Lifestyle

Numerologia. Czy twój facet to wrażliwa „dwójka”, czy tajemnicza „siódemka”?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 marca 2017
Fot. iStock / izusek
Następny

Oj tam, że niby nie czytamy horoskopów i nie wierzymy we wróżki. Ale nie ma co ukrywać, że nie raz sprawdzamy co to niby miałoby się nam zdarzyć. Znam ludzi z ogromnym dystansem do horoskopów i wszystkiego, co z gwiazdami i kartami związane. Ale znam i te, które przywiązują do tych rzeczy bardzo dużą uwagę. Kto ma rację? Ja nie mam zamiaru rozstrzygać.

Za to ciekawa jestem, jak u was sprawdzają się cechy mężczyzn związane z ich datą urodzenia. Czy faktycznie numerologiczna jedynka to pewny siebie i bezkompromisowy facet, a piątka – podróżnik ciekawy świata?

Jak sprawdzić, jaką liczbą jest wasz facet?

Dodajcie do siebie datę jego urodzenia. Przykładowo, mężczyzna urodzony 14.03.1976 jest czwórką. Dlaczego: 1+4+0+3+1+9+7+6 = 31, czyli 3+1 = 4

Lifestyle

Miłość znajduje nas, kiedy wracamy późnym wieczorem. A twoje serce zawsze wróci do miejsca, w którym biło najmocniej

Anika Zadylak
Anika Zadylak
14 marca 2017
Fot. iStock / simonkr
 

Odprowadził ją do taksówki, otworzył drzwi i pogłaskał po twarzy. Stał i czekał, aż samochód zniknie za zakrętem. Wracał te kilkanaście metrów, jakie dzieliły go od domu i uśmiechał lekko, sam do siebie. – Spotykamy się już blisko cztery miesiące – myślał – nigdy nie sądziłem, że tak szybko i że w ogóle to się uda, zwłaszcza po tamtej historii.

Nie mogłem przez prawie rok, nawet myśleć o kobietach, tak zostałem zraniony. Ale pojawiła się Aga i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmieniła wszystko. I mnie też. Mięknę przy niej, pęka cała moja męska i twarda postawa. Lubię na nią patrzeć, jak siedzi przy kominku i uśmiecha się do ognia. Jest w niej coś niezwykłego. Może faktycznie, powinienem bardziej o nią zadbać i przestać rozpamiętywać przeszłość.

Odjeżdżała i patrzyła jeszcze przez moment, jak się uśmiechał. Kierowca powiedział, że jest szczęściarą, bo widać, że chłop kocha. A ona myślała uporczywie tylko o tym, kiedy będzie mogła wysiąść. W myślach, odliczała sekundy: 4,3,2,1. Nareszcie! Teraz mogła wejść do swojego mieszkania, oprzeć się o ścianę i głośno rozpłakać. A  jednocześnie i trochę szczeniacko stukać na klawiaturze telefonu, że widzieli się ostatni raz, bo już dłużej nie chce czekać. Łudzić się kolejny miesiąc, że on w końcu zapomni o byłej dziewczynie, choć go ponoć tak skrzywdziła. „Przecież ona jest wszędzie, każdego dnia a nawet nocy!” – myślała i wylewała mu w gorzkich wiadomościach. „Nawet gdy jemy, siedzi między nami przy stole, gdy po raz kolejny pokazujesz mi jakieś wasze wspólne zdjęcia. Albo na koncercie, gdy niechcący wspominasz, że ona, też tu kiedyś z tobą była. Nawet w sypialni, gdzie kolejny raz słyszę, że to ona ją urządzała. Mówiłeś, że już jej nie kochasz, że to już za tobą. A to nieprawda, muszę ci o tym powiedzieć. Chcę z tobą być, ale nie tak. Nie z nią, nie w chorym trójkącie. Musisz najpierw prawdziwie rozstać się z nią. Nie wiem, czy będę czekała, ale wiesz, gdzie mnie szukać. A  może to po prostu, nie nasz czas?”.

Aga

Znaliśmy się od dawna, tylko zawsze mijaliśmy. Każde z nas miało zupełnie inne życia. Widywaliśmy czasem na wspólnych imprezach, zamienialiśmy ze sobą kilka zdań i to wszystko. Ale muszę się przyznać, że Kuba zawsze mi się podobał. Był w moim typie: wysoki, dobrze zbudowany, z tatuażami i trochę łobuzerskim spojrzeniem. Długo go nie widziałam. Straciłam chłopaka, a on rozstał się z dziewczyną i wyjechał za granicę. Rok temu, latem, wpadliśmy na siebie przypadkiem i poszliśmy na piwo. Rozmawialiśmy do trzeciej nad ranem. Trudno mi było uwierzyć, że tak wiele nas łączy. Zaczęliśmy się częściej spotykać. Lubiłam go, fajnie spędzało nam się czas, miał kapitalne poczucie humoru. Któregoś razu wylądowaliśmy w jednym klubie, choć w rożnych towarzystwach. To wtedy pierwszy raz dostrzegłam to, o czym ciągle mówiła Kaśka, koleżanka. Że on na mnie patrzy inaczej, niż reszta kolegów. Cieplej. Pojechaliśmy do niego i kochaliśmy się w całym domu. Stół w jadalni, schody do sypialni, prysznic i łóżko. Jakby nas ktoś w końcu rozwiązał i przestał trzymać z dala od siebie. Rano obudziły mnie jego dłonie, głaskał moje plecy. Spytał szeptem: „Co zjemy na śniadanie”. Pomyślałam, że to jednak nie była tylko jedna noc, dobry seks  dla rozładowania emocji i zaspokojenia potrzeb… Odwiózł mnie do domu przed południem i obiecał, że zadzwoni później. Nie tylko zadzwonił, ale też zabrał mnie na kolacje. Rozmawialiśmy prawie do świtu, fakt, głównie o niej. O byłej dziewczynie Kuby, Magdzie. Było w nim strasznie dużo żalu, słyszałam od znajomych, że źle go potraktowała, zdradzała.

I można by skończyć tę historię na tym, że później żyliśmy pięknie i szczęśliwie, bo dogadywaliśmy się pod każdym względem, bo to mądry i odpowiedzialny facet. Czułam się bezpieczna i doceniana. Piękna, zmysłowa i pożądana. Tylko ciągle było nas troje. Ja, Kuba i nadal Magda. Niemal w każdej chwili. Nie wytrzymała i odeszłam. Z bólem serca, ale poszłam swoją drogą i nie czekałam na nic.

Kuba

Zawsze przyciągała mnie swoją niezwykłością. Jeszcze kilka lat wcześniej, gdy słabo się znaliśmy, wszędzie potrafiłem ją dostrzec. Inaczej wyglądała, odważniej, nieprzeciętnie. I miała niesamowicie piękne i dobre oczy. Cieszyłem się, kiedy ktoś nas sobie w końcu przedstawił, choć nigdy nie pomyślałem, że mogłaby być moja. Taka tylko moja.

Zresztą, gdy nareszcie wyplątałem się z toksycznego związku z Magdą, nawet nie chciałam rozmawiać o kobietach. Miałem wstręt, jakiś taki żal, bo robiłem wszystko, żeby było dobrze i zostałem oszukany. To boli, nawet takich twardzieli jak ja. Wyjechałem na dłużej, choć może bardziej uciekłem. Dziś to widzę, że zostawiłem wszystko i poleciałem tysiące kilometrów stąd zabierając ze sobą dwa bagaże, bo emocjonalny też.

Z Agą spotkaliśmy się po dłuższej przerwie zupełnym przypadkiem. Niby wiedziałem, że to fajna i mądra dziewczyna, bo sporo w życiu przeszła, ale nie sądziłem, że będzie nas łączyło tak wiele. Nawet nie wiem kiedy, staliśmy się niemalże nierozłączni, a jej zapach był w każdym zakątku mojego domu. Uwielbiałem jej obecność i to, jak uczyła mnie „miękkości”, której mi brakowało, bo bywam raczej chłodny i szorstki. Okazywanie uczuć, przytulanie i czułości, to rzeczy, których nauczyła mnie Agnieszka. Jest cudowna i inteligentna, jest wspaniałym partnerem do rozmowy. Patrząc na nią nie raz zastanawiałam się, co takiego widziałem w Magdzie. Spotykaliśmy się przez kilka miesięcy, miałem niedługo wyjechać, ale wydawało mi się, że jesteśmy siebie pewni, znamy się przecież o wiele dłużej, jesteśmy oboje dorośli i odpowiedzialni. I kiedy po naszej ostatniej, jak się okazało, kolacji dostałem tę wiadomości od Agi, zrozumiałem podłą prawdę. Że ona ma rację, bo ja przez te nasze wspólne parę miesięcy, nie przestawałem mówić, a nawet myśleć o Magdzie. Zatrułem tym Agę, spłoszyłem i…straciłem.

Aga

Nie zdążyłam Kuby pokochać. Wszystko potoczyło się tak szybko. Ale gdy go zabrakło, ciągle czegoś było mi brak. Nawet, gdy oddychałam, to miałam wrażenie, że nie wypuszczam całego powietrza. Przez kilka miesięcy nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu. Po tamtych moich SMS-ach spotkaliśmy się, żeby pogadać jak dorośli ludzie i rozejść się pokojowo, mieliśmy do siebie dzwonić od czasu do czasu. Nie mogłam, on chyba też, nie wiedział jak i co do mnie napisać. Widywaliśmy się czasem gdzieś w knajpie, ale raczej unikaliśmy.

Ale po jakimś czasie, raz, po imprezie na której razem byliśmy, wróciliśmy jedną taksówką i zostaliśmy u mnie. Gdy się obudziłam, już go nie było, a ja odetchnęłam, bo nie wiedziałam, jak się zachować. Dowiedziałam się od znajomych, że wyjechał do pracy i starałam o nim nie myśleć. Nawet przez moment, spotykałam się z kimś innym, potem jeszcze z kimś. Praca, dom, życie. Zaglądałam czasem na jego profil na FB, wydawało mi się, że wszystko u niego ok. Nieraz, zastanawiałam czy kogoś ma i co by było, gdybym została wtedy. Albo, gdybym go zatrzymała,  po naszej ostatniej nocy, gdy zniknął o świcie. Tęskniłam, choć sama się sobie dziwiłam, bo przecież byliśmy razem tak krótko.

I nagle, po blisko roku, napisał. Spytał, co słychać i czy widziałam jakiś tam film. Odpisałam i… znowu przegadaliśmy całą noc. Ale było inaczej, bo on był bardziej otwarty, pewniejszy siebie i nareszcie sam, bez cienia w postaci Magdy. Spotkaliśmy się po kilku tygodniach. W naszym przypadku okazało się, że lepiej było odejść, by móc do siebie wrócić.

Kuba

Nie mogłem przestać o niej myśleć. Rozstaliśmy się w zgodzie, ale nie widywaliśmy, ani nie kontaktowaliśmy się ze sobą. Spotykałem ją czasem, w klubie albo w innym miejscu. Po jednej z imprez zostałem u niej… a nad ranem uciekłem jak tchórz mając wrażenie, że ona też nie wie, co zrobić dalej z tą sytuacją. Wyleciałem do pracy na drugi dzień, nie miałem odwagi zadzwonić. Żyłem z dala od niej, każde z nas szło inną drogą, słyszałem, że kogoś miała przez chwilę. U mnie też pojawiła się na moment jakaś kobieta, ale nie była taka jak Aga. Brakowało mi jej i  każdego dnia rozumiałem to coraz bardziej.

Odezwałem się pierwszy, zwyczajnie, a może nawet głupio, bo o film ją zapytałem. Po roku milczenia, po tym, co się stało, jak kretyn! Ale odpisała, łagodna i dowcipna, jak to ona. Nie bałem się, że się nie zgodzi, gdy zaproponowałem, żebyśmy się spotkali.

Boże, jaka ona jest piękna – pomyślałem, gdy stanęła w progu mojego domu. Robiliśmy kolację razem, cały czas o coś się przekomarzając, rozmawialiśmy o wszystkim, sprzeczaliśmy o politykę. A  jej głos i zapach znowu wypełnił cały dom. Było zupełnie inaczej, jakbyśmy znali się ze snu, a teraz nareszcie mogli być razem. Tak naprawdę niczym nie obciążeni ani ograniczeni. Nigdy, bardziej nie byłem pewien, że czas to jedyny i najlepszy doradca. Szczególnie, gdy kilka tygodni później zakładając jej na palec pierścionek, usłyszałem „tak”.

Miłość znajduje nas, kiedy wracamy późnym wieczorem i gubimy rękawiczkę. Potem pcha ją pod nogi kogoś, kto podnosząc ją od razu wie, do kogo należy. Łączy dwoje obcych sobie ludzi, budzi o świcie pocałunkami, a przed nocą chowa się, w silnych, męskich ramionach. A potem na chwilę zasypia, obumiera i każe wybrać inne drogi. Rozdziela, ale tylko po to, żeby znowu i tym razem już z całą pewnością, połączyć na zawsze. Bo jeśli kochasz, to nie zniszczy tego nawet najdłuższa podróż. A twoje serce zawsze wróci do miejsca, w którym biło najmocniej.


Lifestyle

Jak dorośniesz, to zrozumiesz. Dorosłam i nadal nie rozumiem!

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
14 marca 2017
Fot. iStock / mapodile

Jednym z często powtarzanych niegdyś dzieciom zdań jest „jak dorośniesz, to zrozumiesz” – tekst ten rzucano, gdy dzieciaki były zbyt dociekliwe, temat wstydliwy lub niewygodny, cierpliwości na tłumaczenia i wyjaśnienia nagle zabrakło. Zdanie, które jest trochę obietnicą, a trochę nadzieją na to, że wraz z wiekiem mądrość i umiejętność pojmowania rozmaitych rzeczy jakoś tak sama przyjdzie, okazuje się w gruncie rzeczy wielkim kłamstwem – bo oto jestem pełnoletnia, jestem dorosła, a mimo to są rzeczy, których zrozumieć nie potrafię. A może… nie chcę?

Że są równi i równiejsi na tym świecie

Niczym w powieści Orwella, powszechne prawo głosi, że wszyscy jesteśmy równi, a drobnym druczkiem ktoś dopisuje, że niektórzy jednak równiejsi. I widać to każdego dnia, na każdym kroku, niestety. Odmienny kolor skóry, pochodzenie, orientacja seksualna, styl życia, brak znajomości, wykształcenia lub zaplecza ekonomicznego, bywają przyczyną złego traktowania, dyskryminacji, lekceważenia i obrażania. Tego chyba nawet nie chcę zrozumieć…

Że pieniądze mają tak wielkie znaczenie

Że dają władzę nawet tym, którzy nie wiedzą jak z niej odpowiednio korzystać lub używają jej do niewłaściwych celów. Że za kawałek metalu lub papierka niejeden jest gotów zrzec się swoich wartości, poglądów i godności, sprzedałby ciało i duszę. Że mieć jest ważniejsze niż być – nawet jeśli z tego faktu posiadania nie umiemy się cieszyć.

Że marzyć i chcieć to coś zupełnie innego niż móc i działać

Dookoła słychać głosy mówiące o tym, że trzeba iść za marzeniami, spełniać je i realizować zamierzone cele. I ja w to głęboko wierzę – może nie od razu, nie już i za chwilę, ale w końcu nasze marzenia udaje się zamienić w rzeczywistość. Tyle, że to nie jest łatwe i wymaga ogromu pracy i cierpliwości – a tych zazwyczaj nam brakuje, więc wolimy powiedzieć, że marzenia, to tylko głupie mrzonki, a chcieć nie znaczy móc.

Że praca to tylko praca, nie źródło satysfakcji

Na pewno słyszeliście powiedzenie, że jeśli zaczniemy robić to, co kochamy i co jest nasza pasją, to nie przepracujemy ani jednego dnia w życiu. Tymczasem jesteśmy zbyt asekuracyjni i wystraszeni zmian, by ruszyć za głosem serca i zacząć robić to, co nas fascynuje i pociąga. Łapiemy się dobrej posady i często sfrustrowani i bez satysfakcji gorzkniejemy, latami przyklejeni do nudnego etatu i stałej, bezpiecznej pensji. A przecież kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana!

Że pewne rzeczy trzeba po prostu przyjąć, przystosować się i nie próbować niczego zmienić

Być niczym trzy małpki – nie widzieć, nie słyszeć i nie mówić, gdy staje się to niewygodne. Odwrócić wzrok, pozostać biernym, bez słowa sprzeciwu poddać się i dostosować. A przecież czasami trzeba tupnąć nogą! Nie chodzi tutaj o awanturowanie się i wszczynanie kłótni z byle powodu, ale gdy słabszemu dzieje się krzywda, gdy spotykamy falę nietolerancji, niesprawiedliwości i bezprawia, naszym obowiązkiem jest sprzeciw – brak reakcji oznacza zgodę i akceptację dla takich zachowań.

Że prawda nie jest najlepszym rozwiązaniem

Nie namawiam nikogo do rzucania brutalnej prawdy prosto w oczy (nie mów jej, że przytyła! Nigdy!), ale zbyt wiele dookoła jest kłamstw, oszukiwania i mataczenia. A przecież prawda najczęściej jest najlepszym rozwiązaniem, a kłamstwo to jedynie niepotrzebny balast, który prędzej czy później wyjdzie na jaw – w końcu na krótkich nóżkach daleko nie można zajść. Kłamiemy ze wstydu, z wygody, z obawy, że szczerość i otwartość ujawni wszystkim nasze słabości i niedoskonałości, a przecież to ludzkie i normalne, a nawet lepiej widziane i łatwiejsze do polubienia niż perfekcja.

Że niektórzy widzą tylko czubek własnego nosa

Są nieczuli na krzywdę i potrzeby innych, nie liczą się z ich zdaniem i sytuacją, myślą wyłącznie o sobie. Że brak im empatii, sympatii do świata i życzliwości. Że liczy się tylko to, co dla nich, co mogą zyskać, niezależnie od kosztów ponoszonych przez innych. Że uważają się za pępek świata z sobie tylko znanych racji.

Że im mniej ktoś wart, tym jest bardziej pewny siebie i bezczelny

Zdolni, utalentowani i inteligentni często są niepewni siebie, do życia i innych ludzi podchodzą z wielkim szacunkiem i pokorą, są gotowi na ciężką pracę. Z kolei ci, którzy niewiele mają do zaoferowania, często „prześlizgują” się przez życie, kipią samozadowoleniem i wielkim ego, wykorzystują każdą napotkaną okazję. Może jednak to prawda, że niewiedza i nieświadomość w pewnym sensie są błogosławieństwem?

Że można narzekać, marudzić i nie próbować nic zmienić

Można wylewać swoje żale, narzekać na ciężki los i marudzić wszystkim dookoła, codziennie taplać się w swoim pesymizmie i beznadziei, a jednocześnie nawet palcem nie kiwnąć, by coś zmienić. Nie szukać pomocy i dobrych rozwiązań, za to mnożyć przeszkody i trudności. Czekać na cud, na zmianę, która w magiczny sposób poprawi los. Tylko czy można w ten sposób naprawdę żyć?


Zobacz także

Od zawsze – na zawsze. Kapsuła czasu. Akcja „Prawdziwa przyjaźń”

Mateusz Grzesiak: „Przeciętność nienawidzi wyjątkowości – ludzie, którzy nie osiągnęli sukcesu, nienawidzą tych, którzy go mają”

I Konferencja Wibracji Sukcesu. Wiedzy, narzędzia i inspiracje, które zasilą twoją dobrą energię

www.xn--80adrlof.net/shop/town-l-vov/dlya-poliva/

анонимное лечение наркомании

донорство яйцеклеток цена