Lifestyle Święta

Potrafisz znaleźć pandę na obrazku? | Świąteczny relaks

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
23 grudnia 2019
Fot. Screen z Facebooka / Dudolf
 

Niby nic, a jednak wciąga. Podobno nie każdy „w końcu” ją dostrzeże. Większość z nas jest oku cyklonu. Dlatego absolutny hit sieci pomoże wam na chwilę się oderwać i zresetować umysły. Kto potrafi znaleźć pandę? Pochwalcie się, jeśli wam się uda 😉

Miłej zabawy!

There’s a panda amongst them!Can you find it?

Posted by on 


Lifestyle Święta

Czekoladowe muffinki z solą, zgubione auto i były narzeczony. Będzie miała Pani piękne Święta…

Małgorzata Sessionbordercontroller.info
Małgorzata Sessionbordercontroller.info
23 grudnia 2019
Fot. Pixabay /
 

Co roku obiecuję sobie: a) zrobię najpiękniej, b) zrobię wcześniej, c) zrobię mniej. Czasami też fantazjuję: d) wyjadę (hahahaha). I co? I nic. Co roku jest tak samo.

Klara wczoraj: – Pamiętasz o czekoladowych muffinkach?. Tak, tak pamiętam (Jeny, jeszcze wigilia klasowa). Jurek: Zgłosiłem szarlotkę i pierogi. Nie, Jurek, szarlotka wystarczy (Jakie pierogi do cholery jasnej?). Klara: – Muszę mieć odświętną bluzkę. – Masz przecież (jednak nie, bo odświętna znaczy nowa). Jurek: – Wylosowałem X. Co z prezentem? (Aaaaaa!).

Wracam do domu z siatkami zakupów (mąka, cukier, masło, czekolada, kakao, jabłka i tak dalej bluzka, legginsy i prezent dla X. – Mamo, czy ty widziałaś, aby ktoś zakładał na Wigilię cokolwiek z napisem Happy? (Nie rozumiem, chyba jesteśmy jeszcze w Unii? JESZCZE…) – Mamo, ja mam prawie 13 lat, więc X też ma tyle! Kolorowy długopis może kupić sobie w Tesco (Dzwońcie do Taty i załatwiajcie z nim, wrrr). Zakładam czerwony świąteczny fartuch, łyk wina i do dzieła.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Matka spełniona. Tak o sobie myślę. Zajęta, pracowita, samodzielna i świetnie zorganizowana. Klara odwieziona na konie, więc mam godzinę, by przygotować masę na babeczki (Właściwie dlaczego ja to robię?). No właśnie dlaczego? Bo jestem pomocna, empatyczna i chcę aby dzieci poszły spać o przyzwoitej porze (tak o sobie myślę). Dzwonię do Kaśki, z którą ostatnio rozmawiałyśmy o matkach „lepszych” niż my i chwalę się swoim planem. Ona w innej bajce. – Robię zupę krem, jestem na diecie. Musze schudnąć. (Kurczę, też zrobię sobie zupę, bo też chcę być na diecie. Euforia „jem co chcę” już mnie opuściła, gdy stanęłam na wadze rano). Nastawiam warzywa, kroję cukinię. Potrafię przecież wykonywać wiele czynności jednocześnie. Jestem matką wielozadaniową (tak o sobie myślę).

Podsumowanie wieczoru:

  1. Nie wiem, czy to świeża mięta czy może gorzka cukinia albo jakaś przyprawa- zupa jest nie do strawienia. Długa dyskusja z Mamą i nie tylko -o tym, że krem to nie zupa (czytaj kremy są do dupy).
  2. Cukier był zawsze w prostokątnym pudełku. Cukier, nie sól! Odkąd mama przyjechała, rzeczy zmieniają swoje miejsce, zapominam o tym i wsypuję do wielkiej masy czekoladowej przeznaczonej na 25 muffinek sól. Wsadzam palec przed zalaniem foremek i wykrzywiam się z obrzydzenia. Kolejna godzina to szukanie brakujących produktów na mieście, Klarę odbieram z koni i robi się 20.00.
  3. Szarlotka jakoś idzie. Jurek sprawdza, czy kratka jest odpowiednia. Oddycham z ulgą. Jest 21.30.
  4. Dzieci asystują, kłócąc się co pięć minut o to, kto jest głupkiem, żulem (skąd to słowo?) i czy „spadaj” jest gorsze od „zamilcz”.
  5. Muffinki zwycięsko opadają na talerz w okolicach 23-ej. Dzieci nadal asystują i nadal się kłócą (zakuty łeb, bezmózgowiec, debil, błąd natury).
  6. Robię jeszcze ciasto pomarańczowo- migdałowe w prezencie (to już ten stan, gdy jesteś w transie i mogłabyś uruchomić fabrykę wypieków). Gotuję pomarańcze i kładę dzieci spać (znaczy wysyłam je do mycia i do łóżek). Jedna strona książki i zasypiam na 15 minut, budząc się z przerażeniem, czy nie spaliłam domu gotującą się pomarańczą. Około 1-ej wyjmuję z piecyka małą foremkę hiszpańskiego ciasta i słyszę okrzyki syna przez sen „Starzy mi nie pozwolą” (Od kiedy on mówi o nas starzy???).
  7. Nie jestem wielozadaniowa ani też świetnie zorganizowana, powoli przestaję być empatyczna (Klara: -Musisz Mamo uczyć się od Cioci Natalii. Ona jest dużo lepiej ogarnięta. Auuu)
  8. Nocna rozmowa do 2-ej (Najprzyjemniejsza część dnia. Tym razem o tym właśnie czy krem to zupa i czy zupa to krem, a także, czy można dodawać makaron do ogórkowej) i zasypiam w czerwonym fartuchu jak nieprzytomna. Śni mi się Tata, jak przebiera się za Mikołaja.
Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Dziś jadę na zakupy przedświąteczne (przypominam sobie, że jutro mam cały dzień terapii i dwa spotkania), a czwartek to już Wigilia. Mówię Mamie, że mogę nie zdążyć z łososiem i rybą w migdałach (czytam w jej oczach politowanie typu „dziecko, a ktoś ci wierzył, że zrobisz?”), ale zobowiązuje się kupić prezenty w jej imieniu. Zakładam adidasy (pobiegam sobie po centrum handlowym) i kurtkę puchową (no przecież jest zima) i jadę do miasta (znajomi śmieją się, że tak mówię, jakbym na wsi mieszkała. No gdyby brać pod uwagę drogę dojazdową pod mój dom, ilość psich odgłosów wieczorami i nie tylko- to na pewno nie spełnia to żadnych standardów miejskich). Nie zakładam, że można spotkać byłych narzeczonych w sklepie, a przecież wszyscy robimy zakupy w tym samym czasie.

– Hej. – No hej! (niby radość, ale popłoch). – Kiedy widzieliśmy się ostatnio? (To najgorsze pytanie, przypominające, że czasu w tym wieku nie liczymy już w tygodniach ani miesiącach, ale latach). – Chyba latem (zeszłego roku). – Nic się nie zmieniłaś (Facet kulturalny, z tak zwanego dobrego domu, a ja nerwowo masuję okolice oczu, co by wygładzić zmarszczki kryjące się pod korektorem. Tak, tak zdążyłam machnąć pędzlem na szczęście). – Jak E.? (Żona, którą wybrał zamiast mnie. E., co ty miałaś w sobie, czego ja nie miałam?!). – Bez zmian (Ha, ta zawsze wymijająca odpowiedź. Bez zmian czyli jak zwykle świetnie czy jak zwykle najgorzej?). – A Ty? (Co ja? Udaje, że nie wie, choć wie na pewno). – Też bez zmian (Odpowiedź beznadziejna i nieprawdziwa, bo właśnie ze zmianami i to dużymi). – Może kiedyś kawa? – Jasne. – Wesołych Świąt.

Mogłam chociaż koturny (dłuższa noga itede). Błyszczyk albo tusz na rzęsach (a ja tylko pacnęłam korektorem). Mogłam zabłysnąć intelektem, skoro reszty zabrakło. No jednak nie mogłam. Uśmiecham się z rozrzewnieniem. Miałam 18 lat, byłam taka zakochana. Całowaliśmy się w autobusie bezwstydnie, a ja wierzyłam, że tak będzie już zawsze. Przeglądam się w witrynie. Mam dokładnie dwa razy więcej lat i rzadko wierzę, że coś jest na zawsze. Jingle bells, jingle bells.

W Empiku Superniania w znakomitej formie. Wygląda świetnie, ale to nie jest najważniejsze. Matka dwóch dorosłych synów, spełniona żona- wybiera książki i emanuje spokojem. Mijamy się w drzwiach wyjściowych. Ściska mnie i pyta czy dostałam kartkę (kupiła, zapisała, wysłała pocztą!) i odchodzi, a ja jestem zatrzymana między bramkami, bo w mojej torbie alarm wyje na cały sklep,a ja wysypuję zawartość toreb na ziemię. Macham do niej, patrząc jak powolnym ruchem odchodzi do swoich spokojnych Świąt i zatrzymuję tę chwilę w kadrze. Dwa obrazki, dwa etapy życia. Może ja kogoś tak minę w przyszłym roku?

Pół godziny szukam auta (zawsze parkuję na -3, dlaczego dziś zaparkowałam na -2?!). Oczywiście gadałam przez telefon z dawno nie słyszaną przyjaciółką, którą przepraszałam za moje koszmarne całoroczne milczenie (Wybacz mi naprawdę). Przeprosiłam pół świata prócz jednej Pani, która przysłała mi słusznie krytycznego maila za niespełnione obietnice, ale miała rację do bólu, że mi słów zabrakło (Przepraszam z serca całego). To pewnie jedna setna kary za całokształt, a więc to auto nie może się znaleźć, bo to moja karma, więc przyjmuję ją z pokorą i z miłym nieznajomym panem, który ofiaruje się pomóc mi je znaleźć. Na koniec wręczam mu małą figurkę z aniołkiem, którego kupiłam na wszelki wypadek, być może przeczuwając, że w moim życiu więcej jest tych wszelkich wypadków niż u innych. – Dziękuję.

– Będzie miała Pani piękne święta – mówi na koniec. Nie jakieś tam „wesołych świąt” albo „szczęśliwego nowego roku”. Właśnie to. I jak tu nie wierzyć w magię Świąt?


Lifestyle Święta

„Jestem beznadziejna”, „znowu mi nie wyszło”, „to mnie przerasta” – te słowa zamieszkają w mojej głowie i kiedyś zacznę je powtarzać, Mamo

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
22 grudnia 2019
Fot. Flickr/Dane /

Poruszył nas ostatnio film, w którym nienarodzona jeszcze córka prosiła ojca, by ten zadbał o jej bezpieczeństwo. By zwracał uwagę na wszelkie gesty, słowa, które dyskredytują wartość kobiety. Taki list, Mamo, ty również powinnaś dostać.

Dlatego proszę cię, nie ograniczaj opieki nade mną tylko do wyczytanych w ciążowych poradnikach rad. Nie kieruj się wyuczonymi rozwojowymi sloganami. Nie składam się jedynie z lęku separacyjnego, ząbkowania, buntu dwulatka, trudnego szkolnego dorastania oraz nastoletnich błędów.

Mamo, w moim życiu ty będziesz zawsze najważniejszą osobą na świecie. Będziesz tą, którą będę podziwiać, która będzie dla mnie wzorem kobiecości – będę się jej uczyć od ciebie. Naśladując cię. Albo odwrotnie – robiąc wszystko by nie być taką jak ty.

Dlatego proszę cię:

dbaj o siebie

chcesz, by twoi najbliżsi byli szczęśliwi, zawsze zadowoleni? Stajesz na głowie chcąc dogodzić każdemu? A gdzie ty w tym wszystkim jesteś. Masz swoją przestrzeń, pamiętasz o sobie. Mamo proszę cię – dbaj o siebie. W zwykłej codzienności, ucz mnie, jak ja powinnam o siebie zadbać. Że każdego dnia ważne jest, by znajdować czas dla siebie i że nie ma to nic wspólnego z potępianym przez twoją matkę egoizmem. Dbanie o siebie, to możliwość dawania siebie innym, bo tylko samej będąc silną, świadomą swoich potrzeb, mogę być bliżej i bardziej dla tych, których kocham. Pokazuj mi, że mówienie: „Nie mam siły”, „Jestem zmęczona”, to nie przejaw słabości, bezsilności, ale pokazanie: „Ja też jestem ważna, pamiętajcie o tym”. Naucz mnie, że mam prawo do tego, by odpocząć i by inni to uszanowali.

nie dąż do perfekcji

niech słowo „perfekcja” nie będzie moim przekleństwem, nie chcę myć podłogi o północy, wstawać o świcie piekąc bułki i robić najlepsze torty na świecie, nie chcę dorównywać tobie w perfekcji kosztem twojej frustracji, która prędzej czy później stanie się i moim udziałem. Pokaż mi, że czasami na obiad można zjeść jajecznicę, że świat się nie zawali, gdy zostawisz brudne naczynia w zlewie, że nie trzeba spędzać każdego wolnego popołudnia mega wartościowo dbając o rozwój swój i dzieci, że czasami można jedynie obejrzeć kiepski rodzinny film i nic nie robić. Nie chcę biegać od jednych zajęć do innych i mieć poczucie, że cały czas daję z siebie za mało, że z czymś nie zdążę – nauczyć się japońskiego, grać na pianinie, przyrządzać ośmiornicy.

bądź uważna

zatrzymuj się. Rozglądaj się wokół siebie. Nie pędź jedynie w każdy dzień, w kolejne obowiązki, które sobie narzucasz. Zobacz, jestem smutna. A jutro może będę chciała ci powiedzieć coś ważnego. Zakochałam się. Zawiodła mnie przyjaciółka. Nie chcę kolejnej lalki, wyszukanego obiadu, kolejnych dodatkowych zajęć. Chcę ciebie. Chcę, żebyś mnie widziała, żebyś dostrzegała. Mnie i innych wokół. Żebyś przytulała, kładła się wieczorem ze mną, głaskała po głowie. Żebyś była otwarta na emocje innych, żebym wiedziała, że dla ciebie jestem ważna, ważniejsza do wizyty u kosmetyczki, od brudnych okien, od przyjaciółek. Nie, nie zawsze, nie codziennie, a wtedy, kiedy naprawdę ciebie potrzebuję. Twojej miłości i bliskości i zrozumienia. Kiedy mogę liczyć na twoją uważność.

znaj swoją wartość

nie powtarzaj: „jestem beznadziejna”, „znowu mi nie wyszło”, „to mnie przerasta” – te słowa zamieszkają w mojej głowie i kiedyś ja zacznę je powtarzać. A wolałabym mówić: „wiem w czym jestem dobra”, chciałabym móc za tobą uśmiechać się do siebie i mówić: „Brawo, świetnie ci poszło”. Albo „Nie udało się? Trudno. Idę dalej”. Pokaż mi, jak doceniać swoje małe talenty, jak cieszyć się z drobnych sukcesów, miłych zdarzeń. Nie mów: „Nic nie osiągnęłam”, mów: „Zobacz, jak wiele potrafię. Myślisz, że ktoś umie zrobić takie ozdoby na choinkę jak ja?”.

kochaj swoją kobiecość

pokazuj mi każdego dnia, że bycie kobietą to dar, a nie przekleństwo. Że z kobiecością się nie walczy, bo ona jest siłą. Naucz mnie być dumną z tego, że urodziłam się kobietą. Że kobiecość to nie, jak wyglądam. Nie każ mi być wiecznie na diecie, tak jak ty bywasz. Nie ucz, że ciało to narzędzie do osiągania celów. Że kobiecość to jedynie dekolt i krótka sukienka. Że służy tylko do uwodzenia mężczyzn, do zaspakajania ich potrzeb, a dla ciebie do wyciągania z tego korzyści. Pokaż, że kobiecość to wrażliwość, to tajemnica, to delikatność, to dobroć, to złożoność emocji, czasami brak racjonalizmu. Naucz, że kobieta to słabsza płeć, która potrzebuje opieki, poczucia bezpieczeństwa, ale potrafi sama też się obronić. Nie każ mi być jak facet, nie chcę nim być, nie mów, że oni mają w życiu łatwiej. Jestem kobietą, jak ty – pamiętaj proszę.

dokonuj wyborów w zgodzie ze sobą

nie rób czegoś, bo tak wypada, bo co ludzie powiedzą. Bądź pewna swoich wyborów, decyzji. Nie słuchaj, że to głupi pomysł, że nic z tego nie wyjdzie, że „po co ci to”. Jeśli Ty wiesz po co, idź w to. Wybieraj. Ucz mnie, że życie to wybory. Nie tylko między tym co dobre i złe, ale także tym co dobre dla mnie, choć niekoniecznie dla innych. Wybór to trwanie w zawieszeniu, ale też pójście do przodu. Wybór to strach, to obawy, milion wątpliwości, ale świadomość, że można go dokonać niech będzie twoją, a także i moją siłą.

mów o emocjach

opowiadaj o nich, nie tłum w sobie. Nie bój się ich okazywać. Pokazuj mi jak być złą, i że złość jest wpisana w naszą naturę. Ucz jak oswajać emocje, jak je wyrażać, by nie krzywdzić innych i siebie. Powtarzaj sobie i mnie: „Masz prawo do emocji, do bycia smutnym, przeżywania żałoby, rozpaczy. Masz prawo cierpieć po stracie. Tęsknić”. Emocje to nie sama radość. Wiesz, że wcześniej czy później się o tym przekonam. Pokaż mi, jak sobie z nimi radzić.

nie bądź niczyją zabawką

nie pozwól, by ktokolwiek traktował cię przedmiotowo. Jak dobry element rozrywki. Nie musisz być towarzyskim klownem, o którym zapomina się, kiedy kończy się impreza. Nie pozwalaj się obmacywać obcym facetom, śmiać się ze sprośnych żartów, bo kiedyś pomyślą, że tak samo mogą zachowywać się przy mnie. Spojrzeć, jak na głupią i bezrozumną, która dobrze pasuje do ich garnituru, a może jeszcze na chwilę do ich penisa. W końcu kobiety są takie łatwe. Wystarczy butelka wina. Tak, nauczyłaś mnie, że moją wartość określa liczba facetów, którzy mnie zaliczyli.

nie uciekaj w alkohol

nie zapijaj smutku winem, rozpaczy drinkiem. Nie świętuj każdej możliwej okazji alkoholem. Nie ukrywaj wina w kubku, w zwykłej szklance. Mamo, ja to widzę. W twoich szklanych oczach, w potarganych włosach, w twoim mało wyraźnym: „nie teraz kochanie, mamie jest smutno”, „mamusia musi się położyć na chwilkę”. W niestawianiu mi granic, co będę coraz skrupulatniej wykorzystywać, bo wiem, ze wstawiona pozwolisz mi na wszystko, bylebym ci dała święty spokój. Lubię, jak pijesz, bo później stajesz się najlepszą mamą na świecie. Smażysz naleśniki, zabierasz do kina, czytasz książkę. Do kolejnego drinka, do kolejnej alkoholowej drzemki wczesnym popołudniem, tuż po pracy. Nie pytaj mnie za kilka lat: „Nie za dużo pijesz?”

nie bądź ofiarą

pytasz, czy jestem szczęśliwa? A może wolisz nie widzieć, że mój mąż całkowicie mnie od siebie uzależnił, że nie mam własnego zdania, że od ciebie pożyczam pieniądze na buty zimowe, bo jego nie chcę prosić. Że nie lubię się odzywać w towarzystwie, że chętniej pobawię się z dziećmi na podłodze, niż usiądę z wami do stołu. Nie Mamo, wszystko w porządku. Przecież pokazałaś mi, kto rządził w naszym domu, kto decydował, w co się ubierzesz, kto wybierał ci przyjaciółki, kto mówił, żebyś rzuciła pracę, bo twoje miejsce jest w domu przy dzieciach. Nigdy się nie skarżyłaś, więc jak ja mam teraz to umieć, skąd wiedzieć, jak prosić o pomoc?

nie zgadzaj się na przemoc

przewróciłam się na schodach, to nic takiego. Kafle w kuchni były śliskie, ja głupia zapomniałam i poleciałam jak długa. Znasz te wymówki? Aż zbyt dobrze? Też myślę, że w nie uwierzysz, jak ty byłaś pewna, że ja wierzę w twoje. A ja zatykałam uszy, kiedy budził mnie jego krzyk i twój głośny szept, prośby, by się uspokoił. Czasami skulona wchodziłaś do mojego pokoju i bardzo ostrożnie kładłaś się obok mnie. A rano z uśmiechem robiłaś kawę, śniadanie. Nie pytałam, bo nie chciałam po raz kolejny usłyszeć o niezamkniętej szafce… Mamo, spokojnie, ty w końcu też przestaniesz mnie pytać, co się stało.

Mamo, przejrzyj się w lustrze. Będę twoim odbiciem. Moje życie będzie wyglądać, jak twoje – do złudzenia podobne lub wypaczone przez krzywe zwierciadło. Ale to wciąż będę ja, która dzisiaj przeglądam się w tobie. Chcę być taka jak ty – taka piękna, mądra i kochana. Zawsze taką będę ciebie widzieć. Ty we mnie zobaczysz siebie. Za jakiś czas.

Co widzisz?


Zobacz także

Obalamy powszechne mity na temat odchudzania. Dość z nieudanymi dietami

Samotne macierzyństwo to radość pomieszana ze strachem… i czasami bezsilność…

„Halo… Chyba potrzebuję pomocy”. Bardzo ważna kampania. Zobaczcie i włączcie się

http://best-cooler.reviews

заказать женский возбудитель