Lifestyle

Wata cukrowa wychodzi z lamusa. Niezwykła słodycz dzięki Fluffë przeżywa renesans!

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
19 lipca 2016
wata cukrowa
Fot. Instagram / fluffegram
 

Wata cukrowa kojarzy się wielu z nas z dzieciństwem. Kiedyś właściciele maszyn robiących watę, podjeżdżali na osiedla i kręcili słodkie przysmaki na patyku. Teoretycznie, to tylko sporo cukru, ani dobrego dla zdrowia ani dla urody. Ale wtedy, ta klejąca pół buzi słodycz, była nieodzownym obrazkiem z czasów komunizmu.

Renesans waty cukrowej od Fluffë

Nadszedł czas na przeproszenie się z tymi kultowymi słodkościami! Wata cukrowa, a raczej niesamowite konstrukcje z niej tworzone, podbijają serca na nowo!

Jegomość, który nazywa się Nathan, to założyciel marki Fluffë, zajmującej się produkowaniem i rozwożeniem kolorowej waty cukrowej. Koncept na wykonanie takiej waty i stworzone kolory są naprawdę bajeczne – różowe, niebieskie, zielone,  ombre i z brokatem. Wybór przyprawia o istne szaleństwo, a sam produkt wzbudza zachwyt. O powodzeniu tego przedsięwzięcia, świadczy nie tylko ilość pracy, jaką Nathan musi włożyć w tworzenie swoich pyszności, ale i liczna obserwujących konto jego słodkich arcydzieł na Instagramie –  @fluffegram – czyli prawie 90 000 obserwujących.

Dieta? Jaka dieta? Które cudo dla siebie wybieracie?


źródło: , Instagram


Lifestyle

Kochana Córeczko, bo ty jesteś moim światem, a ja twoim domem

Gościnnie w Sessionbordercontroller.info
Gościnnie w Sessionbordercontroller.info
19 lipca 2016
Fot. iStock / knape
 

Nie pamiętam dokładnie słów lekarza, który informował mnie o tym, że ktoś we mnie zamieszkał na dziewięć miesięcy. Pamiętam inny moment. Gdy wręczył mi zdjęcia z USG. Wyszłam ze szpitala mocno zaciskając je w dłoni. Usiadłam na ławce obok przystanku autobusowego. Moje coraz bardziej mokre oczy patrzyły na ciebie. Na malutki punkt, w którym już biło serce, który już wtedy był dla mnie całym, ogromnym światem…

I strach pamiętam. Strach przed tym czy podołam być twoją mamą, czy sprostam obowiązkom, czy cię nie zawiodę.

I to, kiedy się pojawiłaś obok mnie. I pierwszy raz, gdy mogłam poczuć twój zapach. Byłaś taka bezbronna, a ja nie wiedziałam, czy moje ramiona zdołają cię uchronić przed złem.

Patrzyłam jak rośniesz, jak twoje loki jaśnieją ci od słońca. Patrzyłam, jak uparcie wsiadasz po raz nie wiem który na rowerek, wycierasz nos brudną od piasku ręką i znowu usiłujesz przejechać kawałek, sama. I wieczory pamiętam, gdy opatrywałam twoje posiniaczone i zadrapane kolana, głaszcząc je i  prosząc żebyś nie była taka uparta, żebyś była ostrożniejsza. Choć już wtedy tyle siebie samej widziałam w tobie i wiedziałam, że nie odpuścisz.

I ten pierwszy raz, kiedy z ogromnym plecakiem szłaś do szkoły. Machałaś do mnie z autobusu śmiejąc się w głos, a ja szalałam z rozpaczy. Głupia matka, która bała się o to, żeby nikt cię nie popchnął na przerwie, żeby nikt nie zaczepiał, żebyś zjadła drugie śniadanie.

Pamiętam też ten straszny moment, gdy przyszłam po ciebie do klasy. Byłaś już wtedy taka mądra i  gdy tylko zobaczyłaś mnie w drzwiach, zaczęłaś się pakować i posmutniałaś. Miałaś tylko dziewięć lat, a ja musiałam ci powiedzieć, że twój ukochany tatuś umarł. Patrzyłaś na mnie i pytałaś dlaczego. I czy nie jest Mu tam zimno.

Pamiętam, jak tego samego dnia, zasnęłaś pomiędzy waszymi wspólnymi zdjęciami, owinięta w Jego sweter. Pamiętam jak z przerażeniem przyglądałaś się, gdy pakowałam do kliniki rzeczy twojego ciężko chorego brata. Pytałaś codziennie, czy na pewno wróci, czy nie zaśnie tak jak tata. Tak szybko wydoroślałaś, nawet nie wiem, kiedy to się stało.

Zawsze tak dobrze się uczyłaś, nie sprawiałaś kłopotów. Taka dzielna mała dorosła. I na tę dorosłość nigdy nie powinnam ci pozwolić. Ona cię pochłonęła, a potem wypluła prosto w czarną otchłań. Siedziałam przy twoim szpitalnym łóżku, a ty przepraszałaś. Mówiłaś: „Przepraszam mamusiu, nie dałam rady. Nie chciałam tego zrobić ale nie miałam już sił, a ciebie nie chciałam obciążać”... Wybiegłam, gdy zasnęłaś i osuwając się bezwładnie po ścianie, krzyczałam. Krzyczałam w sobie, a dziś spokojnie o tym samym piszę. To ja cię przepraszam. Za wszystko, przez co musiałaś przejść. Za każdą nieprzespaną noc, za każdy lęk, za to ile musiałaś udźwignąć.

Masz dopiero 14 lat, powinnaś się zakochiwać i odkochiwać, snuć plany na przyszłość, biegać z koleżankami do galerii, pyskować i nie odbierać telefonów. Powinnaś mieć swoje małe tajemnice, wagary i mnóstwo spóźnień na obiad. Blokować łazienkę i przebierać się dziesięć razy, przed wyjściem z domu. Podkradać mi kosmetyki i woleć jechać na obóz z koleżankami, niż na wakacje ze mną.

Dziś patrzę na ciebie z jeszcze większą dumą, niż dotychczas. Patrzę na twoje lśniące, piękne włosy, na twój ciepły uśmiech. Na twoje dłonie, które malują piękne obrazy i szkicują niesamowite portrety. Patrzę na to, jak niesamowicie jesteś do mnie podobna, jakbym widziała w lustrze swoje odbicie sprzed lat. Widzę jaką drogę przeszłaś i ile jeszcze przed tobą. Widziałam, jak upadałaś i jak za każdym razem, wstawałaś silniejsza. Silniejsza, mądrzejsza, pełna pokory i coraz większego zaufania do życia. I nadal mam w sobie tyle obaw. Jesteś taka piękna, pewnie się zakochasz i już nie będę ci tak potrzebna. To jemu będziesz o wszystkim mówić i płakać w rękaw. Jego będziesz wołać w nocy, gdy przyjdzie koszmarny sen.

Tylko czy jest coś ważniejszego dla matki, niż szczęście jej dziecka? Czy mogłabym ci tego zabronić? Przecież wiem, że czas jest nieubłagany i w końcu wyjedziesz na studia, potem założysz swoją rodzinę. Ale dla mnie nadal i już na zawsze zostaniesz tą małą kruszynką, która cała chowała się w moich ramionach. I zawsze możesz do mnie przyjść, nawet w środku nocy, choćby tylko po to, by razem pomilczeć. Zawsze możesz do mnie zadzwonić i wykrzyczeć do słuchawki swoją złość. Zawsze możesz położyć głowę na moich kolanach, żebym mogła cię pogłaskać i uspokoić. Zawsze będziesz mogła się u mnie schronić, zawsze też masz gdzie wracać. Bo ty jesteś moim światem, a ja twoim domem.

W mojej pamięci na zawsze zostanie jeszcze jedna chwila. Twoje piąte urodziny, byłaś ciekawa dlaczego zdmuchuje się świeczki na torcie i czym są marzenia. Wytłumaczyłam ci wtedy, że to takie piękne myśli o tym, czego się najbardziej w życiu pragnie, czego się najbardziej chce. Wieczorem przed zaśnięciem, powiedziałaś – Pomyślałam to marzenie dziś przy torcie wiesz? Zapytałam z uśmiechem, czy była to fabryka czekolady?  – Nie mamusiu, pomyślałam o tym, żeby mój brat nigdy nie zasnął…

Kochana Córeczko, jesteś Cudem wiesz?


anika zadylak awatar

Anika Zadylak
Dziewczyna z tatuażem nie jednym. Wieczna Alicja z Krainy Czarów, która uparcie wierzy w życie po Tamtej Stronie Lustra. Optymistka niepokonana przez żadne burze i kataklizmy. Otwarta na świat i ludzi, których uwielbia. Pisanie jest dla niej jak oddech. Kocha ponad wszystko swoje dzieci, wszystkie dzieci, koty i inne zwierzęta. Wegetarianka i buntowniczka, manifestująca głośno swoje poglądy.

 


Lifestyle

Jestem chora. Kochany, uciekaj, póki na to czas!

Listy do redakcji
Listy do redakcji
19 lipca 2016
fot. iStock/lechatnoir

Kochany,

W czasie jednej z twoich podróży napisałam ci o moim największym marzeniu – miłości walczącej do samego końca. Po powrocie spałam obok ciebie wykończona kolejnymi badaniami, gdy czytałeś tę wiadomość kolejny raz. Słyszałam, jak cicho płaczesz. Ucałowałeś mnie w czoło, szepcząc, że kochasz. Moje marzenie już się spełniło, choć do końca całej tej zabawy zwanej chorobą daleka droga.  Walczysz, choć może niepotrzebnie…

Powinniśmy planować wspólne życie, a nie kolejne wypady do specjalistów. Nawet jeżeli to idealne życie wcale nie byłoby tak perfekcyjne, spełnilibyśmy marzenie o tej drugiej osobie, która jest przy nas pomimo wszystko, czyż nie?  Znamy się tak krótko, przeszliśmy razem tak wiele. Zamiast tradycyjnych randek zmuszałeś mnie do wizyt u kolejnych lekarzy, badań i oszczędzania siebie. Czasem zastanawiam się, skąd bierzesz tyle siły, by co chwilę doprowadzać mnie do porządku – że nie będzie tak źle, że damy radę, że przecież muszę być zdrowa, bo ktoś musi pchać twój wózek na starość, bliższą niż się nam czasami wydaje.

Kiedy siedzieliśmy wtuleni w siebie na moim szpitalnym łóżku, w drzwiach stanęła pielęgniarka. Tak, ja też jej nie zauważyłam. Kiedy przyszła wieczorem zmienić kroplówkę, z stwierdziła, że już dawno nie widziała takiej miłości, którą czuje się każdym zmysłem na kilometr. Tacy właśnie jesteśmy – niemożliwi, jak z filmu, perfekcyjni w naszej niedoskonałości. Wtedy na przeszywającym do szpiku kości oddziale neurologii ciągle powtarzałeś, że stwardnienie rozsiane to nie wyrok, tylko małe utrudnienie, a lekarze mogą się przecież mylić. To była nasza wspólna mantra przez ostatnie kilka miesięcy, ale może czas spojrzeć prawdzie w oczy.

Chciałabym pewnego dnia obudzić się przy tobie i pomyśleć, że to wszystko, ten rok u lekarzy i wysłuchiwania coraz to nowszych rewelacji był po prostu złym snem, a nasze prawdziwe życie to wspólny dom, jeż, dwa koty i weekendy w górach, choć wiem, że wolałbyś nad morzem. Zamiast tego, kiedyś otworzę oczy i z przerażeniem stwierdzę, że nie potrafię zapanować nad ręką czy nogą, a ty z przerażeniem takim samym jak dziś w czasie rzutów, będziesz próbował masażem sprawić, że znów poczuję, że znów przestanie boleć… Czy na pewno tego chcesz?

Dziś żyjesz wyparciem, że to ciągle może być coś innego, że może przecież ktoś się pomylił, tak samo jak świat, który nie pozwala nam na normalne, nudne życie, kłótnie o to, że wyszedłeś z kolegami na piwo i zapomniałeś mi o tym powiedzieć, że wydałam za dużo pieniędzy na kolejną sukienkę, którą potem i tak z rozkoszą ze mnie zedrzesz, czy na wymigiwanie się od niedzielnych obiadów z twoimi rodzicami lub moją mamą. Pamiętasz naszą pierwszą, poważną kłótnię? Płakałam po niej całą noc. Spacerowaliśmy po parku późnym wiosennym wieczorem. Oświadczyłam, że mam dość chodzenia po lekarzach i nie pójdę na kolejną wizytę. Twoje słowa pamiętam do dziś: „dopiero się zakochałaś i już chcesz umierać?!”. Nie chciałam, dalej nie chcę.

Wszystko czego bym chciała i o czym marzę to twoje szczęście, uśmiech w tym burzowych ślepiach, które przeszywają mnie do szpiku kości. Obiecałam, że nie będę już więcej uciekać, że nie odejdę, myśląc, że tak będzie lepiej, ale czy na pewno by nie było? W czasie ostatniego nasilenia wszystkich możliwych objawów miałam wrażenie, że świat rozpada się na najdrobniejsze kawałki. Świat czyli My. Krzyczałam, kazałam ci szukać ładniejszej i zdrowszej dziewczyny, a ty tak po prostu pozwoliłeś mi ochłonąć rano pisząc tylko: „dzień dobry, przerażona królewno”. Masz rację, jestem przerażona.

Wyobrażasz sobie mnie na wózku? Nie potrafiącej biegać, żeby tylko dopiąć wszystko na ostatni guzik, zdążyć przed dedlajnem i widzieć na twarzy uśmiech kolejnych ludzi? Ja nadal nie potrafię dopuścić do siebie tego, że to już, zaraz, za chwilę… A przecież to ja miałam opiekować się tobą, czekać wieczorem z kolacją, wyciągać na weekendowe imprezy i wypady do naszego ukochanego miasta, w którym chcieliśmy zamieszkać.

Kocham cię i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie, ale przede wszystkim nie wyobrażam sobie, że będziesz musiał poświęcić dla mnie tak wiele. Może nie dzisiaj i nie jutro, ale kiedyś. Tak, wiem; wyraziłeś się jasno – nigdzie się nie ruszasz, już wybrałeś i zdecydowałeś. Jesteś dla mnie ostoją, ogromnym wsparciem, rycerzem, który walczy, bo inaczej nie potrafi. Nie wiem, co nas czeka, czy dobrze, że wybierasz schorowaną dziewczynę. Jako twoja przyjaciółka powiedziałabym ci, że cię podziwiam. Jako twoja ukochana… dziękuję. I obiecuję, że się nie poddam. Nie poddamy.


Zobacz także

Jak olejować włosy

Jak olejować włosy i po co? Akcja „Bądź piękna każdego dnia”. Dzień #24 [14.05.]

100 000 dzieci w całej Polsce pozna zasady prawidłowej higieny jamy ustnej. Rozpoczęła się 7. edycja programu edukacyjnego „Dziel się Uśmiechem”

7 rzeczy, które niezwykli ludzie robią zupełnie inaczej

best books for investing

baden-medservice.com

ликви моли 5w30