Macierzyństwo

Nigdy nie sądziłam, że będę musiała tego nauczyć moje dzieci…

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
6 kwietnia 2016
Fot. Flickr / Donnie Ray Jones /
 

Wydawać by się mogło, że dzieci są w swoim poznawaniu świata nad wyraz sprytne, a momentami wręcz logiczne. Ale jest kilka spraw, które… hmm, bez względu na poziom zaawansowania na innych życiowych levelach, to dla nich przez jakiś czarna magia. Po prostu.

Nie sadziłam kiedyś (przed dziećmi i krótko po urodzeniu pierwszego), że czasem będę rozstrzygać takie dylematy.

1. Błoto zawsze smakuje tak samo źle, bez różnicy, który to kęs

Brud, plastelina, trawa też.

2. Pielucha różni się od plecaka (tak, twoje kabanosy nie będą już tak dobrze smakowały)

I nie wszystko się tam zmieści.

3. Dzielenie się jest fajne, tylko ZANIM rozpoczniesz przeżuwanie

Jak zapomniałaś/eś przed pogryzieniem – nie szkodzi, już nie proponuj. PS: To działa w obie strony, nie próbuj wyrwać mi kotleta z ust (MOJE MIĘSO!).

4. Moje jedzenie, jest dokładnie takie samo jak twoje (no już nie, teraz moje jest polizane, twoje nie)

Na smak nie wpływa tez kolor i rozmiar talerza, ani ułożenie.

5. To, że mamusia po kryjomu zjada twoje słodycze, nie znaczy, że cię nie kocha (jestem tylko człowiekiem 😉 )

I mimo tych kilku wpadek, ustalmy, że to, że papierek leży w koszu, nie znaczy, że to ja (to czasem twój papierek sprzed tygodnia).

6. Nie, nie jesteś dzidziusiem

Wersja dzidziuś i „jestem” już duży są niekompatybilne, musisz się zdecydować.

7. Ludzie nie lubią, gdy ktoś chce wąchać im pachy

Nawet rodzice.

8. Im dłużej cię podrzucam, tym więcej ważysz (choć to nieprawda)

Dorośli też się męczą, zwykle szybciej niż dzieci.

9. Rodzice cieszą się, że wiesz kiedy chcesz siku, pod warunkiem, że nie prezentujesz tego na podłodze/na kolanach/w windzie

Nie pomaga, gdy bijesz sobie brawo.

10. Żarty pt.: „Oooo, czy puściłaś bąka…?” w zatłoczonej windzie, nie są już śmieszne

Nawet gdy dodasz szeptem (gdy wszyscy już wysiadają) „Żartowałam, to ja…”.

11. Pokazując przedmiot lepiej nie wtykać go komuś w oko, nie zobaczy „lepiej”… nigdy!

Serio, ta zasada jest niezmienna, dotyczy wszystkich ludzi i przedmiotów.

12. Idąc tyłem, nie widać gdzie się idzie

Za każdym razem.

13. Nawet, jeśli zmieścisz się do pralki, naprawdę jej nie włączę

Nawet na samo kręcenie.

14. Kiedy kłamiesz, że czegoś nie wzięłaś/eś – nie trzymaj tego w ręku

Obojętnie, jak przekonywujący byś nie był. Nie pytaj skąd wiem, że kłamiesz…

15. Nie mam supermocy, nie potrafię odśpiewać melodii, którą narysowałaś/eś jako kwadrat na kartce

Ale pytanie „Czy coś napisałam/em?” jest boskie!

16. Robienie bałaganu, żeby posprzątać i dostać nagrodę nie działa – a raczej działa tylko raz

Towarzyszące temu podchody i spekulacje „A gdyby tak się zdarzyło, że byłby duży bałagan, a ja bym posprzątał – gdyby był ten bałagan, ale go nie ma, to czy bym dostałe wtedy jakąs nagrode – nie to nie musi być nic wielkiego, co tam masz…” – tego nie zmienią.

Fot. Flickr / Donnie Ray Jones / CC BY

Fot. Flickr / /

17. Lepiej się poczujesz po drzemce, serio

Uznajmy, że skoro po przeprowadzonej dyskusji:

– Czy jesteś zmęczona/y?
– Taaak (płacz)
– Położysz się?
– Nieeeeeeeee (skowycie)

Jednak mama wie lepiej.

18. Wypluty syrop nie działa

Ani na plującego, ani na oplutego.

19. Nie wszystko działa jak telefon tylko dlatego, że powiesz „haloooo”

Bez względu na to ile prób przeprowadzisz.

20. Od wrzeszczenia nie dostaje się czekolady, tylko bólu głowy

Za każdym razem.

21. Co raz wpadło do kosza, niechaj tam pozostanie

Tej wersji się trzymajmy, szczególnie przy spożywce. To nie szwedzki bufet w Ciechocinku.

22. Nie da się zbudować samochodu z kartki, nawet kolorowej

„Zbudować” – do czegoś zobowiązuje

23. Nie trzeba po każdym gryzie mówić „Mniam, mniam” – kucharz z pewnością to doceni

Cieszmy się po cichu. PS: jeśli tak smakuje, szybciej/więcej tej rozkoszy zdobędziesz bez gadania.

24. Nie wszystko, co jest miękkie nadaje się do rzucania

Szczególnie w ludzi.

25. Rodzice czasem sypiają. Nie mów „Nie szkodzi, że nie zdążyłaś, uszyjesz mi to w nocy, jak pójdę spać”

Wiem, że kiedy ty śpisz jest jeszcze tyyyyleeee czasu, ale…

26. Niczym się nie różnimy – skoro ty widzisz mnie, gdy zasłonię oczy, ja widzę ciebie, gdy ty zasłonisz swoje. To nie twój super zmysł do zabawy w chowanego

Tak samo jest z poduszką na głowie, i kocem.

27. Telewizor nie jest ekranem dotykowym, obojętnie ile razy naciśniesz

To ja trzymam pilota (sasasasasa).

28. To, że gdzieś można włożyć głowę, nie znaczy, że równie łatwo można ją wyjąć

Zapamiętaj to wreszcie.

29. Kolor rajstop nie wpływa na to, czy kogoś uwierają w stopy

To, że coś jest różowe – nie oznacza, że pasuje – skoro już pytasz.

30. Nie wystarczy o czymś pomyśleć, żeby ktoś, to wiedział

To działa obustronnie, zastanów się czy słyszysz moje myśli, może coś w tym jest. PS: to, że ty wymyślisz sobie o czym ja myślę, nie znaczy że tak jest.

31. Nie wszystko można wsadzić sobie na głowę

Szczególnie płyny i kule.

32. Nie warto chować kakao sobie na potem w szufladzie… bez szklanki…

Nigdy. To, że umyłam szufladę, nie znaczy, że gdy następnym razem nie zauważę, ono tam za jakiś czas będzie.

linia 2px

Jedno jest pewne, to trzeba lubić :).


Macierzyństwo

Stał tam, przy różanym krzewie, delikatnie głaszcząc jej twarz… Love story w powojennej, poranionej kulami Warszawie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 kwietnia 2016
Stał tam, przy różanym krzewie, delikatnie głaszcząc jej twarz... Love story w powojennej Warszawie
Fot. iStock / HultonArchive
 

Dwoje w związku to rozwiązanie idealne. To sytuacja wręcz pożądana i dość oczywista. Kiedy pojawia się ta trzecia lub ten trzeci (i nie jest owocem wspólnej miłości, tylko zjawia się „na doczepkę”), sprawy zaczynają się komplikować. A jeśli TĄ TRZECIĄ jest twoja własna matka, słowo komplikacja jest już raczej eufemizmem.

Więc najpierw było ich dwoje, jak trzeba. Poznali się na jakiejś potańcówce, w powojennej, poranionej kulami Warszawie. Połączyła ich radość z tego, że przetrwali ten bardzo trudny czas, a młodość, piękna, radosna zaszumiała im w głowie miłością. Cudni i szczęśliwi biegli na spotkanie ze sobą i spacerowali za rękę wśród ruin miasta. Snuli marzenia o wspólnym domu, o rodzinie i spokoju, o czasie jak ten, który pamiętali z wczesnego dzieciństwa, kiedy jeszcze widmo wojny nie położyło się cieniem na ich codzienności.

– Mogłabyś mi go w końcu przedstawić – mówiła matka Hanki, elegancka w swojej przedwojennej fryzurze i niepokojąco piękna jak gwiazda filmowa z lat trzydziestych. A Hania obiecywała, że już, że niedługo i szła na spotkanie ze swoim Januszem, lekka i uśmiechnięta do tej miłości. Kochała pierwszy raz. On za to powtarzał tylko, że kocha ją tak, jak kocha się pierwszy raz i to jej wystarczało. – Chcę poznać twoją mamę – oznajmił któregoś dnia i Hania uznała, że to kolejny dowód na to, że ukochany traktuje ją z należytym szacunkiem.

Przyszedł do nich po południu, pachnący i piękny z dwoma bukietami kwiatów. Poważnie ucałował dłoń mamy Hanki i spojrzał jej głęboko w oczy. Brązowe, stanowcze oczy kobiety, której miłość zabrała wojna. Przepadło. Ten młody, świetny chłopak tak bardzo przypominał jej ukochanego z wczesnych lat młodości. Przysięgłaby, że to podobieństwo było ogromne – mógłby być jego synem. Zapomniała o Hani, zapomniała może, że jest matką, na chwilę była znowu młodą, zauroczoną chłopcem dziewczyną. Popołudnie upłynęło jej  miło i szybko, a kiedy Janusz wyszedł, zasypała córkę pytaniami o niego. I chociaż słyszała już te odpowiedzi wiele razy, ciągle jej było mało.

Hania cieszyła się z tego, że ukochany zyskał aprobatę jej mamy, cieszyła się tym zainteresowaniem i nie podejrzewała, że coraz częstsze spotkania we troje trzeba przypisać fascynacji matki jej narzeczonym. Ufności dziewczyny nie zburzył nawet fakt, że matka na spotkania z ukochanym córki zaczęła zakładać swoje najlepsze jedwabne bluzki i porzuciła dawny styl czesania się na rzecz nowoczesnej, modnej fryzury. W jego serdecznym zachowaniu, a nawet jawnym zachwycie jej matką też nie zobaczyła nic niepokojącego. Może to jej natura, a może naiwność jeszcze wciąż dziecka, a nie kobiety sprawiły, że nie dostrzegła jak traci tę miłość.

Dzień w którym zobaczyła ich razem, przy furtce w ogrodzie, okazał się najtrudniejszym doświadczeniem w jej młodym, dwudziestoletnim życiu. Wracała do domu, stąpając lekko i tanecznie, z głową w chmurach i dziewczęcą pewnością, że świat jest dobry. Janusz stał tam, przy różanym krzewie, delikatnie głaszcząc twarz jej matki. Jego gesty, jej czułe spojrzenie, pocałunki i  słowa, które padły, a których część jedynie zdołała usłyszeć, nie pozostawiały wątpliwości. Świat Hani zawalił się w jednej, letniej chwili. Odarł ją ze złudzeń.

Wycofała się po cichu, tłumiąc łzy, by za chwilę pobiec daleko przed siebie i wypłakać swój ból, żal, zawód jaki ją spotkał gdzieś na ławce w parku. Do domu wróciła wieczorem, przyznając od razu, że wie o uczuciu łączącym matkę i jej Janusza. Nie zaprzeczyli, nie kryli się dłużej ze swoją miłością.

A Hania? Spakowała się w jedną, starą walizkę i uciekła do krewnych, nad morze, byle dalej od tej dwójki tak bliskich jej ludzi. Po kilku miesiącach zaczęła przesyłać kartki. Kilka niezobowiązujących słów: że wszystko w porządku, że pracuje, że kiedyś nabierze odwagi by wrócić i spojrzeć na nich ze spokojnym sercem. Przesyłała je tak latami.

A oni? Ich związek trwał jeszcze do następnego lata, ale potem skończył się gwałtownie i nie pozostawiając złudzeń o powrotach. Matka Hani nie wybaczyła sobie krzywdy wyrządzonej córce. Janusz zapomniał łatwiej, ale jego miłość okazała się ulotna i nietrwała. Porzucił ukochaną i wyjechał, by już nigdy się nie odezwać.

Wiele lat później Hania wróciła, już z rodziną: mężem i córką. Zapukała do drzwi domu swojej matki, otworzyła jej schorowana, ale ciągle elegancka starsza pani. Łzy popłynęły z obu par oczu: niebieskich i brązowych. Nie padło zbyt wiele słów. – Tęskniłam, mamo. –  Myślałam o tobie każdego dnia, córeczko.

Nic o dawnej sprawie, nic o zranionym sercu zakochanej, młodej dziewczyny, ani o poczuciu winy matki, która chwilą szaleństwa to serce złamała. Czas zaleczył rany, miłość córki przezwyciężyła ból niespełnionej miłości do mężczyzny.

Dziękuję H. za opowiedzenie historii, która wydarzyła się prawie 70 lat temu.


Macierzyństwo

Apel przeciwko zaostrzaniu ustawy antyaborcyjnej. Walczymy o zdrowie i życie kobiet! Brakuje już niewiele podpisów, pomożecie?

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
6 kwietnia 2016
Fot. Screen z / Akcja demokracja

Nieważne czy jesteś wierząca, czy nie. Masz poglądy lewicowe, czy prawicowe. Masz dzieci, czy nie masz. W zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej chodzi przede wszystkim o bagatelizowanie kobiet, niezwracanie uwagi na ich zdrowie, a nawet życie.

Pozwól, żeby kobiety zgwałcone miały wybór. Pozwól, żeby wybór miały matki, których płody są chore i zdeformowane. I żeby ten wybór miały kobiety, które same są chore.

Potrzeba 30 tysięcy podpisów pod apelem przeciwko zaostrzaniu ustawy antyaborcyjnej. Już niewiele brakuje. My wszystkie podpisujemy, choć w naszej redakcji też zdania co do aborcji są bardzo podzielone.

Poniżej link. Podpisz i udostępnij dalej.

Fot. Screen z /

 


Zobacz także

„Położna na medal” poszukiwana – trwają zgłoszenia do konkursu na najlepszą położną

#LicząSięPierwszeChwile. Rola taty w pierwszym 1000 dni życia dziecka

Tak mało trzeba, by kat przestał bić. Dzięki 500 + maltretowana żona mogła się wyprowadzić

biceps-ua.com/optimum-opti-women-60-caps-usa.html

www.steroid-pharm.com

Предлагаем вам со скидкой Кломивер купить недорого с доставкой.