Listy do redakcji

Każdy ma swój niewysłany list. „Niewysłany, niedokończony, jak dżin wysączył się z butelki czerwonego wina…”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
19 października 2019
Fot. iStock / Alina555
 

Niewysłany, niedokończony, jak dżin wysączył się z butelki czerwonego wina, a zaczął się tak:

 

… Nikt nie wie co chodzi mi po głowie. Ja sama nie wiem. Kiedy jestem pijana świat jest jakby bardziej przejrzysty. A może jest tylko wrażeniem? Jak większość tej naszej egzystencji z serii: ceci n’est pas une pipe? Don’t really know. Dzisiaj jednak jestem pijana i palce mi się plączą na klawiaturze życia. Muzyka, wino, Marylin na niebieskim tle, zwyczajem Andy’ego Warhol’a. I smutek na dnie duszy przepełniony tęsknotą nie do pojęcia. Więc komunikuję, żeby było uczciwie. Ale pomimo wszystko, nawet potencjalni kochankowie są tej nocy jakby w Palm Springs. To życie jest poezją choć wolałabym być nią ja. Ale Lucy… it is what it is and it is not what it is not.

Palce mam zwinne i cała jestem giętka niczym żółte tulipany popołudniem. Lecz mimo to błagam o ten dotyk, o spojrzenie, o oddech, który wdycha mnie całą, po sam pępek ludzkiego obłędu. Czy to takie jest trudne doprawdy? Rozbłyszczeć dwie kule?

Dzielę się z Tobą bo chyba nie mam wyjścia. Wywęszyłam w Tobie outsider’a i to wystarczyło bym zapragnęła zainicjować prowokację. Wzorem Almodovara po prostu. Wydawało się, że jesteś podatny i wszechmogący. Lecz potem jakbyś zgasł. Więc i ja zgasłam, taka wywiedziona w pole. Como la flor de mi secreto. 

Tęsknię za  Nowym Jorkiem, you know. Tam, moja dusza była w pięknej harmonii. Tu, hoduję raka piersi z entuzjazmem godnym Trzeciej Rzeszy.

Więc sobie płaczę. Po cichutku tak. Spoglądam w oczy Marylin, wgryzam się w jej zęby i usta, które sączą krew pod pędzlem mistrza. I niewiele doprawdy trzeba, bym stała się złotym lokiem. 

Więc zawieszam się w diamentowej przestrzeni pomiędzy płatkiem ucha, linią szyi i erotyką. I czekam na cud, miracle,  of course, bo po angielsku cud jest jakby cudowniejszy. 

Widziałam dzisiaj księżyc w totalnej pełni. Niewiele rzeczy ma wymiar totalny, a księżyc ma, bez wysiłku tak. Więc może wzorem księżyca należałoby się udoskonalić. Tyle bowiem wzorów dookoła. Choć to już nie ten sam dekadentyzm i nie to samo ciało, wygięte w miłosnym pocałunku. Oto jak się zmieniamy wbrew zdrowemu rozsądkowi i zawodzącym smyczkom. Tymczasem jeden pocałunek tuż za uchem mógłby zmienić kierunek, w którym kręci się Matka Ziemia. Lecz któż to wie droga Lucy, skoro nikt już nie czyta między wierszami? I love you, moja boska siostro. 33 minuty, 10%, oto ile pozostało mi z życia. Więc śpij kochana. Śpij kochany. Niech to będzie boski sen.  

Przez chwilę myślałam, że może jesteś jak M. Tylko, że  M to ja kochałam miłością totalną. Dopóki miłość ta wieczna nie skończyła się zabita słowami na śmierć. M. o nic się nigdy nie pytał. Po prostu potargał na mnie koszulę, a ja byłam zachwycona bo uśmiech miał zupełnie nonszalancki. Zaczęło się oczywiście jak w filmie (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że życie jest filmowe takie). Powiedział, że ma na imię M. i że kochać się chce. A ja naiwna taka, nie rozróżniałam znaczenia słów i nie przeczuwałam nawet, że ta zwierzęca miłość tamtej nocy to nie było kochanie. Wszystko jednak jakoś tak pięknie mi pasowało. M. był silny i zdecydowany i zawijał moje ciało w ten w swój uśmiech Mona Lisy z precyzją niemalże bolesną. Jak pająk jakiś, tkał sieć dookoła mojej cielesności, aż cała byłam najsłodszym kokonem niemocy. 

M. pojawiał się i znikał w oceanicznym cyklu. Przypełzał najczęściej nocą, pachnący alkoholem i nieco rozmowniejszy. Czarne włosy kosmykami opadały mu na twarz gdy tak przeistaczał się w pajęczaka. Z reguły szybko mnie łapał w te swoje lepkie, słodkie sieci. Jakaż ja byłam wtedy bez szans. Mała muszka złapana w sieć. A M. podpełzał powoli i zanim jeszcze wbił zęby i zanim wpuścił jad, obwąchiwał mnie jak zwierz, który kalkuluje soczystość swej ofiary. A potem mnie brał. Jak chciał. I trząsł całym moim wszechświatem, rozpuszczając te moje delikatne skrzydła w soczystej rozkoszy okupionej potem i krzykiem. 

Seks. Języki, zęby, usta, poznawały ciała po milimetrze. Tonęliśmy w oceanie śliny, potu i soków roztarzani w cyklopich oczach i długich, jedwabnych włosach.  Zamienialiśmy się na ciała, pletliśmy się w gordyjski węzeł. Tańczyliśmy dookoła ognia jak szamani w transie. I tylko ciągle nie mogliśmy się nasycić. Więc piliśmy kielich za kielichem, aż przychodziło nieludzkie zmęczenie i sen mordował w nas kochanków. Nie wiem dlaczego, ale M. zawsze pozwalał mi żyć. Wegetować pomiędzy odpływem a przypływem…. 

Niewysłany, niedokończony i jak dżin albo miraż rozpłynął się w nicość…

 A.

Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi .

Listy wysyłajcie na adres [email protected] – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest


Listy do redakcji

Każdy ma swój niewysłany list. „Chociaż to jest list i nie mówię Ci tego prosto w oczy, to dalej nie nazywam rzeczy po imieniu. Mamo, badaj się regularnie”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
19 października 2019
Fot. iStock/Xesai
 

Mamo, nie muszę pisać tego listu. Wystarczy, że porozmawiam z Tobą przy śniadaniu, obiedzie, kolacji, w weekend, w tygodniu czy na wakacjach. Jednak nie umiem. Znam Ciebie i wiem, że ta rozmowa skończy się szybciej niż się zaczęła i odpowiesz mi jak zawsze „to nie Twoja sprawa”. Mamo, badaj się!

Od zawsze bałam się o Ciebie. Jak spóźniałaś się żeby mnie odebrać ze szkoły, jak nie odbierałaś telefonu, jak zaczynałaś się źle czuć…umierałam ze strachu i dalej umieram.
Mimo że studiuję medycynę nie umiem z Tobą o tym rozmawiać. Ty to wiesz i ja to wiem, że należy się badać, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Jesteś w końcu wykształcona, a strach nie jest usprawiedliwieniem.
Czasem nie mogę zasnąć, bo boję się, że Ciebie zabraknie, bo Cię nie ostrzegłam, nie dopilnowałam. Ale jak? Skoro nie chcesz o tym rozmawiać. Często zaczynam „onkologiczne” rozmowy w kontekście np. nowych medycznych doniesień. Zawsze się tym interesujesz, ale tej rozmowy nigdy nie kończymy.

Jak byłam mniejsza, to sprawdzałam w nocy czy oddychasz. A każdą nawet błahą chorobę traktowałam jak realne zagrożenie dla Twojego zdrowia (że Ciebie zabraknie).
Chcę Ci pokazać jak bardzo Cię kocham i jak bardzo się boję. Łączy nas bardzo silna więź, a mimo to tego tematu nie umiem z Tobą poruszyć. Już tyle razy rozmawiałam z pacjentami o tym, nigdy z Tobą. Nie wyobrażam sobie, że nie będziesz na moim ślubie, albo nie będziesz pomagać mi przy moich dzieciach.

Teraz, gdy mam większą wiedzę na temat różnych chorób, przesadzam nieraz z hipochondrią. I Ty dobrze to wiesz. Ale w tym przypadku nie przesadzam. Pilnuję, żebyś się zdrowo odżywiała, uprawiała sport, zrelaksowała się…ale to nie wystarczy!
Pomogłaś mi już tyle razy. Przepłakałam na Twoim ramieniu niejedno zmartwienie, niejeden problem. Zawsze znalazłyśmy ten złoty środek. Ale nie chcę płakać Z TEGO powodu. Daj sobie pomóc. Daj sobie szansę. Daj nam szansę!

Chociaż to jest list i nie mówię Ci tego prosto w oczy, to dalej nie nazywam rzeczy po imieniu. Mamo, badaj się regularnie. Mammografia, USG, to po prostu badania. Proszę.

Kilka lat temu wpadłam na pomysł napisania właśnie takiego listu. Nigdy on nie powstał, bo nie miałam odwagi go napisać. Teraz, gdy już jest, nie wiem czy będę miała odwagę go wysłać.
Gdy to piszę siedzisz na fotelu obok mnie i grasz na telefonie w kulki. Wystarczy, że zostawię komputer otwarty, albo po prostu dam Ci to do przeczytania. Nie wiem jednak czy to zrobię. Sama już nie wiem czy to Ty się boisz, czy ja. Tak bardzo Ciebie potrzebuję.
Może to jednak przeczytasz… w Internecie.

Kocham Cię.

O.


 

Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi .

Listy wysyłajcie na adres [email protected] – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest


Listy do redakcji

Możesz zapobiegać i łagodzić. Obolałe gardło i kaszel można łatwo poskromić

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
19 października 2019
Fot. iStock

Ciepłe miesiące minęły i wraz z nastaniem niskich temperatur i niesprzyjającej pogody, nadciągają kłopoty ze zdrowiem. Każdy choć raz cierpiał z powodu bólu gardła i ataków suchego kaszlu. Zazwyczaj zaczyna się niewinnie – pieczenie, drapanie i uczucie ”czegoś” zalegającego w gardle. Problem bywa bagatelizowany, choć najczęściej ból gardła nie wróży niczego dobrego i często zaczynamy działać w tedy, gdy potrzebna jest już interwencja lekarska. A warto zacząć działać jak najwcześniej.

Oczywiście, uporczywy ból i przykre dolegliwości w obrębie gardła nie biorą się znikąd. Najczęstszą przyczyną bywają wirusy i bakterie, wywołujące stan zapalny i choroby. Może to być również kwestia suchego powietrza, spowodowanego niedostateczną wilgotnością w pomieszczeniu, wysoką temperaturą przy podkręconych w porze jesienno-zimowej kaloryferach. Palacze czy osoby pracujące głosem jak np. lektorzy czy nauczyciele, również nie mają lekkiego życia z infekcjami i podrażnieniami gardła.  Warto znać sposoby na złagodzenie bólu, tak aby ulżyć sobie w cierpieniu i jak najszybciej zażegnać nastały kryzys. Sięgnijmy więc do zasobów natury, które nie ograniczają się jedynie do zaleceń picia szklanki gorącego mleka z czosnkiem i masłem przed snem.

Oto sprawdzone sposoby naszych babć na ból i drapanie w gardle:

Wypłucz gardło z bakterii

Jeśli jesteście zwolennikami Matki Natury, oraz macie odrobinę wolnego czasu na zabawę z miksturami, wypróbujcie pomysły na zdrowotne płukanki. Kupcie w sklepie zielarskim lub w aptece odpowiednie zioła – szałwię, rumianek czy tymianek. Mają one działanie antywirusowe i antybakteryjne, dzięki swoim właściwością złagodzą ból. Wystarczy zalać łyżkę ziół szklanką przegotowanej, gorącej wody i płukać sporządzonym, przestudzonym specyfikiem gardło. Jeśli nie macie pod ręką suszu, spróbujcie płukanki z solą kuchenną, w takiej samej jak wyżej proporcji. Alternatywą dla ziół i soli jest… miód! Ten cenny naturalny antybiotyk rewelacyjnie podziała, jeśli 4 łyżeczki miodu (najlepiej z drzew iglastych,  tymianku, szałwii lub lipy) rozpuścicie w lekko ciepłej wodzie, by płukać gardło co kilka godzin.

Napar naciąga z odsieczą

Nie każdy lubi płukać gardło płukankami, które powodują u wielu osób odruch wymiotny, lub skutkują zachłyśnięciem. Posłużyć można się z takim samym efektem naparami, które z założenia są łagodniejsze w mocy. Wystarczy pół łyżeczki wybranych ziół zalać szklanką wody. następnie ciepły napar wypija się powoli, tak aby nawilżył gardło i przyniósł ulgę w bólu. Działanie silnie nawilżające i ściągające będzie miał napar z siemienia lnianego, z dodatkiem miodu.

Inhalacje pełną parą

Temat równie stary jak i sprawdzony. Inhalacje, czyli wdychanie gorącej pary nie tylko oczyszcza drogi oddechowe, ale skutecznie i szybko nawilży gardło i przyniesie ulgę w suchym, drażniącym kaszlu. W wersji podstawowej, wystarczy naczynie z wrzącą wodą, które należy postawić na stabilnym meblu. Następnie wystarczy pochylić się nad naczyniem- ale na bezpieczną odległość tak, aby się nie poparzyć! -, przykryć głowę ręcznikiem, by para nie uciekała i oddychać. Jeszcze prostszym sposobem jest skorzystanie z profesjonalnego urządzenia – inhalatora- , które wytworzy nawilżającą parę w bezpieczny sposób. Dzięki maseczce lub ustnikowi, para trafi dokładnie w miejsce, które chcemy tym zabiegiem poratować. Do inhalacji można wykorzystać samą wodę, jak i krople oraz napary z ziół.

Naturalne rozwiązanie w pastylkach

Nie zawsze jednak można znaleźć czas i mieć pod ręką odpowiednie składniki, aby skorzystać z tradycyjnych sposobów na łagodzenie bólu gardła, chrypki i kaszlu. To co naturalne służy nam najlepiej, więc sięgając do szybkich i skutecznych rozwiązań, warto szukać inspiracji i rozwiązań zaczerpniętych z natury. Wyjątkowe właściwości mają pastylki, które dzięki zastosowaniu naturalnych składników, w tym wyciągu z porostu islandzkiego, a także olejku miętowego, imbirowego, czy wyciągu z czarnej porzeczki, wspaniale koją gardło.

Szczególną uwagę należy zwrócić na porost islandzki, którego właściwości nie są jeszcze szeroko znane. A szkoda, bo dzięki temu porostowi o nazwie płucnica islandzka, łatwiej o regenerację i leczenie gardła. Ta pożyteczna roślina, wykazuje działanie powlekające i osłaniające na drogi oddechowe. Dzięki zawartości śluzów i wielocukrów, zmniejsza stany zapalne i chroni przed podrażnieniem. Z pastylek zawierających porost islandzki, mogą także skorzystać dzieci powyżej 4 roku życia, co zdecydowanie ucieszy troskliwych rodziców.

Już starożytni znali właściwości płucnicy, więc wracając do zasobów medycyny ludowej, nie obawiajmy się takiego rozwiązania. Zdecydowanie lepiej przysłuży się ono gardłu, niż tabletki napakowane jedynie chemią. Naturalnie na zdrowie!


Artykuł powstał we współpracy z

isla-pastylki

 


Zobacz także

„Sobie życzę żeby Twoje cudowne „kocham Cię mamusiu” jak najdłużej wybrzmiewało z Twoich ust… A innym? Życzę takiej Córki jak Ty”. Akcja „List do dziecka”.

„Superwrobel”. Akcja „List do dziecka”

„Tyle lat na Ciebie czekałam i bałam się, że nigdy się nie pojawisz!”. Akcja „List do dziecka”

дженерик сиалис софт цена

steroids san diego

Болд 200 купить