Zdrowie

Fleksitarianizm – dieta, która nie wymaga sztywnego przestrzegania zasad

Redakcja
Redakcja
18 maja 2017
Fot. iStock / MilosStankovic
 

Fleksitarianizm to dieta idealna dla osób, które chcą żyć zdrowo, zrzucić kilka kilogramów, ale nie mają głowy do sztywnego trzymania się planu. Fleksitarianizm, czyli elastyczny wegetarianizm, bazuje na warzywach i owocach, ale od czasu do czasu dopuszczający mięso i ryby. Założenie jest proste w realizacji i przynosi dobre efekty dla zdrowia i masy ciała.

Założenia tej diety nie jest nowością, opracowano je już w połowie lat 90., a obecnie znakomicie wpisuje się w trend troski o wygląd, zdrowie i diety bez wielkich wyrzeczeń.

Najważniejsze założenia fleksitarianizmu

Ogólnie mówiąc, ten sposób żywienia zakłada stopniową wymianę mięsa na produkty roślinne. Docelowo fleksitarianin powinien jeść główne posiłki zawierające mięso 1-2 razy w tygodniu. Nie ma tu ram czasowych, określonych ilości czy przeliczania kalorii. Jadłospis można dopasować do własnego gustu opierając się na zwyczajnych produktach, nie wymaga egzotycznych składników i jest przyjazna dla portfela.

Grupy produktów, na których opiera się dieta, to:

  • tofu, fasola, soczewica, groch, nasiona i orzechy, jajka (mają zastąpić mięso),
  • warzywa i owoce,
  • produkty z pełnego ziarna,
  • nabiał,
  • przyprawy i naturalne słodziki.

Ograniczenie mięsa nie powoduje deficytów białka i innych składników, takich jak witamina B i kwasy omega-3, które wyrównywane są ze spożywania tłustych ryb morskich. Jedynym utrudnieniem fleksitarianizmu może być fakt, że zaleca się przygotowywanie posiłków z mięsa i ryb, które nie są hodowane przemysłowo, a to wiąże się z wyższymi kosztami.

Fleksitarianizm daje wiele korzyści

Ci, którzy trwale zdecydują się przejść na ten rodzaj odżywiania, szybko mogą zaobserwować pozytywne zmiany. Przede wszystkim ograniczenie mięsa powoduje obniżenie poziomu cholesterolu i ciśnienia krwi, zmniejszenie ryzyka chorób serca, cukrzycy i nowotworów. Mniej tłuszczu i kalorii w diecie skutkuje spadkiem masy ciała i utrzymaniem szczupłej sylwetki bez wielkich wyrzeczeń, a więcej warzyw spożywanych każdego dnia pomaga ochronić się przed chorobami cywilizacyjnymi. Lekarze zalecają fleksitarianizm jako profilaktykę oraz element leczenia nadciśnienia, cukrzycy, chorób układu krążenia i otyłości.

źródło: ,


Zdrowie

„Ania, nie Anna”, nowy serial Netflixa znów zaskakuje. Takiej Ani się nie spodziewaliście, to trzeba zobaczyć

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
18 maja 2017
Fot. Screen You Tube /Netflix Polska
 

Tę rudowłosą bohaterkę znamy chyba wszyscy, nawet jeśli w powieści Lucy Maud Montgomery „Ania z Zielonego Wzgórza”, zaczytują się głównie dziewczyny. Nic dziwnego, że za historię Ani Shirley zabrali się filmowcy. Jeśli macie jeszcze w głowie i w sercu ekranizację „Ani” z Megan Follows w roli głównej,  z 1985 roku, najnowsza produkcja Netflixa całkowicie was zaskoczy. To naprawdę zupełnie inna bajka. Dużo bardziej realistyczna.

Serial jest chwilami mroczny, chwilami bardzo mocno feminizujący (w czasach gdy potrzebne nam wyraziste, kobiece i dziewczęce bohaterki, to niewątpliwa zaleta), a przede wszystkim świetnie zagrany.

Ogromną uwagę skupia na sobie odtwórczyni głównej roli, niewiarygodnie zdolna Amybeth McNulty, która jest Anią porywczą, spontaniczną, i szczerą do bólu. Młodej aktorce udało się stworzyć postać, o której można powiedzieć „taka musiała być Ania, bo tak budują młodą, wrażliwą osobę doświadczenia, które przeżyła”.

Warto dodać, że scenarzyści „Ani, nie Anny” odeszli nieco od oryginalnego tekstu książki Lucy Maud Montgomery, zatem film nie jest wiernym odtworzeniem akcji powieści, czym możecie być zaskoczeni. Koniecznie obejrzyjcie zwiastun przygotowany przez Netflix Polska i podzielcie się z nami waszymi wrażeniami!

 

Dziewczynki powinny dużo wiedzieć… najwięcej o tym, kiedy tupnąć nogą. Ania nie Anna już dostępna. Tylko na Netflix.

— Netflix Polska (@NetflixPL)

 


Zdrowie

10 pytań, które powinniśmy sobie zadać właśnie dzisiaj!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
18 maja 2017

Zmiany, zmiany, zmiany. Wszyscy są na nie nastawieni. Każdy chce coś w swoim życiu zmienić. Jedni pracę, inni partnera, jeszcze inni w ogóle najchętniej by się z kimś życiem podmienili. Dużo gadania, ale tak naprawdę jak mało działania, prawda?

Bo czym jest zmiana? Na początku jest jak maciupeńki kamień w bucie. Idziesz lub biegniesz, a coś cię uwiera. Ściągasz buta, próbujesz wytrzepać to, co w nim siedzi i… lecisz dalej. I przez chwilę znowu jest w porządku, ale ten złośliwy kamyczek tylko się schował, by po chwili znowu zacząć nam przeszkadzać. Myślisz sobie: „Pierdzielę, nie zatrzymuję się, zaraz znowu się schowa i o nim zapomnę”. Ale chociaż udajemy, że jest nam wygodnie, zaciskamy zęby, to jednak czujemy, że kamyk obciera nam stopę coraz bardziej. Dobra, stajemy. Rozglądamy się, szukamy przyczyny tych otarć, co więcej znajdujemy nawet plaster, by swoje małe rany schować, zabezpieczyć i móc przeć do przodu tak, by nic nam nie przeszkadzało.

Ale przeszkadza. Przychodzi taki moment, że już nie możesz iść. Stopy bolą, nie pomagają żadne sprawdzone sposoby, żadne środki zapobiegawcze nie działają. Po prostu musisz się zatrzymać. Stanąć, a nie ślepo podążać przed siebie.

I tego boimy się najbardziej. Paradoksalnie marzymy, by nasze życie zwolniło, by mieć więcej czasu dla siebie, dla rodziny, ale kiedy już mamy się zatrzymać, ogarnia nas panika, że wszystko, w co jesteśmy uwikłane, pędzi dalej, a my zostajemy w tyle. Tak przynajmniej nam się wydaje.

A przecież wszystko w naszym życiu dzieje się po coś. Ten kamyk w bucie też znalazł się nie bez powodu. Tyle tylko, że my tych powodów zauważać nie chcemy, zaleczamy na szybko to, co nas irytuje, co nam przeszkadza i wio do przodu. Ale nie da się tak na dłuższą metę. Z obtartymi stopami daleko nie zajdziemy, możemy próbować, ale w końcu i tak zmuszone będziemy stanąć.

I ten moment zatrzymania, ta chwila, kiedy skupiamy się tylko i wyłącznie na sobie, niech będzie momentem przełomowym, niech stanie się próbą zrozumienia, co się właściwie stało. Co doprowadziło mnie właśnie tutaj i kazało w końcu usiąść i rozejrzeć się wokół.

Tak przychodzi gotowość do zmiany. Kłócimy się z mężem – naklejamy plasterek. Irytuje nas praca – udajemy, że nic się nie dzieje. Jesteśmy sfrustrowane ciągłym zabieganiem – plasterek w postaci lampki wina powinien wystarczyć. Ale nie wystarcza. Bo choć próbujemy załatać umniejszane przez nas problemy, to one i tak wracają. Coraz większe, coraz bardziej przeszkadzające. Bo po kłótni z mężem nie wystarczy już wspólne wyjście do kina. Po kolejnym braku nagrody w pracy nie umiemy już uśmiechnąć się mówiąc: „nic się nie stało”. Doszłyśmy do ściany i nie potrafimy już zrobić kroku do przodu bez odnalezienia się w tym, co tu i teraz.

A przecież wydawało się nam, że nasze życie jest w porządku. Że wszystko idzie zgodnie z wytyczonym planem… Czyżby?

Nie wiesz, co się dzieje, nie masz pojęcia co robić? Masz wrażenie, że zaraz udusisz się w tym, co wokół ciebie, jakby życie zaciskało się ciut za bardzo na twojej szyi? Boisz się? To normalne, każdy się boi, kiedy siada pod tym murem na kamieniu, ściąga buty i patrzy na swoje obolałe stopy, kiedy dociera do niego, że nie zadbał o siebie, nie posłuchał głosu, który krzyczał: „Hej, stój, poczekaj, dlaczego tak pędzisz?”.

Ale skoro już się zatrzymałaś, nie naklejaj kolejnego plastra, nie owijaj bandażem – przecież już wiesz, że one przynoszą krótkotrwałą ulgę. Zastanów się, gdzie tkwi powód tego, że znalazłaś się w tym właśnie miejscu w takim stanie?

Odpowiedz sobie szczerze na to 10 pytań, a wszystko stanie się jasne.

1. Czy moje życie jest takie, jakie sobie kiedyś wymarzyłam?

2. Jakie są moje marzenia?

3. Czy droga, którą podążam daje mi szansę realizacji tych marzeń?

4. Czy lubię, to co dzisiaj robię?

5. Gdyby stanęła teraz przede mną dziewczyna, którą byłam 20 lat temu, co by mi powiedziała?

6. Czy lubię siebie?

7. Czy czuję się kochana?

8. Czy każdego dnia znajduję powód do uśmiechu?

9. Co chciałabym powiedzieć dziecku, które we mnie jest?

10. Czy jestem szczęśliwa?

Może pora wyrzucić stare buty i na boso pójść nową ścieżką?


Zobacz także

trening

Co jeść przed treningiem? Przygotuj mądrze organizm do wysiłku

10 powodów, by pić codziennie czarną kawę (udowodnione naukowo!)

Kładziesz torebkę w tym miejscu? Możesz poważnie zachorować