Lifestyle

Co to znaczy, kiedy mężczyzna mówi „ograniczasz mnie”? Zazwyczaj koniec miłości

Listy do redakcji
Listy do redakcji
29 czerwca 2017
Fot. iStock/Bobex-73
 

W miłości nie wolno na nikogo naciskać, nic wymuszać, przyspieszać. Miłość powinna być naturalną emocją, wypływającą z naszego wnętrza. Z serca po prostu. Miłość to ta siła, która sprawia, że nam się chce budować coś razem z ukochaną osobą. Gdy się kończy, zaczynasz szukać sobie miejsca gdzie indziej, czuć się niewygodnie, „dusić” jak w klatce. Nie wierz wtedy w żadne „musimy trochę od siebie odpocząć”, ani „może na chwilę zamieszkajmy osobno”.„Bo ty mnie ograniczasz” – powiedział mi miesiąc temu wychodząc w takim momencie, że nie było już czasu na wyjaśnienie, co właściwie miał na myśli. Uwielbiam to wyczucie czasu i momentu. Słowa padły, rozgościły się na dobre w mojej głowie, zagrały moim emocjom na nosie. Straszne słowa, bo jeśli kochasz, chcesz dla tej drugiej osoby jak najlepiej. A tu nagle okazuje się, że w jej oczach jesteś zaborczym potworem, który marzy o tym, by kontrolować każdy ruch, albo zamknąć w złotej klatce. Potworem, który podcina skrzydła i nie pozwala korzystać z możliwości, jakie oferuje jej świat oraz inne znajomości. Zamarłam. Gdyby chociaż jakoś mnie na to przygotował. Ale on nie mówił nic. A już na pewno nic o tym, że mu źle.

Mój Boże. Czyżbym była aż tak nieuważna? Czy ja zawsze go ograniczałam, czy może „to” stało się jakoś niedawno? Gorączkowo analizując naszą relację doszłam do wniosku, że moje zachowanie nie zmieniło się aż tak bardzo, przez te ostatnie kilka wspólnych lat. Lat, które zaowocowały zaciągnięciem kredytu i kupnem mieszkania oraz narodzinami naszego syna. Lat, które choć nie zawsze kolorowe, były jednak szczęśliwe i bezpieczne. Bo związki znajomych się rozpadały, a my trwaliśmy, dzieląc złe i dobre, wspaniałe i trudne momenty.

Zaraz, może tu chodzi o dziecko? Ale czy to przypadkiem nie ja zrezygnowałam z pracy zawodowej, żeby nasz syn mógł być w domu aż do momentu, kiedy pójdzie do przedszkola? Bałam się, słyszałam od tylu osób: „zwariujesz tu przez tyle czasu, sama w domu, z małym dzieckiem”. Było ciężko, ale nie zwariowałam. Nie mogę powiedzieć, że czułam się ograniczona. Rozumiałam, że to taki moment, że za chwilę to się zmieni. Cieszyłam się tym, co miałam, a „na boku” dorabiałam tłumaczeniami. Żeby mieć jakąś odskocznię i trochę dlatego, żeby udowodnić sobie, że mogę.

Ale jak to mogło ograniczać jego? Czy chodzi o te momenty, kiedy nie mogliśmy pójść do znajomych, bo mały chorował? O nieprzespane noce i zmęczenie? O wakacje w Polsce, a nie za granicą? Nic innego nie przychodzi mi do głowy.

A może chodzi o obowiązki domowe, o których – przyznaję – przypominałam mu, w weekendy, kiedy miał być ten czas dla mnie, na który się umawialiśmy? Spacer z dzieckiem, przygotowanie kolacji, wspólne sprzątanie naczyń, zakupy. Boże, jaka nuda… Rutyna, codzienność. Wiem. Ale przecież to była NASZA codzienność, budowana po to, by nam OBOJGU było dobrze, bezpiecznie. Oboje się na nią zgodziliśmy. Przynajmniej, tak myślałam. Myliłam się.

Czy może w końcu, ograniczam go ja, jako żona, bo gdyby mnie nie było byłby wolny? Ta myśl zabolała najbardziej. Może się zakochał, może od dawna ma romans, może nie wie, jak mi powiedzieć, że to już koniec i powoli przygotowuje mnie na rozstanie?

Odpowiedź przyszła dwa dni później. Mój mąż, mężczyzna, o którym myślałam, że wiem wszystko, wyprowadził się z domu, wynajął kawalerkę na drugim końcu miasta i wyjaśnił mi, że wpadnie czasem po to, by zobaczyć się z synem. Pieniądze oczywiście przeleje, a o rozwodzie wcale nie myśli. On po prostu właśnie się zorientował, że potrzebuje więcej przestrzeni. I, że – sorry – nie kocham Cię już. Ale nadal lubię.

Tego wieczora płakałam trzy godziny. Aż w końcu, zrozumiałam. Zrozumiałam, że tu nie chodzi o mnie, ani o miłość. To nie ja go ograniczam. To on nie był gotowy na zobowiązanie, ani na deklaracje, które złożył. Nie było w tym mojej winy, miałam prawo założyć, że związując się ze mną, wiedział czego chce i na co się decyduje. Musiałam uwierzyć, że jego miłość jest prawdziwa. Nie jestem odpowiedzialna za to, że przecenił swoje możliwości, ani za to, że nie wiedział, co to znaczy kochać. Czas płynie, cierpię. Ale powoli zaczynam czuć, że już nic mnie nie ogranicza.


Lifestyle

Przestańmy pouczać innych, jak mają żyć. 7 rzeczy, z których nie powinieneś się nikomu tłumaczyć

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
30 czerwca 2017
Fot. iStock/JTSorrell
 

Jak dobrze byłoby przestać przejmować się tym, co myślą i mówią o nas inni. Jak wspaniale byłoby uwierzyć i zrozumieć, że jesteśmy w stanie pokierować swoim życiem sami, że nie potrzebujemy osądów i krytyki, która ma nas jedynie zaboleć, a nie pomóc dostrzec nowe możliwości, inne ścieżki. Gdyby tak od dziś, przestać się wstydzić przed innymi tego kim chcemy być i nie tłumaczyć się ze swoich decyzji i marzeń…

Dopóki nikogo nie ranisz, dopóki nie sprawiasz, że ktoś cierpi, masz obowiązek i prawo żyć tak, jak chcesz. Nie powinieneś też nigdy tłumaczyć się z:

1. Pracy, jaką podjąłeś

Jeśli masz na utrzymaniu rodzinę, ważne żebyś potrafił je zarobić w uczciwy sposób. Nie słuchaj rodziców, którzy wydymając usta w kpiącym geście pouczają swoje dorosłe dziecko, że „powinno” piąć się szybciej po szczeblach kariery, albo spróbować swoich sił w tak ambitnym projekcie jak syn ich znajomej. Na ile to tylko możliwe, rób to, co kochasz, co daje ci satysfakcję, nie zważając na oczekiwania innych. Oni już mieli swoją szansę, ich sprawa, czy ją wykorzystali, czy nie.

2. Twojej sytuacji materialnej

Czy masz na koncie 1000 zł, czy 100 000 zł, jesteś tak samo ważnym, wartościowym człowiekiem. Zdarzają się nam różne sytuacje, startujemy w życie z różnych pozycji, od nas tylko zależy, jak daleko zajdziemy i gdzie właściwie chcemy w tym życiu być. Nie czuj się zobowiązany wyjaśniać wszystkim wokół, że to, co materialne nie ma dla ciebie aż takiego znaczenia. I przeciwnie, jeśli jesteś fanem drogch gadżetów i stać cię na nie, nie zważaj na uwagi i opinie innych. Kupuj i bądź szczęśliwy.

3. Twojego gustu

To naprawdę tylko i wyłącznie twoja sprawa, jakiej muzyki słuchasz, na jakie filmy chodzisz do kina, co oglądasz w telewizji wieczorem. Każdy z nas jest inny, należy to szanować i akceptować. Jesteś taki, z jakiegoś powodu. Nie udawaj nikogo innego, tylko po to, by się komuś „przypodobać”, albo by gdzieś „pasować” Jesteś wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju i nikomu nic do tego, czy słuchasz przed snem Zenka Martyniuka, czy Elvisa Costello.

4. Twojej orientacji seksualnej

Jeśli czujesz się winny z powodu swojego homoseksualizmu, koniecznie skorzystaj z porady specjalisty, ale nigdy nikomu się ze swojej orientacji nie tłumacz. Nie pozwól nikomu sprawić, by tak osobiste kwestie były z tobą omawiane bez twojej zgody, wbrew tobie. Najważniejsze jest to, byś czuł się komfortowo we własnej skórze i miał dla siebie samego szacunek i miłość. Wszystko z tobą w porządku, naprawdę.

5. Twoich przekonań

To, co myślisz w kwestii religii, polityki, małżeństwa, aborcji – nawet jeśli budzi kontrowersje, jest twoją sprawą. Postępuj zgodnie ze swoim sumieniem i nie narzucaj swoich przekonań innym. Nie trać energii na przekonywanie ich do swoich racji – bądź w porządku wobec samego siebie, to wystarczy. O ile nie robisz nikomu krzywdy – to naprawdę twoja sprawa w co wierzysz i na kogo głosujesz.

6. Twojej miłości

Lub jej braku. Niektórzy ludzie chcą być „na bieżąco” z życiem innych. Kochają plotki, skandale, rozstania i powroty. Nie dawaj im wchodzić z butami w twoje życie, nie tłumacz się z kolejnych związków czy rozwodów. Nigdy nie tłumacz się z wyboru życiowego partnera, nawet jeśli to był zły wybór – to twoja sprawa i twoja lekcja, którą musisz od miłości odebrać, by w przyszłości postąpić mądrzej. A jeśli wybierasz bycie singlem – puszczaj mimo uszu złośliwe komentarze i pytania o to, kiedy „wreszcie zadzwonią weselne dzwony”. Śmiej się z tego.

7. Twojego życia

Bo jest ono zbyt krótkie, by tracić energię na zamartwianie się o to, co inni o tobie pomyślą. Jeśli jeszcze tego nie umiesz, musisz nauczyć się podejmować decyzje, które są korzystne przede wszystkim dla ciebie i najbliższej ci osoby.

Bądźmy szczęśliwi i pozwólmy być szczęśliwym innym.

 


Lifestyle

10 filmów z podróżą w tle – w sam raz na wakacje!

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
29 czerwca 2017
Fot. iStock / svetikd
Następny

Filmy to prawdziwa magia, która przenosi nas w inną rzeczywistość, a często też w zupełnie nowe, nieznane nam zakątki. Nie raz oglądając jakiś film, równie mocno jak fabuła zachwyciły nas pokazane na ekranie krajobrazy i miejsca – aż chciało się spakować walizkę i ruszyć śladem bohaterów, by na własne oczy zobaczyć piękno przyrody, zabytków czy architektury. Jeśli szukacie inspiracji do wakacyjnych wyjazdów, zobaczcie wybrane przez nas filmy z podróżą w tle – być może któryś zachwyci was na tyle, że jeszcze tego lata porównacie filmowy obraz z rzeczywistością.

Zobacz także

Botki na słupku czy na koturnie? Co nosić jesienią i zimą 2018/2019?

„Rzuciłam wyzwanie śmierci, powiedziałam: Nie oddam ci go! I, co gorsze, uwierzyłam, że jestem w stanie go uzdrowić. Wierzyłam w to do samego końca”

„Bo my dziewczyny, przy was wciąż zapominamy. Że co? Że trzeba słuchać mamy”. 5 lekcji o miłości, których nauczyła mnie moja matka

http://xn--e1agzba9f.com

ргр по сопромату

Купить Сиалис 40 мг