Lifestyle

W tej historii nie ma katów, nie ma zbrodniarzy, maltretujących swoje dzieci. Jest ciężkie życie, zbyt ciężkie dla dorosłego

Anika Zadylak
Anika Zadylak
20 stycznia 2017
Fot. iStock / Imgorthand
 

Dzieciństwo to huśtawka aż do nieba i piaskownica, w której jedyna wojna, to ta o wiaderko. To latawiec puszczany na łące za domem i rower, w którym tata naprawi zepsuty łańcuch. I jeszcze bajki, czytane przez mamę i taplanie się w kałuży, gdy rodzice nie widzą. Dzieciństwo to czas, w którym nie trzeba przejmować się niezapłaconymi rachunkami, pustą lodówką i debetem na koncie. Gdzie noc zapowiada kolorowe sny,a świt, grzanki z miodem i szkolny autobus. To czas beztroski, radości i braku znajomości znaczenia słowa „martwić się”. To obdrapane kolano, pierwsza szkolna miłość i marzenia o koncercie swojego idola.

Dominik ma 10 lat i niczym nie wyróżnia się od swoich rówieśników. Jest chyba nawet nieco wyższy, niż jego koledzy. Jest też dużo smutniejszy, ma bladą cerę i często powtarza, że życie jest trudne. Tak, ten dziesięcioletni chłopiec, mówi też, że nie chce żyć. Wokół jego szyj widnieje duża, sina bruzda. To od sznura, na którym kilka tygodni temu, usiłował się powiesić. Bo miał za sobą ponad 10 lat, ciężkiego życia, które nie miało  nic wspólnego z dzieciństwem.

W miejscowości, w której o mało nie doszło do tragedii, wszyscy twierdzą wspólnie, że nie wiedzą dlaczego  Dominik to zrobił.

– Pani, to zwyczajna rodzina jest. No fakt, ciężko im, bo to jeden syn zmarł na raka dwa lata temu a z nieuleczalną chorobą, zmaga się też pan Romek, tata Dominisia. Bieda jest, aż piszczy, ale czysto i schludnie. Ten mały zawsze taki zadbany, dopilnowany, kanapki do szkoły miał i książki na czas. My się sami nieraz dziwiliśmy, jak oni sobie radę dają, przecież ciągle pod górkę.  Ale chłopiec  grzeczny jest bardzo, cichy, spokojny. Zawsze mówił dzień dobry i odpowiadał, jak się go zagadało. No fakt, z dzieciakami z podwórka to on się nie bawił za często, chyba wcale. I może faktycznie, tak cichutko mówił, jakby osłabiony był. Ale na pewno, tego jesteśmy pewni, nikt mu ani tam w domu,  ani nigdzie krzywdy nie robił.

Bliska sąsiadka rodziny Dominika, podkreśla stanowczo

– Matka całe dnie harowała, żeby dom utrzymać i koniec z końcem związać. Nie raz widać było światło w kuchni, aż do nocy się paliło. Pytałam ją nieraz, czy Romek, mąż jej się źle czuł, że nie spała. A ona temu małemu rzeczy cerowała albo szyła nowe, żeby się z niego w szkole nie śmiali. Jej mąż to też dobry chłop jest, tak na pogrzebie pierwszego syna płakał, mało mi serce nie pękło. Teraz jak to wspominam, to łzy się do oczu cisną. W Dominika zapatrzony jest, zresztą ona też, najważniejszy dla nich jest. To  chyba takie normalne, że my rodzice byśmy dla swoich dzieci zrobili wszystko, wszystko oddali i poświęcili. Ja sama teraz po nocach nie śpię, swoją córkę pilnuję, żeby i jej coś takiego do głowy nie przyszło. Wypytywałam ją trochę, czy może mu ktoś w klasie nie dokuczał, to patrzyła na mnie z wyrzutem, bo Dominik to fajny kolega. Zawsze się z każdym podzielił, do nauczycieli nie pyskował, długopis pożyczył. Chłopcy go wołali na mecze szkolne, mówili, że najlepszy bramkarz jest, że każdy go w drużynie chciał mieć. Boże drogi, taki dzieciak. Skąd on wiedział, że line tak trzeba zawiązać, że w ogóle coś takiego zrobić. Pani sobie wyobraża co ta matka czuła, gdy weszła nad ranem do jego pokoju? Na kaloryferze się powiesił, na takiej lince co do prania. Jak go wynosili, z karetki pielęgniarz aż się trząsł. Łzy mu leciały jak grochy, dorosły facet, a nie mógł się powstrzymać. Taki mały dzieciak, tyle problemów rodzicom narobił, bo ich teraz przecież prokurator szarpie. Ale nawet te panie z MOPS’u bronią tej rodziny, przecież tam bywają często, widzą jak jest. Może go coś opętało? Nie chcę tu domysłów snuć, bo to straszna tragedia dla matki i ojca. Chyba największa, kiedy twoje dziecko żyć nie chcę i samo się na to życie targnie. Może tym bratem starszym, co im umarł się tak przejął? Może w tych internetach, coś wyczytał. Kto to wie. Najważniejsze, żeby zdrowy do chałupy wrócił. Oni się już dość tam wszyscy całe życie wycierpieli.

Dom, brak pracy, choroba w rodzinie a czasem śmierć, problemy finansowe, to rzeczy, które się po prostu się dzieją. Żyjemy w bardzo niepewnych czasach, samo staranie się niekiedy ponad siły,  zwyczajnie nie wystarcza. Jesteśmy rodzicami, którzy muszą zrobić wszytko, żeby nasze dziecko miało co zjeść, żeby nie marzło zimą, żeby było na leki, kiedy się rozchoruje.

To, o czym tak łatwo się mówi, jest nierzadko zbyt ciężkie do wykonania. Zaczynają się problemy ze snem, czasem jakaś sprzeczka, bo nerwy z bezsilności po prostu puszczają. I wydaję nam się, że jeśli czegoś nie mówimy głośno, kiedy coś skrzętnie ukrywamy, to jest niezauważalne. Że tego nie ma, że nikt nie ma prawa tego dostrzec. A najgorsze jest to, że pozwalamy sobie myśleć, że kilkuletni dzieciak, niczego nie rozumie. Nie pojmuje, że rodzice, zmagają się ze strasznymi problemami.

Dzieci widzą i czują mocniej, niż niejeden dorosły człowiek. Nie rozumieją tego, co się w okół nich dzieje, ale to zauważają. Boją się i nikomu o tym, nie mówią. Zaczynają myśleć, że są winne, że gdyby ich nie było, nie byłoby też połowy zmartwień. Nie mówią nikomu nic, żeby nie dokładać, żeby jeszcze dodatkowo nie obciążać…

I choć bardzo starają się być „dorosłe” nadal są tylko dziećmi.

Niemożliwe jest to, żeby potrafiły podnosić ciężar, jakim właśnie  jest dorosłość i macierzyństwo. Czują się samotne, zagubione, nawet niechciane, choć nikt nigdy im tak nie powiedział. Myślą, że ich odejście, przyniesie ulgę, że tylko tak mogą pomóc.

Dominik przebywa w dziecięco-młodzieżowym szpitalu psychiatrycznym. Jest skryty  i nad wyraz  grzeczny. Bardzo mało mówi, wygląda przez okno bo wie, że niedługo przyjadą ukochani rodzice. I gdy widzę ich powitanie, to jak rzuca im się na szyję, jak ojciec chłopca podnosi go do góry drżącymi rękami i całuje, już wiem, że w tej historii nie ma katów. Nie ma zbrodniarzy, maltretujących swoje dzieci. Jest ciężkie życie, zbyt ciężkie dla dorosłego. A nie do przejścia wręcz, dla małego chłopca, który zamiast beztrosko grać w piłkę, codziennie patrzy na zmagania rodziców.

Dzieci z podobnymi problemami, jak chłopiec z siną blizną w okół szyi, jest w tym ośrodku znacznie więcej. Mają podcięte żyły, są po płukaniu żołądka, po zażyciu zbyt dużej ilości leków nasennych, mają blizny na całym ciele, bo okaleczanie jest dla nich ucieczką. Lekarze tu pracujący, twierdzą, że samo leczenie i terapie niewiele pomogą, jeśli będą one musiały wrócić do domów, w których po tragedii nic się nie zmieniło. To rodzice, są najlepszym i jedynym lekarstwem. To przed nimi trudna walka o to, żeby ich dzieci, mimo wszelkich przeciwieństw losu, mogły po prostu nimi być.

Wychodząc z ośrodka słyszę skrawek rozmowy Dominika z tatą. Mówił o tym, że nie chce nowego roweru. Tylko żeby mama, przestała płakać w nocy.

 


Lifestyle

Podobno siódemka to szczęśliwa liczba, a nam piątka przyniosła szczęście. Pomylony numer sprawił, że dziś jestem jego żoną

Magdalena Lis
Magdalena Lis
20 stycznia 2017
Fot. iStock/shironosov
 

Róża: „Wiesz, to był klasyczny, majowy niedzielny wieczór. Słońce chyliło się ku zachodowi, nad głową krążyły mi uparcie chrabąszcze, lekko wiał ciepły wiatr. Siedziałam na balkonie i wbrew tej sielankowej scenerii nie byłam szczęśliwą, cieszącą się życiem osobą. Sączyłam przez słomkę lemoniadę, przeglądałam jakieś czasopisma. Mieszkam niedaleko jeziora, z balkonu miałam widok na ścieżkę rowerową, na plac zabaw, na wodę. Obserwowałam ludzi, większość z nich była w parach. Ktoś jechał na rowerze, ktoś jadł lody, ktoś się uśmiechał. Uznałam, że dla nich wszystkich świat jest kolorowy, a dla mnie odcienie szarości to było maksymalnie co widziałam. A później dostałam SMS-a”.

Z Różą i Czarkiem spotykam się w ich domu, bo tak im było najwygodniej. Siedzimy w niewielkim salonie, co chwila się przytulają. Obok nas, na kolorowej umiejscowionej na podłodze macie bawią się bliźniaki, Jagoda i Ziemowit.

Czarek: „Majówka, impreza, szaleństwo – tak to teraz wspominam. Wiesz, leniwa niedziela, leżę taki, no taki nazwijmy to zmęczony, żeby nie powiedzieć skacowany. Biorę telefon, na kartce obok mam spisany numer telefonu fajnej dziewczyny. Poznałem ją poprzedniego wieczoru, ten numer nad ranem szybko zanotowałem.  Wklepałem go, napisałem kilka słów i wysłałem smsa. Chciałem ją jakoś zaczepić, zagadać, zapytałem więc jak leci, czy już odpoczęła po podróży i czy o mnie nie zapomniała. Banalnie wiem. Ale poszło, wysłałem. A odpowiedź mnie lekko zaskoczyła, żeby nie powiedzieć, że byłem rozczarowany. Nie no, nie możliwym jest – pomyślałem, że coś mogłem zwyczajnie pomylić”.

Róża: „To ja dostałam wówczas tego sms-a. Nie znałam numeru spod którego przyszedł, i nawet  miałam go skasować, ale coś mnie tknęło i odpisałam. Krótko, acz konkretnie napisałam, że zaszła jakaś pomyłka, że proszę zerknąć na numer adresata, by wiadomość trafiła do właściwego człowieka i że pozdrawiam”.

Czarek: „Wiesz, patrzę na ten numer, i wszystko mi się zgadza. Końcówka sześćset pięć, taka sama na kartce i taka sama w telefon wklepana. Piszę jej więc, żeby się nie zgrywała, że to ja Czarek, że jestem kumplem Bartka i że poznaliśmy się przecież wczoraj:.

Róża: „A ja mu uparcie, że wczoraj to ja piekłam szarlotkę z budyniem i jabłkami i piłam z koleżanką wino. Że mam na imię Róża, a nie Blanka, że to pomyłka, jak już wspominałam”.

Czarek z czułością patrzy na żonę i mówi mi, że nie przypuszczał, że będzie taka zadziorna. Jednak to sprawiło, że go zaintrygowała.

Czarek: Zwątpiłem. Ale serio taki numer miałem podany. Widocznie tamta dziewczyna celowo mnie oszukała, tak wtedy pomyślałem sobie.

Tamtego wieczoru więcej już nie pisali. Czarek zrozumiał, że to faktycznie nie jest ta nowo poznana dziewczyna, ale coś mu mówiło, że ta przypadkowa znajomość jest warta kontynuowania. Nazajutrz napisał więc do Róży znowu

Róża: Zapytał, skąd jestem, a kiedy dostał odpowiedź, że tak jak on z Wielkopolski to zagadnął, czy nie uważam, że to przeznaczenie. Odpisałam mu wtedy, że też tak myślę, bez wątpienia, a on chyba nie wyczuł mojej ironii. O przeznaczeniu wiedziałam wówczas wiele, bo byłam świeżo z jednym takim mi przeznaczonym po rozstaniu. Ostatnim o czym marzyłam było randkowanie, zwłaszcza z chłopakiem poznanym telefonicznie. Jak to brzmi zabawnie w ogóle. Poznałam go przez telefon – uśmiecha się.

Czarek był nieugięty i zaczął pisać do Róży regularnie. W swoich odpowiedziach bywała oschła, czasem wyniosła, ale w gruncie rzeczy zawsze mu odpisywała. Niedługo potem po raz pierwszy się spotkali.

Czarek: Zaproponowałem kawę, a ona mi na to, że może się zgodzić jedynie na wspólne wyjście na rower. Wiesz, ja byłem gotów na wszystko, tylko, że nie miałem roweru. Długo nie myśląc go jednak kupiłem. Umówiliśmy się na ścieżce rowerowej. Jak ją tylko zobaczyłem, to oniemiałem, była przepiękna, dosłownie zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Przytargała mnie przez trzydziestopięciokilometrową trasę, myślałem, że ducha wyzionę. Sam nie wiem już, czy z tej miłości, czy może ze zmęczenia.

Róża: Matko, on mi się w ogóle nie spodobał. Jakoś tak strasznie różnił się od kanonu mężczyzn w których od zawsze gustowałam. Niski blondyn, kiedy uwielbiasz wysokich brunetów. Sama rozumiesz – uśmiecha się. Poczucia humoru mu jednak nie brakowało, wytrwałości też, bo wtedy specjalnie wybrałam tamtą trasę rowerową. Jak ją przetrwa – pomyślałam, to nic mu już będzie nie straszne. No i dał radę.

Od tamtej pory spotykali się regularnie. Czarek zapytał Róży jakie ma plany na wakacje. Pomyślał nieśmiało, że może byłoby fajnie, gdyby gdzieś razem wyjechali. Dziewczyna mu jednak odmówiła i był po raz wtóry rozczarowany. Oczyma wyobraźni widział ich gdzieś jak leżą na plaży, albo wspólnie łażą po górach. Albo, że jadą za granicę i bez opamiętania zwiedzają. Zupełnie nie rozumiał, dlaczego tak negatywnie zareagowała.

Róża: Czarek zaproponował wspólne wakacje a ja struchlałam. Całą sobą chciałam z nim jechać i całą sobą wiedziałam, że nie dam rady. U mnie w biurze ostatnio były redukcje, spadłam o stanowisko niżej, co wiązało się również z obniżką wynagrodzenia. Miałam kredyt we frankach i ledwo mi starczało od pierwszego do pierwszego. Wstydziłam mu się przyznać, że chodzi o kasę. Zbyłam go, zaczęłam rzadziej mu odpisywać. Uznałam, że powinien poznać inną dziewczynę, może taką jak na tamtym wyjeździe. Taką, która pojedzie z nim na te wymarzone wakacje.

Czarkowi było przykro, ale nie rezygnował. Powiedział jej, że jak nie ma ochoty to on rozumie, że może się zagalopował, że może za wcześnie na takie decyzje, że szanuje to, jeśli ona ma inne plany. I że może za rok, albo innym razem.

Róża: Kiedy powiedział ‘może za rok’ to tak troszkę oszalałam. Za rok oznaczało, że nie byłam dla niego na chwilę, że on coś ze mną planował. Coś więcej niż wypad na rower, lody czy wspólne wakacje. Próbowałam go unikać, ale kiepsko mi szło. Ja się w nim najzwyczajniej na świecie zakochałam.

Róża uznała, że skombinuje te pieniądze, i że pojadą. Pożyczyła część od siostry, część wzięła z tak zwanych żelaznych zapasów. Oznajmiła Czarkowi, że chce z nim wyjechać, że się zgadza. Tylko, że on już zaplanował ten wypad z kumplami.

Czarek: Ona dopiero wtedy mi się do wszystkiego przyznała. Że nie chodziło o brak chęci, tylko o pieniądze. Boże, dlaczego mi wcześniej nie powiedziała? Przecież to ja ją zapraszałem, więc logicznym było dla mnie, że chciałem to sfinansować.

Róża wtrąca pośpiesznie jedno zdanie, że nigdy by się na to nie zgodziła. Czarek: Widzisz, ona jest właśnie dumna taka. Oczywiście wyjazd z kumplami odwołałem, i spędziłem z Różą tak zwane wakacje życia – wyraźnie promienieje.

Na moje pytanie dlaczego wakacje życia, wskazuje na bawiące się obok nas bliźniaki i mówi, że to jest jego życie. Owoc tamtego wyjazdu. Że to jest wszystko to co ma najlepszego na świecie. Róża: Nazywamy ich cudem wiesz? Cierpię na zespół policystycznych jajników, lekarz mówił mi, że być może nigdy nie będę miała dzieci. A tu dwójka i to ot tak, od razu. Urodzili się piątego. My pobraliśmy się w maju. Tamta pomylona cyfra to piątka, ostatnia z cyfr mojego numeru. Bo wiesz, to miała być siódemka, tylko on źle zanotował. Mówią, że to siódemka przynosi szczęście – jak widać, u nas jest inaczej. Czarek: Ważne, by to szczęście nasze trwało dłużej niż pięć lat.

Oboje się uśmiechają.

Róża: To na pewno – całuje męża w czoło. Nasze dzieci noszą imiona po moich dziadkach, którzy przeżyli ze sobą pięćdziesiąt lat. Widzisz, znów piątka. U nas też nie może być zatem inaczej. I będzie, będzie wspaniale. Za pięć, dziesięć i piętnaście lat. Bardzo w to wierzę.


Lifestyle

„Nie myśl sobie, że teraz będziesz szczęśliwa”, czyli co twój parter chciałby ci powiedzieć, kiedy już się rozstaniecie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
20 stycznia 2017
Fot. iStock/aydinmutlu

Dawno temu, w naszej galaktyce :), powstała strona internetowa, na której można było anonimowo „nawrzucać” swojemu byłemu partnerowi bądź partnerce, wylać swoje żale i wyrzucić ze swojego wnętrza garść negatywnych emocji, okraszonych sporą dawką „jadziku”. Istny Hyde Park dla tych, którzy nie mogą sobie poradzić z rozstaniem. I mimo, że w założeniu skierowano ją przede wszystkim do kobiet, szybko okazało się, że największym powodzeniem cieszyła się wśród… mężczyzn. Po kilku miesiącach projekt zakończono, ale w tym okresie funkcjonowało już kilkanaście innych, stworzonych w podobnym celu: powiedz, to co czujesz i zamknij ten etap. 

Wśród postów, który zaczęły bardzo szybko wypełniać treść pierwotnej strony, pojawiały się:

♥ takie, które dowodziły, że raczej nie poprzedziło ich „rozstanie z klasą”:

„ I tak nigdy cię nie kochałem, bo jesteś zimna i nie potrafisz przyznać się do błędów, ani pracować nad związkiem. Oddaliliśmy się od siebie miesiąc po tym, jak zaczęliśmy być razem, a ty zdradzałaś mnie z kim popadnie.”

„ Zabrałaś mi wszystko, dom, moją kolekcję szkiców, a nawet psa.”

„Wyprowadziłeś się jak tchórz, po cichu, bez honoru i bez klasy, o zdradzie dowiedziałam się od naszych przyjaciół! Nie jesteś mężczyzną.”

„Masz mi oddać wszystkie pieniądze, które zabrałeś z mojego domu odchodząc, albo zgłoszę sprawę na policję.”

„Nie miałeś nawet tyle odwagi, żeby mi powiedzieć, że chcesz się rozstać, wysłałeś tu swoją matkę!”

 ♥ takie, które zdradzały powód rozstania:

„Mam nadzieję, że ona też cię rzuci, jak tylko się zorientuje, że jesteś nierobem, który nie potrafi nawet ugotować herbaty, nie przypalając wody w czajniku.”

„ Gdybym wiedziała, że przelecisz nawet naszą terapeutkę, nie zadawała bym sobie tyle trudu by ją znaleźć.”

„ Nigdy nie miałaś dla mnie czasu, więc znalazłem kogoś, kto sprawił, że poczułem się ważny i kochany.”

„ Nie zerwałeś pępowiny mamusi i nigdy jej nie zerwiesz, oboje jesteście nienormalni.”

♥ takie, które miały na celu wyrzucenie z siebie negatywnych emocji (pomijamy te wulgarne, „dziwne” i zawierające grozby):

„Nie myśl sobie, że teraz będziesz szczęśliwa.”

„Jesteś podła, wredna i brzydka, nienawidzę cię.”

„Kłamałem, kiedy mówiłem, że twoje wiersze są piękne, są tragiczne”.

„Mam nadzieję, że już zawsze będziesz sam, dobrze ci tak”.

„Ty obrzydliwy, męski szowinisto, kiedy o tobie myślę, chce mi się wymiotować”.

„W łóżku byłeś beznadziejny, nic nie potrafisz, nie wiesz nic o kobietach, wszytskie orgazmy udawałam.”

♥ takie, które miały na celu poprawienie sobie nastroju:

„ Z wiekiem robiłeś się coraz bardziej obwisły i coraz gorszy w łóżku, dobrze się stało.”

„Jesteś bardzo podobna do twojej matki, a ja i tak nigdy jej nie lubiłem.”

„I bardzo dobrze, teraz będę miał więcej czasu na rower.”

„Ty  i tak nigdy nie będziesz szczęśliwa, bo nikt nigdy nie spełni twoich wygórowanych oczekiwań.”

„Z wiekiem jesteś coraz brzydsza.”

„Jestem ciągle młoda, piękna, jestem silna i wartościowa. Zasługuję na kogoś lepszego niż ty.”

Źle się to czyta, prawda? Ale nie traćcie nadziei. Z czasem zaczęły się pojawiać również takie posty, które przywróciły autorce strony wiarę w ludzi.

Oto kilka z nich:

„Przepraszam, że nie zrobiłem wszystkiego, by cię zatrzymać. Dziękuję, za te wszystkie lata, które mi dałaś”.

„Zawsze pozostaniesz w moim sercu, zawsze będziesz częścią mnie”.

„W którąkolwiek pójdziesz stronę, bądź szczęśliwa.”

„Jesteś wspaniałym facetem, życzę ci wiele szczęścia z twoją ukochaną”.

„Dziękuję ci za nasze piękne, wspaniałe dzieci.”

„Nie wyszło nam, trudno. Chcę, żebyś zawsze pamiętała, jak bardzo jesteś wyjątkowa”.

Kiedy kończy się miłość, związek, relacja, która wypełniała całe nasze życie, trudno powstrzymać emocje na wodzy. Cokolwiek teraz czujesz, gdzieś na świecie jest ktoś, kto czuje i myśli tak jak ty…

 

 


Zobacz także

Przyjaźń damsko-męska? Jest co najmniej 5 zalet takiej relacji

Przyjaźń damsko-męska? Jest co najmniej 5 zalet takiej relacji

Najnowsze urządzenie medyczne w Polsce. Hit z USA w warszawskiej Klinice Saskamed

18 życiowych zasad według Dalajlamy. Czasem najlepszą odpowiedzią jest cisza

https://www.farm-pump-ua.com

www.steroid-pharm.com

ivf-lab.com/ru/uslugi/147-vrach-ginekolog.html