Lifestyle

„Niszcząc siebie, niszczycie też nas. Zobaczcie to wreszcie!”. List córki do rodziców

Listy do redakcji
Listy do redakcji
12 czerwca 2016
Fot. iStock / Martin Dimitrov
 

– I co robi ojciec? Jak wygląda ich mieszkanie? A sypialnia? Kłócą się? Naprawdę nie słyszałaś, żeby się kłócili?

Takie pytania zadaje mi mama, gdy wracam od ojca. Pal licho, że mi. Zadaje te pytania też mojemu młodszemu bratu, dziewięciolatkowi. On wbija wzrok w podłogę. „Niefajnie było, mama”. Albo: „średnio”. Patrzę na niego w szoku. Przed chwilą, u ojca, był zachwycony. Grali w Minecrafta, ona, nowa żona ojca zrobiła naleśniki z serem i śmietaną. Mama nie robi takich potraw, bo ma obsesje zdrowego jedzenia.

Mój brat ma na imię Maciek i chce być wobec mamy lojalny. Wobec ojca też chce być. Więc nie odbiera od mamy telefonów, gdy jest u ojca. Albo jest opryskliwy.

Ojciec o mamę nie wypytuje. Za to podważa jej zdanie. Do brata: „Dlaczego kupiła ci taki kask?”, „Te spodnie na biwak? Szaleństwo”. „Dlaczego nie pojechała z tobą na trening?”. Mama z kolei notorycznie twierdzi, że Maciek wraca przeziębiony, bo ojciec nie daje mu odpowiedniego ubrania.

Jestem zmęczona. Nie mam ochoty chodzić do ojca, nie mam ochoty wysłuchiwać żadnej ze stron, nie mam ochoty brać udziału w tych wojnach podjazdowych.

Zastanawia mnie jedno– dlaczego dorośli nie mogą się po prostu rozstać? Dlaczego nie mogą sobie przebaczyć? Albo przestań się nienawidzić. To uderza w nas, ich dzieci.

Kryzys między nimi zaczął się mniej więcej pięć lat temu. Kłócili się o wszystko. O moje lekcje, o Maćka przedszkole, o nianie, o to co na obiad, o porządek, brak porządku, znajomych. Ratowali ten związek ponoć dla nas. Szczerze powiedziawszy, gdy ojciec się wyprowadził byłam szczęśliwa. Przeżywał to bardziej Maciek. Dla niego to był dramat, myślę, że dramat tym większy, że kłócili się o czas z Maćkiem, po prostu go sobie wyszarpywali.

Maciek zaczął mieć problemy w szkole, stał się agresywny, gorzej się uczył. Czułam się za niego odpowiedzialna. Próbowałam z nimi rozmawiać. Ale z nimi się nie dało rozmawiać, mam się nie wtrącać, mam być grzeczna, mam wsadzać naczynia do zmywarki.

Odsunęłam się. Pomyślałam, że to nie moja sprawa. Cholernie żal mi brata. Smutne mam wnioski patrząc na moich rodziców.

Rodzina to fikcja. Ludzie najpierw się kłócą, potem rozstają, potem znów kłócą. Nie potrafią zachować szacunku dla siebie. Mam takie wspomnienie z wakacji. Miałam siedem lat, byłam z rodzicami na wakacjach nad morzem. Szliśmy promenadą, jedliśmy lody, rodzice się trzymali za ręce. Byłam szczęśliwa, miałam poczucie, że oni się kochają, są dobrzy dla siebie, dla mnie. Tych momentów czułam wiele. Nie potrafię do końca zrozumieć dlaczego przestali się kochać, ale tym bardziej nie potrafię zrozumieć dlaczego dziś się tak nie znoszą. Czy to jest takie trudne traktować się okej dla nas?

Mamo, nie chcę, żebyś mnie wypytywała o ojca. Akceptuje jego żonę, bo jest w miarę miła i widzę, że jest z nią szczęśliwy. Nie chce mi się stresować rzeczami na które nie mam wpływu. Mam swoje życie, ty też je mniej, bo bardziej niż odejście ojca, stresuje mnie twoja złość, rozpacz i zagubienie. I to, że popijasz w samotności i myślisz, że tego nie widzę. Sorry, widzę. Chciałabym, żebyś sobie kogoś znalazła. Po prostu.

Tato, chciałabym, żebyś częściej do mnie dzwonił. Bo mam, niestety, poczucie, że częściej wybierasz nową kobietę niż mnie. To nie chodzi o zazdrość, ale o to, że mało masz spraw wspólnych ze mną, dużo z nią. Nie chciałam jechać na wakacje do Chorwacji, wolałam lecieć do Grecji– pozwoliłeś jej zdecydować. Wolałabym, żeby to moje zdanie było dla ciebie najważniejsze. Jak kiedyś. Trochę głupio się czuję, gdy pytasz tylko: co na uczelni, jak z pracą.

Oraz kobieto mojego ojca, nie mam nic do ciebie. Pod warunkiem, że po niedzielnym winie nie próbujesz być moją przyjaciółką i nie wypytujesz mnie o mamę. A już mega słaba była rozmowa w której powiedziałaś, że ona też ponosi odpowiedzialność za rozstanie. Nawet jeśli tak, nie chcę tego wiedzieć.

Kto jest tu dorosły? Ja i mój brat, czy wy. To wszystko są wasze sprawy, nie wciągajcie nas w to.

Dorosła córka rozwiedzionych rodziców


Lifestyle

„Jestem bardzo zajęta” – to jedno z największych kłamstw, jakie mówimy

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
13 czerwca 2016
Fot. iStock / Marilyn Nieves
 

Jak często zdarza się wam mówić: „Nie dam rady, jestem bardzo zajęta”? Albo, że macie urwanie głowy, że zero czasu, i na nic innego poza swoją obecną „zajętością” kompletnie nie macie czasu. Ani na spotkanie z przyjaciółmi, ani na wyjście do kina, ani nawet na zadbanie o siebie?

„Bycie bardzo zajętym” to tak trochę przekleństwo naszych czasów, bo wiecznie w biegu, bo niemal zawsze spóźnieni, bo pędzący z jednego spotkania, na jakąś kolejną wizytę gdzieś tam. Jeden pęd i szał. A na myśl o poniedziałku już dostajecie skrętu kiszek, kiedy wizualizujecie sobie waszą własną „zajętość” i ilość zadań do wykonania – tych prywatnych i zawodowych.

Czy „bycie zajętym” jest prawdziwe? Ktoś się zaraz oburzy i powie: „No tak zaraz będą nam wmawiać, że to nieprawda, niech pożyje moim życiem i się przekona”. Nim jednak się oburzymy, warto sobie przypomnieć, że naszym mózgiem sterujemy na dwóch obszarach: świadomym i podświadomym.

Świadomie: dzieje się tak, gdy poprzez celowe ustalenie celów, ich wizualizacji i  afirmacji, możemy utworzyć filtr, który umożliwi naszemu mózgowi skupienie się na tym wszystkim, co przybliża nas do osiągnięcia celu.

Podświadomie: kiedy poprzez powtarzanie sobie: „nie mam czasu”, nasz mózg znajduje setki powodów na usprawiedliwienie tego naszego braku czasu. A ponieważ nasz mózg w końcu uwierzy w to, czym go karmimy, powtarzanie sobie „jestem zbyt zajęta” stanie się samospełniającą się przepowiednią.

Skomplikowane? Spróbuje przez jeden dzień wyeliminować z waszej głowy zwrot: „nie mam czasu”/ „jestem bardzo zajęta”, a zamiast niego powtarzajcie co macie najważniejszego do zrobienia w danej godzinie. Skupcie się na jednej rzeczy do wykonania, a nie na tym, że brak wam czasu na zrobienie setki innych zadań.

„Bycie zajętym” jest modne, świadczy o tym, że jesteśmy efektywni, produktywni, że jesteśmy niezbędni i potrzebni. Bo przecież „bycie zajętym”, oznacza, że ktoś od nas czegoś oczekuje, że my sami się rozwijamy, sięgamy po nowe, idziemy, a nie przepraszam – biegniemy do przodu. Tyle, że – nic bardziej błędnego. Dlaczego „jestem bardzo zajęta” – jest kłamstwem? Bo bycie zajętym nie oznacza tego wszystkiego, co nam się wydaje, że znaczy. Bycie zajętym, to nie bycie bardziej efektywnym, produktywnym. Wręcz przeciwnie. Macie spisaną lub przygotowaną w głowie liczbę zadań na dzisiaj, albo na tydzień? Zamiast wpadać w szał jej realizacji i stresować się, że nie uda się wam wszystkiego wykonać, przyjrzyjcie się jej? Naprawdę wszystko co się na niej znajduje jest ważne? Jest konieczne do wykonania?

Jaka jest różnica między „byciem bardzo zajętym” a efektywnym i produktywnym działaniem?

– zajęci ludzie mają wiele priorytetów, ludzie działający efektywnie mają kilka dużych priorytetów

– zajęci ludzie koncentrują się na działaniu, ludzie działający efektywnie przed podjęciem działań ustalają jasną ścieżkę osiągnięcia celu, choćby to miała być odpowiedź na 30 maili znajdujących się w skrzynce, ich działanie jest przemyślane

– zajęci ludzie są wielozadaniowi, ludzie produktywni skupiają się na jednym zadaniu na raz, wykonane – przechodzą do następnego

– ludzie zajęci odpowiadają na telefony od razu, ci produktywni robią tak, by wykroić część dnia na wykonanie „zaległych” telefonów (podobnie z mailami)

– ludzie zajęci mówią, że są „zbyt zajęci”, a działający efektywnie, że mają czas na to, co jest ważne.

Znacie zasadę Pareto? Mówi ona, że 20% naszych zasobów generuje 80% rezultatów naszego działania? Skupienie się na tym, co ważne, co faktycznie przynosi efekty, nierozmienianie się na drobne sprawia, może sprawić, że wkładając w to co robimy zdecydowanie mniej czasu osiągniemy lepsze efekty, szybciej uda nam się dojść do zamierzonego celu.

Zobaczcie, ile w ciągu dnia „marnujemy czasu” na naprawdę zupełnie zbędne lub kompletnie niezamierzone działania. Kiedy pracujemy, wytrąca nas z rytmu telefon od kogoś znajomego, nagle przypominamy sobie, że mieliśmy zadzwonić do szkoły naszego dziecka, albo że obiecaliśmy naszej matce, że się odezwiemy. Odrywamy się od jednej czynności, by natychmiast wykonać drugą i tak naprawdę żadnej nie poświęcamy wystarczająco dużo uwagi i czasu.

A gdyby tak posegregować sobie rzeczy na ważne w danym momencie, a te ważne (ale w tej chwili jednak odrobinę mniej) przesunąć na inną część dnia? Gdyby skupić się na tym co tu i teraz: „dobra teraz muszę usiąść i wpisać wszystkie dane w tabelkę/porozmawiać z klientem/wypełnić dokumenty/skończyć tekst, a kiedy to skończę zadzwonię do mamy/przyjaciółki/zrobię listę zakupów”.

Spróbujcie. Może przyszedł czas, aby przestać być bardzo zajętym, a zacząć działać efektywnie i dzięki czemu mieć więcej czasu wolnego dla siebie i innych.


inspirowane:


Lifestyle

Uważasz, że jeden drink każdego wieczoru to nic wielkiego? Zobacz, jak naprawdę alkohol wpływa na ciało

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
12 czerwca 2016
Fot. iStock / wundervisuals

Mogłoby się wydawać, że drink wypijany każdego wieczoru na odstresowanie, to jedynie nieszkodliwe przyzwyczajenie. Bo przecież w jednym drinku tego alkoholu nie jest dużo, przynajmniej według naszej oceny. Bywa i tak, że przyzwyczajenie zmienia się w nałóg i przysłowiowy jeden drink dla relaksu przeistacza się w drugi i kolejne.

Alkohol, nawet w niewielkich ilościach ma destrukcyjny wpływ na nasz organizm. Przykre skutki dla serca, mózgu i wielu innych ważnych organów wewnętrznych, pojawiają się u każdej z nas, gdy tylko sięgamy po szklankę mocnego, wysokoprocentowego trunku.

W ten sposób na własne życzenie niszczymy nasz organizm:

Mózg

Alkohol zaburza funkcjonowanie poszczególnych ośrodków w mózgu, oddziaływając na neuroprzekaźnik GABA w mózgu, który „wyłącza” pewne komórki w mózgu. W wyniku tego następuje spowolnienie odruchów, zaburzenia koordynacji. Do tego uszkadza dendryty – wypustki neuronów, które odpowiadają za połączenia z innymi komórkami, co wpływa na procesy myślenia. Efekt? Szczególnie przy długotrwałym piciu następuje ograniczenie komunikacji między neuronami i zmiana ich struktury. Gdy w mózgu pod wpływem alkoholu występują mikrouszkodzenia z powodu pęknięć naczynek krwionośnych, na drugi dzień są one wydalane z organizmu z moczem. Po kliku latach otrzymujemy zaburzenia motoryki, kreatywności, wyobraźni i procesów sądzenia. Najprościej mówiąc, alkohol ogłupia.

Serce

Działanie alkoholu na układ krążenia wynika z jego wpływu na pracę mięśnia sercowego i napięcie ścian naczyń krwionośnych. Niszczy jego strukturę, pozbawia elastyczności i sprawia, że serce nie jest wstanie efektywnie przetaczać krwi. Z czasem organ traci zdolność efektywnej pracy i obrasta tłuszczem, powiększając się, skrzepy powstające w tętnicy powodują jego obumieranie. Mogą pojawić się objawy takie jak przyśpieszenie akcji serca, zaburzenia rytmu, przewlekle skrócony oddech. Po dłuższym czasie nastepuje powiększenie serca, nienormalne objawy sercowe, szmer oddechowy, anomalie EKG, zakłócenie rytmu serca, zawał.

Żołądek

Wysokoprocentowe napoje drażnią żołądek i powodują pobudzanie wytwarzania kwasu solnego, przekrwienie śluzówki i stan nieżytowy. Obniża odporność tkanek, powoduje ruch w górę soku żołądkowego do przełyku, co podrażnia tkanki, oraz powoduje nadżerki. U osób pijących nałogowo, żołądek zaczyna trawić sam siebie, pojawiają się na skutek działania kwasu wrzody, krwotoki a często także nowotwory.

Wątroba

Wątroba pracuje intensywnie, ponieważ jest głównym miejscem metabolizowania alkoholu, podczas którego powstaje trujący aldehyd octowy, a także wolne rodniki. Pojawiają się blizny na zdrowej tkance wątroby, powodując zmniejszanie się tego organu. Blizny blokują normalne funkcjonowanie wątroby. W efekcie może pojawić się żółtaczka, stłuszczenie, marskość.

Układ pokarmowy

Długotrwałe oddziaływanie alkoholu na błonę śluzowa niszczy jej  strukturę, powoduje powstanie żylaków, które pękając, powodują krwawienie zagrażające życiu. Alkohol powoduje niedobory witaminowe wit. B1, kwasu foliowego, witaminy A, a także wit. B6.

Trzustka

Alkohol zamyka kanały trzustki i doprowadza do tego, że zaczyna enzymy trawienne zaczynają ją niszczyć. Przewlekła niewydolność powoduje upośledzenie trawienia i wchłaniania wszystkich składników pożywienia. Może też rozwinąć się w cukrzycę na skutek niedoborów insuliny, która jest produkowana przez trzustkę.

Jelita

Uszkodzenie śluzówki jelit upośledza trawienie i wchłanianie substancji odżywczych, powodując niedożywienie i utratę wagi. Upośledza pracę jelit, niszczy mikroflorę bakteryjną, co powoduje m.in. biegunkę. Niszczona jest wyściółka jelit, następują jej mikrouszkodzenia i krwawienia.

Krew

Alkohol wpływa na czerwone ciałka krwi i zlepia je, w wyniku czego powstają skrzepy gromadzące się i zatykające naczynia krwionośne. W efekcie tego, naczynia krwionośne pękają, ulegając unicestwieniu. Szczególnie boleśnie odbija się to na naczyniach krwionośnych mózgu, nawet po każdorazowej obfitującej w alkohol imprezie. Krew transportuje alkohol po całym organizmie, zatruwając go.

Koniecznie obejrzyj ten film:


źródło: , 


Zobacz także

Najciemniej pod latarnią, czyli dlaczego rodzina i najbliżsi mogą nas doprowadzić do depresji

„Jestem mamą” – każda z nas powinna mieć prawo powiedzieć to z dumą i radością. Każda… Niektóre tej szansy jednak nie mają

Czasami wystarczy zmienić perspektywę i spojrzeć inaczej na swoje życie – tu i teraz

как вывести человека из запоя

Viagra 100 mg en ligne