Listy do redakcji

Kogo bać się mocniej? Fundamentalizmu islamskiego, czy mojego własnego, ojczystego, chrześcijańskiego?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
14 września 2016
Fot. iStock/Arthit_Longwilai
 

Droga Redakcjo,

Mam troje wspaniałych dzieci. Codziennie rano wstaję z matczynego obowiązku i nieopisanej miłości,  podaję im herbatę, po bułce, koniecznie z szynką, czeszę włosy, myję buźki. Rozmawiamy od samego świtu o świecie, życiu, staram się wlać w  głowy jakąkolwiek mądrość tak, żeby  nigdy nie można im było przykleić łaty ignorantów, kłamców, chamów i idiotów. Dzień w dzień całuję córki i dopinając guzik w ich bluzkach oznajmiam wyraźnie „jesteście piękne, jasne?!” tak, żeby nigdy nie dały sobie wmówić inaczej. Zawiązując synowi buty krzyczę  „jesteś najlepszy właśnie taki, nie zmieniaj się”, żeby nigdy, NIGDY, nie padł ofiarą prania mózgu. Ciężka batalia rodzica, moje i męża systematyczne wywody o wartościach, o szacunku, miłości do ludzi i zwierząt, o, k*rwa jego mać, dialogu (!!!), który ma naprawić wszystko, a którym to posługiwać się mają moje dzieci jak językiem ojczystym, zostaje w jednej chwili zmyty przez wielką falę nienawiści, która trzaska mi potomstwo po mordach jak szmaciane kukły. Zaglądam do Internetu, a tu ojciec z gnatem, pozuje na tle Jezusa Miłosiernego, na piersi Lech i Maria Kaczyńscy, na dłoni wytatuowany krzyż, a pod nogami jego dziecko trzymające figurkę orła.

Fot. Screen z Facebooka

 

Tak Redakcjo, tego samego, za którego łapią się z dumą ludzie, którzy zdrowo smakują pojęcie „patriotyzm”. Za Orła mojego. Waszego. Za Orła Białego.  Myślę sobie, to jest zorganizowana akcja, to ma nas otrząsnąć, na nogi postawić, oczy pootwierać na oścież. Niemożliwe, że stanął przede mną ten zlepek symboli bez drugiego, głębokiego dna. Nie wierzę, że ktoś to robi na serio. Doczytuję, jak w transie, dochodzę do sedna i oczom moim ukazuje się to:

„Myśleniem współczesnego świata kierują dziś w głównej mierze media społecznościowe. Dlatego też zapraszamy Was do włączenia się do akcji #jestemchrzescijaninem! Zamieszczajcie w mediach społecznościowych swoje zdjęcia z napisem „Jestem chrześcijaninem” oraz, co bardzo ważne, z jakimś rodzajem broni. (W Polsce ze względu na spuściznę komunizmu i posoborowego, pacyfistycznego katolicyzmu dostęp do broni palnej jest niezwykle utrudniony, dlatego też zachęcamy do zdjęć choćby z wiatrówką.) To będzie bardzo jasny sygnał dla świata, że chrześcijanie, choć miłujący swoich wrogów i dążący do pokoju ze wszystkimi, będą się bronić w razie ataku. „

Nogi mi się ugięły, i cofnęło śniadanie. Jakim prawem ja, Chrześcijanka, wrzucona zostałam mimochodem do tego wora zmutowanej nienawiści, która niczym żółć, kwas, cholera wie co jeszcze, zalała niewielkie głowy biednych ludzi ze zdjęcia, a teraz woła do mnie z monitora komputera, że niby jestem gorsza i głupsza, bo zupełnie nieświadoma czyhających zewsząd zagrożeń. Że wierzę w pojednanie, że chcę kochać bliźniego swego, ja kretynka!

I dosyć mówię. Mam dosyć straszenia. Dosyć podszeptów na rynku pod domem, drapiąc zwinnie w pomidorach, że z południa nadciąga na dom horda wyposzczonych Islamistów, którzy zgwałcą mi córki i zarżną synów. Może i po to tu idą, ale ja już nie chcę tego słuchać. Rzygam lękiem, nie ma we mnie więcej, mocniej już nie mogę. Niedosypiać, popłakiwać, przytulać dzieci, że aż podduszać. Ubierać cieplej póki jest w co. Wracać do domu z zapałem większym w obawie, że zaraz go stracę. Litości. Nie ma we mnie już zapasu lontu, który tlić się będzie następnych kilka lat. Afer. Zamachów. Wybucham tu i teraz. Basta.

Mówię „do widzenia” rzucanej jak najlepsze mięso w czasach totalnego głodu informacji, że tego mam nienawidzić, a tamtego kochać, że jako Chrześcijanin tylko mnie się życie należy, a innych powinnam wybić. Przepych, za dużo! Informacji o wojnie, co to nie jest moja więc mam mieć ją w dupie, o Ruskich, co to wojny wywołują i nikogo nie szanują, o uchodźcach z naostrzonymi siekaczami wskakującymi chłopakom na polskie TIRy, że biją też już nie chcę słuchać – ja to już wszystko słyszałam. Wystarczy. W skali lęku przeskoczyłam o trzy.

I co to do cholery znaczy „Polska posoborowa” i „pacyfistyczny katolicyzm”? Czy ja tu obcuję z całym zastępem zamkniętego oddziału psychiatrycznego? To znaczy przepraszam, zamiast pączka i parówki dzieciakom do szkoły mam wręczać teraz naboje? Pistolet? Nóż w klasach 1-3 wystarczy? A potem biegać na oślep jak amerykańskie kobiety, matki, bez jednego buta, bo drugi zgubiły już dawno w biegu z domu do szkoły, i zdrapywać z chodnika ciała moich dzieci bo #jestemchrzescijaninem, panem porządku wszechrzeczy? To strzelam? Niech mnie ktoś zatrzyma na tej abstrakcyjnej karuzeli, czuję, że spadam. Nie moja historia to wasze bajanie. Nie generalizujcie. Od mojego Chrześcijaństwa to wy się odpie*dolcie. Znamy chyba innego Jezusa.

Czym się właściwie różnicie, koledzy Polacy jedyni, czyści, Chrześcijanie, od kolegów Talibów brudasów, Islamistów, terrorystów? Broń trzymacie lufą za wschód, podczas gdy oni na zachód? Łbów poobcinanych między paluchami nie dzierżycie? Jeszcze?!  No pytam się was, jedyni ‘prawdziwi”, cośmy się w jednych chowali narodzie, czym się różnicie od wroga, przed którym się tak bronicie? W takt których wyższych reguł chcecie wyrżnąć legiony? W imię Chrystusa? Nie bluźnijcie. „”Chrześcijanie, choć miłujący swoich wrogów i dążący do pokoju ze wszystkimi, będą się bronić w razie ataku” wiecie jak się nazywa ten bełkot? To jest hipokryzja. Esencja.

Jestem oburzona. Racjonalnie nie potrafię pojąć, w którą stronę to wszystko galopuje. Patrzę na swoją trzodę, jak grają w ogrodzie w piłkę, jak pakują się na rower bezpieczni, weseli, i coraz głośniej wybrzmiewa we mnie pytanie – kogo bać się mocniej? Fundamentalizmu Islamskiego, czy mojego własnego, ojczystego, chrześcijańskiego?


Listy do redakcji

Trzy dowody na to, że cholernie potrzeba nam feminizmu

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
14 września 2016
Screen Instagram Screen Instagram Daisy Bernard Art
 

Ponoć jeszcze się taki nie narodził, który by wszystkim dogodził. I na pewno nie narodziła się jeszcze taka kobieta. Codziennie wymaga się od nas dwa razy więcej niż od mężczyzn. Musimy nadążać za szalonymi wytycznymi dotyczącymi ubioru, zachowania, życia zawodowego czy domowego. Jednak niezależnie od tego, jak bardzo będziemy się starać – i tak znajdzie się ktoś, kto nas skrytykuje. Doskonałym dowodem są ilustracje Daisy Bernard, ilustratorki i projektantki mody.

Związki 

 

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Daisy Bernard (@daisybernardart)

Każda z nas choć raz doznała rozdwojenia jaźni, gdy musiała słuchać, co dziś zrobiła źle w związku. Z jednej strony oschła i cyniczna, z drugiej zbyt ponaglająca i emocjonalna. Ah, no i jeszcze te cudowne argumenty o byciu „zbyt pomocnym”, kiedy chwilę później usłyszymy, że nie potrafimy wstawić się same za sobą. Brzmi znajomo?

Randkowanie

 

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Daisy Bernard (@daisybernardart)

Jak ubrać się na randkę? To dylemat, z którym mierzymy się od pierwszego zaproszenia do kina przez wymarzonego chłopaka. Jak się okazuje, problem wcale nie jest przesadzony. Kiedy ubierzemy długą sukienkę usłyszmy, że jesteśmy zimne, powinnyśmy się zakrywać, ale przede wszystkim – że na pierwszej randce nie można pokazać że nam zależy. Co kiedy ubierzemy się cholernie seksownie? Cóż, jeśli coś nam się stanie… przecież same tego chciałyśmy.

Codzienność

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Daisy Bernard (@daisybernardart)

Bycie kobietą nie należy do najprostszych zadań w historii świata. Nawet w ciągu zwyczajnego dnia, możemy się dowiedzieć, że wyglądamy zbyt dziewczęco lub za prosto. Powód? Zwykła, kobieca sukienka. Gdybyśmy jednak ubrały się luźno i sportowo, na pewno będziemy wysłuchiwać o tym, jak powinnyśmy być kobiece, a zamiast partnerek lepsze z nas kumpele.



Listy do redakcji

Koty, paski i babcine odblaski. 4 outfity, które musisz wypróbować jesienią

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
14 września 2016
4 outfity, które musisz wypróbować jesienią
Screen Facebook / Dolce&Gabbana

Wrześniowe południe w Nowym Jorku, niemiłosierny upał dawał się we znaki wszystkim. Jednak tabuny niestrudzonych, ubranych w futra, bluzy i kurtki puchowe ludzi buszowały po mieście. „Wariaci!”- można by pomyśleć. New York Fashion Week rządzi się jednak swoim prawami. Na miano wariata zasługuje raczej Kayne West, który kazał swoim modelkom stać w upale w kurtkach i butach z plastiku do kolan. Efekt? Dziewczyny mdlały, nogi się gotowały, a w pokonaniu ostatnich metrów wybiegu pomagali widzowie. Całe szczęście, żeby wyglądać modnie wcale nie trzeba zakładać na siebie wynalazków męża Kim Kardashian. Outfity na jesień i zimę 2016/17 to przede wszystkim dobra zabawa!

Kocia mamo, pokaż się!

Nie ma takiej siły, która zrzuciłaby koty na drugie miejsce w kwestii popularności na Instagramie i innych mediach społecznościowych. Bo czy może być coś piękniejszego od oglądania słodkich kociaków na YouTube zamiast pracowania? Okazuje się, że może! Koty na sukienkach, swetrach, kolczykach i torebkach! Projektanci na całym świecie uznali, że należy nam się trochę optymizmu na co dzień. A umówmy się, nie ma możliwości, żeby nie uśmiechnąć się na widok dziewczyny w czerwonej sukience w złote kociaki! Nie chodzi jednak tylko i wyłącznie o wizerunek słodkich pupili, ale także o zwierzęce wzory. Nasza ulubiona panterka, która w Polsce przerodziła się w synonim braku klasy i kiczu powinna zostać odczarowana! Przepis na to jest dość prosty. Wystarczy zestawić „kocie” wzory z bardzo neutralnymi ciuchami. A przy okazji dbać o jakość materiału. Panterka na poliestrze zawsze będzie wyglądać gorzej od tej na lejącej się organzie.

Screen YouTube Le Bazar Des Tendances

Screen YouTube

Szalona pasiara

Mityczne opowieści mówią, że poszerzają. Wystarczy jednak odpowiedni fason, dobry rozmiar, a paski pomogą nam podbić świat. W wersji prosto z Paryża są klasyczne – biało-czarne, ewentualnie w połączeniu z granatem. Tym razem projektanci stawiają na optymistyczne nastawianie nas do rzeczywistości, zwłaszcza jesienią. A skoro mamy już koty, to dlaczego nie kolorowe paski na każdym elemencie garderoby? Doskonale znamy horyzontalne pasy, ale pora na odrobinę szaleństwa. Zamiast kolejnych prostych, klasycznych ciuchów, postaw na patchwork! Kto powiedział, że paski nie mogą być naszyte tylko i wyłącznie po bokach spódnicy? A może wolisz połączyć ulubione kolory w jednej stylizacji? Nie ma problemu! Paski są do tego idealnym narzędziem! W kolekcji Joseph, projektanci zaproponowali ubieranie swetra w paski do szalika w ten sam wzór. Najlepszym elementem zaskoczenia będzie szalik wykonany własnoręcznie – nikt nie będzie takiego miał! Przy całym tym szaleństwie warto jednak pamiętać o różnych strukturach materiałów, doda to efektu trójwymiarowości, a ciuchy nie zleją się w jedną kolorową całość.

Aksamitne sny na jawie

Aksamit od dawna kojarzył nam się tylko i wyłącznie z romantycznymi, gotyckimi klimatami, które były zarezerwowane tylko i wyłącznie na wieczorne i nocne podboje. Skoro wszędzie nastał czas zmian, pora na kolejną z nich. Trzeba przyznać, wygląda na całkiem dobrą zmianę! Oto aksamitne materiały wychodzą z ukrycia i zaczynają panować na wszelkich możliwych ubraniach i akcesoriach. Ba! Są teraz dostępne w każdym odcieniu tęczy! Różowe, białe, fioletowe? Nie ma problemu! Pomimo wszelkich rewolucji, aksamit nie zmienił w sobie wielkich wymagań. Ten piękny materiał wymaga specjalnego traktowania. Najlepiej nosić go z metalowymi akcesoriami, które będą nadawać wyrazistości. Trzeba także pamiętać, że aksamitne buty to więcej stresu niż radości z noszenia. Dlatego hulaj duszo, ale aksamitne piekło jednak istnieje – nazywa się czyszczenie.

Babcine przygody w zestawie

Ah te nasze kochane babcie! Nie ma nic lepszego od ich wypieków czy domowych obiadów. Okazuje się, że lepszej szafy od babcinej nie znajdziemy! Projektanci już od kilku sezonów inspirują się garderobami starszych pań, ale w tym sezonie, przeszli samych siebie. Czy to znaczy, że kreatywni ludzie na najwyższym szczeblu świata mody chcą, żebyśmy wyglądały jak nasze babcie? Nie do końca. Pomimo tego, że na wybiegach pojawiają się wszelcy faworyci nestorek rodów, mają w sobie coś z młodości. A konkretnie są to kolory. I pewność siebie, która musi towarzyszyć ich noszeniu. Bo przecież nie każda z nas zdecyduje się na założenie ogromnego, moherowego swetra czy spódnicy we wzór, który bardziej pasowałby na meble. Dobra wskazówka? Nikt nie każe nam kopiować z wybiegów w skali 1:1. Ten wielki moherowy sweter załóż do dżinsów, a spódnicę do białego t-shirtu. Babcia będzie z ciebie dumna! Karl Lagerfeld także.


Zobacz także

„Nie chcemy kolejnej nieprzydatnej rzeczy, jakkolwiek sentymentalna by nie była”. Akcja „A co ty byś sobie podarowała w prezencie?”

„Zrozumiesz tę miłość, gdy sama będziesz miała własne dzieci”. Akcja #matko i córko

„Może nie mam tyle cierpliwości ile chciałabym Ci ofiarować, ale naprawdę się staram”. Akcja „List do dziecka”

https://buysteroids.in.ua

Андровер

https://rs-clinic.com.ua