Lifestyle

Nie wrócę do Polski, bo… niby co miałoby mnie skusić do powrotu?

Joanna Ćwiek
Joanna Ćwiek
23 września 2016
Fot. iStock / janos_somodi
 

Emigracja Polaków to jeden z największych problemów ostatniego dziesięciolecia. Dane statystyczne mówią o tym, że obecnie poza granicami naszego kraju mieszka obecnie 2,4 mln Polaków, z czego prawie 2 mln na terenie Unii Europejskiej – głównie w Wielkiej Brytanii i Niemczech.

Liczba naszych emigrantów w Europie w stosunku do 2014 r. zwiększyła się o 82 tys.

Kolejne rządy szukają sposobów na to, by zachęcić emigrantów do powrotu. Zdaniem wicepremiera Mateusza Morawieckiego, w ciągu 10 lat, może wrócić do Polski kilka tysięcy emigrantów. Co ma ich skusić? Brexit, napaści na Polaków a także to, że Polska jest krajem bezpiecznym, co pokazała m.in. organizacja Światowych Dni Młodzieży. W Polsce jest też coraz więcej brytyjskich firm, które z chęcią zatrudnią osoby z doświadczeniem w pracy na Wyspach.

Rząd rozważa także wprowadzenie ułatwień w zakładaniu firm dla powracających z Wysp, wprowadzenie przywilejów podatkowych przy zakupie mieszkań, ułatwienia w znalezieniu pracy nad Wisłą nawet dla tych, którzy jeszcze mieszkają w Zjednoczonym Królestwie, a później, przynajmniej na jakiś czas, ograniczenie podatków, jakie muszą płacić od dochodów osobistych.

To wszystko jest ważne, ale nie wystarczające. Bo choć pieniądze to niewątpliwie sprawa kluczowa, nieprawdą jest, że emigranci mieszkają za granicą wyłącznie z powodów zarobkowych. Zapytałyśmy Polki, dlaczego mieszkają za granicą i co skłoniłoby je do powrotu. Wyniki naszej sondy przedstawiamy poniżej.

Nie chcę się bać

Magda, pokojówka, od trzech lat mieszka w Szkocji: rozumiem, że zarobki w Polsce są niższe. Ale kompletnie nie wiem, dlaczego przy takich płacach ceny niejednokrotnie są wyższe niż tu. Mam na myśli podstawowe zakupy spożywcze, na których niestety nie da się zaoszczędzić. Nie wrócę, bo mam dosyć biedy i upokorzeń, których doświadczałam w kraju. Pracowałam w sklepie, zarabiałam mało, nie stać nas było na wynajem mieszkania o wyjeździe na wakacje nie wspominając. Dodatkowo ciągle pamiętam ten strach, co będzie, jeśli stracę pracę.

Tu oczywiście bajki też nie ma, a ja znam słabo język i pracuję zwykle na najniższych stanowiskach. Ale stać nas na normalne życie, dziecko ma swój pokój a ja choć teoretycznie pracuję w nieregularnych godzinach, to nigdy nie wróciłam do domu po 15-tej. Szef wie, że mam małe dziecko i tak ustawia mi grafik, bym miała czas dla rodziny. Strach? Mniejszy, bo wiem, że jeśli córka zachoruje, dostanę dla niej lekarstwa za darmo bez większego proszenia się o pomoc. W Polsce stałabym najpierw kilka godzin w kolejce do lekarza, a potem wydała ze 150 zł w aptece.

Chcę o sobie decydować

Ania, od pięciu lat w Londynie, menedżerka: chociaż jestem setki kilometrów od Polski, dziś przyszłam do pracy ubrana na czarno. W geście protestu przeciwko temu, co dzieje się w moim kraju. W głowie mi się nie mieści, że te informacje o karaniu więzieniem za poronienia i zmuszanie do rodzenia z narażeniem życia, dochodzą do mnie  z państwa w centrum Europy.

Kiedyś poroniłam i bardzo to przeżyłam. Nie wyobrażam sobie, że miałabym się z tego tłumaczyć. Nie chcę, by prokurator grzebał w mojej macicy. Uważam, że kobieta sama powinna zdecydować, czy urodzić dziecko z gwałtu. Chociaż jestem prolife, nie odważyłabym się podejmować takich decyzji za inne kobiety.

Większość z nas na wieść o ciąży zaczyna łykać kwas foliowy, a nie szuka abortera. Nie rozumiem, dlaczego w Polsce z kobiet robi się morderczynie.

Chcę normalnie pracować

Bożena, od siedmiu lat w Szwecji: Gdy wyjeżdżam miałam dwoje dzieci w wieku szkolnym. Wcześniej nie pracowałam, bo nie byłam w stanie dostosować godzin pracy do systemu szkolno – przedszkolnego. Dziecko w przedszkolu to jeszcze pół biedy, bo ma zapewnioną opiekę przez wiele godzin. Gorzej jest ze szkołą. Córka zaczynała i kończyła zajęcia w różnych godzinach. Raz była w szkole od godz. 11 do 15. Innego dnia szła na 8 i wracała przed południem. Organizacyjny koszmar, tym bardziej, że świetlica szkolna nie oferowała uczniom żadnych ciekawych zajęć. Zwykła przechowalnia.

Trzecie dziecko urodziłam już na emigracji. I bardzo się zdziwiłam, że przedszkole w mojej miejscowości czynne jest w elastycznych godzinach – nawet do godz. 20. Nie muszę już lecieć z duszą na ramieniu, że znów się spóźnię. To nie oznacza, że dziecko jest cały dzień w placówce. Jeśli idę do pracy po południu, to odprowadzam dziecko później. Odbiera je po pracy mąż. Nie rozumiem, czemu w Polsce opieki nad dzieckiem nie można zorganizować na podobnych zasadach.

Nie chcę być na łasce urzędników

Marta, dwa lata w Glasgow: Jestem zapominalska. Nie raz zapomniałam o zapłaceniu rachunku. W Polsce dostawałam ciągle listy z groźbami, co mi zrobią i ile zapłacę kary. Tak, jakbym rzeczywiście chciała okraść energetykę czy inne wodociągi. Tu mi nie grożą, tylko przypominają, że coś jest nieuregulowane. To jest fajne, bo nikt mnie nie traktuje jak potencjalnego złodzieja.

Nie chcę żyć w grajdole

Agata, lesbijka z Londynu: irytuje mnie polskie wścibstwo, zawiść, wtrącanie się do cudzych spraw. Muszę być albo taka sama jak wszyscy, albo staję się wyrzutkiem. Ja się nie wtrącam do ich życia, nie interesują mnie cudze żony ani mężowie. Dlaczego mnie zagląda się do łóżka? Polska – nie, dziękuję.

Okazuje się, że wiele z tych rzeczy, które tak przeszkadzały późniejszym emigrantkom, można było bardzo łatwo i przy niskim nakładzie kosztów wyeliminować. Tylko, że zabrakło woli i pomysłów.

A wy co dodałybyście do tej listy?

 

linia 2px

Magazyn Oh!me zaprasza na

Fot. iStock

 


Lifestyle

Jesienne spacery z psem nie muszą być szare i nudne. Wyjdź z psiakiem na dłużej, wbrew niesprzyjającej aurze

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
23 września 2016
Fot. Fot. iStock / fotostorm
 

Zazwyczaj nastanie jesiennej aury skutecznie skraca czas spacerów na łonie natury. Z powodu szybciej zapadającej szarówki, pojawiających się mgieł i częstych opadów deszczu wspólne wyjścia ograniczane są w wielu przypadkach do niezbędnego minimum. Dzieje się tak ze szkodą dla psa, jak i właściciela. A wystarczy kilka pomysłów na urozmaicenie spacerów, by nie kojarzyły się jedynie z wyjściem na podniesienie łapy przez psa i szybkim powrotem do domu.

Psy cierpią z powodu krótszych wyjść

Wbrew pozorom nawet „kanapowemu” psu nie jest obojętne, ile razy w ciągu dnia i na jak długo wychodzi rozprostować łapy na świeżym powietrzu. Psy, którym brakuje tego rodzaju aktywności, są znudzone, wręcz sfrustrowane, a ich zachowanie w domu może zmienić się na nadpobudliwe. To wtedy zdarza się niszczenie przedmiotów i głośne szczekanie, bo nasz pupil nie znajduje innego ujścia dla nagromadzonej energii. Lub wręcz przeciwnie, znudzony i zniechęcony brakiem zajęć pies będzie godzinami zalegał w jednym miejscu – wegetując. Pupil musi mieć możliwość wyładowania energii, rozpoznawania zapachów i kontaktu z innymi psami. A dzięki aktywności zadba o lepsze krążenie krwi, utrzymanie masy mięśniowej i spalanie kalorii, które cały czas przyjmowane są z pożywieniem.

Jesienne spacery są potrzebne nie tylko w słońcu

Nic dziwnego, że wychodząc z pupilem wybieramy słoneczne, w miarę ciepłe i bezwietrzne dni. Wbrew pozorom spacer podczas słoty również jest możliwy i ma swoje uroki, choć trzeba się do niego przygotować. Na sam początek, z powodu krótszych dni, zadbaj o psa i kup mu, widoczne w światłach reflektorów aut, odblaski. Psią widoczność dodatkowo poprawi migająca obroża i pokryte na całej długości odblaskowym materiałem szelki. Dzięki temu twój pupil będzie bezpieczny, szczególnie gdy trasa spacerów przebiega wzdłuż ruchliwej ulicy. Wiadomo również, że psu nie służą spacery jedynie po twardych nawierzchniach, takich jak chodniki. Część trasy zaplanuj w miejscu, gdzie podłoże pozwoli na amortyzację chroniącą stawy, np. park, łąka, las czy polna droga.

Zorganizuj ciekawe zajęcia podczas jesiennych wycieczek z psem

Potraktuj takie wyjścia nie jako konieczność, ale przyjemność dla ciebie i psa. Oboje się dotlenicie, rozruszacie i wesprzecie układ odpornościowy. Polska jesień obfituje w bogactwo kolorów, którymi nasycisz oczy, zrelaksujesz się i wrócisz do domu odprężona, akurat na kubek ciepłej herbaty. Dni z towarzyszącą mżawką też nie są przeciwwskazaniem do spacerów, o ile jesteście oboje zdrowi. Wystarczy zapamiętać, że między drzewami z reguły jest o wiele przyjemniej, a jeśli zabierzesz palto lub parasol, a na nogi kalosze, deszcz ci nie zaszkodzi. Gdy mieszkasz blisko lasu, zabierz psa na grzybobranie. Ty będziesz szukać skarbów z kapeluszami, a twój pupil zaintrygowany pochyloną sylwetką, również będzie węszył za czymś interesującym tropiąc nosem przy ziemi.

Rozejrzyj się wokół siebie, nawet jeśli nie trafisz na towarzystwo do zabawy dla psa, zorganizuj aktywność inaczej:

Aportowanie. Ten rodzaj aktywności kochają wszystkie psy. Zabierz ze sobą odpowiednią zabawkę do rzucania i trenujcie aportowanie. Połączysz przyjemne z pożytecznym, czyli naukę utrwalania lub nowej komendy z ruchem. Jeśli do tej pory wystarczył wam do zabawy znaleziony kij, przemyśl to pod kątem bezpieczeństwa — pies może nadziać się i skaleczyć podczas jego łapania, kij może też pęknąć i pokaleczyć pysk.

Szukanie tropu. Szczególnie udana zabawa czeka cię, gdy postanowisz schować, np. pod liśćmi, ulubioną zabawkę psa. Gdy weźmiesz partnera do towarzystwa, on może przytrzymać psa, co ułatwi znalezienie ciekawej kryjówki i ukrycie „zdobyczy”. Możecie również chować się przed psem, tak by ten na komendę partnera szukał was po śladach.

Zabawa z liśćmi. Pokochają ją nie tylko psy! Kto w dzieciństwie nie lubił rozkopywać zalegających pod nogami dywanów z liści?! Psy także kochają skakać za fruwającymi wokół liśćmi, oszczekiwać i tarzać się w nich. Podobnie z rozkopywanymi na boki kasztanami, które pies chętnie wyłapuje jeden po drugim. To może być prawdziwa frajda i relaks dla właściciela i psa.

Pamiętaj o odpowiednim karmieniu psiaka

Wybór najlepszej dla psa karmy jest niezwykle istotny. Dzięki niej zwierzę będzie miało energię do harców oraz zapewnione zdrowe funkcjonowanie. Pamiętaj, że jesień to pora na dostarczenie psu witamin i minerałów oraz energii potrzebnej do ogrzania ciała. Karma musi wzmacniać organizm i przygotować go do nadejścia prawdziwych chłodów, a także pozwolić na potrzebną regenerację.

Idealnie sprawdzą się tu zbilansowane karmy Dolina Noteci:

Jest cennym źródłem aminokwasów metioniny i cysteiny. Tłuszcz z kaczki jako nieliczny w grupie surowców pochodzenia zwierzęcego jest cennym źródłem kwasów tłuszczowych wielonienasyconych z rodziny n-6. Kaczka i surowce z niej pochodzące stanowią źródło szczególnie żelaza oraz selenu – składników mineralnych odgrywających istotną rolę w utrzymaniu prawidłowych funkcji krwi oraz stymulujących przeciwutleniające właściwości płynów ustrojowych. Dodatek dyni stanowi źródło węglowodanów o wysokim współczynniku strawności, a włókno pokarmowe oraz pektyny zawarte w nasionach psyllium razem z dynią stymulują prawidłowy przebieg procesów trawiennych oraz częstotliwość wypróżnień.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Karma będąca szczególnie cennym źródłem aminokwasów, lizyny i fenyloalaniny. Dodatkowo wysoka zawartość lizyny w mięsie królika zwiększa zawartość aminokwasów egzogennych o bardzo istotnym wpływie na większość procesów w organizmie. Dodatkowo zawartość selenu i żelaza odgrywa istotną rolę w stymulacji funkcji obronnych organizmu. Owoce żurawiny i nasiona psyllium stymulują prawidłowy przebieg procesów trawiennych oraz częstotliwość wypróżnień.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Więcej informacji o karmach uzyskasz na stronie 


Wpis powstał we współpracy z firmą

 


Lifestyle

Chcemy uczucia – wystarczająco, ale nie za dużo. Jesteśmy pokoleniem, które nie chce związku, choć bardzo pragnie miłości

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
22 września 2016
Fot. iStock/Balazs Kovacs

Czego my właściwie chcemy? Chcemy, żeby na porannym, sobotnim zdjęciu na Instagramie, stały obok siebie dwie filiżanki kawy, nie jedna. I jeszcze jednej pary butów, obok tych naszych, na pretensjonalnym zdjęciu naszych stóp, zrobionym gdzieś na nadmorskiej plaży. Chcemy oficjalnie potwierdzonego na Facebooku statusu „w związku”, który każdy może polubić i skomentować. I kochamy klikać „lubię to”, przy postach mówiących o tym, czy jest prawdziwy związek, jaka jest prawdziwa miłość. Ale my w miłości prawdziwi nie jesteśmy. Ani szczerzy, tak do końca.

Chcemy mieć z kim się spotykać w niedzielę rano na targu śniadaniowym. Pragniemy kogoś, kto wypije z nami kawę i przegna poniedziałkową chandrę, partnera na lunch we wtorek i kogoś, kto wyślę nam SMS-a na „dzień dobry” w środę. Chcemy kogoś, kto pójdzie z nami na te wszystkie wesela, na które nas zapraszają znajomi (Jak oni to zrobili? Jak znaleźli te swoją drugą połówkę?) Ale jesteśmy pokoleniem, które nie chce  związku i bliskości, która wymaga zaangażowania.

Popełniamy szaleństwa, szukając tej „odpowiedniej” osoby. Staramy się znaleźć kogoś najlepszego, kto będzie miał jakiś zestaw cech, ideał, jakby można było to sobie zamówić, wyczekać. Czytamy „5 sposobów, aby upewnić się, że on jest naprawdę dla Ciebie” i „7 sposobów na to, żeby ją w sobie rozkochać”, w nadziei, że jesteśmy w stanie dopasować sobie osobę w związku jak przedmiot w  jakimś projekcie. Inwestujemy coraz więcej czasu i energii, żeby na naszych profilach w portalach społecznościowych pokazać siebie. Pokazujemy iluzję.

Rozmawiamy i wysyłamy do siebie wiadomości, obserwujemy się na Snapchacie i uprawiamy sexting zamiast miłości. Idziemy na kawę i na piwo – wszystko, by uniknąć prawdziwego spotkania dwojga zainteresowanych sobą ludzi.  Czasem dostajemy wiadomość z propozycją spotkania „na prive”. Wtedy wpadamy w panikę.

Nieustannie bierzemy udział w konkursach na  „Największego Indywidualistę”,  i „Najbardziej  Emocjonalnie Niedostępną”. Główna wygrana jest zawsze ta sama. Samotność.

Pragniemy pozorów związku, ale nie chcemy pracy nad związkiem. Chcemy być razem, ale na swoich zasadach: bez spojrzeń prosto w oczy i poważnych rozmów. Chcemy obietnic bez rzeczywistego zaangażowania, chcemy świętować pierwszą rocznicę, nie wkładając uprzednio 365 dni pracy, które by do tej rocznicy doprowadziły. Chcemy żyć z kimś, kiedyś, w przyszłości,  „długo i szczęśliwie”, ale nie uważamy, że trzeba nam włożyć w to wysiłek już „tu i teraz”. Chcemy głębokiego związku, przywiązując wagę do tego, co płytkie.

Chcemy, żeby ktoś trzymał nas za rękę, ale nie umiemy zaufać aż tak, by wiedzieć, że ta ręka może nas również zranić, a mimo to nadal jej pragnąć. Chcemy wybierać,  ale nie chcemy być wybierani, bo to obejmuje możliwość bycia odrzuconym. Nas się nie odrzuca.

Chcemy uczucia, które swoją siłą zwala z nóg, ale jednocześnie pragniemy stać obok, bezpieczni, niezależnie od siebie nawzajem, żyjąc na własną rękę.

Nie chcemy związku – chcemy tylko seksu, wspólnych filmów na Netflixie i chłodu, który mówi: „nie jesteś w stanie mnie zranić”. Pragniemy wszystkiego, co da nam złudzenie relacji, nie będąc tak naprawdę w rzeczywistym związku. Chcemy wszystkich korzyści płynących z bycia z kimś, ale nie przyjmujemy żadnego ryzyka.

Chcemy uczucia – wystarczająco, ale nie za dużo. Chcemy zobowiązań – trochę, ale nie zbyt wiele.

Działamy powoli, z rozwagą, obserwujemy dokąd zmierza nasz związek i… boimy się chcieć więcej niż zwykłe spędzanie ze sobą czasu. To trochę tak, jakbyśmy wchodząc co czyjegoś domu, cały czas jedną nogą stali za drzwiami. Trzymamy ludzi na dystans – bawiąc się swoimi emocjami, ale przede wszystkim bawiąc się swoją samotnością.

Kiedy nadchodzi moment, w którym czujemy, że zaczynamy być sobą – uciekamy. Chcemy się ukryć. Opuszczamy ten związek tylnymi drzwiami. Zawsze są przecież inni, inne… Zawsze jest kolejna szansa na miłość.

Boimy się, panicznie obawiamy się pokazać swoją prawdziwą twarz. Niedoskonałości da się przecież zasłonić filtrem Instagrama. Zamiast przeprowadzić szczerą rozmowę, można obejrzeć następny odcinek ukochanego serialu na Netflixie. Lubimy ideę miłości bezwarunkowej, kochania kogoś, pomimo jego wad. Szkoda, że nas na tę miłość nie stać.

Czujemy, że mamy prawo do miłości, jak czujemy się uprawnieni do pełnoetatowych miejsc pracy zaraz po studiach. Uczą nas, że jeśli chcemy czegoś, zasługujemy na to. Uwierzyliśmy w „prawdziwą miłość”, „bratnie dusze” i w „żyli długo i szczęśliwie” . I że każdy może je mieć. Dlatego lata mijają, a my zastanawiamy się, dlaczego książę z bajki się nie pojawił. Denerwujemy się, że księżniczka się nie odnalazła. Gdzie jest nasza nagroda pocieszenia? Gdzie jest ten cudowny związek, na jaki zasłużyliśmy? Prawdziwa miłość, którą nam obiecano?

Chcemy kogoś, kto będzie obok, ale nie pragniemy prawdziwie OSOBY, człowieka z krwi i kości. Chcemy ciepłego ciała, ale nie PARTNERA. Pragniemy miłości, ale wybieramy samotność. Nawet we dwoje.


Tekst zainspirowany artykułem: „We Are the Generation That Doesn’t Want Relationships”,

 


Zobacz także

Moja rodzina jest „pełna”, gdy są zwierzęta

Regulamin konkursu „Złóż nam życzenia na roczek”

Rozwód nie musi niszczyć twojego życia. Wystarczy, że będziesz przestrzegać trzech zasad

https://pills24.com.ua/viagra-sildenafil/viagra-100-mg/

заказать курсовую

https://renesans-centr.kiev.ua