Lifestyle

Pielęgniarka z Centrum Zdrowia Dziecka: To mnie obraża. Walczymy o wasze dzieci, dlaczego nikt nie walczy o nas?!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
9 czerwca 2016
Wikimedia / Piotr VaGla/
 

– Dziękuję wam za to, że jeszcze wam się chce, że macie siłę do walki, że wierzycie, że można coś zmienić. Starsza pielęgniarka dziękowała nam, strajkującym koleżankom, bo ona już nie miała siły, nie miała nadziei. W oczach miała łzy. Zostały jej dwa, trzy lata pracy, chce tylko dotrwać do końca. Ale my, młodsze mamy walczyć. Mamy upominać się o to co nasze, mamy prawo żądać godnego traktowania.

16 dni strajku, 16 dni walki o to, by ktoś nas zobaczył, by usłyszał, by w końcu potraktował poważnie. Podpisano porozumienie, strajk zakończono. Władza klepie się po opasłych brzuchach, bo w końcu kryzys został zażegnany, a oni sobie przypiszą sukces ugaszenia tego pożaru. Dyrekcja Centrum Zdrowia Dziecka może roześmiać się nam w twarz, może nam dzisiaj powiedzieć: „Widzicie, gdzie wasze miejsce? Zapamiętajcie dobrze to, co się stało. Niech jedna nauczka wam wystarczy. Nie próbujcie więcej się wychylać”.

Po pierwsze zostałyśmy oplute

Przez media, przez ludzi, na których wsparcie liczyłyśmy. Do matek jednego z naszych szpitalnych dzieci podszedł dziennikarz komercyjnej stacji i spytał: „Szukam negatywnych opinii na temat pracy pielęgniarek. Mogłaby Pani coś powiedzieć?”. Kiedy odpowiedziała, że nie ma nic złego do powiedzenia, poszedł szukać dalej.

Dlaczego ci rodzice, którzy tak chętnie wypowiadali się o fatalnej pracy pielęgniarek z CZD nie powiedzieli, że ich dzieci nigdy nie były pacjentami szpitala? Dlaczego nabrano wody w usta, zaczęto nas obrzucać błotem. Mówić, jakie jesteśmy chciwe i zawistne.

Dlaczego nikt nie wszedł na oddział, nie towarzyszył nam w pracy, nie widział, jak wielu mamy pacjentów, a jak nieproporcjonalnie dużo papierkowej roboty. Dlaczego nikt nie spędził dnia u boku pielęgniarki? Nie znam żadnej, która pracowałaby tylko na etacie w szpitalu? Każda, aby godnie żyć, musi dorabiać. Dlaczego podczas strajku nikt o tym nie powiedział głośno? Dowiedziałyśmy się o sobie, że jesteśmy leniwe, zależy nam tylko na pieniądzach, a zdrowie małych pacjentów stawiamy na szarym końcu… No tak, ale przecież my jesteśmy od picia kawy… zapomniałam.

Po drugie pokazano nam, gdzie nasze miejsce

Może jakby stanęli za nami górnicy i zaczęli palić opony przed sejmem, coś byśmy wskórały, coś osiągnęły. Ale nie. My jesteśmy grupą ciężko pracujących kobiet. Naiwne, które kształcą się za swoje pieniądze, które uczą się w czasie wolnym, które same bez pomocy państwa i szpitala edukują się, by móc pomagać lepiej.

Więc skoro jesteśmy takie głupie, że chcemy się rozwijać, że decydujemy się na pracę, którą kochamy, za głodowe stawki, to można nas traktować jak śmieci nie mające prawa głosu.

Koleżanka usłyszała rozmowę dwóch lekarek: „Te pielęgniarki to pi*dy. My położyliśmy wypowiedzenia i dla nas od razu pieniądze się znalazły”. Tak, my też byśmy mogły położyć wypowiedzenia. Ale nie mamy oszczędności, nie mamy możliwości przejścia do pracy na lepszych warunkach. To jak pułapka – inny szpital da mi 200 złotych więcej, ale nie wiem, co mnie tam czeka. Czasami lepiej wybrać znane zło, niż nieznane. Lekarze takich dylematów nie mają. Do ratowania życia dziecka zawsze ktoś musi się znaleźć. A my? Jak szara masa musi zapełniać szpitalne korytarze.

Nie znam pielęgniarki, która odeszłaby od łóżka ciężko chorego dziecka, która by z godziny na godzinę powiedziała: „Nic mnie nie obchodzi, że ono potrzebuje opieki. Nie płacą mi, odchodzę”. Nie znam takiej. Ale my też jesteśmy ludźmi, my też nie jesteśmy w stanie pracować półtora etatu i cieszyć się z pensji, którą każdego miesiąca otrzymujemy. Czy po to się uczyłam, kończyłam studia, żeby teraz uczciwie pracując nie móc wysłać swojego dziecka na dodatkowy angielski, by nie móc wyjechać za granicę na wakacje? Ja nie chcę pieniędzy za nic. Chcę dostać godziwe wynagrodzenie za to, co robię, z wzięciem pod uwagę odpowiedzialności, która w pracy na mnie spoczywa. Czy to jest nieuczciwe, tak trudne do zrozumienia?

Po trzecie roześmiano się nam w twarz

300 złotych brutto podwyżki. Tak, skaczmy do góry, cieszmy się, ogłośmy sukces. WOW. Im dłużej trwał strajk, tym w nas było mniej nadziei. Nikt się za nami nie wstawił, nikt nas nie poparł. Zbyt dużo interesów w szpitalu myje ręce kolejnym osobom, by opłacało się komukolwiek zwrócić na nas uwagę, zawalczyć razem z nami. Dlaczego lekarze nie powiedzieli: „Popieramy nasze pielęgniarki, w geście solidarności przyłączamy się do ich strajku. Zasługują na godziwe warunki pracy”? Niee, bo każdy lekarz wie, że jak dostaniemy więcej pieniędzy w szpitalu, to kto przyjdzie do ich prywatnych klinik, która pielęgniarka będzie musiała dorobić?

Młode dziewczyny wynajmują w Warszawie mieszkanie w trójkę, czwórkę. Mieszkają we dwie w jednym pokoju! Jak one mają sobie ułożyć życie, jak cieszyć się z tego, że mają pracę, skoro nie mogą dzięki niej spokojnie i godnie żyć. Przecież dane czarno na białym pokazują, że tylko 1/3 pielęgniarek po skończonych studiach pracuje w zawodzie. Większość dziewczyn wyjeżdża za granicę. I nawet jak kiedyś ktoś łaskawie da im za pracę w szpitalu 3,5 tysiąca złotych, to która zdecyduje się wrócić?

300 złotych… Angielski mojego dziecka, na który mnie nie stać w Warszawie kosztuje 1500 złotych…Strajk się zakończył porażką. To porażka nie pielęgniarek, to porażka rządu i dyrekcji Centrum Zdrowia Dziecka. To pokazanie, jak nami pogardzają, jak się z nami nie liczą i jak mają nas za nic, dając nam jałmużnę w postaci „wypracowanego porozumienia”. Walczyłyśmy, wierzyłyśmy, że coś uda się w końcu zmienić. Ale opadałyśmy z sił, z nadziei, której było coraz mniej. Bo jak walczyć, gdy wszyscy są przeciwko tobie? Nikt nie dałby rady.

Wracamy do pracy pokonane. Nie chcemy klepania po ramieniu, współczujących spojrzeń… Nie wiem tylko, co powiem tej starszej koleżance, która tak w nas wierzyła ze łzami w oczach dziękując za wolę walki, której dziś już we mnie nie ma…


wysłuchała: Ewa Raczyńska 


Lifestyle

Nocne sowy kontra ranne ptaszki. Znajdź 7 różnic

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
10 czerwca 2016
Fot. iStock / Leonardo Patrizi
 

To czy jesteś nocną sową czy rannym ptaszkiem jest w dużej mierze zapisane w twoich genach – mówią naukowcy. Więc jeśli twoja mama albo tata lubili „posiedzieć sobie” do późna, jest duża szansa, że i ty będziesz lubił bardzo długie wieczory. A jak to wpłynie na twoje życie i możliwości wykorzystywania życiowych szans? Zdaniem badaczy dzieci o wyższym poziomie inteligencji dużo częściej wyrastają na dorosłych, którzy kładą się spać późno, niezależnie od tego, czy to środek tygodnia, czy weekend. Jednak ranne ptaszki zdają się być lepiej zorganizowane i przygotowane do odnoszenia sukcesów, bo częściej przejmują inicjatywę. I nocne marki i poranne skowroneczki mają swoje mocne i słabe strony. Niektóre nawet bardzo zaskakujące!

1. Ranne ptaszki to perfekcjoniści, nocne sowy to ludzie przedsiębiorczy

Według badań przeprowadzonych na Uniwersytecie w Barcelonie, w Hiszpanii, ludzie, którzy wstają skoro świt są bardziej wytrwali w dążeniu do celu i mniej narażeni na poczucie chronicznego zmęczenia, frustrację i depresję. To perfekcjoniści. Nocne sowy są za to bardziej skłonne angażować się w działania ekstrawaganckie, wymagające impulsywności i chętnie poszukują nowych, nieoczywistych rozwiązań. Są lepszymi przedsiębiorcami.

2. Ranne ptaszki budzą się z uśmiechem, nocne sowy marszcząc brew

Jeśli lubisz być aktywny do późnych godzin, gdy zadzwoni poranny budzik naciskasz jeszcze kilka razy przycisk z napisem „drzemka”, euforia pojawi się u ciebie grubo po 18-tej. Co ci lubią rano wstawać, witają za to pierwsze promienie słońca z uśmiechem.

3. Ranne ptaszki przejawiają więcej inicjatywy, ale nocne sowy są… mądrzejsze

Cóż, sukces nie zawsze jest uzależniony tylko i wyłącznie od poziomu inteligencji.  Ale wyniki testów łączących sobie elementy matematyki, czytania ze zrozumieniem, „pamięciówki” i zadania sprawdzające refleks wypadły jednoznacznie na korzyść nocnych sów. To oczywiście nie oznacza, że jedynie nocne sowy są skazane na sukces.

4. Ranne ptaszki piją herbatkę, nocne sowy sięgają po kieliszek

Skowroneczki częściej zaparzą sobie sobie aromatyczny napój w filiżance, nocne marki sięgną po kofeinę (kawa i cola) oraz alkohol i nikotynę. Te ostatnie słabości są ściśle związane z nocnym trybem życia J.

5. Ranne ptaszki są bardziej kreatywne wieczorem, nocne sowy zaś – rano

Zaskakujące, prawda? „Szczyty kreatywności” przypadają na okres rozluźnienia, wtedy kiedy przedstawiciele obu grup działają poza „swoimi” godzinami. W badaniu przeprowadzonym w 2011 roku okazało się, że wnikliwe problemy wymagające twórczego myślenia lepiej rozwiązane były przez uczestników obu „obozów” w teoretycznie niekorzystnych dla nich godzinach. Wybuchy kreatywności pojawiają się bowiem najczęściej w okresach zmęczenia psychicznego.

6. Ranne ptaszki są starsze, nocne sowy młodsze…

Choć nie jest to sztywna reguła. Poobserwujcie jednak swoich dziadków i rodziców, a zauważycie jak często z wiekiem nabywamy tendencję do wcześniejszego zasypiania i wczesnego wstawania.

7. Ranne ptaszki kochają śniadania, noce sowy – kolacje

Nasze ulubione godziny aktywności nie tylko wpływają na nasze nastroje, wybór używek i stosunek do pracy, ale również na to jak się odżywiamy. Podczas gdy ranne ptaszki wstają wcześnie i celebrują zdrowe śniadanie czytając poranne wiadomości, nocne sowy zrywają się z łózka późno, zjadają w pośpiechu byle co. Wieczorem za to lubią naprawdę dobrze zjeść.

A wy kim jesteście? Nocną sową, czy rannym ptaszkiem?


Źródło:


Lifestyle

„Pogaduchy do poduchy…”. O czym rozmawiamy w łóżku?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
9 czerwca 2016
Fot. iStock / mediaphotos

Łóżko, wy dwoje i niezręczna cisza. A może nie? To ja wyglądają wasze ostatnie rozmowy przed snem mówi bardzo dużo o waszym związku i o tym, jak wygląda komunikacja między wami. Moment, kiedy po ciężkim dniu i udanym intymnym – sam na sam – przytulacie się do siebie w sypialni, to idealna chwila na zacieśniające więzy pogaduchy do poduchy, czyli rozmowy o was i waszych emocjach, a nie o dzieciach, zakupach i planach spłaty kredytu.

8 tematów na pogaduchy do poduchy:

1. Seks

Atmosfera się rozluźniła, oczyściła, jesteście oboje w dobrych nastrojach, można na spokojnie porozmawiać o tym, jak wygląda wasze życie intymne, jakie macie marzenia, fantazje, oczekiwania (delikatnie!). Takie rozmowy są bardzo ważne dla każdego związku, o seksie po prostu warto i trzeba rozmawiać, jeśli ma być on elementem cementującym wasz związek.

2. Urlop

Niech sielanka trwa. Warto rozmarzyć się trochę i pogawędzić o tym, co przyjemne i może wcale nie aż tak odległe. Zaplanować wyjazd, jeśli to możliwe, tylko we dwoje. A jeśli nie we dwoje, to chociaż do takiego miejsca, które wam obojgu przypadło do serca.

3. Jak to było?

Jeśli nie teraz, gdy jesteście tak blisko, to kiedy? To doskonały moment, żeby powspominać: pierwsze spotkanie, pierwszą randkę, pierwszą wspólną noc…Tych rozmów nigdy nie za dużo. Tylko nie bądźcie zbyt dociekliwi. To, że partner nie pamięta dokładnie koloru bluzki, w którą byłaś ubrana, gdy zobaczył cię pierwszy raz, nie oznacza, że już mu nie zależy ;).

4. Marzenia

O kawałku ziemi nad rzeką i małym, drewnianym domku, w którym moglibyście spędzać letnie weekendy. O kursie językowym, o nowym domu, o podróży, którą planujesz od dziecka. Z najbliższą osobą takie rozmowy są jeszcze bardziej magiczne, jeszcze bardziej intymne.

5. Sprawa, która nie daje ci spokoju

Czujesz, że to ten moment, kiedy możesz być do końca szczera, kiedy powiesz, to co czujesz i przytulisz się, wiedząc, że on cię wysłucha, że cała jego uwaga jest skupiona tylko na tobie.  Okaż zaufanie, podziel się tym, co od dawna nosisz w sercu. Zdradź tajemnicę, powiedz o tym, co boli, albo przeciwnie sprawia ci ogromną radość.

6. Wasza przyszłość

Ta niedaleka. Może skoro jest tak dobrze, warto pomyśleć o tym, by zrobić kolejny krok w tym wspólnym życiu?

7. Wasze cele

Te indywidualne, osobiste. Zaplanowane na razie tylko na papierze, a może już w trakcie realizacji. Opowiadajcie sobie o nich, bądźcie szczerzy: jesteście tu na równych prawach.

8. Miłość

W słowach najprostszych, bo takie są najpiękniejsze. Bez „zadęcia”, patosu i wymuszonego romantyzmu. Z serca, ze szczerego uczucia, z bliskości i uniesienia, które trwa. Komplementy wypowiedziane w łóżku mają leczniczą moc: uzdrawiają nas z kompleksów i sprawiają, że czujemy się podwójnie wyjątkowo.

Pogaduchy do poduchy łączą dwoje zakochanych jeszcze mocniej emocjonalnie i fizycznie i sprawiają, że w ogóle łatwiej jest im się porozumieć w innych, o wiele bardziej prozaicznych kwestiach. A dokąd was te rozmowy zaprowadzą jeszcze tego samego wieczoru, zależy już tylko i wyłącznie od was samych 😉


Zobacz także

magia świąt

Czym jest myślenie magiczne i skąd się bierze

Mity na temat staników, w które prawdopodobnie wciąż wierzysz

Luz jest fajny, ale... „Zawsze wyglądaj tak, jakbyś miała spotkać miłość swojego życia. Albo najgorszego wroga”

Luz jest fajny, ale… „Zawsze wyglądaj tak, jakbyś miała spotkać miłość swojego życia. Albo najgorszego wroga”