Lifestyle

Oh!Mamo, to już weekend! Akcja „Oh!Mamo – jestem kobietą” wyzwanie #5

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
12 maja 2017
Fot. iStock
 

Oh!Mamo, to już weekend! Czy jesteście gotowe na… odpoczynek? Przyjemności i czas dla siebie?

Pora spojrzeć sobie w oczy i szczerze odpowiedzieć na pytanie: „Kiedy ostatni raz zrobiłam coś tylko dla siebie?”. Jeśli odpowiecie od razu – gratulacje, jeśli z przerażeniem wracacie myślami do zeszłego tygodnia, a po chwili do minionego miesiąca… Oj, pora na zmiany.

A to nie lada wyzwanie dla kobiety, szczególnie mamy! Dlatego dzisiejsze wyzwanie polega na zaplanowaniu czasu na własne przyjemności czy odpoczynek. Deadline – ten weekend, bez wykrętów!

Jesteście gotowe? Do dzieła!

Nie zapomnijcie nam napisać, co zaplanowałyście dla siebie i dlaczego? Zaproszenia na konferencję  – czekają 😉 .

Wyzwanie #5

Nasze piąte wyzwanie to:

Napisz nam, co PRZYJEMNEGO (tak, przyjemnego dla CIEBIE) zrobisz w ten weekend. Oh!Mamo, to już weekend! Gotowa, żeby zaplanować wreszcie czas dla siebie?

Co trzeba zrobić?

Być z nami! Przez najbliższe dni będziemy zachęcać was pochylenia się nad sobą, do zrozumienia, że powinniśmy być dla siebie ważne, powinniśmy mierzyć się z własnymi lękami i ograniczeniami. Będziemy pytać, co dla was znaczy być kobietą, czym jest dla was kobiecość.  Bądźcie w tym czasie z nami i pod artykułami piszcie swoje komentarze.

Najfajniejsze komentarze, zwłaszcza tych najbardziej aktywnych uczestniczek po zakończeniu akcji nagrodzimy podwójnymi zaproszeniami na naszą konferencję , która odbędzie się 27. maja w Warszawie, w Fortach Mokotów, a dokładnie w Studio 99. .

Akcja trwa od 08.05.2017 do 22.05.2017 roku. Wyniki akcji zostaną opublikowane do dnia 24.05.2017 roku na stronie ohme.pl.

Regulamin akcji znajdziecie TUTAJ.


Lifestyle

15 najbardziej toksycznych myśli, które uniemożliwiają ci osiągnięcie wewnętrznego spokoju i poczucia szczęścia

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
13 maja 2017
Fot. iStock/castenoid
 

Negatywne myślenie często „włącza się” nam automatycznie, bez naszej świadomości. Nasz mózg ma tendencje do działania na „autopilocie”, odtwarzając te same schematy myślowe. Wielu z nas uważa, że nie ma wpływu na te myśli i poddaje się ich negatywnemu działaniu. Mówiąc najprościej, toksyczne myślenie potrafi sparaliżować nas do tego stopnia, że uniemożliwia nam szczęśliwe, zdrowe życie. W dzisiejszym świecie, myśleć pozytywnie 24/7 jest oczywiście czymś nierealnym, ale możemy pracować nad tym, aby zmienić niektóre z negatywnych myśl i bardziej optymistyczne spojrzeć na swoje życie.

15 najbardziej toksycznych myśli, które uniemożliwiają ci osiągnięcie wewnętrznego spokoju i poczucia szczęścia

1. Nie jestem wystarczająca dobry

Niestety, wielu z nas żyje z takim przeświadczeniem, a nawet pozwala mu stanąć na drodze do sukcesu, miłości i szczęścia. Uwierzyć we własną wartość – to już połowa życiowego sukcesu.

 2. Nie mam celu w życiu

Jeśli czujesz, że twoje życie jest bezcelowe, pomyśl o tym, co cię interesuje, co lubisz. Może ta droga doprowadzi cię do celu? Spędzaj więcej czasu na robieniu tego, co kochasz. Nie szukaj jakiejś wielkiej misji, nie zastanawiaj się nad tym, że nie dokonałeś „niczego wielkiego”. Spokojne, szczęśliwe życie to już cel, sam w sobie.

3. Jestem bezwartościowy

Presja jest olbrzymia. Boimy się zawieść – ukochaną osobę, rodzinę, przyjaciół, szefa. Pamiętaj – nikt nie jest doskonały, wszyscy popełniamy błędy. Przestań się tak mocno nimi przejmować, potraktuj je jako cenne doświadczenia.

4. Życie jest zbyt trudne/skomplikowane

Nie jesteś jedyną osobą, która czuje w ten sposób. Jednak prawda jest rzeczywiście  taka, że życie to w dużej mierze przygoda, podczas której głównie rozwiązujesz problemy…  Wyznacz sobie cele, realizuj je krok po kroku, bez pośpiechu.

5. Nie będę szczęśliwy, dopóki…

Zatrzymaj się tutaj, powiedz: „stop”. Szczęście osiągniesz wtedy, kiedy je do siebie sam dopuścisz…Warunkiem jest to, żebyś nie szukał go w jakiś „spektakularnych” wydarzeniach życiowych. Posłuchaj ulubionej muzyki, zadzwoń do przyjaciela, przytul się do osoby, którą kochasz.

6. Jest zbyt późno, aby zmienić swoje życie

Jeśli w to uwierzysz, nigdy tego nie dokonasz. To tylko kiepska wymówka, dla tych, którzy boją się odważyć sięgnąć po marzenia, wyjść z trudnej sytuacji, zakończyć toksyczny związek.

 7. Nie jestem gotowy

Cóż, chyba nikt nie jest nigdy „do końca” gotowy. Musisz się odważyć i zobaczyć, dokąd zaprowadzi cię ta twoja odwaga, dokąd zabiorą cię twoje decyzje.

8. Nie mam czasu

Żaden z nas nie ma nadmiaru czasu, ale niektórzy potrafią nim po prostu lepiej gospodarować, bo znają swoje priorytety, wiedzą, co jest dla nich w danej chwili najważniejsze.

 9Nie pasuję tutaj

Jeśli czujesz się jak „obcy” , nie martw się – każdy z nas jest w jakiś sposób „inny”. Nie dopasowuj się na siłę, jeśli czujesz, że to „nie twoja bajka”. Bądź sobą, tylko w ten sposób znajdziesz prawdziwych przyjaciół

 10Nie jestem w niczym dobry

To bardzo toksyczne i krzywdzące stwierdzenie. Jeśli nie czujesz się dobrze w czymkolwiek i bardzo cię to „dołuje”, zrób listę rzeczy, które lubisz robić i które przychodzą ci z łatwością.

11. Nikt mnie nie lubi

To naturalne, że chcesz czuć się zaakceptowany jako część grupy, ale pamiętaj, że najważniejsze to akceptować samego siebie. Odpowiedni ludzie zjawią się, jeśli będziesz podążał za głosem serca.

12. Czuję się gorszy

Porównywanie się do innych jeszcze nigdy nie wyszło nikomu na dobre. Zawsze okaże się, że ktoś jest od ciebie w czymś lepszy, że komuś powodzi się lepiej. Nie oglądaj się na innych, skoncentruj się na sobie.

13. Ja/moje życie to niepowodzenie

To, że odniosłeś w swoim życiu porażki, nie oznacza, że jesteś nieudacznikiem. Każdy ma prawo się pomylić, każdy również ma prawo nad sobą pracować, próbować zmienić swoje życie, jeśli toczy się ono złym torem. Wszystko, co najlepsze przed tobą.

14. Przyszłość jest przerażająca

Rzeczy, które nie możemy przewidzieć często wydają nam się straszne. Nie lubimy poczucia niepewności, więc… zaakceptujmy je. Musimy żyć „tu i teraz”, bo wszystko, co mamy, to ta jedna chwila na Ziemi.

 15Moje marzenia/cele są niemożliwe do zrealizowania

Tylko wtedy, kiedy z góry założysz, że tak właśnie będzie…


 

Na podstawie:


Lifestyle

„Obiecałam ci, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Dziękuję, że mogłam być twoją żoną. Kiedyś jeszcze się spotkamy”

Magdalena Lis
Magdalena Lis
12 maja 2017
Fot. iStock / splendens

Książę z bajki

Już na początku liceum wiedziałam, że szybko założę rodzinę. Że los postawi na mojej drodze księcia z bajki, który wsunie na moją stopę zagubiony pantofelek, albo obudzi mnie pocałunkiem, kiedy będę spała. Moi rodzice nie byli zachwyceni, kiedy oznajmiłam im, że nie wybieram się na studia. Jak ja – ich wychuchana córeczka, mogłam tak zawieść i rozczarować. W ramach buntu wobec mojej decyzji, zakręcili mi finansowy kranik. Maturę zdałam z wyróżnieniem. Chwilę później zaczęłam pracę w osiedlowym markecie. Dlaczego tak upierałam się przy swoim? Bo był Bartek, a ja byłam zakochana.

Fura, skóra i komóra

Byliśmy w małym klubie, gdzie piliśmy tanie wina i rozmawialiśmy o naszym prawie już dorosłym życiu. On siedział w rogu loży, miał przyniszczoną skórzaną kurtkę, bawił się telefonem. Czasem coś przytakiwał, sam mówił niewiele, za to nieustannie się uśmiechał. Nie tańczył. W pierwszym momencie miałam go za nadętego bufona, ale jego uśmiech mnie obezwładniał. Kiedy za oknami zaczynało już świtać, spytał  naszego wspólnego kumpla, czy może mu podstawić furę’. Damian wstał kiwając znacząco głową. Parsknęłam śmiechem, zerknął na mnie, ale nic nie powiedział. Chwilę później Damian postawił obok niego wózek inwalidzki i pomógł mu się przesiąść na niego. Nigdy w życiu się tak nie wstydziłam.

Nic się nie martw

Znalazłam jego profil na naszej klasie i go przeprosiłam. Umówiliśmy się nazajutrz. Później było drugie i kolejne spotkanie. Szybko wybuchło uczucie między nami. Euforia, która mi towarzyszyła, kiedy byłam przy nim, była mi dotąd nieznana. Kiedy powiedziałam rodzicom, że mam chłopaka zarządzili, żebym go przyprowadziła. Nie uprzedziłam ich, że Bartek jest trochę inny, że choruje. Obiad przebiegł w chłodnej atmosferze, ojciec poprosił mnie na stronę. Dostałam reprymendę, że jestem młoda, powinnam się uczyć, żyć, bawić, i że nie taki powinnam pchać wózek. Byłam zakochana, a rodzice rozbijali moje marzenia ostrymi słowami. Ojciec nie był dyskretny, Bartek słyszał naszą rozmowę. Miał wiele taktu, został do deseru, potem nieśmiało zakomunikował, że jest już nieco zmęczony. ‘Nic się nie martw’ – usłyszałam, kiedy opuściliśmy próg mojego domu.

Papierek papierkowi nierówny

Był starszy ode mnie o cztery lata. Mimo zdiagnozowanego dziecięcego porażenia mózgowego, dzięki wieloletniej rehabilitacji, był sprawny intelektualnie, świetnie znał się na informatyce, miał przyznaną rentę, pracował też zdalnie w domu. Nie mogłam wyjechać z miasta, bałam się, że próba czasu w naszym przypadku się nie sprawdzi, że nasza miłość tej rozłąki nie przetrzyma. Ze strony rodziny i bliskich nie otrzymałam empatii ani zrozumienia. Dziwili mi się, że pakuję się w bagno, w którym ugrzęznę. Bartek nalegał, żebym nie rezygnowała z marzeń, choć dla mnie te studia to był tylko papierek. W sylwestrową noc to ja mu się oświadczyłam. „Przecież ślub to tylko papierek, jesteś pewna?” – pytał mnie wiele razy. To prawda, ale dla mnie ten miał mieć inną rangę ważności.

Kto pierwszy ten lepszy

Pobraliśmy się, wynajęliśmy niewielkie mieszkanie. Pracowaliśmy, cieszyliśmy się życiem i sobą, chodziliśmy na spacery. Nieopodal naszego domu był niewielki zalew, a tuż przy nim ścieżka rowerowa. Wsiadłam na rower, tuż obok mnie sunął Bartka wózek. „Kto pierwszy ten lepszy” –  rzucił hasło i zaczęliśmy się ścigać. Jedno z kół niefortunnie najechało na duży kamień, Bartek upadł na ziemię. Karetka zawiozła go do szpitala, a tam wstępna tomografia, a potem rezonans rzuciły nam kłody pod nogi. Guz mózgu – tak brzmiała diagnoza. Szczęście w nieszczęściu – to miało być tylko kontrolne pourazowe badanie. Ale jak to, przecież nie było żadnych objawów – byliśmy oboje  w szoku. Panikowałam, zalewałam się łzami. Modliłam się do Boga, żeby uczynił cud, żeby to była nieprawda. „Nieoperacyjny” – powiedzieli lekarze. Bartek w przeciwieństwie do mnie był oazą spokoju. „Wygram z tym rakiem”- powtarzał. Teraz tak na poważnie się „pościgamy” – podobnie jak w momencie poznania obezwładniał mnie swoim uśmiechem.

A ja będę twym aniołem

Zaczęła się walka o każdą wspólną chwilę. Nie liczyło się dla mnie nic innego, jak tylko spędzać z nim jak najwięcej czasu, być uważną na jego potrzeby, wspierać go i dawać nadzieję. Pukałam od drzwi do drzwi, od lekarza do lekarza, szukałam alternatywnych rozwiązań. Wiedziałam, że życie podarowane jest nam na chwilę, ale chciałam, żeby ta z nim trwała bez końca. Codziennie pytałam go, co go dziś ucieszyło, podkreślałam, jak bardzo go kocham. Od momentu feralnej diagnozy zauważyliśmy, że przegapiliśmy jej pierwsze symptomy zwalając je na niepełnosprawność wynikającą z Bartka choroby. Z dnia na dzień było coraz gorzej. Którejś nocy, kiedy myślałam, że Bartek śpi szeptałam tuż nad jego głową, że co ja zrobię, kiedy mi go kiedyś zabraknie. Nie spał. Odwrócił się i zanucił mi piosenkę: „A ja będę twym aniołem, twą radością, smutkiem żalem, będę gwiazdką na twym niebie, będę zawsze obok ciebie”.

Zabierz mnie nad morze

Drzwi naszego domu się nie zamykały, choć życie zweryfikowało kilka przyjaźni. Pewnego dnia Bartek, tuż po obiedzie, powiedział mi znienacka: „Zabierz mnie nad morze”. Szybko skrzyknęłam znajomych, starym granatowym busem trzy dni później słuchaliśmy rozbijających się o brzeg fal na plaży w Międzyzdrojach. Nigdy nie widziałam go tak szczęśliwego. Był bladziutki, wystawiał nos do słońca. Śmiał się, schylał się po muszelki i kamienie, żartował. Tak bardzo chciałam wierzyć w cud, w to, że będzie jeszcze zdrowy. Po powrocie do domu jego stan znacznie się pogorszył. Wtedy z jego ust padła kolejna prośba. Błagał, bym nie zawoziła go do szpitala.

Choć w snach do mnie przyjdź

Widziałam, że odchodzi. Trzymałam go za rękę, czytałam mu jego ukochane kryminały. Myłam, pielęgnowałam. Zorganizowaliśmy szpitalne łóżko z materacem przeciwodleżynowym. Nie mogliśmy już porozmawiać, marzyłam, by chociaż zaczął przychodzić do mnie w snach. W pracy wzięłam urlop, chciałam do końca być przy nim. Nigdy nie podjęłam studiów, tymczasem przy moim boku miałam najlepszego wykładowcę na świecie. Człowieka, który nauczył mnie miłości i czerpania radości z życia. Nauczył mnie pokonywania słabości, pokory, doceniania.

Oraz że cię nie opuszczę…

Człowiek jest zwierzęciem stadnym, być może jeszcze kogoś poznam, na ten moment chcę być sama. Kiedy patrzę na inne pary, które mijam na ulicach, jest we mnie żal. Pozwalam sobie czasem na łzy, nie jestem supermenką, nie muszę, nikt ode mnie tego nie wymaga. Żałuję, że nie zdążyliśmy mieć dzieci, myślę, że mała uśmiechnięta buzia wynagradzałaby mi wszystkie smutki. W dzień pogrzebu wsunęłam mu do kieszeni marynarki maleńką karteczkę. Brakowało mi słów, a czułam, że potrzebne jest nam ostatnie pożegnanie. ‚Byłeś trochę inny niż wszyscy, ale lepszego ciebie nie mogłam sobie wymarzyć. Obiecałam ci, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Dziękuję, że mogłam być twoją żoną. Kiedyś jeszcze się spotkamy.’ Wierzę, że ją przeczytał.  Od zawsze wierzyłam w cuda.


Zobacz także

Niesamowita farba do włosów, która zmienia kolor pod wpływem ciepła!

przepisy na wodę

Jak i z czym najlepiej pić wodę, żeby nam naprawdę smakowała? Podajemy kilka przepisów

Kiedy ja walczyłam o życie, mój mąż miał romans. Nie umiem wybaczyć. Dziś marzę, by móc zasnąć i z uśmiechem się obudzić

сиалис 20 мг

plasticsurgery.com.ua

сиалис софт инструкция по применению