Macierzyństwo

Dwa lata Wcześniaka

Etat Mama
Etat Mama
14 października 2019
 

Mój Synek skończył dwa latka.
Miał być grudniowym prezentem, a pojawił się na świecie w pierwszym dniu jesieni…
To już dwa lata. Trudno uwierzyć, że minęły tak szybko, choć z drugiej strony nie pamiętam już jak wyglądało moje życie przed pojawieniem się Stasia na świecie (coś mi świta, że życie toczyło się wtedy spokojniej, czas mijał dużo wolniej, a mnie pochłaniały sprawy zupełnie błahe, które tak naprawdę nie mają żadnego znaczenia…)
Nie potrafię też sobie wyobrazić jakby to było gdyby Go nie było. Staś stał się centrum wszechświata, absolutnym numerem jeden, sensem i celem wszystkiego. Jest radością, dumą, miłością samą w sobie i jej ukoronowaniem, ale też wielkim, codziennym wyzwaniem.

Można powiedzieć, że przez te dwa lata Staś wyrósł z wcześniactwa, a my – rodzice – choć oczywiście pamiętamy o naszym trudnym początku – nauczyliśmy się już nie tylko bać o Niego, ale też odczuwać radość z bycia rodzicem. Przez te dwa lata zmieniliśmy się my sami, nasze życie, nasz dom, ale przede wszystkim zmienił się Staś…

received_1053516508016641
Ze spokojnego niemowlęcia, które przesypiało całe noce w aktywnego dwulatka, któremu szkoda czasu na sen, który energie czerpie chyba z kosmosu bo spać chodzi po 22, a wstaje już po 7;
Z grzecznego niemowlęcia, które przez godzinę skupiało wzrok na jednej, przesuwanej nad nim grzechotce w dwulatka, który dynamicznie poznaje świat, który siedzi tylko wtedy gdy musi (w foteliku do karmirnia, w foteliku samochodowym albo – coraz mniej chętnie – w wózku na spacerze) bo woli biegać, skakać i się wspinać po wszystkim i na wszystko (w końcu im wyżej tym lepiej!);
Z niemowlęcia, które chętnie piło mleczko w wybrednego „Tadka-niejadka”, który nie bardzo lubi jeść, a jeśli już to tylko te potrawy, których smak i konsystencję już zna i lubi;
Z roczniaka, który chętnie się kąpał, dla którego atrakcją było mycie rączek i zabawa mydłem w dwulatka, który boi się wodu, nie chce usiąść w wannie, a przy myciu głowy dostaje histerii.

Cóż…ludowe przysłowie nie kłamie – małe dzieci mały kłopot, duże dzieci kłopot większy, a już na pewno większy wyzwanie. Nasze Dziecko im większe, tym większej przestrzeni potrzebuje.
W sensie metaforycznym – przestrzeni życiowej bo przecież już potrafi pokazać, że ma swoje zdanie i mocno go bronić, wbrew nawet najbardziej logicznym argumentom rodziców. I w sensie najbardziej prozaicznym – jedna szafa wystarczała by pomieścić bodziaki, śpioszki i kaftaniki, ale spodnie, podkoszulki, bluzy i kurtki w rozmiarze 98 zajmują zdecydowanie więcej miejsca. Z użycia zniknęły już laktator, podgrzewacz, smoczki, butelki, grzechotki, „domowy” wózek, chodzik, ale za to pojawiły się nowe sprzęty i zabawki, które zajmują coraz więcej miejsca – nocnik, jeździki, rowerki, klocki, piłki, książeczki, „plastyczne pudełko”, a od niedzieli „domowa piaskownica” czyli pudełko z piaskiem kinetycznym.

20190920_153528_HDR

W 25.miesiąc swojego życia Staś wchodzi z katarem i kaszlem (ach, te jesienne infekcje!), ale też z dość dobrym humorem; z 16.ząbkami (na szczęście ząbkowanie przebiegło dość spokojnie, prócz kilku nieprzespanych nocy nie męczyła Stasia gorączka ani żadne choroby); bez smoczka, ale nadal w pieluchach (nocnik stoi w łazience i czeka, na odpowiedni moment, na razie Staś mu się tylko przygląda, czasem próbuje na nim usiąść, ale tylko w ubraniu); z umiejętnością powiedzenia kilku podstawowych słów (mama, baba, dziadzia, bam, oko, nie, nie ce, am am) oraz rozumienia i pokazywania wszystkiego.

W poznawaniu świata Staś odczuwa dużą radość i żadnych lęków; zdarza Mu się wstydzić obcych ludzi spotkanych na ulicy, ale częściej podchodzi do nich z wyciągniętymi rączkami i uśmiechem, a większość dzieci na placu zabaw chciałby przytulić.
Przytulanie jest zresztą Jego nową umiejętnością… Staszek jeszcze nie umie powiedzieć „kocham cię mamo”, ale kiedy spontanicznie podbiega, wyciąga rączki albo zarzuca je na szyję i mocno się wtula – wiem, że to właśnie czuje. W takich chwilach jest tak jakby zapaliło się na raz tysiąc słońc i nic więcej nie jest potrzebne do szczęścia! Mimo zmęczenia, a czasem monotonii związanej z opieką nad Stasiem, mimo nieprzespanych nocy, mimo tego, że są chwile, w których muszę liczyć do 10 (a nawet do 100) by nie wybuchnąć albo wyjść i nie chcieć wrócić (zwykle wtedy gdy Staszek nie chce jeść!), mimo Jego szaleństw od rana do nocy, mimo śladów po pogryzieniu (!) wiem na pewno, że dokładnie dwa lata temu w moim życiu zdarzył się prawdziwy cud, który trwa…

Kiedy patrzę na drogę jaką pokonał Staś, jaką pokonaliśmy jako Rodzina od 23.09.2013 czuję radość, szczęście i dumę i… wdzięczność dla Losu i Opatrzności, dla wszystkich Lekarzy, Pielęgniarek i Rehabilitantów, których spotkaliśmy na naszej drodze; dla Rodziny oraz bliższych i dalszych Znajomych, którzy od dwóch lat kibicują Stasiowi i interesują się tym, co u nas nowego, dla wszystkich, którzy regularnie czytają naszą stronę () dla Babć Stasia, na których wsparcie, pomoc, dobrą radę i czas zawsze możemy liczyć – dla Was wszystkich wielkie dzięki  i kawałek urodzinowego tortu z Elmo i uśmiech od wyjątkowego Misia; uszytego przez Matkę Chrzestną Stasia z pierwszej staśkowej piżamki; ten Miś ma nam przypominać jaką drogę przeszliśmy bo waży 1250g. i mierzy 41 cm., czyli dokładnie tyle ile Staszek, gdy niespodziewanie pojawił się na świecie…


Macierzyństwo

Wspomnienia

Etat Mama
Etat Mama
14 października 2019
 

Ostatnio coraz więcej (i dobrze!) mówi się o wcześniakach. W telewizji oglądam serial dokumentalny „Moje 600 gram szczęścia” i wracają wspomnienia,  wzruszenie i emocje prawie tak silne jak przed dwoma laty…

Wtedy płakałam w nocy, bo na oddziale u Stasia trzeba było być dzielnym i mówić temu małemu człowiekowi w inkubatorku, że wszystko będzie dobrze i trzeba było naprawdę w to wierzyć. Jedna z pielęgniarek („ciocia Asia”) mi sto razy powtarzała, że mój synek nie będzie dzielny jak mama nie będzie dzielna i że jak wchodzę na oddział z płaczem, to Staś to czuje i gorzej oddycha albo spada mu saturacja.  „Ciocia Ewa” dodawała, że synek walczy w inkubatorze, a mama zamiast ryczeć  musi walczyć o każdą kroplę pokarmu. Więc walczyłam i odciągałam co 3 godziny najpierw po kropelce, a później coraz więcej i więcej.

2013-09-29 12.39.46

Dokładnie dwa lata temu był ten czas – najtrudniejszy czas w moim życiu, na który absolutnie nie byłam przygotowana…

Dokładnie dwa lata temu Staś miał 5. dób i ciągły spadek wagi urodzeniowej, a ja jeszcze byłam w szpitalu i mimo ciągnących szwów po cesarskim cięciu całe dnie stałam przy inkubatorze (czasem, któraś z Pań położnych przynosiła plastikowe krzesło, na które nie było nawet za bardzo miejsca w małym boksie). Bolała mnie głowa od pikającej aparatury i gorąca panującego w boksie (w porównaniu z pozostałą częścią szpitala), ale to było nic – ważne, że Staś był blisko, że oddychał, że nie miał żółtaczki…

Dłonie włożone w otwory inkubatora dotykały Stasia, w żołądku cały czas skurcz stresu, a głowie jedno wielkie pragnienie by tymi dłońmi ochronić to moje maleństwo, by tym dotykiem dodać Mu siły, przekazać miłość i to, że wszyscy na Niego czekają.

Dziś ciężko sobie nawet przypomnieć jak mega trudno było wtedy powstrzymywać łzy i wyobrażać sobie ten moment, gdy Staś wyjdzie ze szpitala, gdy będzie dużym, zdrowym chłopcem, gdy powie do mnie „mama”. Jak mega trudno było mi w to uwierzyć… Tata Stasia wierzył w Niego od początku i był pewny tej naszej dobrej przyszłości dużo bardziej niż ja… Gdyby nie Tata Stasia ja nie dałabym chyba rady przetrwać tamtych dni. To Tata Stasia pierwszy włożył rękę do inkubatora i pierwszy przewinął Stasia w inkubatorze; ja na początku bałam się, że mój dotyk będzie dla Stasia zbyt silny, za mało delikatny, że zrobię Mu krzywdę. To „dobre Ciocie” – Panie pielęgniarki – Asia, Ania, Iza i Ewa, które opiekowały się Stasiem i boksem nr.7, oswajały mnie z moim dzieckiem.

20190928_224825
Nigdy nie zapomnę jak chyba w drugiej dobie życia Stasia „ciocia” Asia na sekundę wyjęła Go z inkubatora i kazała mi szybko pocałować jego chudą, długą stopkę. Pamiętam moje łez, po tym jak „ciocia” Iza powiedziała, że przy tak wczesnych wcześniakach długo jeszcze nie będzie dobrze, bo czasem po dużym kroku w dobrą stronę przychodzą trzy kroki w tył; wtedy Ją prawie znienawidziłam za te słowa, dziś wiem, że miała rację, że chciała dobrze próbując przygotować mnie na wszystko, co zdarzyć się mogło, co na szczęście się nie zdarzyło…

Nie zapomnę uśmiechniętej miny lekarki prowadzącej Staszka, która już z daleka nas poznawała bo każdego dnia przez miesiąc „ścigaliśmy” Ją po oddziale by zapytać o stan Stasia, gdy przekazywała nam dobre wiadomości, że Staś przybrał na wadze, że zleciła większe ilości mleczka bo pokarm już nie zalega, że antybiotyk zadziałał i infekcja minęła…

Nigdy nie zapomnę codziennej jazdy do szpitala z torbą pełną buteleczek z odciągniętym pokarmem, ze ściśniętym sercem i żołądkiem, z lękiem o to, jak minęła noc, o to, co zastaniemy na oddziale… Z jednej strony chciałam jechać do szpitala jak najszybciej i w domu nie mogłam znaleźć sobie miejsca, a z drugiej bałam się wejścia na oddział… Z czasem nauczyliśmy się czytać z min pielęgniarek dyżurujących – ich jedno spojrzenie, delikatny uśmiech i już wiedzieliśmy, że wszystko jest ok…i wtedy tylko dokładne mycie i dezynfekcja rąk i jak najszybciej do Stasia by Mu powiedzieć „dzień dobry” 🙂

Pozwoliłam sobie na ten długi i chyba jeden z bardziej osobistych wpisów dla samej siebie, żeby wyrzucić tamte emocje (chyba nigdy wcześniej nie pisałam tyle o pobycie Stasia w szpitalu; wpisy z tamtego okresu sprzed dwóch lat mają tylko charakter sprawozdawczy, wtedy emocje trzeba było trzymać na wodzy…), ale też dla wszystkich tych czytających, którzy mają za sobą podobne przeżycia albo właśnie teraz doświadczają życiowych trudności – one miną, ale czas pewnych emocji, uczuć i lęków chyba nigdy do końca nie „wyleczy” – one zawsze są w nas… I dobrze, że tak jest – dzięki temu,  po pierwsze, widzimy swoją siłę (bo przecież przetrwaliśmy!), a po drugie doceniamy to, co mamy.


http://danabol-in.com

ведущий на свадьбу

дженерик дапоксетин отзывы