciu razach),
  • wełniane swetry.

Gdy się ubrudzą lub zaczynają brzydko pachnieć:

  • spodnie i jeansy,
  • buty.

Kilka razy w sezonie, w którym są używanie:

  • czapki, szaliki i rękawiczki,
  • wełniane kurtki, płaszcze i kamizelki,
  • skórzane kurtki (wystarczy raz na sezon).

Czyżbyś właśnie pobiegła nastawić pranie?


 

Źródło:


Zdrowie

„Nie lubię żony mojego męża i co mi zrobisz? Ale jestem jej wdzięczna”. O trudnych emocjach po rozpadzie rodziny

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
1 września 2017
Fot. iStock/martinedoucet

Kiedy rozpada się rodzina, w której partnerzy mają ze sobą dziecko, sytuacja komplikuje się podwójnie. Po jakimś czasie staramy się przecież, na nowo ułożyć sobie życie (a bywa, że i nowa miłość jest przyczyną rozstania) i pozostać z byłym mężem w miarę dobrych relacjach, ze względu na dzieci właśnie. Tymczasem emocje, uczucia, lęki związane z jego partnerką nową partnerką bywają na tyle trudne, że nie potrafimy zachowywać się racjonalnie. Ale gdy ochłoniemy, okaże się, że wszystko może się ułożyć. Pewna blogerka napisała o tym szczerze i bardzo otwarcie…„Ojciec mojego dziecka i ja rozstaliśmy się w przyjacielskich stosunkach. To prawda, nasz rozwód był bolesny, ale tamte dni są już za nami. Często do siebie piszemy, rozmawiamy na czacie i siadamy obok siebie podczas ważnych dla dzieciaków wydarzeń.

Moje uczucia dotyczące jego nowej żony to jednak całkiem inna historia. Mój były, Billy, ożenił się z kobietą z dwojgiem dzieci. Z naszymi dziećmi, nowa partnerka Billy’ego ma dobre, pozytywne relacje. Ale ​​moim emocjom w stosunku do niej daleko do słodyczy. Nie mogę powiedzieć, że ją lubię.  To wszystko jest bardzo złożone.

Czasami jestem zazdrosna

Kiedy zaczęli się spotykać, Billy powiedział mi, że Stephanie jest rozbrajająco drobna. Jest też inteligentna i śmieszna, ma gęste, falujące włosy, które zdają się układać same. Jest naprawdę piękna. Trochę mi zajęło, zanim to zaakceptowałam.

(…)

Kiedy Billy i ja się pobieraliśmy, on nie był we mnie jakoś „szaleńczo” zakochany.  Pełnił rolę takiego „organizatora” w naszym związku – robił zakupy, gotował, planował… A ja byłam niespokojnym duchem, żądnym przygód, podróży…

Billy, który został mężem Stephanie właśnie spędził trzy tygodnie podróżując z nią po Europie. Dzieci mówią, że całuje ją w kuchni, kiedy gotuje obiad. Pierze, robi zakupy.

Nie ma w tym nic niezwykłego. Jak wielu z nas, rozwodników, Billy odebrał swoją lekcję. Jak wielu z tych, którzy znaleźli w końcu właściwego partnera, Billy stara się bardzo dla Stephanie. Cieszę się też z tego, że nasze dzieci mogą być tego świadkami.

Tylko że, Billy, którego ona zna, jest tym Billym, którego ja kiedyś desperacko potrzebowałam. Czasem jestem zazdrosna, że ona jest dla niego taką inspiracją, motywacją, a ja – nie potrafiłam…

Czasem to Stephanie mnie inspiruje

Postanowiliśmy z Billym, że wychowywaniem naszych dzieci zajmiemy się tylko my dwoje. Stephanie jest i tak zbyt zajęta swoimi dziećmi. (…) Z tego powodu nie widuje jej często, więc czasem o niej „zapominam”.

Ale inaczej jest z moimi dziećmi. Stephanie jest teraz częścią ich życia. (…) Ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, że ​​wcześniej, rozmawiając z moimi dziećmi mówię: „dom taty”, samochód taty”, a nie „dom taty i Stephanie: . To nie było celowe, ale zrozumiałam, że może mieć na negatywny wpływ na relacje w naszej rodzinie.

Zmieniłam moje zachowanie. Staram się zawsze uwzględniać Stephanie, kiedy mówię o ojcu mojego dziecka. Zachęcam moje dzieci do budowania relacji z jego żoną.  (…)

Czasami jej współczuję

Czasami widzę lub słyszę jak Stephanie szczerze i życzliwie próbuje nawiązać kontakt z moimi dziećmi, a one ją odrzucają. Serce boli mnie za każdym razem.

Kiedyś, na samym początku Stephanie łagodnie zwróciła uwagę mojemu synowi, a on odpowiedział jej „nie jesteś moją mamą”. Mój drugi syn często odmawia jedzenia w jej domu, ponieważ przepisy Stephanie są dla niego „zbyt dziwne”. Raz moja córka nie przyjęła od Stephanie prezentu – wymarzonej kurtki. Kręcąc głową powiedziała, że kurtka nie jest w jej stylu. Gdybym to ja jej ją ofiarowała, byłaby nią zachwycona.

Przeważnie jestem za nią wdzięczna

Jestem wdzięczna Stephanie za to, dzięki niej ojciec moich dzieci jest dobrym ojcem, że jest szczęśliwy i pewny swojej miłości. Jestem wdzięczna, że moje dzieci widzą w nim człowieka, który kocha i szanuje swoją żonę i razem z nią prowadzi dobry, ciepły dom.

Znam moje dzieci. Znam ich dziwactwa, obawy i dziwne zachcianki „jedzeniowe”. Wiem, że nie zawsze są łatwe. Czasami są wręcz irytujące.

Stephanie nie musi się starać. Nie wiedziała, na co się decyduje. A jednak wciąż jej zależy. Mimo, że bywa odrzucana. Mimo, że czasem moje dzieci są dla niej gburowate i niegrzeczne. Mimo, że bywa bardzo ciężko.

Kocha moje dzieci. I za to jestem jej wdzięczna”.


Na podstawie:

 


Zobacz także

5 przepisów dla osób insulinoopornych i z chorobami tarczycy

Witaminy dla każdego? Lepiej wiedzieć, kiedy szkodzą zamiast pomagać

 10. jubileuszowa edycja projektu „Pokonać Raka”

http://danabol-in.com

www.danabol-in.com/injection/testosteron /testosterona_enanthate_malay_tiger

Нашел в интернете важный веб сайт с информацией про http://www.avtomaticheskij-poliv.com.ua.