Listy do redakcji

Każdy ma swój niewysłany list. „Chociaż to jest list i nie mówię Ci tego prosto w oczy, to dalej nie nazywam rzeczy po imieniu. Mamo, badaj się regularnie”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
19 października 2019
Fot. iStock/Xesai
 

Mamo, nie muszę pisać tego listu. Wystarczy, że porozmawiam z Tobą przy śniadaniu, obiedzie, kolacji, w weekend, w tygodniu czy na wakacjach. Jednak nie umiem. Znam Ciebie i wiem, że ta rozmowa skończy się szybciej niż się zaczęła i odpowiesz mi jak zawsze „to nie Twoja sprawa”. Mamo, badaj się!

Od zawsze bałam się o Ciebie. Jak spóźniałaś się żeby mnie odebrać ze szkoły, jak nie odbierałaś telefonu, jak zaczynałaś się źle czuć…umierałam ze strachu i dalej umieram.
Mimo że studiuję medycynę nie umiem z Tobą o tym rozmawiać. Ty to wiesz i ja to wiem, że należy się badać, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Jesteś w końcu wykształcona, a strach nie jest usprawiedliwieniem.
Czasem nie mogę zasnąć, bo boję się, że Ciebie zabraknie, bo Cię nie ostrzegłam, nie dopilnowałam. Ale jak? Skoro nie chcesz o tym rozmawiać. Często zaczynam „onkologiczne” rozmowy w kontekście np. nowych medycznych doniesień. Zawsze się tym interesujesz, ale tej rozmowy nigdy nie kończymy.

Jak byłam mniejsza, to sprawdzałam w nocy czy oddychasz. A każdą nawet błahą chorobę traktowałam jak realne zagrożenie dla Twojego zdrowia (że Ciebie zabraknie).
Chcę Ci pokazać jak bardzo Cię kocham i jak bardzo się boję. Łączy nas bardzo silna więź, a mimo to tego tematu nie umiem z Tobą poruszyć. Już tyle razy rozmawiałam z pacjentami o tym, nigdy z Tobą. Nie wyobrażam sobie, że nie będziesz na moim ślubie, albo nie będziesz pomagać mi przy moich dzieciach.

Teraz, gdy mam większą wiedzę na temat różnych chorób, przesadzam nieraz z hipochondrią. I Ty dobrze to wiesz. Ale w tym przypadku nie przesadzam. Pilnuję, żebyś się zdrowo odżywiała, uprawiała sport, zrelaksowała się…ale to nie wystarczy!
Pomogłaś mi już tyle razy. Przepłakałam na Twoim ramieniu niejedno zmartwienie, niejeden problem. Zawsze znalazłyśmy ten złoty środek. Ale nie chcę płakać Z TEGO powodu. Daj sobie pomóc. Daj sobie szansę. Daj nam szansę!

Chociaż to jest list i nie mówię Ci tego prosto w oczy, to dalej nie nazywam rzeczy po imieniu. Mamo, badaj się regularnie. Mammografia, USG, to po prostu badania. Proszę.

Kilka lat temu wpadłam na pomysł napisania właśnie takiego listu. Nigdy on nie powstał, bo nie miałam odwagi go napisać. Teraz, gdy już jest, nie wiem czy będę miała odwagę go wysłać.
Gdy to piszę siedzisz na fotelu obok mnie i grasz na telefonie w kulki. Wystarczy, że zostawię komputer otwarty, albo po prostu dam Ci to do przeczytania. Nie wiem jednak czy to zrobię. Sama już nie wiem czy to Ty się boisz, czy ja. Tak bardzo Ciebie potrzebuję.
Może to jednak przeczytasz… w Internecie.

Kocham Cię.

O.


 

Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi .

Listy wysyłajcie na adres [email protected] – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest


Listy do redakcji

Serwis Zaadoptuj faceta już w … Turcji. Czy to się uda?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
20 października 2019
 

A gdyby tak… kupić sobie faceta? W Turcji, bardzo konserwatywnie pojmującej role kobiety i mężczyzny, już można. Zadebiutował tam właśnie portal ErkekSepeti (po turecku: „facet w koszyku”), reklamowany jako sklep z mężczyznami.

Pomysł nie jest nowy. Serwis ZaadoptujFaceta działa także w , we Francji i w Hiszpanii. Jest to portal społecznościowy, wyglądem przypominający sklep internetowy, w którym kobieta może wybrać sobie mężczyznę jak przedmiot, „dodając” go do koszyka i rozpoczynając z nim rozmowę.

Serwis organizuje wyprzedaże i promocje (np. pod hasłami „Weź wąsacza – brodacz gratis”, „Kucharze: schodzą jak ciepłe bułeczki” czy „Produkt importowany: Francja elegancja”.) Skąd pomysł, by to dość nietypowe, odwracające tradycyjne role przedsięwzięcie kierować właśnie na Bliski Wschód, do Turcji, a nie na Zachód?

– Uznaliśmy, że nie możemy kierować się stereotypami. W większości krajów najwięcej na naszym portalu jest ludzi młodych. Tego samego spodziewamy się po Turcji, wierząc, że formuła portalu będzie zgodna z ich preferencjami i wyczuciem – mówi Clara Bizien, odpowiedzialna za międzynarodowy rozwój Zaadoptuj Faceta.

Polska wersja serwisu ma się całkiem nieźle. A jaka jest ogólna idea tego nietypowego  portalu randkowego?

, to modny sklep, gdzie to kobiety mogą wybrać mężczyzn, którzy się im podobają. Serwis ZaadoptujFaceta.pl odwraca tradycyjne role w dziedzinie uwodzenia. To kobiety mają pełną kontrolę i decydują, którzy mężczyźni mogą z nimi rozmawiać. Podobnie jak innego rodzaju sklepy internetowe, serwis udostępnia kobietom szeroki wybór mężczyzn, których można wybierać według kilkudziesięciu kryteriów, począwszy od koloru włosów aż po zawód.

Kobiety wiedzą, że nie mogą być w żaden sposób zaczepiane przez mężczyzn, są więc bardziej rozluźnione, a także ładniejsze, niż w innych serwisach. Metoda ta okazała się niezwykle skuteczna i bardzo podoba się mężczyznom. W jakiej sytuacji mężczyzna mógłby czuć się lepiej, niż w przypadku, kiedy jeszcze przed wykonaniem pierwszego kroku wie, że podoba się kobiecie?*

Cóż, wszystkim Turczynkom (i nie tylko) życzymy z całego serca, by za pomocą tego portalu, czy też w tradycyjny sposób, odnalazły upragnioną miłość.


Źródło:  *

 


Listy do redakcji

Każdy ma swój niewysłany list. „Niewysłany, niedokończony, jak dżin wysączył się z butelki czerwonego wina…”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
19 października 2019
Fot. iStock / Alina555

Niewysłany, niedokończony, jak dżin wysączył się z butelki czerwonego wina, a zaczął się tak:

 

… Nikt nie wie co chodzi mi po głowie. Ja sama nie wiem. Kiedy jestem pijana świat jest jakby bardziej przejrzysty. A może jest tylko wrażeniem? Jak większość tej naszej egzystencji z serii: ceci n’est pas une pipe? Don’t really know. Dzisiaj jednak jestem pijana i palce mi się plączą na klawiaturze życia. Muzyka, wino, Marylin na niebieskim tle, zwyczajem Andy’ego Warhol’a. I smutek na dnie duszy przepełniony tęsknotą nie do pojęcia. Więc komunikuję, żeby było uczciwie. Ale pomimo wszystko, nawet potencjalni kochankowie są tej nocy jakby w Palm Springs. To życie jest poezją choć wolałabym być nią ja. Ale Lucy… it is what it is and it is not what it is not.

Palce mam zwinne i cała jestem giętka niczym żółte tulipany popołudniem. Lecz mimo to błagam o ten dotyk, o spojrzenie, o oddech, który wdycha mnie całą, po sam pępek ludzkiego obłędu. Czy to takie jest trudne doprawdy? Rozbłyszczeć dwie kule?

Dzielę się z Tobą bo chyba nie mam wyjścia. Wywęszyłam w Tobie outsider’a i to wystarczyło bym zapragnęła zainicjować prowokację. Wzorem Almodovara po prostu. Wydawało się, że jesteś podatny i wszechmogący. Lecz potem jakbyś zgasł. Więc i ja zgasłam, taka wywiedziona w pole. Como la flor de mi secreto. 

Tęsknię za  Nowym Jorkiem, you know. Tam, moja dusza była w pięknej harmonii. Tu, hoduję raka piersi z entuzjazmem godnym Trzeciej Rzeszy.

Więc sobie płaczę. Po cichutku tak. Spoglądam w oczy Marylin, wgryzam się w jej zęby i usta, które sączą krew pod pędzlem mistrza. I niewiele doprawdy trzeba, bym stała się złotym lokiem. 

Więc zawieszam się w diamentowej przestrzeni pomiędzy płatkiem ucha, linią szyi i erotyką. I czekam na cud, miracle,  of course, bo po angielsku cud jest jakby cudowniejszy. 

Widziałam dzisiaj księżyc w totalnej pełni. Niewiele rzeczy ma wymiar totalny, a księżyc ma, bez wysiłku tak. Więc może wzorem księżyca należałoby się udoskonalić. Tyle bowiem wzorów dookoła. Choć to już nie ten sam dekadentyzm i nie to samo ciało, wygięte w miłosnym pocałunku. Oto jak się zmieniamy wbrew zdrowemu rozsądkowi i zawodzącym smyczkom. Tymczasem jeden pocałunek tuż za uchem mógłby zmienić kierunek, w którym kręci się Matka Ziemia. Lecz któż to wie droga Lucy, skoro nikt już nie czyta między wierszami? I love you, moja boska siostro. 33 minuty, 10%, oto ile pozostało mi z życia. Więc śpij kochana. Śpij kochany. Niech to będzie boski sen.  

Przez chwilę myślałam, że może jesteś jak M. Tylko, że  M to ja kochałam miłością totalną. Dopóki miłość ta wieczna nie skończyła się zabita słowami na śmierć. M. o nic się nigdy nie pytał. Po prostu potargał na mnie koszulę, a ja byłam zachwycona bo uśmiech miał zupełnie nonszalancki. Zaczęło się oczywiście jak w filmie (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że życie jest filmowe takie). Powiedział, że ma na imię M. i że kochać się chce. A ja naiwna taka, nie rozróżniałam znaczenia słów i nie przeczuwałam nawet, że ta zwierzęca miłość tamtej nocy to nie było kochanie. Wszystko jednak jakoś tak pięknie mi pasowało. M. był silny i zdecydowany i zawijał moje ciało w ten w swój uśmiech Mona Lisy z precyzją niemalże bolesną. Jak pająk jakiś, tkał sieć dookoła mojej cielesności, aż cała byłam najsłodszym kokonem niemocy. 

M. pojawiał się i znikał w oceanicznym cyklu. Przypełzał najczęściej nocą, pachnący alkoholem i nieco rozmowniejszy. Czarne włosy kosmykami opadały mu na twarz gdy tak przeistaczał się w pajęczaka. Z reguły szybko mnie łapał w te swoje lepkie, słodkie sieci. Jakaż ja byłam wtedy bez szans. Mała muszka złapana w sieć. A M. podpełzał powoli i zanim jeszcze wbił zęby i zanim wpuścił jad, obwąchiwał mnie jak zwierz, który kalkuluje soczystość swej ofiary. A potem mnie brał. Jak chciał. I trząsł całym moim wszechświatem, rozpuszczając te moje delikatne skrzydła w soczystej rozkoszy okupionej potem i krzykiem. 

Seks. Języki, zęby, usta, poznawały ciała po milimetrze. Tonęliśmy w oceanie śliny, potu i soków roztarzani w cyklopich oczach i długich, jedwabnych włosach.  Zamienialiśmy się na ciała, pletliśmy się w gordyjski węzeł. Tańczyliśmy dookoła ognia jak szamani w transie. I tylko ciągle nie mogliśmy się nasycić. Więc piliśmy kielich za kielichem, aż przychodziło nieludzkie zmęczenie i sen mordował w nas kochanków. Nie wiem dlaczego, ale M. zawsze pozwalał mi żyć. Wegetować pomiędzy odpływem a przypływem…. 

Niewysłany, niedokończony i jak dżin albo miraż rozpłynął się w nicość…

 A.

Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi .

Listy wysyłajcie na adres [email protected] – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest


Zobacz także

„W przyszłości nie musisz być prawnikiem, lekarzem, bankierem czy architektem”. Akcja „List do dziecka”

„Wielki wstyd, że zwątpiłam w siebie, zwątpiłam w nas, bo przecież dzisiaj wspaniale dajemy sobie rade tylko we dwoje”. Akcja „List do dziecka”

Kim jest matka?! Akcja „List do mamy”

www.anabolik-store.com.ua

viagra sans ordonnance paris

www.220km.net