Psychologia

Magda. Dwa kroki do wolności

Zapiski z terapii
Zapiski z terapii
21 listopada 2019
Fot. iStock / pixalot
 

Terapia bywa męczącą. A raczej to my bywamy nią zmęczeni. Magda też jest. Nie ma ochoty mówić o emocjach. Chce odpocząć. Po prostu sobie posiedzieć.

Piątek. Godzina 15:00

Gabinet jest surowy. Biurko, kozetka fotel dla niej – jeden, drugi dla mnie. Wiem, że przyjmują tu też lekarze innej specjalizacji. I chusteczki na tym biurku. Pewnie potrzebne tylko podczas wizyt u niej. Kiedyś się śmiałam, że to takie „filmowe”, te chusteczki. Śmiałam się, jak pierwszy raz wyciągnęła je dla mnie. Płakałam i śmiałam się. Powiedziałam jej wtedy, że zastanawiałam się zawsze, czy one faktycznie w gabinecie psychoterapeuty są potrzebne.

Nad jej głową wisi tablica z opisanym przewodem pokarmowym i jakimiś chorobami. Nic z niej nie udało mi się zapamiętać. Czasami patrzałam na balkony mieszkań naprzeciwko. Wolałam myśleć, co robią ludzie, którzy tam mieszkają, niż co słychać u mnie.

W gabinecie wisiał obraz. Jedyna ładna rzecz.

Terapeutka: O czym Pani myśli.

Ja: O niczym. (dzisiaj mam pustkę w głowie, nie chce mi się niczego odkrywać)

Cisza

Lubię tak siedzieć i nic nie mówić. Gdzie ten czas, kiedy miałam jej tyle do powiedzenia. Tyle błahych rzeczy, które wydawały mi się ważne. Teraz doceniam tę ciszę.

I ten obraz.

Ja: Lubię ten obraz.

Terapeutka: Tak? Dlaczego?

Ja: Nie wiem. Taki spokój na nim jest.

Terapeutka: A co Pani na nim widzi?

Ja: Kota.

Terapeutka: Kota? (zdziwiona i uśmiechnięta odwraca się i patrzy na obraz)

Ja: No tak, kota. Kota w płaszczu. W długim czarnym płaszczu spod którego wystaje tylko ogon. Trzyma w łapach ten wielki różowy parasol.

Terapeutka: A jak ma na imię?

Ja: No jak. Findus. Zna Pani taką bajkę dla dzieci? O kocie Findusie i jego staruszku Pettsonie? Moje dzieci uwielbiają, ja też. Ten kot umie mówić. Pewnego dnia postanawia się wyprowadzić. Pettson urządza mu mieszkanie obok swojego domu. Zresztą mnóstwo jest tych historii.

Terapeutka: Ale opowiada Pani właśnie tę o wyprowadzce…

(wiem, co chce powiedzieć. Też stoję przed podjęciem decyzji, wkurza mnie, że widzi drugie dno. A ja chcę dziś spokoju. Bezpiecznego dla mnie tematu, bez trudnych emocji)

Terapeutka: Koty lubią chodzić swoimi drogami…

Ja: No tak.

(i koniec. Chusteczki. Tak łatwo mnie dotyka. Czuję znowu gulę w gardle, już nie chcę nic więcej mówić)

Cisza. Już nie ma w niej spokoju.

Ja: Zazdroszczę mu. Temu kotu z obrazu…

Terapeutka: Czego?

Ja: Że może iść, gdzie chce. Że może wybrać swoją drogę i iść powoli, nigdzie się nie spieszyć…

(dlaczego to tak boli, przecież to tylko cholerny kot z różowym parasolem)

Terapeutka: A jak Pani myśli, gdzie on idzie?

Ja: Nie wiem.

Kot w czarnym płaszczu z różowym parasolem jest na pierwszy planie. Przed nim jest już tylko biało brudne tło. Trochę jak śnieg.

Ja: Mam wrażenie, że za chwilę, za moment wejdzie w tę białą przestrzeń. A tam jest tak cicho i spokojnie. Tam jest szczęśliwy.

Terapeutka: Co Pani widzi?

(tak wiem, to nasza gra: nie umiesz mówić emocjach – opowiedz obrazkiem)

Ja: Widzę tego kota, jak patrzy przed siebie i widzi wielką przestrzeń. Taką, której nic nie zakłóca aż po horyzont. Jak wielka łąka. On musi tylko zrobić dwa kroki. Dwa kroki do wolności. Gdzie już od nikogo nie będzie zależeć. Gdzie jest spokój. I cisza.

Terapeutka: Co znaczy od nikogo nie zależeć?

Ja: Że tam może podejmować decyzje nie oglądając się na innych. Nikogo za sobą nie ciągnie. Nie przytłacza go odpowiedzialność. Jest taki lekki… I taki wolny. Nikt niczego od niego nie oczekuje…

(płaczę. Boże ile bym dała za to…)

Terapeutka: Dostałam ten obraz od znajomej. Była przed sześćdziesiątką, kiedy postanowiła spełnic swoje marzenie i zaczęła malować. Zawsze chciała to robić, tylko nigdysię nie składało. Zaprosiła mnie na swoją pierwszą wystawę… Ten obraz też namalowała…

Ja: Piękny.

Dzwonek. Koniec. Popatrzę na niego za tydzień.

Noszę ten obraz w głowie. I te emocje. Marzenia o wolności. Te dwa kroki to bardzo dużo. Ale robię je. Powoli. Przesuwam się powoli do przodu.

Przeczytaj pozostałe zapiski z terapii Magdy:

  1. Pierwszy raz. „To był impuls. Czułam, że lecę głową w dół i zaraz się rozbiję, że nie mogę nad tym zapanować”

  2. Walka z murem. „Wszystko we mnie krzyczy, zerkam na zegarek, ile czasu zostało?”

  3. Nie chcę dziś wychodzić. Tam jest mi dobrze i bezpiecznie. Cholera znowu płaczę

  4. Dwa kroki do wolności  –  czytasz ten odcinek


Psychologia

Ania. Ludzie często myślą, że terapia sprawi, że poczują się lepiej. Jako cel – tak, ale droga do tego jest jak każda – ciężką pracą

Zapiski z terapii
Zapiski z terapii
9 grudnia 2019
Fot. iStock / Yuri_Arcurs
 

Ania ma 42 lata. Zgłasza się na terapię. „Po co? Nie wiem. Źle się czuję. Nie chce mi się wstać. Pracować. Rozmawiać. Najlepiej czuję się sama ze sobą, gdy wracam i nikogo nie ma. Tomek w pracy, Jacek u swojej dziewczyny. Cisza. Niczego nie zauważyli, w domu wszystko jest jak zwykle. Obiad. Pranie. Rachunki. Weekend u jego mamy. Żyjemy jak zawsze. Pustka.”

Terapeuta: O czym Pani pomyślała idąc tu? – ciemnowłosy lekko szpakowaty mężczyzna w średnim wieku wlepia we mnie spojrzenie. Ma kolorowe skarpetki.

Ja: O tym, że to głupi pomysł.

Terapeuta: Więc dlaczego Pani przyszła skoro nie była do tego przekonana?

Ja: Nie wiem. Po prostu szłam przed siebie. Jak w życiu.

(Dlaczego ma kolorowe skarpetki?)

Terapeuta: Jak w życiu? Też Pani idzie tam gdzie nie chce?

Ja: Zazwyczaj. – Denerwuje mnie, że jego fotel jest tak blisko. Krępuje mnie.

Terapeuta: To musi być męczące – wzdycha i zapisuje coś w swoim notesie, który rozłożył przed sobą.

Ja: Nie rozumiem.

(Może rozumiem, ale mnie irytuje).

Terapeuta: Męczące jest, gdy człowiek idzie w kierunku, w którym nie chce iść. Co Pani przeszkadza zawrócić?

Ja: Myślę. Rzeczywiście wciąż robię rzeczy, których nie lubię. Nie znoszę swojej pracy, nie podoba mi się mój dom, nie lubię nawet Warszawy.

Ja: Nie mam siły. Nie chce mi się.

(Teraz też nie chce mi się odpowiadać. Denerwuje mnie jego notowanie).

Terapeuta: Rozumiem.

(Czyżby?)

Ja: Nie wiem, czy Pan rozumie. – patrzę mu w oczy. – Nie może Pan rozumieć, bo mnie Pan nie zna.

Terapeuta: Rozumiem, że Pani nie ma siły i że się Pani nie chce. – parafrazuje (tak to się chyba nazywa).

Ja: Nie wiem sama… Chciałabym chcieć, ale nie mam siły.

Terapeuta: Czy wie Pani, po czym by Pani poznała, że znów się Pani chce?

(Dziwne pytanie)

Myślę chwilę. Jak to było chcieć? Chyba rano jadłam płatki z mlekiem.

Ja: Miałabym ochotę na płatki- odpowiadam.

Terapeuta: Czekoladowe?

(Co???)

Ja: Nie, z miodem. Słodkie płatki z miodem i orzechami.

Terapeuta: Pamięta Pani kiedy ostatni raz jadła takie płatki?

Hmm. W wakacje zeszłego roku?

Ja: Chyba rok temu w wakacje.

Terapeuta: Proszę o tym opowiedzieć. Gdzie Pani była i z kim?

Byliśmy z mężem w Grecji. Było gorąco. Nie chciało mi się jeść. Całe dnie jadłam płatki z mlekiem.

Terapeuta: Jak się Pani wtedy czuła?

Próbuje sobie przypomnieć Kretę. Czułam się wspaniale wtedy. Miałam kochanka i byłam szczęśliwa. Nie powiem mu.

Ja: Było mi dobrze wtedy.

Terapeuta: Czy było tam coś, czego brakuje Pani dzisiaj?

(Czyta mi w myślach!)

Nie chcę mu o tym mówić. To obcy facet. Ma kolorowe skarpetki. Ciągle notuje. Nie lubię go. Nie wzbudza mojego zaufania. Długa cisza.

Terapeuta: Dlaczego Pani tu przyszła? – przerywa nagle milczenie i odkłada swój notes, patrząc jednocześnie na zegar.

Ja: Już Panu mówiłam, nie mam siły żyć.

Terapeuta: Jak Pani sobie wyobraża, w jaki sposób terapia miałaby Pani pomóc?

(Brzmi to jak cytat, jest mi zimno).

Ja: Nie wiem. Szukam pomocy. Energii do działania.

Terapeuta: Terapia mogłaby stanowić dla Pani źródło energii?

(Czy słyszę ironię czy to mój własny jad?).

Ja: No tak…

Terapeuta: Jak? W jaki sposób?

(Głupek!)

Ja: Czułabym się lepiej, wychodząc stąd.

Terapeuta: Yhm. A potem?

Ja: Wracałabym do domu i myślała o swoim życiu.

Terapeuta: O czym by Pani myślała?

Ja: No o życiu. Że może się zmienić.

Terapeuta: W jaki sposób?

(Normalnie płyta mu się zacięła, zaciskam zęby)

Ja: Pan mówiłby mi, co robię dobrze, a ja bym czuła się wzmocniona.

Terapeuta: Skąd miałbym to wiedzieć?

(Ale co?)

Ja: Przecież jest Pan terapeutą! Zajmuje się Pan zmienianiem żyć.

Terapeuta: Aha. Wyglądam na czarodzieja? – marszczy nos i wywraca oczami.

Ja: Ma Pan wiedzę i doświadczenie w udzielaniu pomocy, a ja bardzo potrzebuję pomocy!!!! Nie mam już siły!!! Chcę jeść te cholerne płatki!!!!

Zaczynam płakać i już sama nie wiem, czy z bezsilności, smutku czy ze złości. Osuwam się na fotel i robi mi się lżej. Zaczynam tęsknić za Grecją, kochankiem i płatkami z miodem. Ale najbardziej tęsknię za sobą. Przypominam sobie swoje sukienki, radość, entuzjazm, turkusowy akryl na paznokciach, który odbijał niebo. Pisałam do niego maile, opisując wszystko, co widzę. Był moją plażą, rozgrzaną skórą, wieczorną falą uderzającą o brzeg. Był moim powrotem, sensem, pocztówką. Zaciskam pięści, aby zadusić tęsknotę. Wycieram łzy i łapię jego wzrok. Przygląda mi się chłodno (chyba) i zaczyna mówić.

Terapeuta: Chciałbym Pani pomóc, ale nie jestem czarodziejem. Mogę być z Panią w tej drodze, która, mam nadzieję, zmieni Pani życie. (bla bla bla). Ale to Pani musi iść. Terapia wymaga siły, będzie Pani pomocna, ale też będzie Panią przygnębiać, smucić, pozbawiać. Być może dobrze byłoby pomyśleć o lekach na początek, konsultacji u psychiatry, abyśmy mogli uzyskać od Pani choć odrobinę energii.

Ja: Psychiatry?!!!

(Czy powiedziałam coś, co wskazuje, że jestem chora psychicznie?! Po co tu przyszłam?)

Terapeuta: To normalna konsultacja, ma Pani obniżony nastrój, może to stan depresyjny. Ważne jest, aby porozmawiała Pani z lekarzem. Leki pomogą nam w pracy nad zmianą. Ludzie często myślą, że terapia sprawi, że poczują się lepiej. Jako cel – tak. Ale droga do tego jest jak każda ciężka pracą. Pojawia się zmęczenie, frustracja, cierpienie związane z odkrywaniem bolesnych spraw, czasami długo utrzymujący się smutek. Jeśli już teraz nie ma Pani siły wstać, jak będzie potem? Martwię się o Panią, dlatego chciałbym, aby była Pani zaopiekowana także medycznie.

Martwi się o mnie? Dziwne. Nie czuję tego. Przypomina mi mojego dziadka, który nigdy nikogo nie przytulił. Nie chcę tu być. Być może ma rację. Może nawet powinnam pójść do tego lekarza, ale nie chcę tu wracać. Chcę się przytulić do kogoś. Chcę poczuć, że jestem ważna; to, co mówię. Że chciałabym zjeść z tym człowiekiem płatki. Czy za dużo wymagam?

Terapeuta: Dziękuję. Nasz czas minął. Proszę się zapisać, jak już skonsultuje się Pani u psychiatry. Dać Pani namiar na kogoś?

Ja: Nie, poradzę sobie. Do widzenia.

Wracam do domu i zaczynam się śmiać.

Przypominam sobie ten jego notes i skrobanie piórem. Pytania z podręcznika. Ściśnięte usta i brak ekspresji. Chłód. Obojętność. Zatykam sobie usta, bo tak chce mi się śmiać. Czy wyobraża sobie Pani, jak terapia mogłaby Pani pomóc… No doprawdy.

Oj, drogi Terapeuto, nikt ci nie powiedział, że ludzie przychodzą też pod odrobinę ciepła? Uwagi? Zainteresowania? Że brak chcenia jest też wyrazem samotności tak dotkliwej, że tylko drugi człowiek mógłby to zmienić. Nie, nie czarodziej. Człowiek właśnie. Człowiek w terapeucie. Nie znalazłam go w tobie.

Zapisz więc w tym swoim notesie, że pacjentka jest w depresji, odmawia konsultacji medycznej i nie nadaje się do terapii. Dopisz też na marginesie, że po wyjściu z twojego gabinetu pacjentce strasznie chciało jej się śmiać. Pytasz, kiedy ostatni raz się śmiała? Wiesz kiedy? Gdy jej pies puścił śmierdzącego bąka.


 

Przeczytaj pozostałe zapiski z terapii Ani

  1. Ludzie często myślą, że terapia sprawi, że poczują się lepiej. Jako cel – tak, ale droga do tego jest jak każda – ciężką pracą – czytasz ten odcinek
  2. „Jeśli Pani płacze, to bije Pani serce. Złym ludziom serce bić przestało”

Psychologia

Magda. „Nie chcę dziś wychodzić. Tam jest mi dobrze i bezpiecznie. Cholera znowu płaczę”

Zapiski z terapii
Zapiski z terapii
5 listopada 2019
Fot. iStock

Po raz kolejny jesteśmy na terapii u Magdy, która poznaje powoli mechanizmy swoich zachowań. Wie już, że złość nie jest niczym złym. Że nie musi wchodzić w rolę pilnej
i grzecznej uczennicy. Szuka powodów swoich reakcji, uczy się mówić o swoich emocjach, tych najbardziej skrywanych, o których nigdy wcześniej nie rozmawiała.

Piątek, godzina 15:00

Ja: Dzień dobry

Terapeutka: Dzień dobry. Co słychać?

Ja: Zawsze pani o to pyta: co słychać

Terapeutka: Tak? Nie zwróciłam uwagi

Ja: A interesuje to Panią? Co słychać? Co to za pytanie?

Terapeutka: Denerwuje Panią?

(nożesz, jasne, że denerwuje, bo przecież Ona i tak ma w nosie, co słychać)

Terapeutka: Chyba nie pytam zawsze co słychać?

(wrrrr, czepia się słówek)

Ja: No nie.

Terapeutka: A o co pytam?

Ja: Jak się czuję…

(gula w gardle. Jak się czuję, jak się czuję, czy my musimy zawsze o mnie?!?)

Ja: Nie chcę mówić o mnie.

Cisza

Ja: Moja przyjaciółka Ola jest w ciąży. Strasznie się cieszę. Ma już córkę, ale bardzo chciała drugie dziecko. To było jej marzenie. Dwa razy poroniła. Po pierwszym poronieniu nie bała się drugiej ciąży, ale jak znowu poroniła, to była masakra. Tak strasznie płakała, choć ona z tych, co emocje chowają głęboko. Pisała mi maile, nie mogła o tym rozmawiać. O, ona by się nadawała na terapię. Po prostu zero mówienia o sobie, dbania o siebie. Woli się schować w swojej skorupie niż dać sobie pomóc. Ma tyle rzeczy do przepracowania. Z jej mamą… Zresztą nieważne. Ważne, że jest w ciąży. I jest taka szczęśliwa. Bała się bardzo na początku, w ogóle nie chciała o tej ciąży rozmawiać. Teraz to już połowa, więc powodów do strachu mniej. I widzę, jak ona się cieszy, cudowne.

Terapeutka: Dlaczego o niej Pani opowiada? Nigdy Pani nie wspominała tej przyjaciółki. Była mama, siostra, Agnieszka, Beata. Ale Ola? Pierwszy raz o niej Pai mówi…

(tak, wiem, i nie wiem, dlaczego akurat o niej? Opowiadałam o Olce i już wtedy myślałam: O matko, dlatego o niej gadam??? Ale nie mogłam przestać)

Ja: Nie wiem…

Terapeutka: A nie mówiła Pani o sobie?

(nieeee, no nie. Czy wszystko, co mówię, musimy analizować?!?)

Ja: Ale ja nie jestem w ciąży…

Terapeutka: Mówiłyśmy ostatnio o spełnianiu marzeń, o zmianach, na które chce się Pani zdecydować. I których się Pani boi. Czy jej strach, nie jest Pani strachem. Jej się udało, po próbach, po stresie. Pani też się uda.

(i znowu ryczę. Czy ja kiedyś przeżyję choć jedną sesję bez płaczu? Jestem mięczak, nie potrafię zapanować nad emocjami. Wyrażam je tylko płaczem. Wzruszam się – płaczę, złoszczę się – płaczę)

Cisza. (oprócz mojego wycierania nosa. Widzę to. Już wiem, rozumiem, że nie mówiąc o Oli, mówiłam o sobie. Chowam się w skorupie, nie cierpię pytania: jak się czuję, co słychać, kiedy ktoś się mną interesuje, czuje się zagrożona, jak Olka. A może chcę myśleć, że ona tak ma?)

Terapeutka: Co Pani wie o mnie?

(na początku ustaliłyśmy, czy się znamy. Nie mamy wspólnych znajomych. Jesteśmy dla siebie obcymi osobami, tylko tak terapia ma sens)

Ja: Wiem, że ma Pani syna. Była Pani w ciąży, jak zaczynałyśmy terapię.

Terapeutka: No tak (uśmiech). A co jeszcze? Jak sobie Pani wyobraża moje życie?

Ja: Sama Pani wychowuje syna. Mieszka pod miastem. W domu. Za nim jest taka duża łąka. I sąsiedzi daleko.

Terapeutka: Mam psa?

Ja: Tak. Dwa. (śmieję się)

Terapeutka: Małe?

Ja: Nieeee, duże. Piękne wilczury.

(czuję, jak się uspokajam mogąc mówić o niej)

Ja: Mieszka Pani z rodzicami, ale oni się zbytnio nie wtrącają w Pani życie. Tata jest ciepły, wyrozumiały, kochający. Zawsze może Pani na niego liczyć. Mama jest, gdzieś tam z boku zupełnie.

Terapeutka: A rodzeństwo?

Ja: Siostra. W podobnym wieku. Bardzo się kochacie, wspieracie.

Terapeutka: A gdyby się okazało, że mieszkam tu niedaleko, w wieżowcu. Na ósmym piętrze. Mam psa, yorka, małego szczekającego….

Ja: Nieee, to niemożliwe. To w ogóle do Pani nie pasuje.

Cisza. (ciekawe czy się zgadza – myślę)

Terapeutka: O kim Pani mówiła, czyje życie Pani sobie wyobraziła? Moje?

(czuję trzask w głowie)

Ja: A nie?

(jeszcze się bronię)

Terapeutka: To ja Panią pytam. O kim mi Pani przed chwilą opowiedziała?

(tak, wiem… wzdycham)

Ja: O sobie. Chciałabym, żeby tak wyglądało moje życie.

(Ona uśmiecha się tak ciepło. Chciałabym się do niej przytulić. Podziękować, że otworzyła mi oczy. Usłyszeć, że to wszystko jest możliwe. Nie chcę dziś wychodzić. Chciałabym zostać z tym obrazem, który powstał w mojej głowie. Tam jest mi dobrze i bezpiecznie. Czuję tę wyjątkową więź z terapeutką. Kocham ją. Wiem, że to co czuję do niej, czuję do siebie… Cholera, znowu płaczę)

Dzwoni dzwonek. Koniec na dziś. Muszę wyjść.

Przeczytaj pozostałe zapiski z terapii Magdy:

  1. Pierwszy raz. „To był impuls. Czułam, że lecę głową w dół i zaraz się rozbiję, że nie mogę nad tym zapanować”

  2. Walka z murem. „Wszystko we mnie krzyczy, zerkam na zegarek, ile czasu zostało?”

  3. Nie chcę dziś wychodzić. Tam jest mi dobrze i bezpiecznie. Cholera znowu płaczę –  czytasz ten odcinek


kamagra купить

danabol-in.com

Enanthal 250 for sale