Lifestyle

Trzy dowody na to, że cholernie potrzeba nam feminizmu

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
14 września 2016
Screen Instagram Screen Instagram Daisy Bernard Art
 

Ponoć jeszcze się taki nie narodził, który by wszystkim dogodził. I na pewno nie narodziła się jeszcze taka kobieta. Codziennie wymaga się od nas dwa razy więcej niż od mężczyzn. Musimy nadążać za szalonymi wytycznymi dotyczącymi ubioru, zachowania, życia zawodowego czy domowego. Jednak niezależnie od tego, jak bardzo będziemy się starać – i tak znajdzie się ktoś, kto nas skrytykuje. Doskonałym dowodem są ilustracje Daisy Bernard, ilustratorki i projektantki mody.

Związki 

 

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Daisy Bernard (@daisybernardart)

Każda z nas choć raz doznała rozdwojenia jaźni, gdy musiała słuchać, co dziś zrobiła źle w związku. Z jednej strony oschła i cyniczna, z drugiej zbyt ponaglająca i emocjonalna. Ah, no i jeszcze te cudowne argumenty o byciu „zbyt pomocnym”, kiedy chwilę później usłyszymy, że nie potrafimy wstawić się same za sobą. Brzmi znajomo?

Randkowanie

 

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Daisy Bernard (@daisybernardart)

Jak ubrać się na randkę? To dylemat, z którym mierzymy się od pierwszego zaproszenia do kina przez wymarzonego chłopaka. Jak się okazuje, problem wcale nie jest przesadzony. Kiedy ubierzemy długą sukienkę usłyszmy, że jesteśmy zimne, powinnyśmy się zakrywać, ale przede wszystkim – że na pierwszej randce nie można pokazać że nam zależy. Co kiedy ubierzemy się cholernie seksownie? Cóż, jeśli coś nam się stanie… przecież same tego chciałyśmy.

Codzienność

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Daisy Bernard (@daisybernardart)

Bycie kobietą nie należy do najprostszych zadań w historii świata. Nawet w ciągu zwyczajnego dnia, możemy się dowiedzieć, że wyglądamy zbyt dziewczęco lub za prosto. Powód? Zwykła, kobieca sukienka. Gdybyśmy jednak ubrały się luźno i sportowo, na pewno będziemy wysłuchiwać o tym, jak powinnyśmy być kobiece, a zamiast partnerek lepsze z nas kumpele.



Lifestyle

Złość piękności szkodzi. W dodatku zabija! Przekonaj się w jaki sposób nerwy skracają życie

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
14 września 2016
złość
Fot. iStock / RapidEye
 

Każda z nas słyszała z pewnością choć raz w życiu, że nie warto się denerwować, bo złość piękności szkodzi. Nie sposób odmówić temu powiedzeniu życiowej mądrości. Te z nas, które są stale zdenerwowane i zestresowane, pracują zarówno na kłopoty z piękną cerą czy włosami, jak i zdrowiem.

Po co nam złość?

Bardzo często stajemy oko w oko z sytuacją, która wywołuje w nas to niemiłe uczucie. A wtedy mamy ochotę się wściekać, krzyczeć, kląć i wygarnąć winowajcy naszego złego humoru, co tak naprawdę o nim sądzimy. A irytować i prawdziwie zezłościć może nas… wszystko! Przysłowiowe wstanie lewą nogą, oznacza dzień bez entuzjazmu, byle pierdoła jest w stanie wyprowadzić z równowagi i wprawić w stan szewskiej furii. A to spóźniłaś się na autobus, zapomniałaś czegoś z domu, przegapiłaś ulubiony film z telewizji. I wtedy dopiero się zaczyna!

Dr Sandra P. Thomas z University of Tennessee dokonała rozróżnienia czynników które złoszczą kobiety i mężczyzn – kobiety złoszczą się o bliskie relacje, a mężczyzn doprowadzają do furii obcy ludzie, wadliwe przedmioty i kwestie społeczne. Złość wbrew pozorom jest potrzebna. Reakcja na niewygody jakie nas spotykają, czynniki które psują dobry humor, jest naturalna. Przecież musimy w jakiś niedestruktywny sposób pozbyć się ze środka buzujących emocji. Sama złość, jako odczucie wewnętrzne, nie jest szkodliwa, a wręcz pomaga rozpoznawać zagrożenie dla porządku i naszych wartości. Problemem jest raczej to, w jaki sposób odczujemy potrzebę wyrażenia tego uczucia. Poza tym, że możemy krzywdzić drugą osobę, robimy krzywdę przede wszystkim sobie.

Dużo się dzieje z naszym ciałem, gdy się złościmy

Gdy dzieje się coś, co wprawia nas w złość, od razu nasz stan uzewnętrznia się w wyglądzie. Często zaciskamy pięści, szczękę, oblewa nas gorąco i czerwony rumień. W organizmie dzieje się jeszcze więcej na poziomie komórkowym — ustają wszystkie zbędne działania: produkcja komórek czy regeneracja, procesy trawienia. Natychmiast następuje napięcie mięśni, przyspiesza oddech i tętno, adrenalina i noradrenalina wypełniają ciało. Mózg reaguje na zaistniałą sytuację w ułamku sekundy. Naturalnych reakcji jest więcej, wszystko zależy od konkretnej osoby, ale miały się one sprowadzać do jednej z dwóch czynności — ucieczki lub walki. Kiedyś, w czasach gdy nasi przodkowie musieli mieć się na baczności przed wieloma naturalnymi zagrożeniami, takie działanie było bardzo potrzebne, pozwalało przetrwać. Współcześnie, mimo iż my takich problemów nie mamy, mechanizm działania nie uległ znacznemu osłabieniu. Niestety, z tego powodu, zamiast służyć, wyjątkowo nam szkodzi.

Złość szkodzi zdrowiu i może zabijać 

Pojedyncze ataki złości, nie niosą ze sobą wielkich konsekwencji dla zdrowia. Natomiast przeżywanie długotrwałej złości, irytacji może prowadzić do upośledzenia pracy różnych organów w organizmie.  

  • serce – złość i towarzyszące mu napięcie negatywnie wpływają na pracę serca, powstanie arytmii, a także o wiele bardziej poważnych zaburzeń, mogących przyczynić się do zawału mięśnia sercowego. Podwyższa się poziom złego cholesterolu, usztywniają się tętnice. Ci, którzy częściej przeżywają złość, są dwa razy bardziej narażeni na chorobę wieńcową i trzy razy częściej mają zawał, od osób bardziej zrelaksowanych,
  • żołądek – kwasy trawienne mogą zacząć podrażniać ściany żołądka. To z kolei może prowadzić do choroby wrzodowej,
  • jelita – pojawiają się biegunki lub zaparcia, może pojawić się zespół jelita drażliwego, który ujawnia się często w efekcie długotrwałych stanów napięcia emocjonalnego,
  • wątroba – reakcje spowodowane uczuciem złości, negatywnie oddziałują na pęcherzyk żółciowy, który produkuje więcej żółci niż jest to konieczne. A ponieważ to wątroba gromadzi żółć, narażona jest na uszkodzenia,
  • mięśnie – najbardziej dotknięte skutkami złości są ramiona, szyja i plecy, które boleśnie dają się we znaki w stanach napięcia. Wynika to z reakcji na podwyższony poziom adrenaliny, hormonu produkowanego także podczas silnego lęku. To bywa również przyczyną bólów głowy.

Możesz temu przeciwdziałać 

Co prawda nie da się unikać złości przez cały czas, jednak istnieją metody, które skutecznie pomagają się zdystansować od tego uczucia i wyciszyć. Naprawdę pomocne są ćwiczenia oddechowe, które ułatwiają powrót do zachwianej równowagi. I nie musimy wcale długo czekać. Od wybuchu emocji do wyciszenia, upływa niecałe 90 sekund. Z tego powodu banalna metoda liczenia do dziesięciu może dobrze zadziałać i zapobiegać problemom w przyszłości.

 

źródło: , ,

 

 


Lifestyle

Kogo bać się mocniej? Fundamentalizmu islamskiego, czy mojego własnego, ojczystego, chrześcijańskiego?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
14 września 2016
Fot. iStock/Arthit_Longwilai

Droga Redakcjo,

Mam troje wspaniałych dzieci. Codziennie rano wstaję z matczynego obowiązku i nieopisanej miłości,  podaję im herbatę, po bułce, koniecznie z szynką, czeszę włosy, myję buźki. Rozmawiamy od samego świtu o świecie, życiu, staram się wlać w  głowy jakąkolwiek mądrość tak, żeby  nigdy nie można im było przykleić łaty ignorantów, kłamców, chamów i idiotów. Dzień w dzień całuję córki i dopinając guzik w ich bluzkach oznajmiam wyraźnie „jesteście piękne, jasne?!” tak, żeby nigdy nie dały sobie wmówić inaczej. Zawiązując synowi buty krzyczę  „jesteś najlepszy właśnie taki, nie zmieniaj się”, żeby nigdy, NIGDY, nie padł ofiarą prania mózgu. Ciężka batalia rodzica, moje i męża systematyczne wywody o wartościach, o szacunku, miłości do ludzi i zwierząt, o, k*rwa jego mać, dialogu (!!!), który ma naprawić wszystko, a którym to posługiwać się mają moje dzieci jak językiem ojczystym, zostaje w jednej chwili zmyty przez wielką falę nienawiści, która trzaska mi potomstwo po mordach jak szmaciane kukły. Zaglądam do Internetu, a tu ojciec z gnatem, pozuje na tle Jezusa Miłosiernego, na piersi Lech i Maria Kaczyńscy, na dłoni wytatuowany krzyż, a pod nogami jego dziecko trzymające figurkę orła.

Fot. Screen z Facebooka

 

Tak Redakcjo, tego samego, za którego łapią się z dumą ludzie, którzy zdrowo smakują pojęcie „patriotyzm”. Za Orła mojego. Waszego. Za Orła Białego.  Myślę sobie, to jest zorganizowana akcja, to ma nas otrząsnąć, na nogi postawić, oczy pootwierać na oścież. Niemożliwe, że stanął przede mną ten zlepek symboli bez drugiego, głębokiego dna. Nie wierzę, że ktoś to robi na serio. Doczytuję, jak w transie, dochodzę do sedna i oczom moim ukazuje się to:

„Myśleniem współczesnego świata kierują dziś w głównej mierze media społecznościowe. Dlatego też zapraszamy Was do włączenia się do akcji #jestemchrzescijaninem! Zamieszczajcie w mediach społecznościowych swoje zdjęcia z napisem „Jestem chrześcijaninem” oraz, co bardzo ważne, z jakimś rodzajem broni. (W Polsce ze względu na spuściznę komunizmu i posoborowego, pacyfistycznego katolicyzmu dostęp do broni palnej jest niezwykle utrudniony, dlatego też zachęcamy do zdjęć choćby z wiatrówką.) To będzie bardzo jasny sygnał dla świata, że chrześcijanie, choć miłujący swoich wrogów i dążący do pokoju ze wszystkimi, będą się bronić w razie ataku. „

Nogi mi się ugięły, i cofnęło śniadanie. Jakim prawem ja, Chrześcijanka, wrzucona zostałam mimochodem do tego wora zmutowanej nienawiści, która niczym żółć, kwas, cholera wie co jeszcze, zalała niewielkie głowy biednych ludzi ze zdjęcia, a teraz woła do mnie z monitora komputera, że niby jestem gorsza i głupsza, bo zupełnie nieświadoma czyhających zewsząd zagrożeń. Że wierzę w pojednanie, że chcę kochać bliźniego swego, ja kretynka!

I dosyć mówię. Mam dosyć straszenia. Dosyć podszeptów na rynku pod domem, drapiąc zwinnie w pomidorach, że z południa nadciąga na dom horda wyposzczonych Islamistów, którzy zgwałcą mi córki i zarżną synów. Może i po to tu idą, ale ja już nie chcę tego słuchać. Rzygam lękiem, nie ma we mnie więcej, mocniej już nie mogę. Niedosypiać, popłakiwać, przytulać dzieci, że aż podduszać. Ubierać cieplej póki jest w co. Wracać do domu z zapałem większym w obawie, że zaraz go stracę. Litości. Nie ma we mnie już zapasu lontu, który tlić się będzie następnych kilka lat. Afer. Zamachów. Wybucham tu i teraz. Basta.

Mówię „do widzenia” rzucanej jak najlepsze mięso w czasach totalnego głodu informacji, że tego mam nienawidzić, a tamtego kochać, że jako Chrześcijanin tylko mnie się życie należy, a innych powinnam wybić. Przepych, za dużo! Informacji o wojnie, co to nie jest moja więc mam mieć ją w dupie, o Ruskich, co to wojny wywołują i nikogo nie szanują, o uchodźcach z naostrzonymi siekaczami wskakującymi chłopakom na polskie TIRy, że biją też już nie chcę słuchać – ja to już wszystko słyszałam. Wystarczy. W skali lęku przeskoczyłam o trzy.

I co to do cholery znaczy „Polska posoborowa” i „pacyfistyczny katolicyzm”? Czy ja tu obcuję z całym zastępem zamkniętego oddziału psychiatrycznego? To znaczy przepraszam, zamiast pączka i parówki dzieciakom do szkoły mam wręczać teraz naboje? Pistolet? Nóż w klasach 1-3 wystarczy? A potem biegać na oślep jak amerykańskie kobiety, matki, bez jednego buta, bo drugi zgubiły już dawno w biegu z domu do szkoły, i zdrapywać z chodnika ciała moich dzieci bo #jestemchrzescijaninem, panem porządku wszechrzeczy? To strzelam? Niech mnie ktoś zatrzyma na tej abstrakcyjnej karuzeli, czuję, że spadam. Nie moja historia to wasze bajanie. Nie generalizujcie. Od mojego Chrześcijaństwa to wy się odpie*dolcie. Znamy chyba innego Jezusa.

Czym się właściwie różnicie, koledzy Polacy jedyni, czyści, Chrześcijanie, od kolegów Talibów brudasów, Islamistów, terrorystów? Broń trzymacie lufą za wschód, podczas gdy oni na zachód? Łbów poobcinanych między paluchami nie dzierżycie? Jeszcze?!  No pytam się was, jedyni ‘prawdziwi”, cośmy się w jednych chowali narodzie, czym się różnicie od wroga, przed którym się tak bronicie? W takt których wyższych reguł chcecie wyrżnąć legiony? W imię Chrystusa? Nie bluźnijcie. „”Chrześcijanie, choć miłujący swoich wrogów i dążący do pokoju ze wszystkimi, będą się bronić w razie ataku” wiecie jak się nazywa ten bełkot? To jest hipokryzja. Esencja.

Jestem oburzona. Racjonalnie nie potrafię pojąć, w którą stronę to wszystko galopuje. Patrzę na swoją trzodę, jak grają w ogrodzie w piłkę, jak pakują się na rower bezpieczni, weseli, i coraz głośniej wybrzmiewa we mnie pytanie – kogo bać się mocniej? Fundamentalizmu Islamskiego, czy mojego własnego, ojczystego, chrześcijańskiego?


Zobacz także

duński design

5 powodów, dla których Polacy kochają duński design

Dla kobiety przy wyborze mężczyzny liczy się jedna istotna rzecz. I nie jest to charakter

Bywasz niekonsekwentna na diecie? I dobrze, bo według naukowców możesz w ten sposób stracić więcej kilogramów

https://danabol-in.com

www.vy-doctor.com.ua

Оксандролон