Lifestyle Listy do redakcji

„To miłość jest lekarstwem. Dla płaczącego faceta, jego serca i duszy także. A ja po prostu chcę być twoim lekiem”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
1 września 2016
Fot. iStock/PeopleImages
 

Kochany,

Jeszcze kilkanaście miesięcy temu myślałam, że zraniona ze związku może wyjść tylko i wyłącznie kobieta. Bo przecież to wy, faceci zawsze nas ranicie. Potem my, biedne kobietki nie potrafimy ogarnąć się przez kolejne kilka dobrych tygodni. Dziś siedząc obok ciebie na niezbyt wygodnej kanapie, zastanawiam się, jak można tak bardzo zranić kogoś, kogo ponoć kochasz. Bo zraniona wcale nie jestem ja, ale ty. Blizny na twoim sercu i umyśle mogą się nigdy nie wyleczyć. Ale wiesz, ja się nie poddam. Za bardzo cię pokochałam. Tak, takiego zranionego, choć na początku wcale nie dawałeś tego po sobie poznać.

Byłeś jak każdy facet, z którym się spotykałam. Pewny siebie, inteligentny, zabawny, pełen chęci na więcej. Dokładnie pamiętam moment, w którym pękła ta skorupa twardziela. Leżeliśmy wtuleni w siebie po zmysłowym, pełnym uczuć seksie. I nagle z głośnika mojej przestarzałej wieży wydobyły się dźwięki „Say you love me”, Jessie Ware. „Bo nie chcę się zakochać, jeśli ty nie chcesz spróbować.” Łzy leciały z twoich burzowych ślepi jedna po drugiej. Chłopaki nie płaczą, ale mężczyźni owszem.

Dopiero wtedy opowiedziałeś mi całą prawdę o swoim poprzednim związku. Kilkanaście lat w kłamstwie. Wstrząsnął mną fragment o pracy. Codziennie wysłuchiwałeś, jakim według niej i jej rodziny nieudacznikiem jesteś. Tylko dlatego, że nie zarabiasz tyle co ona, a najlepiej jeszcze więcej. A przecież kochasz swoją robotę! I jesteś w niej doskonały. Zabawne, poznaliśmy się właśnie dzięki twojej pracy. Może to jakiś znak, może ja mogę być twoim lekiem?

Kiedy się w tobie zakochiwałam, nie myślałam o trudnej przeszłości, którą każde z nas miało. Byłeś po prostu ty. Opiekuńczy, troskliwy, przystojny, inteligentny… Było jednak coś, co nie pasowało mi do tego obrazka szczęśliwego faceta. Czasem, gdy byliśmy razem, mocniej chwytałeś mnie za rękę, a myślami byłeś zupełnie gdzie indziej. Miałam nadzieję, że myślisz wtedy o mnie. Myślałeś, ale o tym czy nie zranisz mnie swoją przeszłością. Mnie jednak ciągle najbardziej ranią twoje słowa, że szkoda mnie na ciebie, że z kimś innym byłabym szczęśliwsza. Może i nie musiałabym leczyć serca i duszy, ale wiesz… To właśnie przy tobie poczułam, że jestem bezpieczna. Jesteś tym jedynym.

Nie jest idealnie. Ponoć te idealne związki nigdy nie są prawdziwe. Nasz jest, bo kiedy wszystko się wali, potrafimy dać sobie dzień oddechu, a zaraz potem wpaść sobie z płaczem w ramiona. Po pierwszej kłótni wyznałeś, że byłeś przygotowany na przekleństwa, tydzień obrazy majestatu i wyzywanie cię od najgorszych. Wiesz, czasem słuchając o twojej poprzedniej kobiecie zastanawiam się, czy aby na pewno tak traktuje się kogoś, kogo kochasz. Wiem, wszystko wynosi się z domu. Jej ojciec był alkoholikiem, a ona nie miała zamiaru się leczyć. Jednak w żadnym momencie nie usprawiedliwia to jej zachowania. Ranienia ciebie. Jakim cudem tak długo byłeś w stanie to znosić?!

Pamiętasz zaskoczenie twoich rodziców, kiedy zadzwoniłeś czy możesz przyjść na niedzielny obiad? Przez kilka lat w ogóle z nimi nie rozmawiałeś. Bo jej rodzina była ważniejsza. Tak jak ona – zawsze ważniejsza od ciebie. Kiedy wyszłam z propozycją wspólnych wakacji, po prostu się uśmiechnąłeś. Nie wiedziałam, o co chodzi. Dopiero po godzinie dostałam SMS-a, że powinnam znaleźć sobie kogoś, kto będzie mnie zabierał na drogie wycieczki, wypady za miasto i wakacje na Bali. Przez kilkanaście lat zapomniałeś, że dla jakieś kobiety wartością nie są pieniądze, ale ty sam. A ja po prostu uwielbiam spędzać z tobą czas. Czas to pieniądz, dla mnie ten z tobą jest największą walutą.

Wiem, że się boisz. Chciałabym powiedzieć, że ja nie. Może strach jest dobrą oznaką? W końcu mamy co stracić, boimy się o to. Wiem, że „ja nigdy bym ci tak nie zrobiła” nic nie da. Ktoś inny już bardzo cię zranił. Nie wierzysz w siebie, czasem nie potrafisz uwierzyć nawet w to, że ktoś naprawdę może cię pokochać. Kiedyś powiedziałeś, że twoja miłość i oznaka słabości zawsze zapowiadało ostrą kłótnię, kolejną dawkę wyrzucania jadu. Wcześniej nie rozumiałam twojego strachu i wycofania. Dziś nie rozumiem kobiety, która powolnie niszczyła tak cudownego faceta. A na końcu miała czelność robić z siebie ofiarę. Bo tak przecież wygodniej.

Żyjemy w dziwnym świecie, w którym to zawsze kobieta jest poszkodowana. A nawet gdy to prawda, nikt nie chce jej pomóc. Wiesz, nie mówiłam ci tego wcześniej… Moją jedyną obawą jest utrata ciebie. Moment, w którym coś przypomni ci o przeszłości, a twoje rany zaczną krwawić na nowo. To nie rozerwie tylko twojego serca, rozerwie także moje. Bo ja, w przeciwieństwie do niej, chcę tylko ciebie. Nawet gdybyśmy mieli mieszkać w szałasie w Bieszczadach i jeść to, co zbierzemy sami w lesie. Pokochałam cię takiego zranionego, ale to nie znaczy, że tylko takiego cię chcę. Bo ja po prostu pragnę twojego szczęścia i zdrowia. Czerp z mojej siły i optymizmu ile wlezie! Bo kocham cię i wiem, że ty czujesz to samo do mnie. A skoro już postanowiłeś mi zaufać – nie mam zamiaru się poddać.

A gdy kolejnym razem z nieba będzie spadała gwiazdka, poproszę o poczucie bezpieczeństwa dla nas obojga. I o wspólną przyszłość, bo razem możemy wszystko. To miłość jest lekarstwem.


Lifestyle Listy do redakcji

Na czym opiera się dobry związek? Na sześciu prostych zasadach

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
2 września 2016
Fot. iStock/Squaredpixels
 

Jak to na sześciu? Przecież związek to ciągła praca, to dbałość o intymność, o bliskość. Gdyby to było takie proste, to wszyscy żyliby w szczęśliwych związkach, nikt by nie słyszał o rozwodach i rozpaczliwych rozstaniach.

Czy życie z drugim człowiekiem naprawdę musi być nieustanną harówką tylko po to, by na koniec móc się uśmiechnąć do siebie i powiedzieć: „Ufff nam się udało”. Jasne, że być nie musi. I że tak naprawdę relacja z człowiekiem, którego kochamy nie musi być jakoś strasznie skomplikowana i naszpikowana nieustającymi powodami do awantur i kłótni. Wcale nie. Gdyby tak zacząć od wprowadzenia w nasz związek sześciu prostych zasad, może to dałoby szansę na to, by każde z nas poczuło się szczęśliwe, kochane i kochające.

Szczęśliwy związek opiera się na:

Pełnym zaufaniu

Nie da się zbudować związku bez zaufania. Niemożliwe jest bycie szczęśliwym z kimś, kogo nieustannie podejrzewamy o zdradę, kłamstwo, brak szczerości. I odwrotnie, nikt nie będzie z nami szczęśliwy, jeśli my będziemy nieuczciwi wobec niego. Kiedy dostajemy w związku sygnały, że jesteśmy okłamywani, że nie o wszystkim, co ważne i istotne dla nas dwojga wiemy, to uwierzcie – nie ma szans, żeby taki związek przetrwał na dobre i złe, w zdrowiu i w chorobie. Zaufanie to jeden z najważniejszych składników fundamentu szczęśliwego związku i szczęśliwych w nim ludzi.

Braku agresji

I nie chodzi tu o przemoc fizyczną, tylko o kontrolowanie wybuchów gniewu. Oskarżania się i upokarzania. Jeśli kochasz, to także szanujesz tę swoją połówkę. Nie chcesz zranić jej uczuć, a i obrazić. A kiedy już dochodzi do kłótni, ostrej wymiany zdań między wami, to jednak tylko po to, by znaleźć rozwiązanie problemu, a nie obrzucać się pretensjami, wypominaniem i żalami. Kłótnia to szukanie rozwiązania, a nie wzajemne obrażanie się i poniżanie.

Rozmowie

Banał, prawda? Przecież rozmawiamy, jaka jest pogoda, co kupić na kolację, o której odebrać dzieci i kiedy wrócimy do domu po pracy. Tyle tylko, że nie o takiej rozmowie mówimy. Bolączką związku jest kompletny brak komunikacji, unikanie trudnych rozmów, brak rozmowy o swoich uczuciach, pragnieniach i potrzebach. Dlaczego czujemy się w związku samotni? Bo nie mamy z kim porozmawiać, komu się zwierzyć, powiedzieć o swoich wątpliwościach i otrzymać wsparcia. Ludzie w szczęśliwych związkach ze sobą rozmawiają i to nie tylko o miłych rzeczach.

Szacunku

Przecież znacie się jak łyse konie, każde z was wie o słabych punktach drugiego. Doskonale wiecie, jak zranić, jak się zachować, by zabolało. Wiecie, co powiedzieć, żeby dopiec maksymalnie. Tylko po co? Ta wiedza o drugiej osobie powinna służyć tylko temu, żeby nigdy jej nie użyć. Jeśli kochasz – nie ranisz celowo, z premedytacją, w zaplanowany sposób. A jeśli już zranisz w przypływie złości, w afekcie, to szybko się reflektujesz. Naprawiasz to, co zostało zepsute, a w sytuacjach konfliktowych szukacie oboje rozwiązania.

Braku manipulacji seksem

Często traktujemy seks jak broń, żeby ukarać, żeby pokazać, kto ma większą władzę w związku. Seks bywa kartą przetargową, kiedy chcemy coś wymusić na partnerze, czy osiągnąć. Jeśli myślisz: „dobra dla świętego spokoju się zgodzę”, to nie jest normalne. Szczęśliwe pary mają swój wspólny seksualny rytm, nikt na nikim seksu nie wymusza, szanuje decyzje, nie chce, by seks w związku był jedynie narzędziem dla własnych korzyści.

Bliskości

Kiedy jesteście w szczęśliwym związku żadne z was nie pozwoli na emocjonalne oddalenie się drugiej osoby. W takim związku pracuje się nad bliskością, szuka się jej. Tu nikt nie zamyka się co wieczór w osobnych pokojach, żeby zająć się własnymi sprawami. Szuka się pretekstu do intymności, do bliskości. A kiedy jedno z was czuje, że się oddala – zaczynacie o tym rozmawiać, nim jest za późno.

Piszę i myślę sobie – no przecież proste. No proste i banalne. Tylko dlaczego tak trudno nam to wprowadzić w życie? Może czas najwyższy spróbować?


Lifestyle Listy do redakcji

Kobiety, błagam, zacznijcie w końcu być szczęśliwe w swoich związkach

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
1 września 2016
Fot. iStock/Gelner Tivadar

Taka sytuacja: ich dwoje i dwójka dzieci w wieku około cztery i sześć lat. Wakacje. Miejsce dość zatłoczone, do którego trzeba odbyć jakiś dwugodzinny spacer. Słońce, piękne widoki, cud miód i malina. Tymczasem:

Ona: – Co wy znowu ode mnie chcecie? Nie widzicie, że tata tu też jest. A ty? Mógłbyś coś zrobić! Sfrustrowana, wku*wiona na maksa. Grzebie w plecaku próbując pewnie wyciągnąć jakieś picie, czy jedzenie. W nosie ma widoki, radość z tego, że tu właśnie są, że wszyscy razem. Z coraz większym nerwem szarpie plecak.

A On? Pewnie i coś by zrobił. Ale co? Może już zrobił coś nie tak, a może za chwilę zrobi. Woli nie ryzykować. Wszystko i tak może być na nie.

Kolejna sytuacja: oni dwoje już inni, tym razem z trójką dzieci. Jedno malutkie, może z osiem miesięcy, 10- i 8- latka.

Ona: – Zwariowałeś, kawa? Słodkie? Widziałeś, jakie tu są ceny?

On: – No, ale są wakacje. Chciałem, żeby było miło. Zobacz, jak pięknie… – chyba fajny gość, trzyma na rękach tego malucha.

Ona: – I dzieci tylko o słodkim, ciekawe, co zjedzą, jak wrócimy! O tym w ogóle nie myślisz – Ona jest jak chmura gradowa… Naburmuszona, nabzdyczona, a on tylko chce z nią i dziećmi miło spędzić czas.

W końcu zostają na kawie, ale Ona bezustannie upomina, że On źle trzyma dziecko, że pozwolił córce posmakować troszkę kawy. Chociaż jest ciepło demonstracyjnie zakłada koszulę z długim rękawem… A On próbuje wesoło rozmawiać z dziećmi, choć Ona twierdzi, że są za głośno.

To jeszcze jedna sytuacja: oni z dwójką dzieci, takie może sześć i osiem lat.

Ona: – Ty jak coś wymyślisz? Po co my tu właściwie przyszliśmy? Trzeba było zostać w hotelu przy basenie, a nie ciągniesz nas w taki upał. On próbuje coś tłumaczyć, przytulić ją, Ona odsuwa się ostentacyjnie. Jakby parzył, jakby chciała mu pokazać, że jednym przytuleniem, to on tu nic nie zmieni. On wstaje, idzie coś zamówić, później właściwie ze sobą nie rozmawiają. Ona tylko zwraca uwagę dzieciom, że się wybrudzą przy jedzeniu lodów.

I zastanawiam się, co jest z nami babami nie tak. Kiedy stajemy się takie zrzędzące, z wiecznymi pretensjami, którym ciężko dogodzić.

Zabraliśmy autostopem parę – młodzi ludzie. Ona: – My jesteśmy tuż przed ślubem, ale wszyscy nam mówią, że jak już będziemy małżeństwem, jak urodzą się dzieci, to wszystko, co dobre się skończy… Przekonywałam ją, że to nieprawda, ale obserwując kobiety z dziećmi, które warczały na swoich facetów mając ich za największe zło świata… chyba zwątpiłam.

Kiedy się w sobie zakochujemy jest cudownie, przepięknie, wizja wspólnego życia aż do śmierci nas uskrzydla, bo nikogo lepszego i innego obok nas sobie nie wyobrażamy. Snujemy wizję co do liczby dzieci, wybieramy imiona wcześniej zastanawiając się, kto zostanie świadkiem na naszym ślubie. Jest fantastycznie, i przecież tak będzie na zawsze.

Tyle tylko, że nie wiadomo kiedy Ona staje się pełną złości, frustracji kobietą.

I od pewnego czasu wydaje mi się, że dzieje się to wówczas, gdy pojawiają się dzieci. Kiedy one trochę podrastają, a Ona nagle rozgląda się dookoła powtarzając:

– za mało mnie przytulasz

– jesteś za mało czuły

– nie interesuję cię

– myślisz tylko o sobie

– w ogóle mi nie pomagasz

– widzisz tylko czubek własnego nosa

– dziećmi byś się w końcu zajął

– tyle dla ciebie robię, a co dostaję od ciebie?

– w ogóle nie doceniasz tego, co robię

– jesteś beznadziejny

– jesteś śmieszny…

Mówi to wszystko po tym, jak kilka ostatnich lat widziała tylko swoje własne malutkie dzieci, które potrzebowały jej, jak nikogo innego na świecie. Nie widziała, że On czeka, że próbuje się zbliżyć. Wtedy mówiła: „Seks, jaki seks, nie widzisz, że jestem zmęczona. Muszę się położyć z Olunią, bo nie zaśnie. Piotruś musi z nami spać, bo ma koszmary. Daj, lepiej ja im poczyta/przebiorę je/nakarmię”. Dzieci były na pierwszym miejscu. A teraz Ona tego pierwszego miejsca żąda od niego. Wymaga i oczekuje.

Jesteśmy wiecznie złe na tych facetów, wiecznie obarczamy ich za coś winą – że życie na spieprzyli, że z kim innymi byłoby nam lepiej, że gdyby nie On, to byśmy były „o matko Bóg wie gdzie”.

A jeszcze hasło: „Postaraj się dla waszego związku” działa na nas, jak płachta na byka. Że to ja mam się starać?!? Że z jakiej racji? Niech on się wykaże. W końcu „ja całe życie się staram. Piorę, gotuję, dziećmi się zajmuje, a on wieczny Piotruś Pan”.

Chciałam się spytać, czy nie macie dość? Czy nie męczy was ciągła walka o to, czyja racja jest bardziej słuszna, czyje zaangażowanie większe, kto daje z siebie więcej? Czy to udowadnianie facetowi, że jesteście lepsze, naprawdę może sprawiać przyjemność?

I tak wiem, nie można wszystkich jedną miarą. Ja też byłam taka. Zrzędząca, upierdliwa, czepiająca się o wszystko. Patrzyłam na te kobiety i było mi wstyd, że też tego Bogu ducha winnego faceta opie*dalałam za każdy szczegół. Bo on chciał, bo chciał się starać, chciał pomóc, tylko ja mu na to nie pozwalałam, zagarniałam całą przestrzeń, a później wylewałam frustrację, że za dużo na łeb sobie wzięłam.

I dzisiaj cieszę się, że mam to za sobą i mogłabym żałować, że zmarnowałam wiele fajnych chwil – które mogłyby być fajne, tylko ja je skutecznie psułam. Komu na złość? Jemu, czy sobie?

I nie, nasz związek nie jest idealny. On wkurza mnie niemiłosiernie czasami, ja potrafię doprowadzić go do szału. Ale jest w nas akceptacja na to, że każde z nas jest takie, a nie inne. Ze swoimi wadami, słabościami. Dziś już nie chcę przegapiać cudownie wspólnie spędzanych chwil. Jeśli jesteśmy razem, chcę, by było nam ze sobą dobrze. Bez rozliczeń, kto da z siebie więcej. Bo czy to ważne. Jeśli dajesz, a ktoś kocha – to także dostajesz. To taki prosty rachunek. Wystarczy tylko wyciągnąć po to rękę. I przestać marudzić, choćby po to, by usłyszeć, że ktoś kocha.


Zobacz także

„Dziś to dopiero dałam popis. No, no, no”. UPRZEJMA

Jak zerwać z telefonem, czyli kiedy nie możesz się oderwać od małego ekranu

Edyty Górniak

„Idź tam, gdzie chcesz, bez lęku”. Nowa kolekcja ubrań Edyty Górniak i NAOKO

https://buysteroids.in.ua

https://swiss-apo.net