Psychologia

Czasem to ty potrzebujesz się zmienić, a nie świat wokół ciebie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 września 2019
Fot. iStock / martin-dm
 

Czasami jesteś toksyczna. Czasami zamiast przypisywać winę ludziom wokół ciebie lub całemu światu, musisz wziąć odpowiedzialność za własne czyny. Musisz spojrzeć w lustro i zdać sobie sprawę z tego, że popełniasz błędy. Uwierz mi, ta świadomość jest błogosławieństwem.

Nie oznacza to, że powinnaś zacząć nienawidzić siebie za wszystko, co zrobiłaś źle. To znaczy jedynie, że powinnaś się zatrzymać, choć na chwilę. Przeanalizować każdy ruch, decyzję. Pewnie poczujesz się z tym zle. Zdenerwujesz się, gdy zrozumiesz, że niejednokrotnie się myliłaś w swojej ocenie sytuacji. Gdy uświadomisz sobie, że Ty też masz kilka toksycznych cech.

Nie załamuj się. Pierwszym krokiem w kierunku zmiany jest rozpoznanie problemu. Gdy dowiesz się, że jest w tobie coś, co wymaga poprawy, możesz zacząć nad tym pracować, prawda?

Czasami to Ty musisz się zmienić, mimo że trudno ci to zobaczyć. O wiele łatwiej jest winić świat za twoje problemy, winić innych ludzi za twoje problemy, winić okoliczności za twoje problemy. Ale czasami to ty jesteś częścią swojego problemu.

Jeśli rzucisz jakimś przedmiotem, ponieważ ktoś cię denerwuje, możesz obwiniać go za swój gniew. Albo winić siebie za reakcję na swój gniew.

Krótko mówiąc, możesz nie być w stanie kontrolować, jak się czujesz, gdy ktoś cię rani, ale masz pełną kontrolę nad działaniami podejmowanymi w odpowiedzi na te uczucia. Masz więcej mocy, niż sobie wyobrażasz.

Nie czuj się gorsza. Nieuświadomieni „toksyczni” ludzie nie biorą odpowiedzialności za swoje czyny. Czasami manipulują innymi tak, że ​​to oni uważają, że powinni się zmienić. Ale jeśli tylko zdasz sobie sprawę z tego, że to ty jesteś zródłem problemu, sama będziesz potrzebowała zmian i autorefleksji. Musisz zrozumieć, że tak jak każdy masz i dobre cechy i złe cechy, słabości i mocne strony. Musisz zdać sobie sprawę, że są w tobie piękne rzeczy i rzeczy, które wymagają zmiany. Że  nie zawsze jesteś łatwym partnerem do rozmowy, życia, związku. Kiedy tylko sobie to uświadomisz, to będzie początek nowego etapu w twoim życiu. Niekoniecznie łatwiejszego, ale na pewno bliższego prawdzie.

 


Psychologia

Jak zakochać się w sobie samej? Uwierzyć, że będąc prawdziwą jesteś piękna

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 września 2019
Fot. iStock/andresr
 

Zakochujemy się w ludziach i zakochujemy się w miejscach i rzeczach. Ale ilu z nas zakochało się w sobie? Brzmi dziwnie, prawda? To podejrzane, egoistyczne zakochać się w sobie. O wiele bardziej wolimy być postrzegani jako dobrzy dla innych, a nie dobrzy dla siebie. Wychowuje się nas dość nieudolnie, nie ucząc jak dbać o własne zdrowie psychiczne i o swoje potrzeby.jesteś

Miłość, ta dobra, właściwa, jest aktem woli, siłą, decyzją. Kochamy, bo się na to decydujemy. Jeśli więc zakochanie jest wyborem, możemy nauczyć się wybierać miłość do siebie samych. Bywamy swoimi najostrzejszymi krytykami. Potrafimy dosłownie zgnębić się, zarzucając sobie wszystko, co najgorsze. Nie umiemy się docenić, bo przez lata wpajano nam, że powinnyśmy być skromne. Że myślenie o sobie to egoizm. Że trzeba przede wszystkim myśleć o innych, dla nich żyć. Matce w depresji mówi się: „pomyśl o swoich dzieciach”, a nie: „zaopiekuj się sobą, pomyśl wreszcie o sobie”. Żonie alkoholika mówi się: „kobieta nie odchodzi od swojego męża, nie opuszcza go”. A gdzie miejsce na nasze osobiste szczęście i odpowiedzialność za dobre przeżycie własnego życia?

Miłość, ta dobra, właściwa, jest aktem woli, siłą, decyzją. Kochamy, bo się na to decydujemy. Jeśli więc zakochanie jest wyborem, możemy nauczyć się wybierać miłość do siebie samych.

Bywamy swoimi najostrzejszymi krytykami. Potrafimy dosłownie zgnębić się, zarzucając sobie życiową nieporadność. Ale bywamy też (rzadziej my – kobiety) zbyt mocno nastawieni na branie, przekonani o swojej wyższości, nieuważni na innych.

Zakochanie się w sobie pojawia się gdzieś pośrodku – gdzie doceniamy to, kim jesteśmy i jacy jesteśmy, akceptując nasze słabości i niedoskonałości,  pragnąc uczynić lepszym każdy dzień.

Kiedy nie ma w nas miłości do siebie samej, oczekujemy, że osoba, w której się zakochamy, wypełni naszą pustkę poczucia własnej wartości, które tak naprawdę zależy od nas.

Nawet gdy inni kochają nas tak, jak na to zasługujemy, nie zawsze mogą dać nam to, czego potrzebujemy. A jedną z rzeczy, które musimy sobie dać, jest właśnie poczucie wartości.

Zakochanie się w sobie jest tak piękne, jak każde doświadczenie miłości. Jest nauką śmiania się ze swoich dziwacznych nawyków i niedoskonałości. Nauką odczuwania wdzięczności za wiele twoich twarzy, które masz – za ciebie pewną siebie, szaloną, nieśmiałą, seksowną, skupioną, wściekłą, dziwną…

Zakochanie się w sobie, to także świadomość, że jesteś jedyna w swoim rodzaju. Zakochanie się w sobie to wreszcie bycie szczęśliwym, żyjąc swoim życiem i wiara w to, że jesteś piękna tylko dlatego, że jesteś sobą.


Na podstawie:


Psychologia

Jak mieć zdrowy związek, jeśli wychowywałaś się w emocjonalnym chaosie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 września 2019
Fot. iStock/SrdjanPav

Jeśli wychowaliśmy się w emocjonalnie chaotycznym środowisku, jako dorosłe osoby stajemy przed sporym wyzwaniem, próbując nawiązać zdrowe relacje z innymi. Kiedy chaos staje się normą, powoli przyzwyczajamy się do obecności w naszym życiu tego, co złe i przerażające. Podświadomie staramy się „uciszać” nasze doświadczenia, ponieważ wydaje się nam zbyt niebezpieczne by o nich mówić wprost. Wypieramy przeszłość, ale problemy nie znikają.

Jako dzieci musimy czuć, że do kogoś, gdzieś należymy. Należeć to znaczy przetrwać. „Rozgrzebywanie” naszego doświadczenia związanego z jakimś rodzinnym dramatem  oznaczałoby zaryzykowanie miłości naszych opiekunów, naszej przynależności, a tym samym naszego przetrwania. Kiedy dom jest emocjonalnie chaotyczny, zazwyczaj nie ma w nim dorosłych, którzy są otwarci i zainteresowani osobistymi przeżyciami i doświadczeniami dziecka. Nie ma zatem osoby, z którą dziecko mogłoby porozmawiać, a jeszcze mniej szans na to, że znajdzie się tam ktoś, kto weźmie odpowiedzialność za trudną codzienność lub zmieni to, co się dzieje złego.

Musimy więc przetrwać samodzielnie i powoli stajemy się ekspertami w ukrywaniu lęku, strachu, gniewu i rozpaczy, przechodzimy obok tych emocji, jakby nic się nie działo, bez względu na to, jak źle się czujemy. I w końcu to, co nie jest normalne, staje się naszą normą.

Gdy jesteśmy dziećmi, nasze strategie przetrwania skutecznie nas chronią, ale jedynie na pewnym poziomie. Jednak kiedy kilkanaście lat pózniej wnosimy te same strategie obrony w relacje z dorosłymi, przestają one działać i czujemy się uwięzieni, bezsilni, niespokojni i źli. Uczucia, które „zakopaliśmy” głęboko jako dzieci, wciąż tam są – tylko teraz wychodzą na wierzch.

Jak stworzyć i utrzymać zdrowy związek z bliską osobą, w sytuacji, gdy jako dzieci doświadczyliśmy braku stabilnego emocjonalnie środowiska rodzinnego?  Jak przekształcić instynktowne działania obronne, takie jak „zamykanie się w sobie”, uporczywe milczenie, uciekanie przed rozwiązywaniem konfliktów,  w świadomy proces, abyśmy mieli wybór i możliwość działania?

Pierwszym krokiem jest zwrócenie uwagi na to, co dzieje się z nami w obliczu konfliktu – musimy uświadomić sobie, że przechodzimy w tryb określonej reakcji, gdy stajemy w obliczu tego, co wydaje się względnie niebezpieczne (a potencjalnie niebezpieczna jest dla nas każda sytuacja sporna). Obserwujmy zatem bacznie własne reakcje w trakcie kłótni z ukochaną osobą, w trakcie wymiany zdań, różnicy poglądów. Stańmy oko w oko z tym, jacy wówczas jesteśmy. I zaakceptujmy to.

Uznając symbolicznie tę ​​prawdę o nas samych, ofiarujemy sobie nie tylko życzliwość i współczucie, ale także wdzięczność. I przypominamy sobie, że to tylko przeszłość. Że możemy wreszcie mówić o tym, co czujemy i myślimy. Nie uciekajmy od tego.

Po drugie, musimy zacząć pracować nad opanowaniem lęku o to, że ukochana osoba odejdzie.  I że, nawet jeśli związek się rozpadnie, poradzimy sobie bez partnera. Jeśli zdamy sobie sprawę, że „nie umrzemy”  bez tej drugiej osoby, że jedynie przenieśliśmy zależność z naszego dzieciństwa do tej relacji,  możemy znaleźć w sobie odwagę, by zaryzykować myśl, że związek, choć ważny, nie jest fundamentem naszej egzystencji. Jej fundamentem jest umiejętność „dobrego życia” : podejmowania dobrych dla nas decyzji, dzielenia codzienności z ukochaną osobą, troska o siebie, swoje zdrowie psychiczne i fizyczne oraz o zdrowie bliskich nam osób.

Leczenie nieudanego emocjonalnie dzieciństwa to długi proces. Nie powinniśmy jednak odkładać w nieskończoność momentu, w którym zajmiemy się tym aspektem naszego życia. Pora przestać wypierać i zacząć akceptować to, co przeżyliśmy.

 


Zobacz także

Porzuć swoje słabości. Nie pozwól, by one rządziły twoim życiem i decydowały o szczęściu

Kiedyś tak bardzo chciałam być mamą, dziś patrzę wstecz z tęsknotą. Kiedy bycie mamą mnie przerasta…

Nie pozwól im ukraść całej twojej energii. Jak sobie radzić z pasywno – agresywnymi