Lifestyle

„Rzucić natychmiast” – powiedziała, to rzuciłam. Jak przyjaciółki rujnują nam związki

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
4 lipca 2018
Nasze życie to wybory. To my decydujemy, gdzie chcemy być. Kochana Przyjaciółko, co wybierasz?
Fot. iStock / piranka
 

K. i S. Znają się od liceum. „Papużki – nierozłączki” – mówili o nich już wtedy rodzice i znajomi. Lata mijały, przyjaźń kwitła. Wspólna szkolna ława, wspólne wakacje pod namiotem, wspólne wieczory i pierwsza butelka wina tuż przed maturą. Właściwie S. zawsze w głębi uważała się za trochę lepszą, a na pewno ładniejszą i bardziej interesującą. I o to przecież chodzi, bo przy skromnej K. łatwiej błyszczeć i samopoczucie jest. Trochę z siły rozpędu, trochę na zasadzie przyzwyczajenia, trwały tak razem wiedząc o sobie wszystko i zwierzając się sobie z najgłębszych sekretów.

„Żaden facet nas nie rozdzieli” – mówiła S. do K. i umawiała się z chłopakami. Bywała zakochana, wtedy „znikała” z życia K. na kilka tygodni. Fizycznie znikała, bo emocjonalnie wciąż była obok. Dzwoniła, mówiła, jak spędza czas, jaki on jest fajny i jak w końcu okazuje się idiotą, niedojrzałym dupkiem, pomyłką i maminsynkiem.

K. to rozumiała, miłość w końcu jest najważniejsza i na samym początku w końcu każda para potrzebuje intymności. Sama nie miała dużego doświadczenia w miłości. Była kochliwa, ale nieśmiała. W chwilach zakochania S., K. spędzała czas sama albo chodziła do kina na węgierskie filmy. Kochała węgierskie filmy. W ogóle świetnie znała się na kinie i jeszcze na wielu innych rzeczach, o których istnieniu S. nie miała zielonego pojęcia.

Przyjaciółka rzadko kiedy przedstawiała jej obiekty swoich uczuć. „Nie wiadomo co z tego wyjdzie” – mawiała i dodawała „Ty się lepiej nie zakochuj, aż ci powiem, że warto”. Ale jakoś nie było warto. K. miała to nieszczęście, że podobali jej się glównie „kretyni”, jak mówiła jej przyjaciółka. (Bo S. zawsze służyła K. radami sercowymi. A polegało to głównie na tym, że analizowała każdą nową znajomość przyjaciółki, by na końcu wydać wyrok, że nie warto się angażować.) Zmanipulowana K. nie angażowała się więc mocniej i niekiedy długo leczyła w ciszy smutne serce. Przyjaciółka musiała mieć nosa, bo żaden z obiektów uczuć K. nie walczył ani o nią, ani o związek.

Raz jednak sprawy wymknęły się spod kontroli. K. zakochała „na poważnie” i do tego z najprawdziwszą wzajemnością. Związek kwitł, rozwijał się, owocował godzinami interesujących rozmów o kinie, o sztuce i o górach. Udanym seksem i poczuciem szczęścia.

Jej ukochany jednak niewiele mówił o uczuciach. To znaczy K. wiedziała, czuła, że ją kocha. Ale S. jakoś inaczej przedstawiała jej, jak powinien wyglądać związek.

Pełna wątpliwości K. oczywiście natychmiast zwierzyła się przyjaciółce. Ta, byłe pewna – nic z tego nie będzie, on nie jest dla ciebie, nie kocha cię, tylko gra tobą, żeby cię wykorzystać i zostawić. Zobacz, jak on cię traktuje? Nawet złamanego kwiatka nie przyniesie. Co to za spotkania w ogóle? Spacery? Jakby myślał o tobie poważnie, mówiłby o jakiejś dalszej przyszłości. Zaproponowałw spólne mieszkanie. W ogóle to on jest „jakiś dziwny” i za mło mówi.

„Natychmiast rzucić” – zarządziła S. pewnego dnia.  Więc K. rzuciła. Cierpiała długo, ale miała wsparcie w przyjaciółce. Wspólne wino, wypad za miasto, włoska pizza…

Trzy miesiące później K. szła na zajęcia fitness w innej dzielnicy, pierwszy raz. Pomyślała, że pora zacząć wprowadzić do życia zmiany, zadecydowała o tym sama. Zresztą K. była akurat zakochana i to chyba bardzo, nie odzywała się za wiele. Więc K. zetnie modniej włosy, pójdzie na zajęcia z wizażu, zacznie w końcu ćwiczyć. Musi postawić w końcu na siebie, obudzić w sobie więcej kobiecości.

Zobaczyła ich w parku naprzeciwko klubu, w którym jej instruktorka prowadziła zajecia. Objęci, zakochani. Jej przyjaciółka i były chłopak K. Uśmiechnięci, zakochani, całowali się bardzo nie po przyjacielsku na ławeczce pod pomnikiem lotnika.

Dzisiaj K. myśli, że S. właściwie miała rację. No bo co to za facet, który najpierw spotyka się z jedną, a potem jej przyjaciółką? S. nie jest zła, K. by tak w życiu o niej nie powiedziała. Zakochała się, tyle. Ale telefonu już więcej od niej nie odbierze, mimo, że przyjaciółka dzwoni i dzwoni. Wczoraj wysłała tylko jednego SMS-a, z wyjaśnieniem: „Wybacz, nie mogę patrzeć, jak spotykasz się z tym kretynem. Boli mnie serce ze strachu, że zmarnujesz sobie życie. Pa.”


Lifestyle

„Proszę pani, co ja mam zrobić, żeby on był ze mną szczęśliwy?”. W związku zadbaj również o siebie

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
10 lipca 2018
Fot. iStock / CoffeeAndMilk
 

Siedziała cicho, przygaszona sącząc smutno swoje latte. Nawet nie skubnęła herbatnika, który młody chłopak z obsługi ułożył starannie obok wysokiej szklanki z kawą. Gdyby tylko mogła zauważyć jak on na nią patrzy! Łzy płynęły jedna za drugą, mocząc obficie biały spodeczek. Zamknęłam komputer, wzięłam głęboki oddech. „Przepraszam – powiedziałam – czy mogę pani jakoś pomóc?”. Podniosła na mnie zapłakane oczy. Była piękna, delikatna i piekielnie smutna. „Bo ja nie wiem – wyszeptała – ja nie wiem, co ja mam jeszcze zrobić, żeby on był ze mną szczęśliwy”.

Usiadłam obok i wysłuchałam opowieści. Dość klasycznej. O tym, jak dziewczyna poznała chłopaka, jak doskonale się rozumieli, jak on się o nią starał. Jak się zakochali. A kiedy ona zaczęła w głowie snuć plany na przyszłość i poświęcać wszystko dla tego związku, on się zaczął oddalać. Więc ona starała się jeszcze bardziej. Odgadnąć jego marzenia, zaspokoić pragnienia. Pokazać mu, że on chce z nią być.

„Co ja robię, źle proszę pani? – pytała mnie raz po raz. – Jak mam go uszczęśliwić, żeby ze mną został, żeby zrozumiał, jak bardzo go kocham?”.

Cóż, nie mam dużego doświadczenia w takich sprawach. Moje życie miłosne przypomina bardziej spontaniczną wędrówkę przez amazońską puszczę niż zorganizowaną wycieczkę w znajomym kierunku.

Z boku jednak lepiej widać nasze błędy o wiele lepiej i radzić komuś jest łatwiej niż pomóc samemu sobie. I nagle człowiek czuje się zaskakująco mądry i może nawet w domu przemyśleć sobie swoje związki jeszcze raz. I może nawet zastosuje się do swoich wskazówek?

Dziewczyna z kawiarni była bardzo zakochana, a jednocześnie bardzo niepewna siebie. Zawsze zadziwia mnie ta niepewność siebie u pięknych, mądrych i zdolnych kobiet. Jak to możliwe, że one nie wierzą w swoją wartość, podczas gdy byle jaki, beznadziejny facet zazwyczaj uważa się za ósmy cud świata, ba, nawet jest w stanie przekonać niejedną naiwną, że on tym cudem jest?

„Problem w tym – powiedziałam – że on wie, jak bardzo pani go kocha.” Spojrzała na mnie zdziwiona, że potwierdziłam coś, co ona już wcześniej intuicyjnie wyczuła. Lepiej, żeby nie wiedział jak bardzo. Mężczyźni wolą zołzy, w 90 przypadkach na 100. Dlaczego tak jest? Nie wiem. Ale jeśli się tak mocno starasz, chcesz być dla niego w każdym momencie, w każdej chwili, usiłujesz mu pokazać swoją miłość na każdym kroku i odbierasz od niego wszystkie telefony, prędzej czy później przegrasz. Nie lubię tego spostrzeżenia. Nie lubię udawania i gier. Ale ta reguła sprawdza się w większości związków, które obserwuje. I w tych, w których sama byłam.

Rozmawiałyśmy o tym jeszcze dobrą godzinę. I o tym, że zakochane, zbyt łatwo rezygnujemy z siebie, godząc się na o wiele mniej, niż powinnyśmy dostać. Że wchodząc w relację z mężczyzną, mamy gdzieś w głowach wdrukowane poczucie, że musimy sprawić, że on będzie szczęśliwy, ale o swoje szczęście dbamy o wiele mniej. I on z czasem uważa, że to nasze szczęście jest mniej ważne.

Kiedy mówiłyśmy sobie „do zobaczenia”, była zdecydowana ograniczyć kontakt ze swoim ukochanym. Nie wiem jednak, czy bardziej kierowała nią chęć pokazania mu, ile ma do stracenia, czy walki o siebie samą w każdym następnym związku.

Miesiąc później usiadłam z komputerem w tej samej kawiarni. Moja nowo poznana znajoma zjawiła się nagle tuż obok, uśmiechnięta, ale czy szczęśliwa? Jeszcze tego nie wiem. „Uczę się” – powiedziała tylko – uczę się być ważna”.

Minęli się. Ona zrozumiała, że związek nie może być jednostronny,  on zrozumiał, jak wiele miał i próbuje ją odzyskać.

Czy będą kiedyś znów razem? Póki jej starania o siebie samą i o własny komfort nie staną się nawykiem, może się to skończyć katastrofą.

Bo jej niepewność wtłoczy ją za chwilę w te same mechanizmy „uszczęśliwiania” swojego partnera za wszelką cenę. Jeśli zaś zrozumie, że w kochaniu i prawie do szczęścia jest tak samo ważna, dobra miłość zjawi się sama.


Lifestyle

Kochać kogoś innego, to nie to samo, co mieć siłę, by odejść, by zostawić tego, z kim jesteś

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
13 czerwca 2018
Fot. iStock / muratseyit

Niektórzy uważają, że łatwiej jest się dać się porzucić niż samemu odejść. To nie jest prawda. Są momenty, są takie okoliczności, kiedy nie możesz po prostu odejść, zostawić osoby, z którą spędziłaś nawet jakiś mały kawałek swojego życia. Są chwile prawdy, kiedy dochodzi do ciebie okrutny fakt – miłość do kogoś innego nie starczy, by podjąć decyzję o zakończeniu związku. Bo jest jeszcze życie. Bo jest poczucie winy, poczucie obowiązku, emocjonalna zależność, rzeczywista albo wyimaginowana. Bo są dzieci, bo są pieniądze. I cała reszta w twojej głowie.

Jesteście razem długo. Może nawet całe lata, może dekady. Macie wspólnych znajomych, bywacie u swoich rodziców na rodzinnych uroczystościach. Może łączą was dzieci, dom. Wpadacie w rutynę, która daje jakieś bezpieczeństwo, jakąś przewidywalność. Łapiesz się na tym, że myślisz „To tyle? To nic już mnie więcej nie spotka?”. Ale jednocześnie dobrze ci z tą myślą, że masz w życiu coś na stałe. Jesteście jak skała.

I wtedy zdarza się to nieprzywidywalne. Spotykasz JEGO. Twój świat przewraca się do góry nogami. Wszystko zaczyna do siebie pasować, każdy pojedynczy fragment układanki. Poza tym, oczywiście, że nie jesteś „wolna”.  O, nie. Ty jesteś zaplątana w milion sieci zależności. Ot, życie po prostu. Życie, które przez długi czas układałaś sobie z kimś innym.

Podejmujesz decyzję, żeby się do niego zbliżyć. Sama nie wiesz jak i kiedy, nagle masz romans. Ale nie, ty nie nazywasz tego romansem. Dla ciebie to jest tak naturalne jak oddychanie. Tak naturalne jest to, że to wy dwoje powinniście być razem, a nie ty i twój partner. Bo przecież ze swoim partnerem nigdy się tak nie czułaś, nigdy nie byłaś tak pewna, że spotkałaś drugą połówkę.

Czas mija i nie możesz już żyć jak dotąd. Opada namiętność, kończy się szaleństwo, przychodzi refleksja nad rzeczywistością. Mąż w domu, ukochany gdzieś na mieście. Ukradzione chwile szczęścia i ogromny, niewyobrażalny ból. Ból płynący z tego, że twoja miłość jest niemożliwa. Wyobrażasz sobie, jakby to było, gdybyście spotkali się kilka, kilkanaście lat wcześniej. Jest też cierpienie związane z tym, że żyjesz w kłamstwie, że krzywdzisz. I łzy, złamane serce, bo musisz tę swoją miłość ukrywać. Bo nie masz do niej prawa.

Nie osądzam cię. Nie śmiałabym, choć nie pochwalam zdrady. Ale wiem jak okrutnie jest uświadomić sobie, że kochasz kogoś innego i nie możesz z nim być.

Przez chwilę stoisz na rozdrożu. Jesteś świadoma swoich uczuć. Nigdy nie odczuwałaś niczego bardziej wyraźnie. Ale jest też trochę tak, jakbyś grała w filmie. Patrzysz na siebie z boku i żal ci samej siebie. Przecież nie tak miało być.

Potem przychodzi strach. Chcesz uciec, schować się w jego ramionach przed całym światem. Jasne, że nie możesz, że tego nie zrobisz. Przecież masz dzieci. Przecież nie jesteś okrutna, wobec partnera też masz jakieś pozytywne odczucia. To, że nie kochasz męża, nie znaczy, że możesz go zranić, skrzywdzić. To, że kochasz innego, nie znaczy, że łatwo ci odejść.To nie znaczy, że masz na to siłę. Wręcz przeciwnie. Nagle opadasz z sił. Nie wiesz jak to się dzieje, ale jesteś emocjonalnie i fizycznie wyczerpana. Świadoma tego, że nadszedł czas na decyzję.

Ta sytuacja nie przynosi niczego pozytywnego. Dobija cię poczucie winy. Wydaje ci się, że on i tak wszystko wie, że cię przejrzał. Ale nie robisz z tym nic. Nie chcesz wziąć na siebie wagi tego rozstania. Odpowiedzialności.

A może masz wątpliwości. Jesteś jak sparaliżowana przy podejmowaniu decyzji. Boisz się przyszłości. Jak to teraz będzie, jeśli wszystko zostawisz i odejdziesz? Jesteś pewna swojej miłości, ale jest jeszcze jego miłość? Masz coraz bardziej absurdalne myśli. Może spotka cię kara za to, że chcesz zostawić męża i nowy partner też cię zostawi? Przecież karma… Przecież tak się nie robi… Przecież nie masz już drogi odwrotu…

Są jeszcze znajomi, przyjaciele, rodzina. Nie zrozumieją, potępią cię. Jak im wytłumaczyć, że „znów” się zakochałaś, ale tym razem naprawdę? Że żyłaś w kłamstwie o miłości, a nie w miłości? Że miałaś prawo się pomylić?

Nie zazdroszczę ci twojej sytacji. Kochać kogoś innego, to nie to samo, co mieć siłę, by odejść, by zostawić tego, z kim jesteś. Nie umiem ci poradzić, nie umiem pomóc wybrać. Mogę tylko stać z boku i wierzyć, że cokolwiek się wydarzy, na końcu tej drogi osiągniesz spokój i poczujesz się szczczęśliwa. Wierzę głęboko, że to jeszcze możliwe.


антибликовые очки

www.medicaments-24.com

охранная фирма