Listy do redakcji

Każdy ma swój niewysłany list. „Misiek poczekaj jeszcze chwilę”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
6 listopada 2019
Fot. Pixabay/Unsplash / CCO
 

Piszę to, chociaż wiem że nigdy tego nie przeczytasz. Tak jest lepiej, tak jest dobrze. Chociaż ja czuję się okrutnie. Taka zraniona, skrzywdzona, a może trochę oszukana? Jak mała dziewczynka.

Wierzyłam w Ciebie i to co mówiłeś.  Myślałam że jesteś facetem, że wiesz co mówisz, wiesz co czujesz, wiesz czego chcesz i wiesz co chcesz zrobić. A ty okazałeś się zwykłym życiowym pozerem. Zwykłym małym chłopczykiem, który nie potrafi stanąć twarzą w twarz z wyzwaniem. Teraz potrzebny jest czas. Czas  w którym przestaniesz się dla mnie liczyć. Przestaniesz dla mnie istnieć. Przestaniesz być dla mnie priorytetem i najważniejszą osobą w życiu. A byłeś. Byłeś kimś wyjątkowym. Najważniejszym. Byłam w stanie zrezygnować dla Ciebie z części swoich marzeń, pragnień. Swoje życie w ostatnim czasie ułożyłam pod Ciebie. Wiedziałam że nie będzie łatwo. Byłam tego świadoma i wiedziałam że muszę podporządkować się pod Twoje życie, pod Twoje zobowiązania i Twoje obowiązki rodzicielskie. Przecież miałeś córki i złożone kiedyś, komuś obietnice. Byłam na to gotowa i pewnie jako jedna z nielicznych rozumiałam to, a nawet byłam gotowa
pomóc Ci w tym wszystkim.  Poświęciłam Ci dwa i pół roku mojego życia. Jak sam kiedyś zauważyłeś to aż 10%. Ktoś zapyta dlaczego? Dlatego, że wierzyłam i ufałam. W Twoje obietnice, Twoje zapewnienia. Podtrzymywałeś mnie nimi zawsze, kiedy miałam doła i chciałam to wszystko zostawić, zakończyć. A pamiętasz?

Kiedyś przyjechałeś bez zastanowienia, kiedy napisałam Ci że bardzo Cię potrzebuję. Wystarczył jeden sms, a Ty spakowałeś się i po 300 km dojechałeś do mnie koło północy. Jak ja Cię strasznie mocno kochałam! Byłabym w stanie zrobić dla Ciebie naprawdę wszystko. Byłeś dla mnie idealnym mężczyzną.Chciałam dać Ci to wszystko co miałeś do tej pory z nią i znacznie więcej. Wszedł byś w ten związek bez żadnej straty dla siebie. Byłabym w stanie się dla Ciebie poświęcić i myślałam że będziemy najszczęśliwszą parą na świecie. Zwariowaną, szaloną, po prostu szczęśliwą!

No ale nie wyszło….

Ty bałeś się zaryzykować. Uwierzyć że będę w stanie zająć się Twoim nowym domem, prasowaniem Twoich koszul czy wspieraniem Cię w opiece nad dziewczynkami. Wszystko to było na wyciągnięcie ręki. Ale Ty cofnąłeś się do tyłu. To było jak niewypowiedziane: „jeszcze nie teraz” „to nie jest dobry moment” „nie jestem gotów”. Nie mogę jej zostawić. Bo co? – Bo ona sobie nie poradzi. A Ty Dorka jakoś musisz.

!Sorry baby skończyło się Love Story!

Dzięki Bogu nie powiedziałeś „Misiek, to była pomyłka” – bo chyba tego bym już nie przeżyła.

Tak zdecydowałeś. Sam wybrałeś. Świadomie lub mniej ale to był Twój wybór. I tylko Twój bo mnie nie zapytałeś o zdanie. Ale często mnie nie pytałeś i zawsze
raczej robiłeś to, co Ty uważałeś za stosowne.

Teraz Ty będziesz dalej żył obok kobiety, wobec której jesteś tylko tym „z przyzwyczajenia, dla wygody, dla finansowego bezpieczeństwa „. Pewnie znajdziesz sobie nawet kogoś w zastępstwie mnie. Kogoś z kim czasem zaiskrzy, czasem zaszalejesz, zapomnisz, odpłyniesz. Ja? ja znajdę sobie kogoś, bez uczuć, bez emocji, taki zamiennik. To samo imię, podobny styl życia, podobne życie zawodowe i status społeczny. Facet dla zapomnienia, nie myślenia, zagrzebania miłości, która cały czas rozdziera moje serce. Zabija mój uśmiech, moją spontaniczność, moją chęć życia. I wiesz co jest najlepsze? On wie, jesteśmy szczerzy. Wie że jest tu w zastępstwie, jest zamiennikiem.

Ale minie jakiś czas, poukładam sobie to w głowie i w sercu. I znowu będę obłędnie szczęśliwa. Zakocham się w cudownym facecie który tak jak Ty będzie dla mnie inspiracją. Z którym będę celebrować wspólne śniadania, śpiewać ‚Somewhere over the rainbow’- podczas jazdy, któremu będę leżeć na piersi po udanym seksie. To jemu urodzę syna i może nawet dam mu na imię Napoleon. To będzie niezwykłe i cudowne dziecko a my będziemy najszczęśliwsi na świecie. I wiesz co jest ironią losu? – tak bardzo wierzyłam że to czeka właśnie nas, razem, we dwoje. Teraz nie
pozostaje mi nic innego jak tylko w moich wyobrażeniach zostawić wszystko na swoim miejscu. Zmianie ulegnie tylko jedno- tylko Ty. To Twoje miejsce będzie musiał zająć ktoś inny. I to tyle.

Życie toczy się dalej. A każde z nas ma za sobą trochę nowych prywatnych doświadczeń a na sercu jedną ranę więcej.

Na koniec życzę Ci tylko powodzenia i szczęścia przy boku swojej kobiety.

 


Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi .

Listy wysyłajcie na adres [email protected] – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest


Listy do redakcji

Każdy ma swój niewysłany list. „List do siebie samej”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
6 listopada 2019
 

Kochana na wstępie chcę ci powiedzieć jak serdecznej przyjaciółce, że jesteś fajną babką tylko troszkę pogubioną. Znam Cię 40 lat i mam o tobie dobre zdanie, ale często jak na ciebie patrzę to się zastanawiam: Jak ktoś taki mógł się tak pogubić, tak dać się omotać? za co? za kilka słodkich słówek, za chwilki uniesień, za kilka obietnic…No myślałam, że z ciebie bardziej racjonalna osoba.
Tak na marginesie, wiem że nie wiele osób zna cię tak jak ja. Wiem, że nie wszyscy są tacy wspaniałomyślni i mówią to, co myślą. I  tylko szkoda, że ja nie potrafię zmobilizować cię do zmiany, która jest ci tak bardzo potrzebna.

Spójrz na siebie.

Latka lecą. Lustra i wagi łazienkowej nie oszukasz. Ludziom łatwiej wciskać kit, że ci nie zależy, że masz to gdzieś. Ale ja przecież wiem, przecież Cię znam. Zależy ci. Tyko że Ty chwiałabyś przeglądać się w męskich oczach a nie w lustrze, ciągle sprawdzając jak bardzo się zestarzałaś, A w łazience chciałabyś robić inne rzeczy niż stanie na wadze. Ale czego TY się boisz? Matki? Sąsiadów? Znajomych? A może dzieci? Że pomyślą że zwariowałaś? Ze egoistka? Że strata czasu skoro tyle razy ci się nie udało? Nie wiesz od czego znacząc? Nie wierzysz, że się uda? Nie masz dla kogo? No widzisz jak Cię znam.

Czasem warto stanąć twarzą w twarz i powiedzieć samej sobie. JESTEŚ DO DUPY. TAKA JEST PRAWDA. Do niczego.

Że co, że destruktywnie? No cóż? Inaczej mnie nie nauczyłaś o sobie myśleć. I co teraz? Tylko nie rycz? Zrób tak jak zwykle, podnieś dupę i idź zeżreć ostatni kawałek ciasta, pocieszyciela. Potem idź do łazienki i wejdź na wagę i się załam swoją wiernością do zasad.

Zasada nr 1 to codzienne dokopanie sobie.Zrobione. Jesteś w tym niezawodna. I co dalej? Dalej jak zwykle. Żal dupę ściska, że nie urodziłaś się gdzie indziej, nie wyszłaś za kogoś innego…. Tylko dzieci byś nie zmieniła i psa… i wierności do koloru swoich paznokci. Czerwony to kolor miłości. Tylko czemu nie masz tej miłości do samej siebie?

Myślałaś kiedyś o tym żeby coś zmienić, ale tak naprawdę? Myślałaś, żeby być tak odważną i wziąć sprawy w swoje ręce. Wziąć odpowiedzialność za swoje życie i zacząć działać. Może już nie myśl. Tobie to chyba jednak szkodzi. Tylko podejdź teraz do lustra. I powiedz. Tak prosto w twarz. Kiedy cię widzę to się wstydzę, że taką Ciebie nosi świat.

Mam nadzieję, że mi wybaczysz tą szczerość. I może szorstkość. Ale to ciągłe litowanie się nad Tobą już mnie mocno mierzi. Szukam sposobów na to żebyś jednak zechciała zobaczyć w sobie tę fajną, mądrą kobietę, która znam tylko ja…

Przytulam Cię mimo wszystko mocno.
Twoja Ty

PS: Tak mi się spodobało pisanie tych listów że nie mogłam się powstrzymać.

PS2: Jestem fanką M. Sessionbordercontroller.info. Mega pozytywna kobieta!
Z pozdrowieniami dla całej redakcji. Podejrzewam że wszystkie jesteście MEGA


Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi .

Listy wysyłajcie na adres [email protected] – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest

 


Listy do redakcji

Samotny z wyboru – kiedy mężczyzna decyduje, że chce być sam

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 listopada 2019
Fot. Pixabay / CC0 Public Domain

Do kobiet, które nie znalazły swojej życiowej połówki odnosimy się z litością. Singielka to ciągle dla nas pojęcie nienaturalne, rozpatrywane w kategoriach życiowej porażki, a nie wyboru. Kiedy mężczyzna decyduje, że chce żyć sam, dla wielu pań staje się jeszcze bardziej atrakcyjny, jako „trudniejszy do zdobycia”.

Z Krzysztofem, który singlem jest już od sześciu lat, rozmawiam o męskiej samotności, trudnym połączeniu miłości do kobiet i umiłowania wolności i o strachu, który się czasem w jego życiu pojawia. 

Anna Frydrychewicz: Co to znaczy samotny „z wyboru”?

Krzysztof: Dla mnie? Zdecydowałem, że nie będę więcej szukał, dążył do budowania związku. Taki jest mój wybór. Tyle.

Brzmi jakby to było bardzo proste. Będę sam i koniec. A co jeśli nagle spadnie na ciebie wielkie uczucie? Przytrafi ci się miłość? Wtedy się właśnie dąży do tego, żeby z tym kimś być…

Masz typowo kobiece podejście… Miłość się nie przytrafia… To się zawsze dzieje, bo tego chcesz. Chcesz się zakochać w jakimś baranie, to się zakochasz, wyjdziesz za niego za mąż
i będziesz nieszczęśliwa. Spróbuj inaczej– nie chciej się zakochać. Wyobraź sobie, że tylko ty decydujesz o swoim życiu, nie emocje, które jak się już zakochasz, będą tobą kierować, z reguły źle.

Zaczekaj, czy to znaczy, że zdarzyło ci się zakochać w baranie? Takim żeńskim? I dlatego teraz ta cała samotność?

Zdarzyło, kilka razy. Ale też zdarzyło mi się kilka razy być tym baranem w stosunku do kogoś. Ja nie jestem „łatwy” w związku. Mam za to łatwość sprawiania, że moja kobieta cierpi. Z jakiegoś powodu, nie jestem w stanie iść na kompromisy. Kiedy jest dobrze, jest okej potem pojawiają się problemy, jakieś konflikty z byle powodu. Te wszystkie łzy, fochy, to całe zamykanie się w łazience, odchodzenie… Za każdym razem byłem zmęczony powtarzalnością tego schematu. Widzisz, mówię ci jak jest, przyjmuje winę na siebie: ja się w związku nie staram cokolwiek naprawić. A poza tym, tak jak teraz jest lepiej, wygodniej. Mam taką pracę, że dziś jestem tu, za chwilę mogę być „gdzieś” w Europie, albo jeszcze dalej. Która dziewczyna to wytrzyma, na dłużej? Z moich żadna. Od razu chciały, żebym zmienił pracę.

Może jednak za mało ci zależało? Jakie były te twoje związki?

Może. Może masz rację i to jest właśnie mój problem. Nigdy nie zależało mi bardziej niż tej drugiej osobie. Jakie były związki? Zwyczajne. W większości krótkie, tylko jeden trwał i trwał. Może zapytasz jakie były moje kobiety? Zaborcze, eteryczne. Nie było ich wiele. W pewnym sensie podobne. Szczupłe, niewysokie, spokojne. Tylko moja pierwsza dziewczyna była inna. Wysportowana brunetka.

Ty chyba nigdy nie spotkałeś kobiety dla siebie… W ogóle nie mówisz o kobietach z jakąś emocją tylko tak obojętnie…

Nie, to nie tak. Byłem kiedyś w świetnym związku z fantastyczną kobietą. I to trwało prawie 8 lat, mimo, że bywało cholernie burzliwie. Rozstawaliśmy się, schodziliśmy. Trochę dałem się zwariować. Kochałem jej zapach, włosy, dłonie, mogłem na nie patrzeć godzinami. Łączyło nas dużo: muzyka, sport, dobry seks. Byłem nią zafascynowany. Ale skończyło się. Wypaliło, przeszło. Nie było czego ratować, razem podjęliśmy tę decyzję o rozstaniu. Pół roku póżniej przyszła i powiedziała, że się zakochała. W koledze z liceum. Chwilę bolało, bardziej chyba ambicję… Mamy córkę. Jedyną osobę, która mnie ciągle zaskakuje, która jest wyzwaniem. Ale to jest chyba też jedyna taka prawdziwa, głęboka miłość, którą przeżyłem. Ciągle przeżywam. Uwielbiam ją. Codziennie odwożę małą do szkoły, jeździmy razem na wakacje. Ona by chciała, żebym wrócił do jej matki. To jest chyba jedyna rzecz, której dla niej nie zrobię. Bo wiem, że to się nie uda. Nie obiecam tego dziecku, bo wiem, że zawiodę.

A kiedy byłeś w tym związku, byliście razem, we trójkę, to też wiedziałeś, że kiedyś odejdziesz? Czy wierzyłeś, że już nigdy nie będziesz sam?

Chyba nigdy nie myślałem o miłości w ten sposób. Że to jest coś na stałe, na zawsze. W każdy związek wchodziłem ze strachem, z obawą, że to się zaraz skończy i właściwie, jak już się skończyło, mogłem odetchnąć z ulgą. A samotność? Nie boli wcale aż tak.

Czyli jednak boli?

Bywa, że uwiera. Ale dla mnie wybór jest prosty: życie w strachu i w oczekiwaniu: kiedy nastąpi koniec, albo spokój i sporadyczne chwile, w których może i czegoś tam żałuję. Związków, które mogły się inaczej zakończyć, albo nawet wcale nie zakończyć tylko trwać. Tego, że jak oglądam wyniki wyborów, to muszę dzwonić do kumpla, żeby z nim sobie poprzeklinać w tym temacie. Ale mam dwa koty. Nie jest tak beznadziejnie.

Twoi rodzice są razem?

Próbujesz postawić błędną diagnozę. Pudło. Rodzice są małżeństwem od 40 lat. Może nie „wzorowym”, ale kochają się, wybaczają sobie, ciągle chcą… Dla mnie to coś niewyobrażalnego. Lubię na nich patrzeć. Czasem może im zazdroszczę. Z drugiej strony, te sześć lat bez bliskiej osoby nie dały mi jakoś mocno w kość.

A coś takiego jak kobieca ręka w domu? To stereotyp, że każdy mężczyzna jej potrzebuje?

Kobieca ręka? Taka do sprzątania, gotowania? To chyba dość szowinistyczne podejście. Ja moich partnerek nigdy nie traktowałem jako niezbędnego elementu, dopełnienia dla mojego wypasionego mieszkania. Wydaje mi się, że tutaj byłem zawsze w porządku. Zobacz, świetnie sobie radzę. Nikt mi niczego nie przestawia, kwiatki się nie kurzą, bo ich nie ma… Wieszam sobie co gdzie chcę… Przychodzę do domu o której chcę.

O, nie lubisz czuć się ograniczony przez kobietę.

Nikt nie lubi czuć się ograniczony, prawda? A jeśli związek ma mieć jakiś sens to chyba taki, że stajemy się dzięki tej drugiej osobie lepsi. Ja stawałem się zdecydowanie gorszy. Drażniły mnie te upomnienia, kontrolowanie, smsy… Nigdy nikogo nie zdradziłem, nie oszukiwałem, a musiałem się ciągle tłumaczyć. Czy są kobiety, które tego nie robią? Takie normalne?

Nie wiem, a jakie ty kobiety lubisz? Co cię w ogóle nich pociąga? Masz jakieś ulubione kobiety w swoim otoczeniu?

Chyba podobne do mnie. I to jest problem. Z taką bym  nie wytrzymał, więc wiązałem się z moimi przeciwieństwami i też nie wychodziło. Lubię drobne blondynki. Ale z charakterem. Podziwiam kilka moich koleżanek z pracy, za ich profesjonalizm, pracowitość. To, że dają z siebie 100% w biurze, wracają do domu, do mężów dzieci i dają im kolejne 100%. Nigdy nie byłem gotowy na takie poświęcenie.

One to robią z miłości… Dla tych mężów i tych dzieci chcą być najlepsze… A co cię denerwuje w kobietach?

Dążenie do życia w stadzie… Ja jestem typem samotnika. Większość kobiet, z którymi łączyło mnie jakieś uczucie od razu chciało się wprowadzać, przemeblowywać, wić gniazdko.. Wiesz jaki jest następny krok…

Pisklaki, masz przecież jednego.

Mam, to mi się naprawdę udało.

A co za 20, 30 lat? Widzisz siebie samego w tym wielkim mieszkaniu?

Nie myślę o tym, dla mnie najważniejsze jest żyć w zgodzie ze sobą. Tu i teraz.

To co ty robisz, tak sam? Twoi przyjaciele pewnie mają życie rodzinne ustabilizowane… Wpadasz do nich, do tych żonatych, dzieciatych?

Moje życie rodzinne też jest ustabilizowane. Mam rodziców, córkę, w jakim sensie jej matka też jest moją rodziną, wspieramy się. Ja po prostu nie żyję w związku. Nie tęsknię za tym, a pewne doświadczenie już mam. Wiesz, 39 letni facet już trochę życia przeżył.

A seks?

Niezobowiązująco? Zdarza się. Chcesz, żebym ci o tym opowiedział? Mam znajome, przyjaciółki, też singielki. Zdarza nam się wyjść razem, zabawić się, spędzić ze sobą noc. Ale potem wracamy do rzeczywistości. Wiemy, jakie mamy wobec siebie oczekiwania. Jeśli widzę, że dziewczynie zaczyna zależeć na czymś więcej, stawiam granicę. Nie chcę krzywdzić. Kolejny powód, żeby żyć samotnie.

Nie zakochujesz się już? Dziewczyny cię nie podrywają?

Zakochuję, chwilowo może?… Jest wiele kobiet, które mnie pociągają, fizycznie, intelektualnie. Lubię ich towarzystwo. Zdarza się, że dostaje jasne sygnały od kobiety, że jest mną zainteresowana. Co mogę dać? Krótka, przelotną znajomość, nawet nie związek. Nie dążę do tego by być blisko i o tym uprzedzam. Bliskość, taka w której dwoje ludzi aż się przenika mnie przeraża, po prostu.


Zobacz także

„Mam nadzieję, że czujesz, że jesteś dla nas Najważniejsza i Wyjątkowa”. Akcja „List do dziecka

Wiersz „Zadumana nocą”

„A gdy pierwszym krzykiem swoje przyjście zaznaczę. Łzy radości i uśmiech Twe mamusiu zobaczę”. Akcja „List do dziecka”

Наш интересный интернет-сайт с информацией про Левитра 60 мг https://cialis-viagra.com.ua
http://www.chemtest.com.ua/

дженерики виагры