Macierzyństwo Psychologia

Chcieliśmy kochać nasze dzieci idealnie, za każdą obojętność naszych rodziców. Tak się hoduje egoistę?

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
26 listopada 2019
Fot. iStock / ZoneCreative S.r.l.
 

Jestem dzieckiem lat 80-tych. Oboje rodzice pracowali, biegałam z kluczem do domu, a ze szkoły pierwszy raz wracałam, gdy miałam osiem lat (kilka przystanków autobusem, w Warszawie). Nikt nam nie tłumaczył dlaczego musimy się uczyć, nie pytał, gdzie chcemy spędzać wakacje, co jeść i jak się ubierać. „Dzieci i ryby głosu nie mają” powtarzał mój wujek, tata trójki dzieci. Był dobrym człowiekiem, ale w jego domu panowała żelazna dyscyplina.

Nasi ojcowie raczej domem się nie zajmowali, często bywali nieobecni (choćby emocjonalnie). Podział obowiązków w domu był tradycyjny. Słowo „żona” długo budziło mój wstręt. Bo wszystkie znane mi żony piekły ciasta, sprzątały, szorowały wanny i mówiły, że mężczyzna jest głową rodziny, a kobieta szyją. Niedobrze mi było od tych teorii, co kobieta powinna.

„Moje życie będzie inne” powtarzałam sobie. Podobne zdanie powtarzało wiele moich koleżanek (kolegów zresztą też). W domu często nie mieliśmy wsparcia, niektórzy dostawali lanie – i nawet do głowy nie przyszłoby im, żeby pomocy szukać u innych członków rodziny, a co dopiero na policji. Inni na wszystkie swoje argumenty słyszeli: „bo tak”.

Marzyliśmy,  żeby dorosnąć. Bo dorosłość równała się wolność. Od rodziców, którzy kochali, ale którym daleko było do ideału. I od przymusu.

Zrozumienia szukałam w psychologii. Jedne studia, kolejne, setki przeczytanych książek, terapia. Na życiowego partnera wybrałam mężczyznę odpowiedzialnego, mądrego i dobrego. Nie chciałam powtarzać scenariusza życia mojej mamy.

Matką też chciałam być inną. Podobnie jak inne kobiety w moim wieku wiedziałyśmy, że ponosimy konsekwencje za problemy swoich rodziców, ich walki, niezrozumienie siebie i nas. Nasze macierzyństwo zaczynało  się już w ciąży – gdy czytałyśmy książki o rozwoju płodu i kartkowałyśmy „Pierwszy rok z życia dziecka” i „Język niemowląt” Tracy Hogg biblię naszej idealności.

Moja mama podobno nie karmiła mnie piersią i odstawiała – choć płakałam – do łóżeczka. Bo wtedy mówiło się: „nic nie szkodzi, niech sobie popłacze”. Ja karmiłam ponad rok i reagowałam na każde jęknięcie dziecka. Świat przestał istnieć. Było tylko nasze mieszkanie, salon i kilkanaście kroków – od ściany do ściany, bo  dziecko kochało być noszone i czasem tylko tak zasypiało. No i, oczywiście, spacery. Kilkugodzinne. Niemowlę wystawione na balkon? Boże, groza. Mnie mama wystawiała do ogrodu. Czy to nie był dowód jej nieuwagi i egoizmu?

Chciałam być też dobrych pracownikiem, koleżanką, przyjaciółką, dorosłą córką, chciałam nauczyć się nowych języków i uprawiać regularnie sporty – bo przecież czytałam artykuły w kolorowej prasie i wszystkie matki mówiły, że to żaden problem robić wszystko. Że tylko organizacja.

Udawałam sama przed sobą, że mam nieograniczone zasoby – cierpliwość, spokój wewnętrzny, poświęcenie. Ale  im bardziej czułam się winna, że nie poświęcam dziecku odpowiedniej ilości czasu, że nie jestem matką idealną – tym częściej mu ustępowałam, tym więcej błędów popełniałam –  byłam niekonsekwentna,  nadopiekuńcza, chroniąca, wyręczająca i przede wszystkim chroniąca przed frustracją.  Chciałam, żeby moje dziecko miało inaczej niż miało moje pokolenie – żeby było wolne, szczęśliwe, bezpieczne.  Dużo moich koleżanek popełniało podobne błędy.

Mijały lata.

Ostatnio przeżyłam wstrząs.  Wizyta u jednej z takich koleżanek. Siedzimy i rozmawiamy. Właściwie próbujemy, bo jej syn (13 lat) wciąż przerywa, chce, by zawieźć go do sklepu. Po co do sklepu o 20.00, gdy wszystko w domu jest?„Zawieź mnieeeee” on ciśnie, dręczy przerywa tak długo, aż w końcu wsiadamy do auta (chociaż koleżanka wcześniej pięć razy powiedziała „nie”) i jedziemy do sklepu. A on chciał tylko …. hot doga. Ot, fanaberia piątkowego wieczoru. Ja pewnie postąpiłabym podobnie. Ale czy to naprawdę jest w porządku, że trzynastolatek przerywa matce spotkanie, bo chce kawałek – niezdrowej– bułki z parówką?

Inna scena, wyjazd, kilka rodzin. Dzieci mają pod nos podetknięte wszystko – śniadanie, obiad i kolacje – tylko dwie dziewczynki wynoszą po sobie naczynia do zlewu. „Ech, są wakacje” mówi jedna z matek. Jednocześnie dzieci rządzą wyjazdem. Gdzie pojedziemy, co zobaczymy. Tutaj tylko dzieci mają głos, bo ryby już nie.

I trzeci wstrząs. Niedawno spotkałam znajomą. Jej syn ma 16 lat, a historia, którą mi opowiedziała przypomina nieco „Balladę o Januszku”. Współczesną wersję. Z komputerem w tle. Z dopalaczami w tle – ale motyw podobny. Dziecko ma matkę gdzieś. Szukałam rozpaczliwie błędów tej matki. Nie była czuła? Była bardzo. Nie poświęciła czasu? Poświęciła mnóstwo. Nie kochała? Kochała, może aż za bardzo. Ona miała strasznego ojca – chciała, żeby jej dziecko nie doświadczyło nawet cienia przemocy i frustracji. Więc gdzie błąd? Miłość za bardzo, brak granic? Tak się hoduje egoistę?

Chcąc nie popełniać błędów rodziców – wielu z nas znalazło się po drugiej stronie skrajności. Nasze dzieci nie jeżdżą same autobusami, są często nadwrażliwe, delikatne, za to genialne w słowach: „chcę”, „potrzebuję”, „zrozum moje uczucia”. Mieliśmy dać im siłę – a w rezultacie je osłabiliśmy, bo nie wiedzą często co to cierpliwość, pokora, odraczanie swoich potrzeb i troska o innych.

Jak znaleźć złoty środek? Jak wychowywać mądrze? I czy w ogóle możemy jeszcze coś zmienić? My, matki nadopiekuńcze, które tak bardzo chciały być idealne?


Macierzyństwo Psychologia

„Ty też możesz zmienić nasz związek”. 7 próśb męża do żony

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
28 listopada 2019
Fot. iStock / kupicoo
 

Zaczęło się mniej więcej tak. Żona Nieidealna (tak ją nazwijmy) w piątkowy wieczór zaczęła czepiać się wszystkiego. Konkretniej: spraw fundamentalnych, jej zdaniem. Wiadomo, listopad. Depresja i smutek czyha wszędzie. Jak ktoś nie lubi być smutny emocje przerabia na złość. Dialog ( monolog, bądźmy konkretni) wyglądał mniej więcej tak:

– Dlaczego nie zadzwoniłeś w ciągu dnia spytać jak się czuję?

– Bo pracowałem.

– A, czyli nie masz sekundy, żeby zadzwonić?! Czy twoim zdaniem to jest miłość?! Nie pamiętanie o kimś w czasie pracy?

– Dlaczego mnie już nie przytulasz?

– Dlaczego właściwie już nie zapraszasz mnie na kolację?

– Czy jestem dla ciebie tylko matką dziecka?

Mąż Nieidealny w końcu spytał:  A powiedz szczerze, co ty robisz dla mnie? Jak ty dbasz o nasz związek?

Nieidealna wrzeszczała: powiedz mi zatem jak mam dbać?!

W sobotni poranek na stole znalazła taką oto kartkę. Tak, nic oryginalnego. Ale w sumie może przyda się też innym żonom (partnerkom).

Droga Żono,

Nie atakuj mnie już w progu. Nie jest fajnie wracać do domu po którym krąży kobieta– chmura gradowa. Nie, nie chodzi o to, żebyś witała mnie w szpilkach i seksownej sukience, ale… jest gdzieś złoty środek. Poszukałabyś go, poproszę?

Nie krytykuj. Albo krytykuj konstruktywnie. Mam ochotę ukryć w ciemnej dziurze, gdy słyszę: „Znowu zrobiłeś nie takie zakupy”, „Dlaczego NIGDY o mnie nie pomyślisz?!”. Co to znaczy NIGDY? To abstrakt. Przecież myślę o Tobie wciąż, inaczej bym z Tobą nie był. Ile razy mam Ci to tłumaczyć

Mów wprost. Jeśli mówisz w ciągu dnia, że nie jesteś na mnie zła– to zrozum, że ja potem nie pojmuję, że byłaś zła, ale nie chciałaś o tym mówić. „Nie”  znaczy „nie”, „tak” znaczy tak. Po prostu nie jestem w stanie zorientować się, kiedy mówisz: „nie potrzebuje pomocy” to naprawdę jej nie potrzebujesz czy właśnie chcesz mnie poinformować: „Weź się do roboty”. Uwierz, minę masz wciąż taką samą. A ja czuję się bezradny szczególnie, gdy mówię „ok”, siadam do swoich rzeczy, a ty się obrażasz. Nie wiem o co się obrażasz.

Dotykaj mnie sama z siebie. Przepraszam, że bywam nieuważny i o tym zapominam Jeśli potrzebujesz bliskości, podejdź do mnie, obejmij mnie, dotknij mojej ręki. Czasem jestem zajęty, nie czuję potrzeby w danym momencie, ale przecież nigdy Cię nie odrzucę.

Pozwól mi poczuć się ważnym. Po prostu osłabia mnie, gdy mówisz, że nie daję z czymś rady.  I wszystko ZAWSZE Ty. Ale czego konkretnie nie ogarniam? Co to jest „zawsze”. Mów konkretami. I nie wzdychaj teatralnie jeśli coś zawalam. To jest bardziej niż okropne.

Wspieraj mnie. Gdy mam problemy w pracy, gdy jestem znudzony nią, gdy mówię, że może ją rzucę. Nie denerwuj się wtedy mówiąc: „nie możesz jej rzucić”. Wiem to doskonale sam. Nieraz pokazałem Ci, że jestem odpowiedzialny. Czasem też potrzebuje się wygadać, a ty wydajesz się być zaskoczona, że mówię o sobie. Albo za wszelką cenę chcesz mnie pocieszyć, proponujesz milion rozwiązań. Mówię i w sumie potrzebuję potem ciszy. Albo zwykłego: „rozumiem”.

Ciesz się, że jesteśmy inni. Inaczej byśmy się zagryźli. Inaczej już dawno bylibyśmy po rozwodzie. Jesteś emocjonalna, ja mniej. Nie będę z Tobą w każdej części Twojego świata, bo po prostu go nie rozumiem. Tak jak Ty nie rozumiesz mojego. Nie wypominam Ci tego. Miejmy swoją wspólną część. Cieszmy się tym, tak jak ja się tym cieszę

Jeśli potrzebujesz uciec od codzienności– zrób to. Nie wypominaj mi braku myślenia o nas. Jeśli potrzebujesz ze mną uciec– po prostu kup sama gdzieś bilety i zrób mi niespodziankę. Ok, spontaniczność jest moją słabą stroną, ale nigdy nie odmówię ci wyjazdu, bo też chcę być z tobą

Nie umiem wciąż mówić: „kocham”. Tak, wiem. Dziesięć lat temu napisałem na ścianie: „Kocham cię”.  Ale czy Ty myślisz, że nie zmieniłaś się przez te dziesięć lat? Zmieniłaś się i to bardzo. Nie będę gadać, że myje Twój samochód, bo nie myję. Ale pilnuję ubezpieczenia, wymieniam Ci żarówkę, lecę do apteki, gdy masz gorączkę i pozwalam Ci płakać, gdy tego potrzebujesz. Dla mnie to wyznanie.

Przepraszam, że Cię rozczarowuję i wybaczam, że Ty czasem rozczarowujesz mnie:).

Fajnej soboty. Bez focha.


Macierzyństwo Psychologia

„Wszystkich Muzułmanów należy wytłuc”. Dość tego, ksenofobii i głupoty należy się wstydzić, a nie się nią chwalić!

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
15 listopada 2019
Fot. iStock / Michael Luhrenberg

„Mamo, dlaczego K. mówi, że wszystkich Muzułmanów należy wytłuc? Tak powiedział mu tata” mówi mój 9-letni syn.

Zatyka mnie. Ale znam tatę K. Gdy spotykamy się prywatnie (przy okazji różnych uroczystości, które obchodzą dzieci) prawie zawsze kończy się na dyskusjach społeczno-politycznych. To znaczy on w tym kierunku „ciągnie” wszystkie tematy.

Wychodzę ledwo ciepła, bo poziom złości ojca K. na życie: milion procent.

Mam ochotę powiedzieć synowi, że K. gada głupoty, bo jego ojciec jest debilem. Potem myślę, że jeśli to powiem – nie będę się niczym różnić od ojca K. Nienawiść, to jest nienawiść niezależnie od tego, w którą skierowana jest stronę. „Myślę, że tata K. tak mówi, bo się boi”.

Od wczoraj czytam wiadomości w internecie, przeglądam portale internetowe. W komentarzach pod artykułami o zamachach w Paryżu – mnóstwo nienawiści. „Muzułmanie współczują Francji? To jakiś żart! 27 procent z nich popiera ataki ISIS”, „Jestem wdzięczna, że żyje w PIS-owskiej Polsce, imigranci to gówno i nie chcę ich w naszym kraju”.

Poziom niewiedzy jest porażający, ale z niewiedzy bierze się nienawiść czy strach, prawda?

O atakach w Paryżu dowiedziałam się siedząc na babskiej imprezie. Kilkanaście wspaniałych kobiet, które poznałam na jednym z forum. Przyjaźnimy się od lat. W styczniu, tuż po zamachach na redakcję Charlie Hebdo, byłyśmy w Paryżu. Wyjazd zaplanowałyśmy dużo wcześniej. Dyskutowałyśmy: „lecieć – nie lecieć? „. Kilka zrezygnowało – większość jednak poleciała.

Mieszkałyśmy wtedy blisko koszernego supermarketu „Hyper Cacher” przy Porte de Vincennes, gdzie doszło do strzelaniny 8 stycznia. Pełno kwiatów, zdjęcia ofiar, tłumy ludzi, wojsko.

Za każdym razem, gdy mijałyśmy ten sklep miałyśmy ciarki. Za każdym razem, gdy mijałyśmy większą grupę mężczyzn o śniadej karnacji miałyśmy ciarki. W naszym hotelu oddychałyśmy z ulgą.

Żadna z nas nie jest rasistką, daleko nam do ksenofobii – ten lęk, to był instynkt. W jakimś sensie był naturalny, ale czy słuszny? Nie.

Gdy miałam 18 lat przez kilka miesięcy mieszkałam w muzułmańskiej rodzinie. W Londynie opiekowałam się synkiem lekarzy z Syrii. Na początku byłam przestraszona. Dziewczyna z kraju, gdzie tak rzadko widzimy inność trafia do domu ludzi o innej kulturze. „Mamo, oni kilka razy przebierają się w dziwne ubrania, modlą się bijąc rękami o ziemię, klęczą” zwierzałam się mamie przez telefon. Po kilku tygodniach polubiłam ich, byłam w ich domu bezpieczna i szczęśliwa, poznałam ich tradycję – przestałam się bać.

Żyjemy w kraju gdzie wszystko co inne, jest podejrzane. Dziś są to Muzułmanie. „Mamy” powód – choć każdy wykształcony człowiek wie, że uchodźcy uciekają przed prześladowaniem i większość Muzułmanów nie popiera działań ISIS. Jutro to znów będzie in vitro, geje, czy cokolwiek innego. „Mądrość to czasem banie się,  a jednocześnie pogłębianie swojej wiedzy, która pozwala się nie bać inności” mawia moja przyjaciółka, filozof.

Gdybyśmy wszyscy się tego trzymali – nie byłoby tyle nienawiści. I durnych komentarzy w necie. Na ten czy inny temat.

Drogi Tato K. i inni mu podobni –  zastanówcie się czego uczycie dzieci. Głupotą, ksenofobią, brakiem otwartości naprawdę nie należy się chwalić. I nie należy nią zarażać innych.  


www.pharmacy24.com.ua

Tribulus BioTech