Psychologia

Nie dawaj dobrych rad, usiądź i bądź blisko, gdy trzeba. Dekalog pomocy cierpiącemu

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
25 marca 2016
Dekalog pomocy cierpiącemu
Fot. Flickr / Sarah /
 

Cierpisz kiedy się nieszczęśliwie zakochujesz, ale też cierpisz kiedy umiera bliska ci osoba. Choć z perspektywy czasu powiesz, że te dwa powody są nieporównywalne, w chwili kiedy odczuwasz cierpienie, nie wartościujesz tego, co boli bardziej. Emocje nie pozwalają ci racjonalnie ocenić sytuacji. Niewyobrażalny ból powoli mija, i wtedy dopiero zaczynasz racjonalizować swoje cierpienie, nadawać mu sens.

To naturalne, że szukamy powodów i przyczyn, tak oswajamy, uśmierzamy ból psychiczny. Bo jakoś radzić sobie trzeba,  zawsze konfrontujemy się z naszym cierpieniem sam na sam. Czy cierpiącemu można pomóc przetrwać ten ciężki czas?

Joasia ma 35 lat, jest nauczycielką języka francuskiego w prywatnych szkołach językowych. Dwa lata temu, po dłuższej walce z nieuleczalną chorobą zmarł jej mąż. – Widziałam jego ból i byłam przy nim w każdym stadium choroby. Widziałam ulgę w jego oczach po zażyciu środków przeciwbólowych i ja odczuwałam wówczas ulgę. Bolało mnie, gdy widziałam, że jego boli. W pewnym momencie miałam nawet podobne objawy somatyczne.

Potem odszedł i z jednej strony czułam ulgę, że już go nie boli, że się tak okrutnie nie męczy. Z drugiej rozdzierała mnie tęsknota za nim, lęk.  Cierpiałam jeszcze mocniej, choć wszyscy wokół oczekiwali, że odczuję ulgę, bo przecież fizycznie byłam jego chorobą bardzo zmęczona. A ja w końcu miałam czas, żeby poczuć ten ból, który dusiłam sobie przez cały okres choroby męża.

Moje cierpienie odreagowałam długo: płaczem, od szlochania w chusteczkę, po głośne, przerażające wycie na podłodze w kuchni. Brakiem apetytu, brakiem ochoty na spotkanie z przyjaciółmi, z rodziną. Izolowałam się. Potem powoli wracałam do siebie.

Pomogła obecność mojej mamy. Przychodziła, zostawiała pod drzwiami obiad i wracała do domu. Dzień w dzień patrzyłam przez okno, W końcu coś ścisnęło mnie za gardło. Otworzyłam okno, zawołałam ja na górę. Ale, żebym dopuściła mamę do mojego cierpienia musiało minąć trochę czasu.

To, jak poradzimy sobie z naszym cierpieniem, gdzie i czy w ogóle będziemy w nim szukać głębszego sensu w dużej mierze zależy od tego, jak nas wychowano, w co wierzymy, jakie mamy cele w życiu.

Marcin, czterdziestolatek zmaga się z alkoholizmem swojej żony. Cierpi widząc jak upadla ją ta choroba, jak uderza w jego rodzinę i w poczucie bezpieczeństwa ich malutkiej córeczki. Chodzi na terapię dla współuzależnionych. Stara się być świadomym w swoich emocjach, wie, że to kluczowe dla efektów terapii i jego i jego żony także.

– Tak, cierpię. Boli mnie kiedy widzę, jak moja ukochana, najbliższa mi osoba oddala się ode mnie przez alkohol, jak zmienia się pod jego wpływem, traci przyjaciół, pracę. Cierpię widząc te wszystkie konsekwencje. Jak sobie z tym radzę? „Naukowo”. Czytam, staram się wiedzieć o chorobie mojej żony jak najwięcej. Działam, walczę o nią, o naszą rodzinę Przewiduję i ciągle uczę się nie przyjmować do siebie tego wszystkiego co mówi do mnie pod wpływem przypływu agresywnych emocji. Tak, wyciągam ręce po pomoc, szukam ludzi, którzy borykają się z podobnymi problemami. Świadomość, że nie jestem sam jest dla mnie bardzo ważna i motywująca.

Najtrudniejszym do zrozumienia, do racjonalnego wytłumaczenia sobie jest dla nas chyba cierpienie dzieci. Ból fizyczny związany z ciężką, nieuleczalną chorobą, ból psychiczny spowodowany jakimiś traumatycznymi wydarzeniami – to nie powinno się wydarzać w ich życiu. Takie cierpienie sprawia, że tracimy wiarę, zarówno tę w wymiarze religijnym, jak i tę „humanistyczną”, w ludzi. Nie szukajmy odpowiedzi na pytanie „dlaczego”. W miarę możliwości, zawsze pomagajmy.

Dekalog pomocy cierpiącemu

Fot. Flickr / /

Jak pomóc cierpiącemu?

Nie weźmiesz na siebie cierpienia innej osoby, nie potrafisz go też w magiczny sposób „unicestwić”. Ból fizyczny można jeszcze ukoić, ból duszy wyciszyć można raczej na chwilę. Co możesz zrobić, gdy bliska osoba przeżywa psychiczne cierpienie ?

Dekalog pomocy cierpiącemu

1. Nie umniejszaj znaczenia tego, co spotkało cierpiącego

Coś, co tobie wydaje się błahostką, dla kogoś innego może być końcem świata.

2. Nie wyręczaj gdy nie trzeba

Cokolwiek się wydarzyło, życie toczy się dalej i twój przyjaciel również będzie musiał skonfrontować się w końcu z codziennością. Będzie ona trochę inna, ale nadal pełna nowych możliwości, wyborów do podjęcia, książek do przeczytania.

3. Bądź kiedy on/ona cię potrzebuje

Nie dawaj dobrych rad, bo z pewnością nie czujesz teraz tego, co bliska ci osoba. Nawet jeśli byłeś kiedyś w podobnej sytuacji, jesteś zupełnie inny, odczuwasz również inaczej. Najpiękniejsze co, możesz zrobić to być, wysłuchać i zaparzyć dobrą herbatę.

4. Nie mów „weź się w garść”

Każda żałoba ma swój czas, każdy człowiek potrzebuje innej jego ilości by ją w pełni przeżyć. Niczego nie przyspieszysz.

5. Akceptuj różne formy wyrażania uczuć

Złość i lęk nieodłącznie towarzyszą cierpieniu. Okaż zrozumienie.

6.Rozmawiaj o tym co się wydarzyło, jeśli to jest możliwe, szukaj rozwiązania

Przykre wydarzenie można oswoić, ale nie wolno go wyolbrzymiać.

7. Proponuj pomoc, ale się nie narzucaj

Jeśli bliska ci osoba cierpi z powodu utraty partnera pomóż w organizacji codziennych, bieżących spraw (zadbaj o posiłki, zaopiekuj się dziećmi).

8. Jeśli uważasz, że to potrzebne zaproponuj pomoc specjalisty

Nie zawsze sami jesteśmy w stanie poradzić sobie z naszym cierpieniem. Warto szukać wsparcia.

9. Bądź naturalny

Nie udawaj uczuć, których nie odczuwasz.

10. Zachowaj dyskrecję

Jeśli jesteś blisko cierpiącego to znaczy, że obdarzono cię szczególnym zaufaniem. Szanuj to.

Nie jestem zwolenniczką opinii, że cierpienie uszlachetnia. Fizyczne cierpienie bardzo często upadla. Ale obecność przy cierpiącym na pewno zbliża nas do istoty humanizmu i zmienia naszą perspektywę. Bądźmy wrażliwi na cierpienie, nie przechodźmy koło niego obojętnie.


Psychologia

Czy warto walczyć? Czy kryzys w związku można naprawdę przezwyciężyć?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
25 marca 2016
Czy warto walczyć? Czy kryzys w związku można naprawdę przezwyciężyć?
Fot. Flickr / Christian Gonzales /
 

Podobno pierwszy kryzys przychodzi po pierwszych siedmiu latach małżeństwa. Są tacy, którzy twierdzą, że po pięciu. Nie wiem, jaka jest reguła. Spotykam Kamilę. Jest z Marcinem 14 lat. Mają dwoje dzieci –  Olek ma 9 lat, a Zuza 6. „Mam dość”, mówi. „Nie mam już siły, to chyba koniec” i płacze. Bo dzieci ich pochłonęły. Mieszkają sami, rodzina daleko, zawsze razem musieli wszystko organizować. Mogli na sobie polegać, wspierali się. „No co ty, przecież nie widać, żeby coś złego się działo?” – mówię zdziwiona, bo na zewnątrz są naprawdę fajnym małżeństwem. Właśnie, na zewnątrz. Kamila z trudem opowiada o tym, jak się z Marcinem od siebie oddalili, jak przestali ze sobą rozmawiać. Ważne są tylko dzieci, kto je przywiezie, odbierze, co na obiad i czy coś kupić. „A ja żyłam nadzieją, że jak dzieci urosną, to będzie nam łatwiej do siebie wrócić, że znów będziemy bardziej dla siebie” – mówi smutno Kamila.

Tej nadziei dzisiaj zostało jej bardzo mało. Właściwie odrobina, która hamuje ją przed ostatecznym krokiem. „Rozwiodę się” szlocha, ale nie chce mieć poczucia, że nie zawalczyła, że jeszcze można było się postarać, a ona się poddała. „Wiesz co jest najgorsze – że ja go kocham i czuję gdzieś, że on mnie też, ale tak się zapętliliśmy, że nie widzimy drogi wyjścia”.

Pomyślałam, że to, że mają siebie nawzajem to już bardzo dużo. A to, że się kochają to wielki skarb, który wymaga odkurzenia, bo przygasł jego blaski, może trochę o nim zapomniano.

Wychodzenie z kryzysu nigdy nie jest łatwe, bo wymaga zmierzenia się najpierw z samym sobą. Można by powiedzieć: „Idźcie na terapię małżeńską”, ale nie zawsze to jest tak oczywiste i proste dla obu stron. Spróbujcie zacząć sami, od siebie.

Jakich emocji ty oczekujesz od tego związku

To chyba podstawowe pytanie, które warto sobie zadać. Ale nie tak, żeby odpowiedzieć: „Chcę, żeby on był dla mnie bardziej czuły, żeby poświęcał mi więcej uwagi”. To pytanie trzeba skierować do siebie – jak ja chcę się w tym związku czuć, jakich emocji potrzebuję – sama w sobie. Jeśli od tego się zacznie, to jest to dobry punkt wyjścia, by przyjrzeć się sobie w związku, nazwać swoje uczucia, swoje oczekiwania – ale te głęboko poukrywane. „Chcę się czuć bezpiecznie”, więc co ty zrobisz, by tak się poczuć.

Nie zakładaj, że rozumiecie się bez słów

Często w długoletnich związkach pada to stwierdzenie: „On w lot łapie, o co mi chodzi, nie muszę tłumaczyć”. I świetnie, ale to może być ślepy zaułek, bo zaczniemy myśleć – że się domyśli, że przecież wie, że zna mnie, więc rozumie, co czuję. A to nie zawsze tak działa. Zwłaszcza, jak wiele lat żyjemy obok siebie, gdzieś się rozmijając. Przestajemy być mniej uważni, bardziej skupiamy się, by dotrwać do końca dnia, niż jeszcze skupiać się na czyichś emocjach. No taka prawda niestety. Skądś ten kryzys przecież się wziął. Warto się na tym skupić i zacząć rozmowę o uczuciach i wzajemnych potrzebach.

Nie umniejszaj wartości szczerości

Bo niby wiemy, że ta szczerość najważniejsza, ale ile rzeczy już przemilczeliśmy, nie powiedzieliśmy sobie nawzajem, ile razy machnęliśmy na coś ręką. Wszystkie te niewypowiedziane słowa gdzieś zawisły między wami, a może nawet postawiły ścianę, którą teraz trzeba zburzyć. Prawda boli i bywa trudna do zmierzenia się z nią. Ale tu nie ma drogi na skróty. Tu nie da się czegoś pominąć, udać, że nie było. Tak się nie uda.

Zmierz się ze zdaniem na swój własny temat

Na to trzeba się przygotować. Bo walka z kryzysem, to też wiele przykrych słów. Nagle okazuje się, że ty też nie byłaś święta w tym związku, że wiele rzeczy zawaliłaś, przegapiłaś. Byłaś mało wyrozumiała, mało czuła, tylko wymagająca i oczekująca. Potraktuj to jak lekcję – nie krzyczy, nie zaprzeczaj, przyjmij te słowa i ponoś je w sobie. I przemyśl. On nie chce cię zranić. Tak jak ty nie chcesz zranić jego. On – jeśli z tobą rozmawia, też chce wszystko naprawić. A że to bolesne dla obu stron? Nikt nie mówił, że będzie łatwo… Ważne, by się nie obrażać. Żeby rozmawiać, prosić o wyjaśnienia – czemu tak się czuł, dlaczego tak uważa.

Nie oczekuj nagłej zmiany

Kryzysu nie zażegnacie po jednej nocnej rozmowie. Nie ma co się łudzić. To wymaga pracy. To proces, który musi mieć czas, żeby się zadziać, żeby zmiany dokonały się w was. To kolejne i kolejne rozmowy. Nie rezygnuj z nich. Nie myśl: „Uff dobra, pogadaliśmy i po sprawie”. Każda rozmowa powinna kończyć się deklaracją twoją i partnera. Powinniście sobie nawzajem coś obiecać, żeby móc się z tego wywiązać. Żeby móc wrócić do tej rozmowy i powiedzieć: „Dziękuję” albo „To mi jednak nie wystarcza, potrzebuję jeszcze czegoś”. Dajcie sobie czas – nie tydzień, nawet nie miesiąc. Tylko tak dokonacie trwałej zmiany w waszej relacji.

Otwórz się na potrzeby partnera

Nie myśl tylko w kategoriach: to mi źle, to ja chcę, to ja oczekuję, to ja czuję. Jest was dwoje, a on też ma swoje uczucia, swoje pretensje i wątpliwości. On też czegoś oczekuje, też go rozczarowałaś. Posłuchaj, co mówi. Spytaj: „A ty co czujesz?”, pozwól mu mówić, niech określi swoje potrzeby, niech powie, dlaczego jemu w tym układzie jest źle, gdzie widzi braki. Co ty możesz zrobić, żeby on lepiej się poczuł. Wiem – to nie jest łatwe.

Chęć musi być po dwóch stronach

Może ten punkt powinien pojawić się na początku. Bo czasami chce tylko jedna strona, tylko jedno chce wyjść z kryzysu. A może się okazać, że partner już nie chce. Nie kocha, jest z tobą tylko dla dzieci. Może kogoś ma. A może nie widzi sensu zmierzenia się z tym wszystkim, co między wami narosło. To bolesne. Ale to też punkt wyjścia na tu i teraz. Jeśli o tym porozmawiacie i on nadal będzie obstawał przy swoim, gdy powie: „Tyle razy już próbowaliśmy i się nie udawało. Nie chcę znowu żyć w iluzji i tracić kolejnych lat”, to może czas to puścić. Zostawić. Zacząć nową drogę, zadbać o siebie i spokojnie pomyśleć co dalej, skupić się na tym, na co masz wpływ, bo na jego uczucia już wpływu nie masz. To może być początek nowego. Lepszego nowego.

Z każdego kryzysu w związku można wyjść (choć nie zawsze rozwiązania mogą być takie, jakich byśmy oczekiwali). Ale kiedy już wspólnie podejmujecie starania, to dobrze pamiętać, że wymaga to ogromu pracy i chęci. Pamiętajcie jednak, że walczycie o siebie, o waszą miłość – to wystarczająca motywacja.


Psychologia

O co chodzi z tym glutenem? Czy faktycznie należy się go obawiać?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
25 marca 2016
Fot. Pixabay / fancycrave /

Gluten i skutki jego nietolerancji dla ludzkiego organizmu są tematem szeroko komentowanym. Powstały dwa stanowiska odnośnie ograniczenia w diecie produktów zawierających gluten. Jedni zalecają jego całkowitą eliminację z jadłospisu, a drudzy twierdzą, że takie działanie nie mają żadnego sensu. Jak to jest tak naprawdę z tym glutenem?

Czym jest gluten?

Gluten to wszechobecna mieszanina białek, które znajdują się w zbożach, tj: pszenicy, owsie, jęczmieniu i życie. Gluten pojawia się w pieczywie, ciastkach i  makaronach, a w  zakładach które produkują różnorodne artykuły spożywcze, może się znaleźć w wędlinach, jogurtach, przyprawach, a nawet słodyczach. Mimo że jest białkiem, nie przedstawia istotnych wartości odżywczych dla organizmu i nie jest łatwostrawny dla naszego układu pokarmowego. Można powiedzieć że gluten jest raczej neutralną substancją, jednak występują przypadki w których jego spożywanie prowadzi do poważnych kłopotów zdrowotnych.

Są objawy, które powinny niepokoić

Czasem zdarza się, że po spożyciu produktów zawierających gluten pojawiają się niepożądane reakcje. Okazuje się wtedy że organizm nie toleruje glutenu (celiakia) lub jest na niego uczulony, w wyniku czego pogarsza się samopoczucie i zdrowie. Co więcej niestwierdzona alergia lub nietolerancja glutenu może prowadzić do anemii, uczucia ciągłego zmęczenia, niedoborów składników mineralnych i zaburzeń w prawidłowej pracy mięśni. Chory z celiakią cechuje się nieprawidłowym wchłanianiem glutenu, związanym z reakcją układu immunologicznego skierowaną przeciwko fragmentom białek zbóż, czego wynikiem reakcji jest uszkodzenie jelit prowadzące do zaburzeń trawienia.

Choroba może powodować wiele objawów ze strony różnych narządów, jednak typowymi objawami wskazującymi na celiakię są *:

  • ból brzucha
  • wzdęcie
  • obfita biegunka
  • niedożywienie
  • anemia (niedokrwistość)
  • zmniejszenie masy ciała
  • zmiany w zachowaniu
  • pokrzywka skórna
  • migreny

Przy wystąpieniu takich objawów, należy przerwać spożywanie produktów zawierających to białko i skonsultować się z lekarzem. Specjalista na podstawie wywiadu w którym zapyta o rodzaj pokarmu powodującego objawy, po jakim czasie pojawia się reakcja na pokarm i w jakiej sytuacji oraz czy ty lub ktoś z rodziny cierpicie na alergię. Z metod dokładniejszych oznacza się przeciwciała skierowane przeciwko transglutaminazie tkankowej (enzymowi biorącemu udział we wchłanianiu glutenu z jelit) oraz tzw. endomysium mięśni gładkich jelit. Lekarz może również za pomocą specjalnego wziernika, pobrać mały fragment ściany jelit i zlecić jego ocenę pod mikroskopem.

Dieta w nietolerancji glutenu

W terapii celiakii stosuje się dietę bezglutenową, czyli całkowite wyeliminowanie produktów zawierających gluten. Tu należy być uważnym przy sprawdzaniu etykiet artykułów, ponieważ gluten kryje się również pod wieloma innymi składnikami : pszenica, mąka pszenna, kasza manna, semolina, kamut, seitan.  Bezpieczniejsze są pokarmy oznaczone symbolem przekreślonego kłosa (cista, pieczywo, makarony) i nie zawierają pszenicy. Powinny one przynieść ulgę większości chorym, jednak u niektórych ludzi wrażliwych na gluten i podobne białka pokarmy oficjalnie bezglutenowe, nie są żadnym rozwiązaniem. Jedynym wyjściem jest całkowita rezygnacja z jedzenia zbóż i jakiejkolwiek ekspozycji na szkodliwe ich białka

Gluten w diecie małych dzieci

Jako że gluten to białko pod specjalnym nadzorem, bardzo ważne jest w zapobieganiu późniejszych problemów ze zdrowiem, wprowadzenie go w odpowiednim czasie u niemowląt. Musi się to odbyć w ściśle określony sposób, miedzy 4 a 6 miesiącem życia zgodnie z aktualnymi wytycznymi dotyczącymi żywienia niemowląt, w zależności od sposobu karmienia malca. Zbyt szybkie lub zbyt późne wprowadzenie ma wpływ na zwiększenie ryzyka wystąpienia celiakii.

Lepiej unikać glutenu na wszelki wypadek, czy nie?

Temat spożywania glutenu przez osoby z nietolerancją jest jasny – należy wyeliminować go z diety. Jednak u osób zdrowych sprawa wygląda inaczej. Kontrowersje istnieją, nadal część specjalistów optuje za tym, aby go całkowicie wyeliminować z diety, nawet u osób zdrowych, wskazując że  jego obecność wpływa na obniżenie odporności. Pozostali wychodzą z założenia, że nie ma takiej potrzeby. Najlepiej nie przechodzić samodzielnie bez wystąpienia objawów nietolerancji na dietę. Bezpieczniej jest nie spożywać produktów z glutenem w nadmiernej ilości, ale powinien on pozostać w jadłospisie. Wyeliminowanie tego składnika ze wszystkich potraw jest naprawdę trudnym zadaniem i zagraża niepełnowartościowymi posiłkami. Dla własnego zdrowia lepiej jest zwrócić się do poradni dietetycznej.


*Źródło:


Zobacz także

9 kluczowych różnic między zdrowym, a toksycznym związkiem. Jaki jest twój?

Dawać i brać - znaczy tyle samo. Kompulsywny dawca i biorca ekstremalny, znasz ich?

Dawać i brać – znaczy tyle samo. Kompulsywny dawca i biorca ekstremalny, znasz ich?

Jaką mantrę powinieneś powtarzać sobie codziennie, zależnie od twojego znaku zodiaku

pharmacy24.com.ua

контрольные работы

Курсы стероидов