Lifestyle

„Uwielbiam obciągać kanapki”, „Kluczem do mojego serca, jest facet pachnący jak wagina”. Szokująca kampania, kobiety wreszcie tupnęły nogą

Redakcja
Redakcja
27 stycznia 2016
Fot. Screen z YouTube/ WomenNotObjects
 

Kobieta to przedmiot. Jej ciało to instrument za pomocą którego ciągle jeszcze można sprzedać więcej, lepiej, drożej. Obejrzyjcie film zrealizowany po to, by zwrócić uwagę na skandaliczny proceder uprzedmiotowiania kobiet przez twórców kampanii reklamowych – często w dość absurdalny sposób. W końcu każda z nas „Uwielbia obciągać kanapki” i sprzedaje się za drinka…

Zapoznajcie się z projektem #WomenNotObjects i wyraźcie swój sprzeciw.

Uwielbiam obciągać kanapki

 

Fot. Screen z YouTube/ WomenNotObjects

Fot. Screen z YouTube/

Kocham sprzedawać moją godność za drinka

Fot. Screen z YouTube/ WomenNotObjects

Fot. Screen z YouTube/

Kocham sypiać z facetami, którzy nie znają mojego imienia

Fot. Screen z YouTube/ WomenNotObjects

Fot. Screen z YouTube/

Szczęście, takie jakiego chcieli nasi przodkowie

Fot. Screen z YouTube/ WomenNotObjects

Fot. Screen z YouTube/

Chciałabym, żeby moja córka miała takie przyjaciółki

Fot. Screen z YouTube/ WomenNotObjects

Fot. Screen z YouTube/

Kluczem do mojego serca, jest facet pachnący jak wagina

Fot. Screen z YouTube/ WomenNotObjects

Fot. Screen z YouTube/

 

Zobacz film


Źródło:  

 


Lifestyle

„Tak, jestem kobietą sukcesu, po kieliszku wina przestawałam się bać. Jasne, można żyć w szarości, ale auć, po co?”

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
27 stycznia 2016
Fot. iStock / kieferpix
 

Ewelina:

 Pomidory. To było jedyne co mogłam jeść. Kiedyś mój mąż w środku nocy pojechał do Tesco po pomidory. Stanął potem w progu z torbą wypchaną warzywami. Z tą swoją uważną i troskliwą miną. Leżałam na kanapie, trzęsłam się. Gdy go zobaczyłam, pierwszy raz od tygodni zaczęłam się śmiać.

Z nałogu łatwiej wyjść, gdy ktoś cię kocha. Wiele razy później myślałam. Wiesz, że ma to sens. Ludzie mówią, że trzeba kogoś kopnąć w tyłek, że on musi zejść na dno. Albo to nieprawda, albo nie byłam alkoholiczką. Mi pomogła miłość. Do męża i do córki. I ich miłość

Żyłam…

Wśród ludzi, którzy piją. Pracuję w reklamie, alkohol często jest rytuałem. Kolacyjka tu, kolacyjka tam, wineczko, drineczek. Łatwiej się wtedy spędza czas z ludźmi, załatwia interesy. Potem policzyłam. Od kiedy skończyłam studia, piję. Nie, nie codziennie. Ale raz, dwa, trzy razy w tygodniu. Zdarzało się częściej. Na początku, oczywiście, zawsze pijesz z ludźmi. Oni są twoim alibi. Tylko obok osób, którzy w ogóle nie piją, możesz zobaczysz, że to nie jest normalne, że wino jest twoim rytuałem. Poza tym wszyscy zaprzeczamy. Wszyscy jesteśmy normalni. Wszyscy tak żyją. Oczywiście.

Pamiętam taką scenę: kończymy z koleżanką projekt, wychodzimy z pracy o 23.00 w sobotę. Mam ją odwieźć do domu. Ona mówi: „Podjedź do sklepu, muszę się napić”. Wraca z małpką wódki, pije ją w samochodzie. Jestem w szoku. Wódkę? W samochodzie? Koleżanka nie ma nic wspólnego z opuchniętymi paniami pod sklepem monopolowym. Biega, regularnie ćwiczy, zna kilka języków, ma wysokie stanowisko. Wtedy jeszcze w ogóle nie rozumiem, że ludzie piją, żeby się wyluzować, że się tym nagradzają. Zapamiętuję tę scenę. Potem, gdy po kilku latach, też wyjdę z pracy i od razu pomyślę o wódce, zapali mi się światełko ostrzegawcze. „Rany, wylądowałam w tym samym punkcie”.

Bałam się…

Moje życie to świat lęków, przetkany radością i poczuciem bezpieczeństwa. Człowiek może się tylu rzeczy bać.  Śmierci, przemijania, bliskich, chorób, ludzi mijanych na ulicy, przyszłości. Świat czasem bywa naprawdę tylko drżeniem. Ja tak żyłam latami, choć nikt o tym nie wiedział.

Tak, jestem kobietą sukcesu.

Tak, jestem ambitna. Jestem najlepszą wersją siebie.

Ale to nie zabrało mojego lęku. Żadna praca, żadna miłość do końca. Były tylko chwile ulgi. Początek mojego związku, zakochanie, ślub, ciąża, praca.

Ale osobowość lękowa strach czuje zawsze. Początek każdego szczęścia może być dramatem.

Rozbroiłam siebie, swoją tożsamość na czynniki pierwsze. Poznałam siebie jak nikt. Moja mam chorowała na depresje, tata był często smutny. I co z tego? Wiedza nie daje ci siły. To iluzje.

Dopiero alkohol zabrał mój lęk.

Po kieliszku wina przestawałam się bać. Myślałam wtedy: „Boże, tak właśnie lekko wygląda świat ludzi normalnych”. Chciałam, żeby mi było lekko.

Kochałam…

Tylko raz. Mojego męża. To najlepsze, co mi się w życiu przytrafiło. Najlepszy i najpiękniejszy człowiek. Tak czysty, że ta czystość aż mnie onieśmielała. Skąd biorą się tacy ludzie?

Ale nawet najlepsza miłość nie uspokoi cię, jeśli ty tego spokoju nie masz w sobie. Potem na spotkaniach AA ludzie mówili o miłości. Najczęściej, że jej nie mają. To było usprawiedliwienie. Jestem niekochany, więc piję, żeby zapomnieć. To, oczywiście, bzdura, ludzie tracą miłość przez alkohol. Nie dlatego, że ktoś ich porzuca, tylko dlatego, że alkoholik jest nie do zniesienia. Ma tylko jedną miłość – alkohol.

Życie toczy się wokół tego, żeby znów poczuć ten spokój. On latami nie czuł, że ja piję więcej. Że ja piję na imprezach, że w domu otwieram butelkę martini. To mu się nie wiązało w jakąś logiczną całość. Mi zresztą też nie.

Uświadomiłam sobie…

Był taki moment, gdy musiałam się napić po kłótni z szefem. Myślałam tylko o tym, że wrócę do domu i wypiję szklaneczkę whisky. Albo spotkam się z przyjaciółka i znajdę pretekst do wypicia wina. „No przecież nie piję sama”. To jest  pierwszy etap uzależnienia. Szukanie pretekstów.

Potem już nie musisz ich znajdować. Preteksty znajdują się same: mam zły dzień, muszę odreagować, cieszę się, muszę uczcić. W pewnym momencie zauważyłam, że piję więcej niż inni. Dużo więcej. Że przestaję pić przy innych – a to jest znak, że jesteś już daleko. Jeśli twoi przyjaciele i bliscy wiedzą, że pijesz, martwią się – to znak, że tylko nadużywasz. Alkoholik w życiu nie przyzna, że pije. Pije w domu, w ukryciu, obsesyjnie żuje gumę, albo listki mięty.

Nie jeździłam po alkoholu, niczego nie ukradłam, nigdy nie zawaliłam pracy. Ale jednak wiedziałam, że jestem uzależniona.

Bo wciąż chciałam to poczuć. Ten luz, i ten stan. Kochać się mogłam już tylko po alkoholu, szczęśliwa też. Gdy próbowałam nie pić – byłam zła. Awantury w korkach, na zebraniach, impulsywne decyzje, kłótnia o złe rzeczy w lodówce.

Był moment, że wychodziłam po wino pod pretekstem wyrzucenia śmieci, wypijałam pół butelki w samochodzie, bo nie chciałam martwić męża, wracałam i mogłam żyć. Najwięcej kampanii wymyśliłam po alkoholu, byłam kreatywna jak nigdy.

To było gorsze. Alkohol mnie nie niszczył, tylko dawał napęd. „Jak ja coś zaprojektuję bez whisky?” – myślałam. Byłam w pułapce.

Leczyłam się…

W końcu powiedziałam sobie: „Halo, przecież chcesz mieć dzieci, żyć, koniec z tym”. No dobra, nie. Wstałam rano i… nie miałam celu. Nie miałam na co czekać. Zrozumiałam, że bez alkoholu niczego nie umiem robić dobrze– cieszyć się, rozumieć innych, pracować, rozmawiać, być. Tak jakby on był po winie kolorowy, a potem stawał się szary. Jasne, można żyć w szarości, ale auć, po co? Co to za życie?

Męczyłam się. Najbardziej ludźmi. Chciałam skulić się i przespać. Cholera, jak przetrwać imprezę rodzinną i awanturę ciotek bez alko? Jak naprawdę odlecieć w seksie? Jak powiedzieć przyjaciółce prawdę? Jak ją rozumieć? Jak być kolorowym ptakiem, którym zawsze byłam?

Do tego doszedł fizyczny dygot. Niespodziewany, bo ja, dziewczyna metr 167, 55 wagi miałam zawsze wszystko pod kontrolą. To znaczy wydawało mi się, że mam.  Drugiego dnia niepicia usiadłam na schodach mojej pracy i nie mogłam wstać. Świat wirował, wrócił lęk. Dostałam napadu paniki w sklepie, trzęsły mi się ręce. I to rozdrażnienie. „Wytrwaj”, mówiłam sobie.

Bo znałam ludzi, których alkohol zniszczył. Byłam na „miękkim” dnie. Potem już mogłam tylko zacząć puszczać kontrolę – co jest ostatnią fazą alkoholizmu. Że zawalasz pracę, że wsiadasz do samochodu po drinku, że robisz ileś strasznych rzeczy.

Ale jeśli tego nie robisz, to nie znaczy, że nie jesteś chory.

Ja byłam…

Jestem…

Kobietą, która od roku nie pije. Biegam, chodzę na terapię, każdy dzień zapełniam zadaniami. Ale tak naprawdę zaczynam od początku, jakbym była dzieckiem.

Wielu moich znajomych nie wie, że miałam problem, właściwie większość. Stałam się spokojniejsza, mniej ufam ludziom. Ale to bzdura, że gorzej pracuję.

Mam firmę, zatrudniam trzy dziewczyny. Jedna pije więcej, i ja to widzę. Znam te niby luźne słowa:  „O rany, wino? Pojedziemy do sklepu. Muszęęęę się wyluzować”. Nie mogę jej powiedzieć, żeby tego nie robiła, bo się wścieknie i powie, że z nią wszystko okej. Przecież jak mój mąż znalazł butelki poupychane w szafach też powiedziałam, że okej.

Ale tak chciałabym jej powiedzieć: „To tylko złudzenie, że dzięki temu przestajesz czuć lęk. Najgorsza fatamorgana świata”.  Nie da się przeżyć życia w znieczuleniu, choć dziś chcielibyśmy tego wszyscy.


Lifestyle

Wymarzone miejsce na wyszukiwanie ubraniowych perełek? Sprawdź sama!

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
27 stycznia 2016
Fot. iStock / CaseyHillPhoto

Ciuchy od projektanta, pochodzące z najnowszych kolekcji mają swoją wartość i oczywiście odpowiednią cenę. Jest jednak kilka sposobów na to, by  znaleźć perełkę wśród markowych ubrań, tak by zakup nie nadszarpnął portfela. Wybór dla kobiet przyprawia o zawrót głowy, mężczyźni również radzą sobie doskonale w materii zakupu ubrań i dodatków. A co z dziećmi?

Dziecko i markowe ciuchy? Czemu nie!

Może się wydawać, ze dzieci i młodzież absolutnie nie potrzebują markowych ubrań. Bo i po co? Szybko z nich wyrastają, na potęgę brudzą, a już na pewno nie potrafią docenić jak wyjątkową rzecz mają na sobie. Poza tym, czy do dzieci rzeczywiście przemawiają nazwy takie jak Tommy Hilfiger czy Ralph Lauren? Nawet jeśli nie, to przecież tu nie chodzi jedynie, by pochwalić się metką ubrania, ale by mieć coś, co nie tylko będzie ładne, perfekcyjnie wykończone i nie skurczy się po dwóch praniach.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fajnie jest móc się wyróżnić wyjątkowym elementem garderoby, której nie dostanie się w zwykłych sklepach. Rodzice jednak częściej szukają ubrań w sieciówkach, bo jest prościej i taniej, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Ale prawda jest taka, ze jeśli rodzic wie, gdzie szukać modowych perełek, zakupy dla dziecka staną się niewymagającą wyrzeczeń przyjemnością.

Zakupy bez wychodzenia z domu, spodobają się każdemu

Wystarczy że w poszukiwaniu ciuchów, które mają to coś, uruchomicie komputer. Nigdzie indziej nie trafi się taka ilość miejsc w krótkim czasie, gdzie kupicie za niższe ceny markowe ubrania. Nawet jeśli nie wiecie, co chcielibyście dziecku podarować, warto się rozejrzeć po asortymencie, na pewno coś wpadnie do wirtualnego koszyka.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Szukaj wyjątkowych marek i stylowych ubrań w Brandkids

W zależności od tego czy masz sprecyzowaną wizję zakupów, czy dopiero chcesz się rozejrzeć, na stronie odnajdziesz się bez problemu. Wybierając interesującą kategorię, zawęzisz pole poszukiwań, co ułatwi sprawę, bo przecież dzieci są różne, począwszy od ich wieku, skończywszy na rozdziale płci.

Pozwól się zaskoczyć wysokiej jakości oraz niższym cenom. Brandkids to połączenie sklepu oferującego najnowsze kolekcje, oraz outletu, w którym markowe ubrania można kupić po znacznie obniżonej cenie, co pozwala na dużą oszczędność. Największą zaletą Brandkiks jest to, że z wszystkie marki dostępne są w szerokiej ofercie w jednym miejscu i nie trzeba tracić czasu na szukanie ich gdzie indziej.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Dzieci są wdzięcznymi modelami, im pasuje wszystko

Można dziecko ubrać elegancko na wielkie wyjścia lub wygodnie, nonszalancko na co dzień. Szukając modowych inspiracji, warto  zaczerpnąć pomysły ze strony Brandkids. Można tam znaleźć różne typy ubrań, na każdą okazję i porę roku. Trzeba pamiętać, że najrozsądniej kupować dziecku takie ubrania, które będą mu pasować do innych zestawów. W ubraniach dostępnych w sklepie, można dobrać zarówno te w stonowanych kolorach czerni, bieli, szarości, a także odcienie niebieskiego, różu, innych kolorów. Najlepiej by bazą dla zakupów stały się stonowane kolory, lepiej zaszaleć z dodatkami, typu dziewczęce różowe pantofle i  różowa opaska na włosy, lub dla chłopca niebieski pasek do spodni.

Od Ciebie zależy, w jaki sposób będziesz budować look swojego dziecka. Elegancko, wygodnie, sportowo? Na różne okoliczności dostępne są różne ubrania uznanych  marek. Jeśli szukacie inspiracji na wiosenny design, zaznaczcie sezon i otwiera się przed wami cały ogrom propozycji na ciepłe pory roku. A w nich T-shirty z długim rękawem Esprit, bermudy Blue Rebel, śpiochy Babyface, czego tylko możecie potrzebować dla dziewczynki  w każdym wieku. Z sprawa wygląda tak samo łatwo. Ogromny wybór ubrań nie tylko na ciepłe miesiące, kierowany do małych mężczyzn, którzy nie chodzą wyłącznie w dresach. Z tego powodu w ich szafie przyda się kilka elementów, które nadadzą młodzikowi charakteru. I znów szeroki wybór dokonuje się pomiędzy koszulkami McGregor, dżinsami Name It czy kurtką dresową Replay.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Nie martw się o kondycję portfela, nie sposób przeoczyć, że ubrania mają niższe ceny, a wiele z nich cenowo robi wrażenie dzięki promocjom oraz wyprzedażom, które przez cały rok czekają na was na Brandkids. 


Artykuł powstał we współpracy z Brandkids

 


Zobacz także

Ty też myślisz, że na wszystko, co wartościowe, musisz ciężko zapracować? Mylisz się

„Jestem ważniejszy niż twoje dzieci”. Mocna i bardzo ważna kampania z Jackiem Braciakiem skierowana do kobiet

Zmęczenie, zmarszczki, szara cera – można temu zaradzić

https://buysteroids.in.ua

steroid-pharm.com

https://pillsbank.net