Psychologia

O przebaczaniu w pięciu krokach

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
13 listopada 2019
Fot. Flickr / AFS-USA Intercultural Pro /
 

Przebaczanie nie zawsze przychodzi nam lekko. Często traktujemy je jako oznakę słabości, rezygnacji. Zdarza się, że nie przebaczamy naprawdę, lecz jedynie „powierzchownie”. Mówimy „Wybaczam Ci, zapomnijmy ”, a tak naprawdę nie możemy przestać myśleć o tym, jak bardzo nas zraniono: rozpamiętujemy i cierpimy podwójnie.

Kiedy się już uda, też nie jest lekko. – Jak to? Wybaczyłaś mu? Tak szybko? Zapomniałaś już, jak cierpiałaś? – oburzają się, skądinąd życzliwe przyjaciółki. Ale przecież wybaczyć nie znaczy „zapomnieć”. Wybaczyć to przepracować w sobie tę krzywdę i ból i sprawić, by nas już nie dotykały, nie raniły. Wyciągnąć życiową lekcję i pójść dalej, silniejsza, bogatsza wewnętrznie. A dalsze relacje z osobą, której wybaczamy, to już zupełnie oddzielna historia… Dlaczego? Bo w przebaczaniu nie chodzi o niego, o nią. Chodzi o ciebie. To ty masz z tego przebaczenia czerpać energię, mądrość, a przede wszystkim wewnętrzny spokój. To jest twoja inwestycja w każdy następny związek, przyjaźń, sympatię.

Gdy mąż Kariny, 40 letniej właścicielki małego wydawnictwa odszedł od niej z dnia na dzień, świat stanął w miejscu. Karina odesłała nastoletnią córkę do babci i zamknęła się sama w wielkim domu. Godzinami płakała skulona na podłodze w salonie, przywołując w myślach tę samą scenę. Jej mąż i jej przyjaciółka podczas wspólnej kolacji informują ją, że romans trwa już rok. On prosi o rozwód. I jeszcze to uczucie, kiedy Karinie robi  się słabo i niedobrze jednocześnie.

Karina mówi, że zanosząc się od płaczu tam, na podłodze w złości planowała zemstę, życzyła obojgu najgorszego, modliła się o nieszczęśliwy wypadek. Każdego dnia traciła energię. Zaniedbała dziecko, dom, pracę. Czuła dokładnie jak opada z sił, jak nienawiść, bezradność i poczucie krzywdy odbierają jej chęć do życia. Po miesiącu przyszło opamiętanie.

– Tak nagle? – pytam. – Tak,właściwie w jednej chwili. – opowiada Karina, dziś spokojna, zrelaksowana i uśmiechnięta. – Spojrzałam na swoją spuchniętą twarz, zmęczone ciało. Zrozumiałam, jak  sama siebie niszczę. Oni są szczęśliwi. Nie mam na to żadnego wpływu, stało się. Ale nie mogę pozwolić sobie na to, by te wszystkie złe uczucia wypalały mnie od wewnątrz. – Trudno było ci wybaczyć, kiedy już podjęłaś tę decyzję?- pytam Karinę. – Na początku było mi bardzo ciężko. Jak w błędnym kole, wracałam do tych samych pytań: Dlaczego? Dlaczego ja? Co zrobiłam zle? Dlaczego niczego nie zauważyłam? Miałam kilka momentów zwątpienia. Ale potem spisałam na kartce plan: w tym tygodniu pracuję nad tym, w następnym nad czymś innym. To była moja osobista terapia. Udało się.

Karina nie zaprzecza, że dużo dała jej świadomość, że ma odpowiednie zaplecze finansowe, pracę, dom. – Wyobrażam sobie, że kobietom uzależnionym finansowo od mężów jest dużo trudniej – mówi – Wtedy pewnie też trzeba się starać wybaczyć, ale nie wolno  zapominać by walczyć o swoje. Nie z żądzy zemsty, ale dlatego, że nam się to należy. A potem, niech każdy idzie w swoją stronę.
Więc jak to zrobić? Od czego zacząć? Niech te pięć, opisanych niżej kroków, pozwoli wam obrać właściwy kierunek.

1. Znajdz przyczynę

Dlaczego nie umiesz wybaczyć? Potrafisz już teraz odpowiedzieć na to pytanie? Jeśli nie, usiądź w ciszy. Przeanalizuj całą sytuację i odpowiedz sobie na pytanie: Co sprawia, że tak trudno mi wybaczyć? Czy to dlatego, że nadal kocham? Wiadomo, że najbardziej boli krzywda wyrządzona przez tych, których darzymy uczuciem. A może dlatego, że nie potrafię zrozumieć postępowania tej drugiej osoby? Dla mnie ważne są racjonalne argumenty, a tu racjonalności brak… Kogo winię naprawdę: tę drugą osobę, czy siebie?

2. Zechciej wybaczyć…

Wiem, to brzmi banalnie, ale banałem nie jest… Czasem mówimy: – Bardzo chciałabym ci wybaczyć, ale nie mogę, przepraszam. Jeśli bardzo chcesz, wybaczysz. Wiesz dlaczego? Bo prędzej czy później uświadomisz sobie, że ta gra dotyczy twojego szczęścia. On, czy ona, ci „winowajcy” nie potrzebują rozgrzeszenia. Zobacz: mają się dobrze. Ale ty nadal walczysz, tracisz energię, wiarę we własne siły. Odpuść.

3. … i po prostu zrób to

Staraj się odciąć od „złych” myśli. Jeśli tego potrzebujesz, otaczaj się teraz bliskimi, życzliwymi osobami. Oddychaj głęboko, obserwuj. Zobacz: twoja przyjaciółka z taką czułością głaszcze po głowie swojego męża. Tam, za oknem, wysoko w chmurach przelatuje samolot. Przypomnij sobie o radości płynącej z „małych rzeczy”.

4. Zaufaj

W to, że ból minie, odejdzie. Musisz w to uwierzyć. Staraj się przywoływać w myślach jak najwięcej pozytywnych obrazów. Pewnego dnia obudzisz się i stwierdzisz, że masz to za sobą.

5. Otwórz się

Na nowych ludzi, nowe doświadczenia. Na codzienność, na piosenki w radio, książki. Dużo planuj. Niekoniecznie z rozmachem. Jesteś już u celu. Zmieniłaś się: z lustra spogląda na ciebie ktoś silniejszy, lepszy. Ktoś gotowy na nowy związek, znajomość. Na przyszłość.

Pamiętajcie: wybaczając dokonujemy czegoś ważnego dla siebie. Trzymam kciuki. Powodzenia!


Psychologia

Akcja „Bądź dobra dla… siebie. Kto dołącza? Tydzień pierwszy, dzień #4

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
13 listopada 2019
Fot. Pixabay/ wilkernet /
 

I jak? Listopad jest ciut piękniejszy? Dla nas z pewnością, bo pięknie się czyta o tym, co robicie dla siebie. O sukienkach założonych czy kupionych, o kursach tańcach, o spacerach, z przyjemnością czytanej książce czy wypitej herbacie.

To zachęca do działania także nas. Daje motywację i wsparcie innym kobietom. Moja koleżanka jakiś czas temu powiedziała: „Jestem w takim dołku, że już nie wiem, jak z niego wyjść, co dla siebie zrobić”. Rozumiem ten stan. Dlatego dla każdej z nas tak ważne jest, by nie zapominać o sobie.

A co dziś zrobisz dla akcji ?

Proponujemy banalną rzecz. Piątek. Więc wiele rzeczy, które musiałybyśmy zrobić wieczorem, można przełożyć na sobotni poranek. Więc dziś zrób sobie domowe SPA. Może długo odkładany masaż. Albo kąpiel przy świecach. Z olejkami. Maseczka na twarz. Zadbana skóra. Jeśli nie macie wanny, nic nie szkodzi. Przecież domowe SPA nie musi wiązać się z długim wylegiwaniem się w wodzie. Za to z pewnością można jest sobie zafundować cudownie pachnącym peelingiem. Dbałością o każdy centymetr swojej skóry.

Przeczytałam w jednym z komentarzy, że dawanie sobie przyjemności jest jak nałóg. Chcemy was od tego uzależnić.

– napisz, co dla siebie dzisiaj zrobiłaś, a my najlepsze komentarze będziemy nagradzać. Taka dodatkowa motywacja.

Życzymy wam dziś przyjemnego wieczoru 🙂


 

Akcja „Bądź dobra dla… siebie”

Dołącz do nas i codziennie zrób coś dobrego dla siebie! To może być drobiazg albo marzenie życia. Godzinna w domowej wannie, 5 minut na wypicie kawy bez pośpiechu, czy zapisanie się na siłownię, a może kupno książki dla siebie na wieczór? To zależy tylko od ciebie.

ZASADY:

  1. Redakcja Sessionbordercontroller.info codziennie opublikuje wpis pod hasłem akcji „Bądź dobra dla… siebie”.
  2. Aby wziąć udział w akcji, należy w komentarzu do wpisu opublikowanego na stronie ohme.pl dodać odpowiedź na zadanie konkursowe: „Co dobrego dziś dla siebie zrobiłaś?”
  3. Wśród osób, które będą regularnie zamieszczały komentarze z odpowiedziami, wybierzemy odpowiedzi, które najbardziej się spodobają się Jury i nagrodzimy je!
  4. Akcja będzie odbywała się w cyklach tygodniowych (Pierwszy tydzień: 10-16.11.2019). Po każdym zakończonym tygodniu, Jury wybierze Laureatki.
  5. Jedna osoba może wygrać jedną nagrodę.
  6. Nagrody – tydzień pierwszy:
    2 x voucher pielęgnacyjny do kliniki 4 x zestaw kosmetyków ufundowany przez debiutującą na polskim rynku, markę

Każdego dnia należy umieszczać komentarze pod aktualnym wpisem –  Zacznij już dzisiaj i napisz w komentarzu do tego tekstu – co dobrego zrobiłaś dziś dla siebie.

Tydzień pierwszy – zobacz wszystkie zadania


Psychologia

Święta Godzina Pani Domu

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
12 listopada 2019
Fot. iStock / Casarsa

Mówię do niego: pozmywaj kochany po obiedzie. On do mnie na to: za chwilę. Godzinę później zmywam więc, bo za chwilę to trzeba iść spać, a głupio tak górę naczyń zostawić w zlewie. On już w łóżku oczywiście, zęby umyte, coś tam sobie jeszcze w necie szpera. Moment i zaraz usłyszę pierwsze zwierzęce chrapnięcie. Zmywam więc po cichutku, po co go budzić skoro już śpi. Zmęczony.

Mówię do niego: żarówka przepaliła się przedwczoraj, ciemno trochę, może byś wymienił? Żarówkę kupię jutro i wymienię, mówi. No więc tydzień później przedzieram się przez regał światła w pobliskim Home Depot i wybieram żarówki trzy. Zawsze to zwiększa szansę na to, że akurat właściwą utrafię. Nie zmniejsza za to szansy na komentarz typu: po co zabierasz się za rzeczy, o których pojęcia nie masz? No to idę oddać te niepasujące żarówki i tym razem na szczęście strzelam w dziesiątkę. Kupuję właściwe światło i w pokoju od razu robi się radośniej. Więc sobie winko otwieram bo zasłużyłam na małą lampkę (obok tej dużej, która już teraz pięknie świeci).

Kontynuując…

Hamulce w Hondzie piszczą już kilka miesięcy. Podobno to znak, że wymienić je nadszedł czas. No to mu mówię, że od kilku miesięcy, że piszczą, że hamulce, że w Hondzie. W weekend wymienię, mi mówi. Nie pytam w który, bo powie, że złośliwa jestem i że to cała ja. Więc czekam 1,2,3 weekendy. Hamulce w Hondzie piszczą niemiłosiernie. Zrezygnowana, oglądam video na YouTtube ale już widzę, że choć praktycznie niczego w życiu się nie boję, ta zmiana hamulców to brudna robota. Smary, tarzanie się po podłodze…. Kobiecie nie przystoi przecież. Biorę  się więc na sposób i mówię niby to pod nosem, a niby trochę tak żeby usłyszał aż za dobrze: Przemo mówi, że mi te hamulce w Hondzie wymieni w ten weekend. Wiec w piątek wieczorem wymienia on.

No błagam! Kochani! Czy ktoś mi wyjaśni, wyłoży jak w szkole, kawę na ławę po prostu? O co chodzi z tym głupim damsko-męskim odwiecznym tańcem? Bo że to  taniec jest jakiś to chyba każda się zgodzi. Ja krok, on krok, a potem wariacje. Jeśli się nie wysilę i zrobię krok z serii: „poddaję się miły” no to niestety on schodzi z parkietu. Ja dalej tańczę już sama (przy garach, w elektrycznym na dziale żarówka, czy nie daj boże pod piszczącą Hondą). Jeżeli natomiast włożę wysiłek w kolejny mój krok, a zatem jeśli taktycznie do sprawy podejdę, szansa jest taka, że to on się roztańczy, co więcej pod dyktando figury będzie wyczyniał (coby przed Przemem zwinnie zdążyć, a jak! A zatem: raz, dwa, trzy, auto na podnośnik, cztery rzut na ziemię twarzą w dół, pięć, sześć, siedem, trzy szybkie ruchy magicznym kluczem, osiem i dziewięć szybka wymiana starych na nowe hamulców, dziesięć wyjazd spod Hondy w kaskaderskim stylu i wreszcie ukłon głęboki i standing ovation. Prawie czarujący on).

Tyle że mnie się tak tańczyć nie chce. Zmyślnie, przemyślanie, planowo. Tak każdorazowo wojnę zaczepną planować. Nie może on po prostu zrobić czegoś co i tak zrobione być musi? Ja wiem, bo słyszałam. Podobno nie należy powtarzać facetowi, żeby zrobił to o co się go raz już poprosiło. Powiedział, że zrobi to zrobi. Masz jasność? Nie trzeba powtarzać co sześć miesięcy.

Problem w tym, że to mnie nic a nic nie urządza. Takie czekanie na moment, w którym on wielmożnie uzna, że oto czas nadszedł, projekt trzeba wykonać. Nie urządza mnie i już bo brudnych garów nie lubię, siedzenie w ciemnościach to też średnia przyjemność no i co jak co ale życie mi jeszcze miłe więc do diaska człowieku! wymień mi te hamulce!…. Nie wymieni. No chyba ze Przemem postraszę. Taki to gatunek do diaska!

Więc ja się pytam: co to za licho w facecie siedzi, które mu każe taki opór stawiać?

Jakim to cudem wszystkie prośby moje trafiają do kufra z napisem „POTEM”, a niektóre nawet do tego obskórnego, kurzem pokrytego pudła z wielkim słowem „NIGDY” na wieku wymalowanym? Masakra to jakaś panowie mili ta wasza natura opozycjonisty. Strasznie jest ona też nie w porządku wobec nas kobiet, rzekomo równouprawnionych. I fakt, może i chodzimy wszyscy do tej samej pracy, może nawet i płaca czasem się nam pokrywa (chociaż w tej kwestii to pewnie niejeden głos sprzeciwu mógłby się tutaj zasadnie podnieść). Równouprawnienie kończy się w sposób drastyczny po tak zwanych godzinach. Kiedy to on, zasłużony wypoczynek uprawia z pilotem na kanapie, a ona leci z psem, obiad gotuje, wypakowuje zakupy, które notabene sama do domu przytargała, pierze, zmywa, obiad podaje, lekcje z dziećmi odrabia i jeszcze na YouTube sprawdza jak te cholerne hamulce w Hondzie wymienić zanim ich pisk przeraźliwy odbierze jej rozum.

Kobieto równouprawniona, puknij ty się wreszcie w głowę. Jakoś faceci, tak zwani single, którzy sami pomieszkują w całkiem obszernych apartamentach i ugotować sobie potrafią i uprać jak należy i pościel zmienić i kurze zetrzeć. Szokujące? Ale prawdziwe! Bo, ogólnie facet jak chce, to przetrwa i to w całkiem luksusowych warunkach. Jak jednak taki facet ma przy sobie kobietę, to ów luksus nabiera zupełnie nowego znaczenia. Wtedy wystarczy mu wyszeptać: stoliczku nakryj się i w chwilę potem żyje jak w bajce, dając Kopciuszkowi pole do popisu, skoro taka jest nadgorliwa.

Wiem. Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Zwłaszcza, że mąż przyzwyczajony, dzieci, pies, nawet rybki mają swoje oczekiwania. Orzech trudny do zgryzienia, więc nie nawołuję do rewolucji. Przynajmniej nie do tej krwawej i nieokiełznanej. Bądźmy bowiem realistkami, na barykady nikt nie będzie szedł. No ale taka mała rewolucja, taka mini mini „vive la revolucion” to chyba już bardziej realna jest sprawa. Wiadomo, taktyka musi być. Trzeba faceta na parkiet wypuścić. Niech tańczy, niech  czuje się wspaniały. Zaradny, męski, pomocny. „Przemo” jak wyżej nadmieniłam, sprawdza się w sytuacjach wielu. Inna opcja to „pani do sprzątania” Też działa. Wystarczyło, że raz zaproponowałam, że poproszę taką miłą panią do domu za pieniądze, a w chwilę potem on na szmacie przez pokój pięknie płynął jak jacht na pełnym wietrze. A zwinny był! Aż miło było patrzeć.

A kiedy już część obowiązków w ramach tych rewolucyjnych zmian uda się wreszcie oddelegować, wtedy pora na etap drugi. Na początek złożony powiedzmy z godzinki. Jednej, małej, sześćdziesięciominutowej godzinki. Takiej tylko dla siebie. Nieważne co i nieważne jak. Choćbyś i miała leżeć do góry brzuchem w tym czasie, albo fejsbuka z maniakalnym upodobaniem przeglądać. Ta jedna godzinka niech będzie święta. I konsekwentna. To słowo klucz. Choćby się bowiem paliło i waliło nie wolno ci oddać Świętej Godziny Pani Domu. Pewnie, że na początku opór może być krwawy ale z czasem zobaczysz… nawet i rybki się nauczą. Trening bowiem, jak wiadomo, mistrza czyni. A Ty kobieto miła, poczujesz się jak człowiek wreszcie. Więc powtórz za mną, może być po cichutku: niech żyje mini rewolucja! Niech żyje Święta Godzina Pani Domu!


Zobacz także

"Nigdy ci nie wybaczę...". Trzy fazy gniewu po rozstaniu, przez które musisz przejść

„Nigdy ci nie wybaczę…”. Trzy fazy gniewu po rozstaniu, przez które musisz przejść

efekt aureoli

Dobrzy są ładni, a wredni to brzydale? Tak działa efekt aureoli!

25 niesamowitych sposobów na to, by dać ludziom to, czego chcą

25 niesamowitych sposobów na to, by dać ludziom to, czego chcą