Lifestyle

Trwanie w destrukcyjnej sytuacji prowadzi do choroby. Co powstrzymuje nas przed zmianą?

Karolina Krause
Karolina Krause
28 stycznia 2017
Trwanie w destrukcyjnej sytuacji
Fot. iStock / lolostock
 

W życiu każdej z nas przychodzi w końcu taki moment, w którym jedyne co jesteśmy w stanie powiedzieć to: „No nie. No po prostu k*rwa no nie. Dłużej tego nie zniosę!”. Kiedy chciałybyśmy rzucić wszystko w cholerę i wreszcie zmienić coś w swoim życiu. Ale, gdy tylko zamierzamy zrobić pierwszy krok, napotykamy na niewidzialny opór. Na szklaną ścianę, która nie pozwala nam iść dalej. Dlaczego więc, widząc jak inni z powodzeniem biorą życie za rogi, nam samym tak ciężko jest dokonać zmiany? Co sprawia, że choć tak bardzo mamy tego wszystkiego dosyć wolimy trwać w sytuacji, która nas unieszczęśliwia?

Problem polega na tym, że „rzucanie czegoś”, jak gdybyśmy mieli trzasnąć drzwiami i odciąć się od niewygodnej prawdy w naszym życiu, sprawdza się tylko w filmach. Zdaniem Alana Bernsteina – amerykańskiego psychoterapeuty i współautora książki „Daruj sobie. Przewodnik dla tych, którzy nie potrafią przestać” – „sztuka świadomego wychodzenia z sytuacji jest czymś, czego trzeba się nauczyć”. Zmiana wymaga od nas wysiłku i czasu, przezwyciężenia wewnętrznych blokad. A ludziom paradoksalnie łatwiej jest męczyć się w czymś, co dobrze znają, niż ruszyć w nieznane i wsiąść na uczuciowy rollercoaster. Emocjonalnie jesteśmy bowiem zaprogramowani na wytrwałość. Dlatego nawet gdy upadamy, czujemy wewnętrzny przymus, żeby się podnieść i iść dalej. Nie poddawać się.

Nie jest to też tylko kwestia naszej woli, ponieważ nasz umysł posługuje się niezliczoną ilością sztuczek, by zachować status quo. Warto je sobie uświadomić, bo tylko wtedy będziemy w stanie się od nich uwolnić. Oto kilka z nich:

Pułapka utopionych kosztów

Sprawa rozchodzi się o to, że za żadne skarby nie możemy przegrać. Ludzie nienawidzą przegrywać i dlatego bez końca inwestujemy nasze zasoby w coś, co już dawno przestało przynosić korzyści.

Prosty przykład: Załóżmy, że kilka lat temu kupiłaś sobie wymarzony samochód. Auto ma już co prawda swoje lata, ale za to jaką duszę! I w dodatku nadal świetnie się je prowadzi. Z czasem samochód coraz częściej zaczyna się psuć. Niby zadajesz sobie sprawę, że kolejne naprawy na niewiele się tu zdadzą, ale mimo to kolejny raz skręcasz w stronę mechanika, zamiast sprzedać samochód, póki jeszcze masz na to jakąś szansę. Włożyłaś już bowiem w to auto tyle serca, wysiłku i pieniędzy, że ciężko ci pogodzić się z faktem, że to wszystko na nic.

Ten sam mechanizm jest odpowiedzialny za to, że mimo iż jesteśmy nieszczęśliwe, uparcie tkwimy w długoletnim związku albo latami chodzimy do pracy, której nigdy się nam nie podobała.

Eskalacja zaangażowania

A skoro już o pracy mowa, to prawdopodobnie każda z nas ma choć jedną taką znajomą, której szef okropnie ją traktował. Skupiał się wyłącznie na jej błędach, źle się do niej odnosił i miał do niej negatywne nastawienie. Dziewczyna przez cały ten czas dzielnie się trzymała i nie odchodziła z pracy nawet, gdy robiło się coraz gorzej. Wierzyła, że w prędzej czy później doceni jej starania i choć raz spojrzy na nią łaskawie. Im bardziej opryskliwy stawał się jej szef, tym bardziej ona się starała. Nasz umysł ma bowiem tendencję do eskalacji zaangażowania, w sytuacji która zdaje się być zupełnie beznadziejna.

Wzmacnianie sporadyczne

Nic jednak nie karmi naszej wytrwałości tak jak „wzmacnianie sporadyczne”. Jeśli teraz szef, o którym przed chwilą była mowa, choć raz potraktowałby tę dziewczynę z życzliwością lub zaoferował jej podwyżkę, dziewczyna prawdopodobnie, nigdy nie odeszłaby z pracy. Wciąż dawała by z siebie 100% nawinie wierząc, że los jeszcze kiedyś się do niej uśmiechnie.
Ta sama zasada sprawdza się w naszych związkach. Wystarczy, że partner, który miesiącami źle nas traktował, choć raz zrobi dla nas coś dobrego, a zaraz damy mu kolejną szansę. A następną. I następną…Związując nas tym samym, ze sobą na długie lata. Nawiasem mówiąc zbyt długie.

Zjawisko „prawie wygranej”

Ten mechanizm najlepiej uwidacznia się w środowisku hazardzistów i tam też postanowiono go zbadać. Okazuje się bowiem, że grającym w „jednorękiego bandytę”, zdarza się odczuwać niemal takie samo szczęście w przypadku wylosowania 3. wisienek, co 4. – oznaczających wygraną. 3. oznacza więc „prawie wygraną” i w zupełności wystarcza do tego, by hazardziści zechcieli grać dalej i tracić kolejne pieniądze. Uwierzyli, że wygrana czeka na nich tuż za rogiem.

Zjawisko to nie ogranicza się jednak. tylko do gier pieniężnych. My także na co dzień zadowalamy się prawię wygraną. Wierzymy, że drobna zmiana czyjegoś zachowania, przybliża nas do upragnionego celu. W rzeczywistości, jednak „prawie wygrana” jest wyłącznie „prawie wygraną” i nie musi oznaczać niczego innego.

A zarówno w życiu, jak i w grze powinniśmy wiedzieć kiedy przestać. Trwanie w sytuacji, która nas unieszczęśliwia może bowiem prowadzić do choroby, a nawet do śmierci. Moment, w którym ludzie zaczynają chorować, bo tkwią w czymś, co ich zżera, to prawdopodobnie ostatni dzwonek, aby coś zmienić.

Pamiętaj, że masz tylko jedno życie i dlatego powinnaś przeżyć je najpiękniej, jak tylko możesz.


Źródło: 


Lifestyle

Sprawdź, ile potrzebujesz snu

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
28 stycznia 2017
Sprawdź, ile potrzebujesz snu
Fot. Canvas
 

Nie jest tajemnicą, że w zależności od wieku nasze organizmy potrzebują różnej długości odpoczynku, podobnie jak to, że większość z nas nie dosypia… Ile powinniśmy spać naprawdę i co zrobić, żeby sobie zagwarantować zdrowy sen i ułatwić zasypianie?

Sprawdźcie.

Ile potrzebujesz snu?

Sprawdź, jak długo powinieneś spać?

ile snu potrzebujesz- (2)

Co ułatwia zasypianie?

Wapń

Szklanka mleka na dobranoc? To nie żaden babciny stereotyp. Jedzenie bogate w wapń ułatwia zasypianie. Wapń „pomaga” komórkom mózgu wykorzystać tryptofan, który z kolei wpływa na produkcję melaniny – najlepszej naturalnej pigułki nasennej.

Tryptofan

Wszystkie produkty spożywcze bogate w tryptofan zadziałają usypiająco. Warto sięgnąć po indyka, orzechy i ziarna. Nasz organizm nie jest w stanie samodzielnie go wytwarzać, musimy dostarczać ten związek z pożywieniem. Wpływa on bezpośrednio na poziom serotoniny.

Magnez

Działa wyciszająco na układ nerwowy, dlatego jest również polecany osobom poddanym silnym stresom.

Olejki eteryczne

Bergamotka, mandarynka, drzewo sandałowe – wspomagają wyciszenie do snu. Pamiętaj, żeby nie przesadzić 😉 – najlepiej spać w dobrze wywietrzonym pomieszczeniu, ale nieco zapachów podczas kąpieli lub punktowe natarcie skóry odpowiednim olejkiem… skutecznie i miło!

Waleriana

Nieśmiertelna wspomagaczka naszych babek, czyli tak naprawdę kozłek lekarski. Jeśli masz większy problem z wyciszeniem, lepiej sięgnąć po ziółka. W aptekach preparatów i herbatek z kozłkiem i melisą – do wyboru do koloru.

Jak się wyspać?

Postaw na regularność, jedna sesja wyspania się, jak naukowcy nakazali to za mało, jeśli latami nie dosypiasz i obciążasz nadmiernie organizm. Ale zrób sobie eksperymentalny tydzień chodzenia do łóżka o stałej porze i na co najmniej osiem godzin. Już po paru dniach, sam odczujesz różnicę.

Śpijcie dobrze 💤


Lifestyle

Człowieku, przełam ten opór! Nagroda na końcu, ma moc tworzenia nowych światów

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
28 stycznia 2017
Człowieku, przełam ten opór! Nagroda na końcu, ma moc tworzenia nowych światów
Fot. iStock / den-belitsky

W człowieku siedzi opór. Przyczajony, niezbyt krzykliwy czy rzucający się w oczy, ale za to solidny opór. Siedzi tam i wszystkie górnolotne nasze plany spycha na boczny tor. Bardzo przy tym wszystkim jest podstępny, prawie niewykrywalny, najczęściej ze swoistą gracją robi z człowieka idiotę. Takiego zblazowanego, nieskutecznego i skazanego na porażkę nieszczęśnika z wyleżanej nadmiernie kanapy. Aż żal patrzeć na byt ludzki tak niepotrzebnie zmarnowany.

Każdy przecież bowiem rodzi się po jakieś coś. Każdy ma ten swój mały talent, ten cel, do którego dążyć powinien i na realizacji którego powinien się skupić. Cel, na samą myśl, o którym robi się nam raźniej i jakoś tak na duszy cieplej. To cel, który sprawia, że dostajemy skrzydeł, rozkwitamy jak pierwiosnki, zatracamy się w czasie. Taki cel daje nam poczucie sensu istnienia, daje odczuć spełnienie. Nie ma nic lepszego niż życie, które dookoła takiego celu zostało zaplanowane, zakręcone, które celem istnienia zostało omotane. I choć takie życie nie ma sobie równych, większość z nas żyje doraźnie, chciałoby się nawet rzec że przypadkowo, bez wyraźniejszego sensu czy kierunku, poza tym jednym, który nastawiony jest na natychmiastowe zaspokojenie.

Instant gratification -tak nazywa się ten stan po angielsku, stan, w którym dostarczamy sobie chwilowego poczucia zadowolenia, kiedy to wychylamy kolejnego kielicha, oglądamy kolejny serial w telewizji, zamawiamy trzecią w tym tygodniu pizzę, po której dopychamy się chipsami, po czym spędzamy pół wieczoru pisząc i wymądrzając się w najlepsze na fejsbukowej ścianie. No i pewnie, że mamy fun. Bawimy się doskonale, na tym wszak polega efekt natychmiastowej gratyfikacji. Wyciągamy po coś łapę i jak na różdżki skinienie czujemy pełne zadowolenie. To że następnego dnia zadręczy nas kac czy maszyna na siłowni, względnie poczucie winy za zmarnowany czas, to już zupełnie inna jest sprawa. W tamtym momencie, w tej krótkiej wieczorowej upojnej chwili, byliśmy królami życia.

Czy aby jednak na pewno? Zważywszy, że proceder ten najczęściej jest cykliczny, co by nie rzec rutynowy i jakoś tak poza chwilowym uniesieniem, nic ale to nic, z niego nie wynika. Tyle czasu oddanego, poświęconego, tyle energii włożonej, ale jednego kroku naprzód człowiek nie postąpił. Z punktu widzenia rozwoju, z punktu widzenia postępu, taki niby radosny czas nie wnosi w ludzkie życie niczego. Kompletnie niczego. Poza oczywiście ową krótką chwilą zadowolenia.

Powie mi pewnie za chwilę ktoś, że życie jest, jakie jest, więc nawet i krótka chwila to  zawsze jest coś. Fair enough. Zawsze to jakaś tam racja.  Lecz ja na taki głos, który na mój gust to głosem jest oporu, odpowiem tylko tyle, że życie ma potencjał znacznie większy niż chwilowy „haj”.

Człowieku, przełam ten opór! Nagroda na końcu, ma moc tworzenia nowych światów

Fot. iStock

Cóż, kiedy tutaj właśnie wszelkie szyki psuje nam wspomniany opór. Ta wewnętrzna siła, która perfekcyjnie nas obezwładnia za każdym razem jak myśl nam zaświta, że oto nadszedł czas i wypadałoby poniekąd zabrać się za coś co wreszcie ma wymierny i uskrzydlający sens. Rzeczy czy sprawy bez sensu załatwiamy bowiem od ręki, na sprawy z sensem, siły nam brak. Pozornie. Bo nie o brak siły tak po prawdzie tu chodzi, lecz raczej o samo-sabotaż. O to obrzydliwe ociąganie się i wzbranianie przed zabraniem się za coś po co na świat matka nas wydała. Gdzie tu sens? Jak to możliwe, że z taką łatwością rezygnujemy z czegoś, co gwarantuje spełnienie, szczęście, chęć do życia. I jaki sens ma życie bez sensu, na chwilowym pseudo-dopalaczu? Czy rzeczywiście tak trudno się zabrać za to co w duszy nam gra?

Załóżmy zatem, że pokonamy wewnętrzny opór. Ilu z nas  zna ten stan, w którym traci się poczucie upływającego czasu, w którym każdy ruch, czyn, działanie przyprawiają nas o ekscytujący dreszcz? W którym sprawy nabierają znaczenia, stają się wielkie, piękne i ważne. Z pewnością każdy z nas kiedyś moment taki miał, kiedy nie tyle czuł się życia królem co nim prawdziwie był. Dojść tam jest wbrew pozorom niezwykle prosto. Wystarczy jedynie przełamać opór i stanąć twarzą w twarz z tym, co w nas gra. Reszta zadzieje się sama. Bo zawsze się dzieje. Tak bardzo istota nas samych pragnie puszczona być w ruch, że na byle skinienie rzuci się w wir spełnienia. To dlatego czujemy się tak cudownie, gdy realizujemy się w działaniu. Wtedy bowiem sami sobie sprzyjamy, nie ma w nas konfliktu, poczucia nieporozumienia. Jest za to jedność, jest spójność, wszystko ma sens, a puzzle naszej duszy tworzą pełny obraz.

Trzeba jednak opór przełamać i zrobić pierwszy krok. I trzeba przyjąć do wiadomości, że sięganie po marzenia, jednak wymaga czegoś więcej niż naciśnięcie pilota czy nalanie wina do szkła. Że uczucie zadowolenia wypływające z faktu osiągnięcia celu nie pojawi się od razu. Ten cel bowiem nie siedzi w paczce chipsów o smaku paprykowym, nie jest więc szybko i łatwo osiągalny. Ma jednak jedną cudowną właściwość… droga do niego, choć nie raz zlana potem, jest jednak pasmem pełnym ekscytującego napięcia, oczekiwania i radości. Nic nas bowiem  tak nie uskrzydla jak dochodzenie do życiowego celu, jak jego powolna, acz konsekwentna realizacja.

Nagroda na końcu jest jak wybuch supernowej. Ma moc tworzenia nowych światów.


Zobacz także

Twój styl chodzenia może o tobie sporo powiedzieć. Jesteś ciekawa?

Jasnowidzenie, wzmożona empatia, czy jasnosłyszenie? Sprawdź, czy posiadasz zdolności parapsychiczne

8 rzeczy, które możesz zrobić przed 8 rano. Konkurs „Czas ma znaczenie”

www.pharmacy24.com.ua/levitra-vardenafil/levitra-10-mg/

http://medicaments-24.com

суррогатные матери