Lifestyle

„Odejdź, jesteś głupia”, czyli czego uczy chłopca zły stosunek ojca do jego matki

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
15 maja 2017
Fot. iStock/Peopleimages
 

Jedna z moich znajomych udostępniła kiedyś na swoim owym profilu taki cytat : „Najlepsze, co mężczyzna może dać swojemu synowi, to pokazać mu jak bardzo kocha jego mamę”.  W pierwszym momencie zgodziłam się w myślach z tymi słowami, ale potem pomyślałam, że przecież nie zawsze tata dziecka kocha jego matkę, a czasem kocha ją, ale to jest zła miłość, ta, która bardziej krzywdzi, niż uszczęśliwia. Poza tym, rolą ojca jako rodzica jest przecież jest cała masa zupełnie innych rzeczy, składająca się na wychowanie. A co do jego relacji z matką syna czy córki, najważniejsze, co można w tej sprawie dziecku przekazać, to szacunek.

Moja przyjaciółka rozstała się właśnie ze swoim partnerem i samotnie wychowuje trzyletniego synka. Chłopiec chodzi do przedszkola, jest wesoły, czuły i bardzo kocha swoją mamę. Tatę kocha też, choć trochę się go boi. Z mamą jest dobrze, spokojnie. Ale kiedy jej syn się złości, w emocjach wykrzykuje słowa, dobrze znane, bo słyszane wiele razy, kiedy jeszcze jego rodzice mieszkali razem. „Odejdź, jesteś głupia” – wypalił ostatnio, na placu zabaw, kiedy zdenerwowany (bo Piotruś jest bardzo nerwowy) rzucił w moją przyjaciółkę łopatką, a potem stanął przy niej blisko i patrząc jej w oczy zawołał: ”Podnieś to, szybko, niezdaro”. Łzy płynęły po jej policzkach, ale opanowała je szybko i jak zwykle, ze spokojem wzięła go za rękę i ukucnęła tak, by ich oczy znalazły się na tej samej wysokości. „Piotrek, nie wolno tak mówić do mamy. Nie wolno w mamę niczym rzucać. Ty wiesz, że to bardzo niedobre zachowanie i rozumiesz, dlaczego”. Tak, on już trochę to wie. A jednak stale się uczy, że to, co widział w domu, było złe.

Dlaczego moja przyjaciółka zareagowała tak spokojnie? Bo wie, że to nie jego wina. Piotruś od najmłodszych lat widział, że jego mama jest „kimś gorszym”, rodzajem służącej w ich domu. Że z jej łzami i uczuciami nie ma się co liczyć, że można ją łatwo zranić, że skoro tata tak robi, to widocznie tak trzeba. Widocznie tak już jest. Mamę można uderzyć, kiedy jest się zdenerwowanym, a potem obwinić za swój zły humor. Tatę nie, tata jest duży i silny. A ten, kto jest silny, ma rację. Ten kto jest silny – decyduje. To Piotrek wie już od dawna.

Jego ojciec bardzo go kocha, okazuje mu czułość, rozmawia z nim, chodzi na spacery. Ale zawsze sam, nigdy w obecności byłej parterki, a mamy Piotrusia. Bo ona tego nie chce. Nie chce być poniżana w obecności swojego syna, bo wkłada ogromną pracę (razem z psychologiem) w to, żeby jego zachowanie zmienić. Głównie miłością i konsekwencją.

Takich opowieści jest mnóstwo. Ojcowie, którzy w obecności dzieci upokarzają ich matki wyrządzają olbrzymią krzywdę swoim synom. Oczywiście, córkom też, ale to synowie będą w przyszłości powielać zachowanie zaobserwowane u mężczyzny, który odgrywa w ich życiu kluczową rolę. Mężczyzny, który powinien pomóc im wejść w dorosłe życie, nauczyć rozróżniać dobro od zła, wybierać priorytety, podejmować słuszne decyzje, szanować drugiego człowieka. Szanować kobietę. Tę, która go wychowuje i tę, która pewnego dnia zostanie jego partnerką. Tę, która pracuje jako kasjerka w hipermarkecie i tę, która sprząta jego biuro. Tę, którą spotka na imprezie u znajomego i tę, z która się kiedyś rozstanie. Tę, z którą będzie miał dziecko, niezależnie od tego, czy wciąż ją kocha, czy już nie. Czy naprawdę tak trudno to zrozumieć?


Lifestyle

Wydawało mi się, że z każdej lekcji wyciągam wnioski. I dobrze mi się wydawało, aż spotkałam mojego męża

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
21 czerwca 2017
Fot. istock/MilosStankovic
 

Wydawało mi się zawsze, że potrafię uczyć się na błędach. Bo przecież już nigdy nie zafarbuję włosów w domu tą farbą, która na opakowaniu obiecywała piękny, jasny blond, a wyszło… jak wyszło. Już nigdy nie wrócę do pracy u znajomej, która nie płaciła mi pensji przez trzy miesiące, twierdząc, że to wina banku. Nie pójdę na ważne spotkanie w nowych butach, które miały podkreślać moje długie nogi, a zamieniły te kilka godzin w bolesne doświadczenie, z którego pamiętam jedynie desperackie poszukiwanie najbliższej apteki i zakup plasterków z Kubusiem Puchatkiem. Wydawało mi się, że z każdej lekcji wyciągam wnioski. I dobrze mi się wydawało, aż spotkałam mojego męża.   

Nikt nie jest doskonały, to dość oczywiste. Każdy zasługuje na drugą, trzecią, a czasem nawet czwartą szansę. Niektórzy naprawdę się zmieniają. Ale inni – nie. A mimo to, to właśnie w tych innych wierzymy bezgranicznie i z ich powodu popełniamy ciągle jeden podstawowy błąd: pozwalamy im do siebie wracać, pozwalamy karmić nas niczym uzasadnioną nadzieją, że tym razem będzie inaczej. I co? I nic. Po chwili, zwanej w psychologii „miodowym miesiącem”, wszystko wraca do normy, a my kolejny raz obiecujemy, wymyślając sobie w myślach od idiotek, że to był naprawdę ostatni raz.

Ten pierwszy błąd był naprawdę zaskakujący. Kochający, czuły, troskliwy facet, którego znałam zamienił się w obcego człowieka, człowieka, którego nie interesują ani jego własne dzieci, ani samopoczucie żony, a jego irytacja na widok tych właśnie, trzech osób dawno przekroczyłaby poziom zenitu, gdyby to tylko było możliwe. Człowieka, który potrafi skrzywdzić, nie tylko słowem. Człowieka, na którym nie można już polegać, z którym nie można planować – ani codzienności, ani życia. Zmiana, która dokonywała się na moich oczach, zamiast jednak zaświecić mi w głowie czerwony neon z napisem „UCIEKAJ”, rozłożyła mnie na łopatki na długie miesiące odbierając rozum i zdolności analityczne, zwane rozsądkiem.

Z zaskoczenia i bezradności wyszłam po kilkunastu tygodniach, z poczuciem, że jednak przecież nadal kocham, że dzieci, że dom, że kredyt, że nad związkiem trzeba pracować, a on się tak bardzo stara. I że korporacja to straszne zło, które niszczy w tym, wspaniałym, mężu i ojcu wszystko co najlepsze, zabiera całe dobro i nie pozwala mu kochać tak, jak dawniej. Powiedziałam: wróć, spróbujmy.

Ten drugi błąd, mniej zaskoczył mnie swoją formą, co faktem, że w ogóle miał miejsce. Bo przecież, było obiecanie poprawy, była wspólna terapia i łzy i skrucha. I kilka przeczytanych książek o tym, co zrobić, żeby było lepiej. I całkiem udana Wigilia, a nawet wakacje. I naprawdę nic nie zapowiadało tego, to znów miało się wydarzyć. To znaczy, ja nadal nie odrobiłam lekcji i nie zauważyłam symptomów. Dwója po prostu, a nawet jedynka.

Przemoc przybiera różne formy, nie każdą potrafimy nazwać po imieniu, zwłaszcza gdy spotyka nas ona ze strony najbliższej osoby. „Nie, to na pewno nie to, to jedynie słabszy dzień” – wmawiamy sobie za każdym razem z coraz mniejszą wiarą w to, że mamy rację. Chyba tylko po to, by nie przyznawać się do kolejnego błędu. I znowu łzy i znowu skrucha, więc powiedziałam: wróć, spróbujmy.

Ten trzeci błąd, zatoczył koło jak bumerang i ze dwojoną siłą puknął mnie w czoło, tak, że w końcu oprzytomniałam i zrozumiałam. Że, do cholery, są dzieci, które na to wszystko patrzą. Patrzą i chłoną – każde słowo, gest, każdą nieobecność na urodzinach „bo tak”, każdą dotkliwą karę tam, gdzie kary na pewno być nie powinna, każdy siniak, każde wulgarne słowo. Czwartego błędu nie będzie, bo ile można?

Kiedy kochasz bardziej niż trzeba, uczenie się na błędach kosztuje cię dużo więcej i trwa o wiele dłużej. Ale jest dla ciebie szansa. Pomaga to, co najtrudniejsze – dystans. I świadomość, że w szkole życia błędy kosztują więcej niż mogłaś się spodziewać. I że ten koszt rozkłada się na kilka osób, także na te, za które jesteś odpowiedzialna.


Lifestyle

Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością. Czego się boją, gdy spotka ich miłość?

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
11 maja 2017
Fot. iStock/KristinaJovanovic

Poranieni, niepewni siebie, niepewni przyszłości i tego, czy zasługują na szczęście. Patrzę na nich od kilku tygodni, jak krążą wokół siebie, zafascynowani sobą do granic. A jednak… Na zewnątrz dzielni, silni, a w środku smutni i wrażliwi. Chcieliby kochać znów, ale może za chwilę, nie teraz, za moment… Nie tacy młodzi już, choć ciągle piękni, niekoniecznie urodą Czego się boją – kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością, kiedy ich drogi skrzyżują się ze sobą, kiedy staną naprzeciw siebie i w ich sercach zapali się światełko nadziei?

Ona

Powiedzieć „kocham”

Co on sobie pomyśli, kiedy zrozumie, że tobie na nim zależy? Masz dzieci, masz jeszcze połowę kredytu do spłacenia, masz za sobą kawałek życia z kimś innym. Tak często troszczysz się o przyszłość, tylu rzeczy nie wiesz, na tyle nie możesz sobie pozwolić. Zresztą, czy to, co czujesz, to naprawdę miłość? Nie spiesz się.

Dzieci

One i tak mają „trudniej”. Po co komplikować im życie, wprowadzając do niego kogoś nowego, kogoś, kto będzie potrzebował dodatkowego miejsca? A jeśli poczują się zdradzone, niekochane, niechciane? Jeśli nigdy go nie zaakceptują, nie polubią? Czy w ogóle masz prawo do szczęścia, kiedy twoim priorytetem powinny być one?

Niej jestem wystarczająco „dobra”

Niepewność siebie. Czujesz to, odkąd zostałaś sama, albo nawet jeszcze dużo wcześniej. Patrzysz na swoje odbicie w lustrze i drażni ci ten widok. Zamiast zmienić to, co ci nie odpowiada w twoim wyglądzie, zapadasz się w odczuciu, że nie jesteś już atrakcyjna. Czy nadal jesteś interesującym partnerem do rozmowy? Czy jeszcze potrafisz być intrygująca? Bądź taka przede wszystkim dla siebie samej.

Będziesz znów cierpieć

Bo skoro twój poprzedni związek się zakończył, to dlaczego nowa znajomość miała być zaowocować czymś trwałym? Zaangażujesz się, zrobisz sobie nadzieję, poczujesz się, przez krótką chwilę, znów szczęśliwa. A potem wszystko zniknie, okaże się bańką mydlaną. I znów zaboli. Tylko pewnie jeszcze bardziej.

On

Okazać słabość

Odsłonić się, powiedzieć o swoich uczuciach, o tym, co się przeżyło w poprzednim, nieudanym związku… To takie trudne. Przyznać się do porażki, do tego, że ktoś cię zawiódł, a może, że to ty zawiodłeś?… Czy to dobrze okazać, że są momenty, w których jesteś słaby, bezradny?

Ponosić konsekwencje przeszłości

Czy tamten etap jest już na pewno za tobą? Czy już naprawdę nie kochasz? Czy nie szukasz ucieczki w nowe uczucie, przed tym, co jeszcze ciągle skrywasz gdzieś na dnie swojego serca? Czy będziesz umiał nie powtórzyć tych błędów, które spowodowały, że twój związek się rozpadł? Czy będziesz umiał wejść w nowy związek ze świadomością, że z poprzednim partnerem wciąż wiele ją łączy (dzieci)?

Zostać zranionym

Nie chcesz więcej czuć tego bólu, nie chcesz czuć się oszukany, zdradzony, wykorzystany. Nie chcesz też zranić, kiedy okaże się, że jednak nie potrafisz jeszcze pokochać. A jeśli pokochasz zbyt mocno? Jeśli zbudujesz sobie w głowie i w sercu iluzję odwzajemnionej i równie mocnej co twoja miłości?

Gdyby tak łatwo było odrzucić to, co złe, z odwagą spojrzeć w przyszłość, zaryzykować bez lęku. Przecież każda miłość jest inna, każda historia toczy się trochę inaczej. Zaufać jeszcze raz, uwierzyć, że warci jesteśmy tego, co najlepsze.


https://buysteroids.in.ua

Buy Methandienon USA

https://danabol-in.com