Lifestyle Zdrowie

Kawa opóźnia nasz zegar biologiczny

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
9 października 2019
Fot. Pixabay / CC0 Public Domain
 

O ile mała czarna rano to dobry pomysł na udany początek dnia, wieczorna kawa, to już ryzykowna przyjemność. A co ryzykujemy? Bezsenność. Zostało to w końcu potwierdzone naukowo.

Kofeina zaburza funkcjonowanie naszego zegara biologicznego i przeszkadza nam w nocy spać. To, co podejrzewaliśmy od dawna, potwierdziły w końcu wyniki badań naukowców z Uniwersytetu w Colorado.

Kofeina zawarta w podwójnym espresso opóźnia nasz zegar biologiczny (wskazujący organizmowi kiedy trzeba się położyć i kiedy można już wstać) o 40 minut! Podobny efekt ma przebywanie w ostrym świetle przed pójściem spać. Nawet, jeśli przebywaliśmy w mocno oświetlonym pomieszczaniu trzy godziny przed planowanym odpoczynkiem, opóźnimy nasz sen o ok 1,5 godziny. Jeszcze gorzej będzie, gdy dodatkowo wypijemy kawę. Wtedy zaśniemy średnio 1 godzinę i 45 minut później. 

Do takich właśnie wniosków doszli naukowcy z Uniwersytetu w Colorado i Uniwersytetu Harvarda. Badali oni komórki krwi pięciu ochotników, zamkniętych w warunkach laboratoryjnych na 49 dni. Badani nie wiedzieli, kiedy jest noc, a kiedy dzień. Obserwowano kolejno wpływ mocnego i słabego światła, kofeiny oraz placebo na cykl snu. Okazało się, że kofeina blokuje przewodzenie adenozyny, czyli neuroprzekaznika wspomagającego zasypianie i sen.

Odkrycie to pomaga wytłumaczyć naukowo, a nie jedynie po samych doświadczeniach kawoszy, dlaczego ci, którzy piją dużo kawy mają częsty problem z zasypianiem. Ale także pozwala opracować oparty o właściwości kofeiny program leczenia niedogodności związanych z przekraczaniem granic czasowych w trakcie podróży oraz regulować zaburzenia rytmu dobowego organizmu.

To pierwsze takie badanie tej najpopularniejszej substancji psychoaktywej pod kątem jej wpływu na nasz zegar biologiczny.

Pamiętajcie, jeśli chcecie dobrze spać, ostatnią kawę wypijcie o 17:00!


 

Źródło:

 


Lifestyle Zdrowie

Już wiem, kto jest winny temu, że nie chudniemy! I to wcale nie my

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
9 października 2019
Fot. iStock
 

Odchudzałaś się kiedyś? A może marzyłaś, by ważyć o te minimum trzy kilogramy mniej? Próbowałaś różnych diet? Zaczynając od znanej chyba niemal wszystkim kobietom MŻ (Mniej Żreć), która nakazuje nakładanie sobie na talerz połowę porcji tego, co jadłaś dotychczas, aż po wizyty u dietetyczek, które rozpisywały mądre diety.

Próbowałaś łączyć dietę z ruchem, co nawet przynosiło efekty? Jednak po utracie  pierwszych dwóch kilogramów i euforii, że oto znalazłaś sposób na chudnięcie, przychodziło magiczne zatrzymanie wagi, a ciebie dopadała w końcu rezygnacja, a myśli zaczynały krążyć tylko wokół jednego: „Jakby tu się najeść.”

Trafiłam ostatnio na ciekawą teorię*. Wiecie, dlaczego tak ciężko zgubić nam znienawidzone kilogramy, choć ściśle przestrzegamy diety?

Fot. Pixabay/fancycrave / CCO

Fot. Pixabay/ / CCO

Silna wola to jakiś mit

Za to, ile jemy odpowiedzialny jest mózg. Czy zdajecie sobie sprawę, że z dziennego zapotrzebowania cukru, które wynosi dla człowieka 200 gram, mózg „przejada” 130 gram – czyli małą filiżankę do kawy? Co więcej okazuje się, że u osób zagłodzonych, choćby u anorektyczek waga wszystkich narządów wewnętrznych spada o 40% – o tyle mniej waży przykładowo wątroba czy żołądek. Jest jednak jeden wyjątek – mózg, tu wahania wagi wynoszą zaledwie 2%. Okazuje się, że to mózg pochłania w dużym stopniu energię naszego organizmu.

I co się dzieje, gdy się odchudzamy? Mózg, który potrzebuje do prawidłowego funkcjonowania masę cukru, dotychczasowe dostarczane porcje czerpie z całego organizmu, korzysta z rezerw. To prawdopodobnie wtedy tracimy kilogramy. Niestety, wszystko się zmienia, kiedy rezerwy się kończą.

Znamy winnego

Metoda wygląda na prostą: kto się odchudza, powinien unikać sytuacji stresowych.  Wiem,  mało prawdopodobne.  Ale to właśnie w stresie mózg domaga się, jak najwięcej energii w postaci cukru. Nie znajduje go już w organizmie, uruchamia więc sygnał: JEŚĆ! Pewnie często nie zdajemy sobie z tego sprawy, bo na co dzień funkcjonujemy w stresogennym środowisku. Jednak, to wyjaśniać może, że kiedy jesteśmy na diecie nagle będąc w pracy myślimy o czekoladzie, a w domu szukamy lodów w zamrażalce. To mózg wysyła komunikat: CHCĘ CUKRU, CHCĘ CUKRU. Efekt uboczny? Niezużyta już przez mózg energia odkłada się nam na boczkach lub udach. Niestety.

Co więcej, ograniczenie ilości kalorii wiecie do czego prowadzi? Do zwiększenia stresu w organizmie. A jak już wiemy: stres=więcej energii. Mózg nie wie, że się odchudzamy, nie rozróżnia głodzenia od diety. I kiedy na początku udaje się nam utrzymać kontrolę na mózgiem i jego potrzebą energii, to ostatecznie przegrywamy z najprostszym wysyłanym przez mózg komunikatem: Jesteś głodny, idź kup coś do jedzenia. A kiedy już uda się skończyć dietę osiągając wymarzoną wagę, mózg dopuszczony do głosu domaga się więcej i więcej cukru, by uzupełnić zapasy. Co się dzieje z nadwyżką – już wiemy, kto by nie słyszał o efekcie jojo.

To stres, a dokładnie ściśle związany z nim kortyzol, który w stresie rządzi naszym organizmem jest przyczyną wilczych napadów głodu. Jest także powodem nocnego jedzenia. Obiecujemy sobie, że nie będziemy jeść po godzinie 18:00, a tymczasem około 22:00 krążymy wokół lodówki?  Walczymy z chęcią podjedzenia, jeśli się nam udaje, jesteśmy zachwyceni. Kiedy jednak nasz mózg nie wytrzymuje już braku energii, a kortyzol wskutek stresu osiąga niebezpieczny poziom, wówczas porzucamy dietę, co oczywiście uważamy za swoją porażkę.

Mało pocieszające? Cóż, zawsze, jak ktoś się spyta, jak tam twoja dieta, możesz powiedzieć,  że twój mózg nie dał rady. „Wiesz, poziom kortyzolu niestety wzrósł zbyt mocno. Mój mózg pracuje na takich obrotach, że potrzebuje dużo energii, dieta mu nie służy”. I co? Mina rozmówczyni – bezcenna.

Tyle tylko, że pewnie nie o tę minę nam chodzi. Przecież będąc na diecie chcemy schudnąć, to jest główny cel. Drogi są dwie. Albo odpuścimy i oswoimy się z myślą, że optymalna dieta do normalnego funkcjonowania naszego organizmu i mózgu jest kilka kilogramów wyższa, niż byśmy chciały. Ważymy co prawda nawet pięć kilogramów więcej, za to organizm świetnie funkcjonuje, dzięki czemu więcej już nie tyjemy. To trudne, znaleźć tę równowagę?

Jak zatem walczyć ze zbędnymi kilogramami, kiedy masz wrażenie, że spróbowałaś już wszystkiego i nic nie skutkuje? Zgodnie z teorią, którą próbuje w naprawdę wielkim skrócie wam przytoczyć, jeśli chcesz schudnąć, a wszystkie środki zawodzą, zacznij pracować najpierw nad radzeniem sobie ze stresem. To może być o tyle trudne, że to jak panujemy nad stresem jest ściśle związane z naszym dzieciństwem, doświadczeniami. Ale może warto spróbować?

Chcesz schudnąć, a nie możesz? Przyjrzyj się sobie. Może to jest jakiś sposób.


 

*Jeśli chcecie więcej dowiedzieć się o tym, jak na otyłość i nieskuteczność dieta wpływa nasz mózg, sięgnijcie po książkę „Samolubny mózg. Dlaczego diety nie działają” Achim’a Peters’a.

 


Lifestyle Zdrowie

Lista rzeczy, które obrzydzą ci ciepłe myśli o macierzyństwie

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
9 października 2019
Fot. iStock

Poszczęściło ci się i dumnie nosisz się w ciąży? Gratuluję, bo naprawdę jest się z czego cieszyć, dzieci to wspaniały dar. Założę się, że pękasz z dumy, gdy rozmawiasz z koleżankami  o słodkim bobasie, który cichutko będzie spał w łóżeczku. Nie martwisz się na zaś, bo nie chcesz szkodzić dziecku. Więc, gdy słyszysz narzekania młodych matek, myślisz, że wcale tak źle nie będzie. Wolisz planować zakup różowiastych, bądź błękitnych ubranek. I słusznie, nie ma co się denerwować! Tylko pamiętaj, że lukrowane macierzyństwo spotyka się tylko w reklamach, więc w ramach matczynej solidarności podpowiem ci, co najczęściej zmazuje uśmiech z twarzy matki.

Dziecko, mąż i dopiero później ty

Domyślasz się, że dziecko będzie zachłanne na strzępy twojego “wolnego” czasu. To dobrze, nie łudź się, że będziesz funkcjonować tak, jak do tej pory, bez interwencji sztabu niań oraz pomocy babć. Tym bardziej, jeśli przebywasz na zwolnieniu lekarskim i masz teraz od cholery czasu. Nie, nie da się wyspać, ogolić, umyć na zaś. Dopiero, kiedy wracasz po porodzie z dzieckiem do domu, okazuje się, że twoje potrzeby są zepchnięte na daleki margines funkcjonowania. “Ty, tobie, twoje”… zapomnij, że ktokolwiek będzie o tym pamiętał. Umyjesz dziecko, twój facet sam weźmie prysznic, a ty weźmiesz nogi za pas spod tego prysznica, gdy tylko usłyszysz alarm zza drzwi “kochanie, ONO znowu płacze!” Zobaczysz, dzień, w którym ogolisz swoje nogi ciut wyżej niż do kolana, będzie dniem chwały i zwycięstwa. W sumie ogolone nogi i tak nie będą ci potrzebne, bo przy dziecku karmionym piersią, nie będziesz myślała o tym, aby ogolona i pachnąca pchać się do łóżka mężowi. Będziesz spała przewieszona przez łóżeczko, byle tylko spać!

Sen zmieniony w sztukę „nibyspania”

W poszukiwaniu zaginionego szczęścia, będziesz kimać zazwyczaj tylko wtedy, kiedy dziecko śpi. Myślisz, że to tylko na początku taka jazda? Wyprowadzę cię z błędu- moje syniątko ma prawie dwa lata, a ja od ponad dwóch lat – włączając w to końcówkę ciąży – nie przespałam do dziś dłużej niż 5 godzin, a bywało, że  i 2-3, gdy był małym grzdylem przyssanym do piersi. Kiedy poskarżyłam się sąsiadce , że nie pamiętam, jak to jest spać i że to prawda, żeby się wyspać w ciąży, bo później można tylko tęsknić. A ona mi powiedziała coś, co mnie zmroziło: – Dziewczyno, przez pierwsze 3 lata spałam jedynie na fotelu, bo Kuba non stop się budził i ściągał mnie z łóżka. Ja profilaktycznie zabieram Woja ze sobą, jak się przebudzi, bo ani myślę urządzać wędrówki ludów po ciemnicy, ani tym bardziej ganiać za dzieckiem o 4 rano po chacie. Wybór należy do ciebie. P.S. Jeśli myślisz, że tak mają tylko dzieci piersiowe, to zapamiętaj –  syn mojej siostry karmiony butlą, budził się przez półtora roku co 2 godziny! Cholernie jej tego współczułam i nie mogłam tego pojąć, dopóki Woju nie nauczył mnie sztuki „nibyspania”.

Odpieluchowe zapalenie mózgu

Skończy się lektura ambitnych czasopism i książek. Zacznie się era pakowania głowy mądrościami z gazet dla rodziców. Jak najęta będziesz wrzucała do google sto zapytań o zieloną kupkę dziecka i przejmowała się dennymi radami celebrytek-matek. Zapragniesz być eko, uprawiać warzywa na balkonie i nosić malca jedynie w chuście, aby osiągnąć poziom ekspercki w byciu najlepszą eko-sexy-mamą. Łapczywie połkniesz wszelaką wiedzę dotyczącą twojego dziecka, prawda czy fałsz i tak będziesz czytać. To uzależnia, temat zupek i kupek będzie sprawiał ci ekstatyczną przyjemność, choć bezdzietni nie będą wstanie zrozumieć tego, co się stało z twoja głową. I żadne wcześniejsze magistry, nie będą wstanie powstrzymać tego rodzicielskiego „srutu tutu, jak fantastycznie być mamą, niech cały świat się o tym dowie”! Uwierz, świat oczekuje od ciebie więcej, niż tylko „a Kubulek, to zjadł troszeczkę jedzonka ze słoiczka, tak mu ta marcheweczka smakuje, ach, och…” Ty nawijasz, a tłum stoi i rzyga z przesytu.

Śmierdząca sprawa

Zasrane pieluchy potrafią powalić na glebę chłopa postury dębu! Rany boskie, byłam w gościach i widziałam, jak facet przewijał dzieciaka z maseczką chirurgiczną na twarzy!  Oglądałam też mężczyzn bladych jak ściana i z odruchem wymiotnym. Wyjścia nie mieli, w końcu ojcowie, a ja się za dużo gówien naprzewijałam, żeby pchać się na ochotnika. Tak więc, wyślijcie swoich mężczyzn na szybki kurs do dzieciatego kumpla, żebyście same przypadkiem do 3. roku życia dziecka tych pieluch same nie przewijały. Strawione jedzenia nie pachnie fiołkami. Ono wcale nie pachnie a im dziecko będzie starsze i wszystko będzie jadło, tym gorsze doznania was czekają. Jeśli przewidujesz w tej materii kłopoty, nie ulegaj modzie na pieluchy wielorazowe, bo niby kto będzie te gówna zapierał?

Perfekcyjna Pani Domu kontra syf, kiła i mogiła

Aby zakończyć bardziej optymistycznie powiem jedynie, że dziecko oduczy cię pedantyzmu. Dlaczego optymistycznie? Bo w przyszłości nie będziesz już ganiać ze szmatą za każdym pyłkiem kurzu, który osadził się na telewizorze. Uznasz, że klocki w szafce na buty to nie taki głupi pomysł, a rysunki na ścianie całkiem ładnie się prezentują. Darujesz sobie zbyt częste remonty, zakup jasnych ubrań i mebli, bo tam gdzie nadciągają małe dzieci, nadciąga zaskakujący armagedon. Ja byłam w szoku, że nie mogę się ogarnąć z robotą, bo zadatki na PPD zdecydowanie miałam. Lubiłam perfekcję. Tylko nijak się mają do tego obrazu gary piętrzące się w zlewie, ulane mleko na podłodze, czy zaschnięte chrupki wepchnięte w tajemnicze zakamarki. Twój dom może okazać się czymś na wzór trójkąta bermudzkiego, bo znikać w nim może przy dziecku nie tylko ład i porządek, ale także twój czas i twoje JA.

Wyłączcie więc telewizor, nie dajcie się mamić reklamami. Życie to nie bajka, więc bierzcie na miękko wszystko to, co wam  los ześle wraz z dzieckiem. Nie ma nic bardziej zaskakującego i odczarowującego dotychczasowy światopogląd, niż pojawienie się malca na świecie.


Zobacz także

„Jak wyglądam?”. Drżyjcie narody przed tym pytaniem. Bo co odpowiedzieć, żeby było dobrze?

Pięć najlepszych gier na spotkania towarzyskie – sprawdź, która pasuje do ciebie [QUIZ]

Jak zatrzymać toksyczne koło stresu, czyli przestań się „nakręcać”

xn--e1agzba9f.com/kursovie