Macierzyństwo

Drogie niesamowite matki, gdziekolwiek jesteście, posłuchajcie… List do wszystkich matek

Femme fatale
Femme fatale
29 maja 2016
Fot.Splitshire / /
 

Super-Matko, gdziekolwiek jesteś (tak piszę do ciebie, nie patrz tak zdumiona),

Opowiem ci pewną historię. Kiedyś dawno temu (no dobra nie tak dawno temu, 3 lata), gdy moja córka miała lat 3 i trochę, zdarzyło się coś niespodziewanego. Miałam uszyć córce kapelusz na Halloween, a walka o usypianie trwała w najlepsze… Kolejne długie minuty, pół godziny, godzina… czyli „miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle…”. W końcu zrezygnowana postanowiłam się dogadać stosując twarde argumenty: „Jest bardzo późno (itepe itede), jeszcze chciałam ci uszyć kapelusz do stroju, ale nie mogę tego robić, gdy ciągle uciekasz z łóżka i chcesz, żebym tu z tobą leżała (itepe itede)”. Zadziałało, mały szantażyk wykorzystałam pewnie po pierwszym sukcesie nieraz. No i  w codziennej bieganinie, nieraz siedziałam po nocach – to nawet stały punkt programu… klasyka…

Aż pewnego dnia moja córka, gdy czegoś chciała, a ja powiedziałam, że nie mogę tego zrobić, powiedziała:  „nie szkodzi mamusiu, jak nie pójdziesz spać, będziesz miała czas, żeby zrobić jeszcze więcej…”. Szeroko otworzyłam oczy. Czyżby kilkulatek naprawdę widział to tak dobrze…?

Matko Polko od brudnych skarpet – patronko pralki, zmywarki  i środków na plamy. I ty przenajświętsza kobieto pracująca, która już dawno żadnej pracy się nie boi – ale ma jej cholernie dosyć. I ty o, Żono przez Ż wielkie jak niejeden pomnik, poganiaczko obsmarkanych chusteczek i owłosionych łydek na twojej kanapie. Wreszcie super-matko, która, gdy nikt nie widzi, zdzierasz z siebie wytartą podomkę i fartuch w kwiaty, żeby w przebraniu zarządzać w jakimś korpo zespołem 50-osób, a potem zdążyć wrócić, zanim ktoś cię zdemaskuje i zetrzeć kaszkę ze ściany, wywiesić pranie… Posłuchaj:

 Zasługujesz na taką samą miłość, jaką codziennie sama dajesz swojej całej rodzinie…

Zasługujesz na taką samą troskę jak twoje dzieci, mąż czy kochanek…

Zasługujesz na to, by to tobie ktoś zrobił herbatę…

To nie grzech mieć inne marzenia, niż zdrowie, szczęście i spełnienie marzeń dzieci…

Nie jesteś tylko matką. Jesteś aż matką. Nie jesteś tylko matką. Jesteś sobą…

♥  Jesteś kochana…

Masz prawo nie wiedzieć…

♥ Jesteś ważna. Dla wielu – najważniejsza…

Masz prawo kochać…

Jesteś wystarczająca… Wystarczająco dobra, czuła, uważna – wystarczająca – tak jaka jesteś…

♥ Robisz więcej, niż ci się wydaje…

♥ Prośba o pomoc, walka o równy o podział obowiązków w domu – nie jest słabością…

♥ Nie każde poświęcenie „dla dzieci”, tak naprawdę im służy…

♥ Zasługujesz na odpoczynek, jak każdy…

♥ Potrzebujesz czasem samotności, jak wszyscy… (nawet gdy szczytem twoich marzeń jest samotność w toalecie)…

♥ Jesteś matką… to mówi o tobie wszystko i nic. Jesteś jedyna wśród nas wszystkich – i to się nigdy nie zmieni, nie staraj się wyrównać do szeregu…

♥ Nie wmawiaj sobie, że twoje serce (tak, to najbardziej czułe serce na świecie, najcieplejsze, najgłębsze dla twoich dzieci) może w nieskończoność znosić bez szkody wszystko…

♥ Żyj (w każdym znaczeniu tego słowa) dla swoich dzieci (a tym samym dla siebie, a może przede wszystkim?)…

♥ Bądź…
– po prostu
– szczęśliwa
– wypoczęta
– zmęczona czasem za bardzo, by musieć więcej!

Więc pomyśl proszę o tym wszystkim co robisz, o tym wszystkim, o czym myślisz, że powinnaś.mogłabyś jeszcze zrobić – i znajdź w tym całym chaosie siebie. Bo gdy teraz o tym zapomnisz, kiedyś zgubisz samą siebie na długie lata.

PS: I proszę nie mów więcej, że jakoś dasz sobie radę, że to  nie szkodzi, że jakoś tak wyszło, to drobiazg… jeśli to takie nieważne, to czy naprawdę jesteś super-matką, czego uczysz swoje dzieci?

Pewnego dnia usłysz może to, co ja – nie szkodzi mamusiu, nie pójdziesz spać i będziesz miała czas, żeby zrobić jeszcze więcej…


Macierzyństwo

Choć raz w życiu oszaleć z miłości, kochać się jakby jutra nie było i złamać serce… bez tego nie da się żyć naprawdę

Femme fatale
Femme fatale
5 czerwca 2016
Fot. Splitshire/ /
 

Pamiętam jak wtedy padał deszcz. Zupełnie inaczej niż zwykle. Tak głośno tłukł o blaszany parapet i wył… A ja z nim. Pamiętam też dokładnie zapach pościeli, w której kochaliśmy się tak, jakby świat nie istniał, albo miał się zaraz skończyć. Do dziś szukam tego zapachu w nakrętkach płynów do płukania, bez skutku. I pamiętam dokładnie jak po prostu leżeliśmy na plaży, a ja marzyłam tylko o tym, by ta chwila zastygła… tak naiwnie, młodzieńczo.

Bo są takie chwile, bez których życie nie byłoby tym samym życiem. Nawet jeśli potem długo liżesz rany, skomląc jak pies…

Choć raz w życiu oszaleć z miłości

Kompletnie stracić głowę i serce. Robić milion głupich rzeczy, które wydają się tak naturalne. Nie myśleć przez chwilę, nie liczyć, nie mierzyć, nie odcinać kuponów. Jak zwierzę zanurzyć się w tych emocjach bez opamiętania. Zachłannie.

Bo oszaleć z miłości, to:
– śmiać się jak szaleniec, który nie ma żadnych trosk
– płakać ze szczęścia, z powodu rzeczy, których nigdy byśmy nie zauważyli
– tarzać się w trawie
– i tańczyć na palcach.
– nie musieć spać i jeść
– odwrócić bieg czasu albo go zatrzymać
– być tolerancyjnym jak nigdy wcześniej
– nie czepiać się
– uśmiechać się bez powodu
– łaknąc ludzi razem z ich zaletami i wadami
– poznawać tak wiele nowego
– czuć inaczej niż zwykle. Czuć: emocje, smaki,  świat i ludzi. Pełniej z otwartymi oczami (choć pozornie jesteśmy tak zaślepienie tą miłością).

Być szczerym i otwartym, gotowym do zmian bez strachu w kieszeni i zbędnych kalkulacji. To znaczy żyć – tak po prostu.

Choć raz w życiu kochać się, jakby jutra nie było

Ach, tak. Nie sposób dobrze opisać tego uczucia, gdy sama zdumiewasz się sobą. Gdy namiętność w jednej chwili uwalnia cię od  najgorszych kompleksów. Czujesz dzikość i bezpieczeństwo – i one w tak oczywisty sposób współegzystują.

Gdy ktoś dotyka cię tak, że nigdy już tego dotyku z siebie nie zmyjesz, nie będziesz chciała. I ten seks nie musi być ani długi, ani dziki, ani tajemniczy. To magia chwili. To i chemia i więź. To moment, którym bez granic poznajesz… jego, siebie, wasze ciała. Zaufanie i zgoda na podróż. Nie boisz się, bo jesteś pewna, że to lądowanie będzie wyjątkowo miękkie. Zamykasz oczy i skaczesz – po to by pofrunąć.

Zrzucić z siebie bagaż ograniczeń w łóżku, mieć ku temu okazję, to:
– odkryć swoje ciało na nowo, jakby się je widziało po raz pierwszy,
– czuć jakby wszystko przedtem było tylko gapieniem się na wystawę ze słodyczami
– zbadać swoje granice bez żadnego ryzyka
– kochać się i pieprzyć równocześnie
– dostać więcej niż się oczekiwało
– być oddanym, być naprawdę we dwoje
– poznać prawdziwą magię i wartość seksu – ta wyjątkowa zostaje na zawsze.

Dziękuje ci M. za ten lot balonem.

Choć raz w życiu złamać serce

W tę podróż pojechałam z D.. Motyle, dreszcze, przygoda. A potem kawałek wspólnego życia. Wszystko tak nagle urwane, jak rozpoczęte. I ja tak zaskoczona, że przez chwilę nie wiedziałam, kim jestem. Dzisiaj dziękuję ci D. za to, że złamałeś mi wtedy serce, a nawet chciałeś złamać życie, bez tego nie wiedziałabym, że:
– to nie mogła być miłość, bo żadna miłość nie jest okrutna
– kochać, to najpiękniejsze ale i najgorsze co może nas w życiu spotkać
– park jesienią może przyprawiać o łzy lub o uśmiech
– mam tyle siły
– wspomnienia mogą mieć zapachy, kolory, rytm. Że mogą wprawiać w drżenie powietrze, być sygnałem, że pora uciekać do prawdziwego życia
– że można czuć tak wiele naraz
– cierpieć jak nigdy w życiu, a potem podnieść się z kolan.

Bez ciebie drogi D. nie poznałabym nigdy potem smaku prawdziwej miłości, ani potęgi jaką ma szczera radość, która rodzi po ogromnym smutku, po stracie. Ta pierwsza, która odmienia wszystko. Nie nauczyłabym się chronić przed złem, do którego wszystkie siły wszechświata cię ciągną. Nie dojrzałabym jako kobieta, kochanka. Nie ty jeden złamałeś moje serce, ale ty po raz pierwszy w życiu wystawiłeś mnie do walki z lękiem. Wygrałam (choć nie wiem jak obstawiałeś zakłady).

Nie cierpienie nie uszlachetnia. Uczy pokory. Jest lekcją – choćby tego, by nigdy nikogo tak nie potraktować.

Choć raz w życiu oszaleć z miłości, kochać się jak by jutra nie było i złamać serce… bez tego nie da się żyć naprawdę. Przynajmniej ja bym nie chciała… Może raz dobrze a raz źle, ale nigdy w życiu nie będziecie mieli okazji tyle dowiedzieć się o sobie.


Macierzyństwo

Co zrobić, gdy twoje życie jest do dupy?

Femme fatale
Femme fatale
27 maja 2016
Co zrobić, gdy twoje życie jest do dupy?
Fot. Unsplash /

Co tu zrobić, co tu zrobić? Hmmm. No tak, jeśli naprawdę twoje życie jest do D, pewnie nawet przez sekundę nie pomyślałaś co zrobić, bo i po co, lepiej sobie trochę pojęczeć nad niedolą.

Byłam dziś rano w przedszkolu, odprowadzałam córkę – dzień wiekopomny, wchodzimy do szatni, jesteśmy pierwsze (dlatego, że dziś tylko niedobitki, większość powyjeżdżała), żartujemy z tego (bo wyjście, czyt. ubieranie i tak zajęło sto godzin, czyli godzinę). Nagle zza drzwi sali wychyla swą głowę bulterier – A PANI WIE, ŻE BĘDZIE DZISIAJ TYLKO JEDNO DZIECKO JESZCZE… O KTÓREJ JĄ PANI ODBIERZE??!! – Nosz…. – myślę (tu następuję w moich myślach seria niewybrednych epitetów). – Pewnie koło 16-tej odpowiadam. CMOK, CMOK, CMOK – przeszywa pusty  – korytarz, do tego gratis ostentacyjne westchnięcie. Córka wchodzi do sali, bulterier wywraca oczami – A pani wie, że nie robi mi uprzejmości, tylko pracuje – zupełnie tak jak ja dzisiaj? – nie wytrzymuję i rzucam trochę w kosmos. Efekt zapowietrzenie. No nic, życie tej pani z pewnością jest do dupy.

Więc ze specjalną dedykacją dla pani B. i wszystkich, których życie niewątpliwie jest do D lub tych, którzy tak uważają. Garść praktycznych porad.

Pozwól sobie czuć się źle

Nie mylić z: Zalewaj jadem każdą formę życia. 

Tak, masz prawo uważać, że twoje życie jest dupy najbardziej, że wygrywasz tę konkurencje jeszcze przed startem, że świat jest zły, bo musisz, gdy inni grillują uśmiechać się do obcych bachorów – jeśli pracujesz w przedszkolu. Masz prawo nie mieć siły, mieć żal. Masz prawo się złościć. Do wszystkich emocji masz prawo. ALE… jeśli to stan stały – pora coś zmienić. No bo skoro wszystko jest takie beznadziejne, po co w tym tkwić?

Każda matka wie, że miejsce „ojojane” mniej boli. Więc zrób sobie swoje prywatne „ojojoj”, a potem otrzyj łzy, naklej plasterek. Narzekanie bywa potrzebne, to naturalny etap w procesie podnoszenia się po upadku. To często impuls, żeby powiedzieć sobie: DOŚĆ, nie chce tak dłużej!

Weź na siebie odpowiedzialność

Nie mylić z: Obwiniaj się. 

Czasami jedno wydarzenie sprawia, że przenosimy poczucie beznadziei na całe nasze życie. Skonfrontuj się z tym. Weź odpowiedzialność za swoje niepowodzenie, złą decyzję, porażkę. Owszem, dużo łatwiej jest powiedzieć – po prostu moje życie jest do dupy, taka karma – i popłakać trochę nad rozlanym mlekiem, ale to niczego zmieni, nie pchnie cię nawet o centymetr do przodu. Nie chcesz chyba tam zostać na zawsze.

Nawet, gdy sprawy są poważne, gdy cierpisz z powodu straty miłości czy bliskiej osoby – to ważny etap. Na pewno masz wobec siebie jakieś wyrzuty – staw im czoła. To może być telefon, z którym zwlekałaś, rozmowa, której nie zdążyłaś odbyć. Nie obwiniaj się za to. Tak mogło być inaczej, codziennie może być inaczej – ale czasu nie da się zawrócić. Są rzeczy, na które już nie mamy wpływu – i to jest przeszłość. Możesz za to wyciągnąć z tego doświadczenia bardzo cenną lekcję i nawet tej nieobecnej już osobie wiele „wynagrodzić” zmieniając się na lepsze.

Twoje życie jest do bani? Nie pozwól na to nigdy więcej! Nie zakopuj tych emocji.

Rób coś dla siebie

Nie mylić z: Zapomnij o całym świecie. 

Żeby złagodzić nieco cios od losu – pozwól sobie na hojność wobec siebie. Tak, zrób dla siebie coś miłego i dobrego. Jeżeli twoje życie jest do D – czyli nikt nie dba o ciebie, nie robi ci niespodzianek, nie interesuje się twoimi potrzebami, czy nie sprawia ci przyjemności (no bo skoro twoje życie naprawdę jest do dupy, chyba tak jest?) – zrób to sama. Co stoi na przeszkodzie by pomóc sobie samemu, odczarować nieco szarość dnia? To nawet całkiem logiczne, nikt nie zna twoich potrzeb lepiej niż ty. Do dzieła.

Czerp z tego siłę

Nie mylić z: Machnij ręką na wszystko.

Z perspektywy czasu, zazwyczaj dochodzimy do wniosku, że nawet te najgorsze doświadczenia coś wniosły do naszego życia. Wzmocniły, dały lekcję i siłę do zmian. Nierzadko były impulsem. Jednym ten etap przychodzi łatwiej innym trudniej, różnimy się – to zrozumiałe. Niektórzy potrzebują więcej czasu na przystanku „smutek” czy „poczucie beznadziei” – inni dostają natychmiastowy impuls do ucieczki z tego miejsca.

Ale czasem, dopiero gdy rozejrzysz się wokół, zobaczysz co dzieję się na świecie, mówisz sobie”halo, stara, nie jest tak źle, przecież możesz zrobić to i to”.

Miej swoje złe dni, złap doła – ale zakop go w cholerę, podnieś się z kolan. Po prostu pozwól, by twój smutek czy złość mogły się naturalnie skończyć, wynieść wysoko w niebo. Nie podsycaj ich w nieskończoność.

PS: A jak ocenić czy naprawdę jest do dupy czy tylko chronicznie marudzisz? No cóż, eksperymentalnie przyjmijmy, że skoro ciągle marudzisz – musi być do D.

PS2: Na zapowietrzenie nic nie poradzę, fachowca trzeba, najlepiej pana ze spółdzielni od kaloryferów.


Tekst zainspirowany lekturą: .


силденафил цена в украине

https://buysteroids.in.ua

электронный микроскоп