Lifestyle Psychologia

Nie potrafimy już cieszyć się małymi rzeczami. Nie wszystko stracone – jak odzyskać radość życia?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
4 marca 2016
Nie wszystko stracone - jak odzyskać radość życia?
Fot. iStock / Milan Stojanovic
 

–  Z czego się tak cieszysz? – powiedział dziś surowo jeden tata w szkolnej szatni do rozbrykanego sześciolatka. – Mam nowe pudełko kredek i bardzo chcę je otworzyć! – podskoczył aż trzy razy jego syn.  – No to rzeczywiście, jest z czego – odparował maluchowi rodzic i nawet się nie zawstydził. Wokół niego sami zmęczeni, znudzeni i zniecierpliwieni dorośli. Denerwują nas te dzieci z ich radosnym podejściem do życia, bo sami już nie potrafimy cieszyć małymi rzeczami. Nie wszystko stracone. Jest jeszcze szansa, by życie znowu stało się emocjonujące. Dlatego, przede wszystkim:

1. Nie marnuj czasu

Na rzeczy, które zupełnie niepotrzebnie rozpraszają twoją uwagę. Na kiepskie programy w telewizji, gry w telefonie i statusy znajomych na Facebooku. To wszystko odbiera ci energię, bez której trudno się czymś emocjonować. A poza tym sprawia, że nie zauważasz całej masy drobnych i fascynujących, choć codziennych zdarzeń. Przyznaj się, ilu osiągnięć swojego dziecka nie zauważyłeś za pierwszym razem?

2. Znajdź w sobie radość i ciekawość świata

Życie jest nudne nie dlatego, że nie wydarza się w nim nic zaskakującego tylko dlatego, że ty je tak postrzegasz. Przytłaczają cię obowiązki, praca, brak czasu dla siebie, nie mówiąc już o jakiejś rozrywce. Czujemy podniecenie i radość na myśl o rzeczach nowych w naszym życiu, ale co może być ekscytującego w domowej rutynie? Wszystko zaczyna się w głowie. Zmień podejście do codzienności i zacznij dostrzegać w niej to, że przez to że twoja – jest absolutnie wyjątkowa i uzależniona od twojej kreatywności. Innymi słowy – choć raz zachwyć się melodią wygrywaną przez postawiony na ogniu garnek pomidorówki ;).

3. Przestań  się ograniczać

Tym, co powiedzą inni, co pomyślą najbliżsi. Bo może to ze względu na twoje obawy związane z ich opinią nie sięgasz po swoje marzenia. Trwasz w smutku i stagnacji, we względnym spokoju, ale bez głębszych emocji: żyjesz zachowawczo. Jak tu odczuwać dreszcze ekscytacji wstając co rano z przekonaniem, że ten dzień będzie taki sam jak poprzedni, bo ty nigdy się nie odważysz przełamać pewnych schematów? Odważ się. Innego życia nie będzie.

4.Wprowadzaj małe, pozytywne zmiany

Dla innych pewnie będą niezauważalne, dla ciebie – to kamienie milowe. Wybierz inną drogę do pracy, ubierz się inaczej niż zwykle, wyjdź wcześniej i (nic nie mówiąc nikomu) wstąp na szybką kawę do tej kafejki, na której zawsze tylko zawieszasz wzrok. A może zainteresuj się nowym autorem i wyrusz na fascynujące spotkanie z zupełnie inną niż znana ci dotąd literatura? Nawet jeśli potem uznasz, że nie było warto – było warto. Jeżeli możesz, zapisz się na jakiś kurs, naucz nowego języka. Będzie okazja by po latach przypomnieć sobie radość z nowego pudełka kredek ;).

5. Oczyść swój umysł

Z tych wszystkich: „ ja to już tyle widziałem, tyle przeżyłem, nic mnie już nie zdziwi”. Czy naprawdę każdy zachód słońca jest taki sam  jak poprzedni? Czy momenty przeżywane z bliską osobą, rozmowy, podróże (nawet niedalekie) nie mają już w sobie nic magicznego? Spróbuj się zrelaksować i zmienić trochę perspektywę. Przypomnij sobie jakie uczucia towarzyszyły ci, gdy robiłeś coś pierwszy raz.

6. Wyeliminuj negatywne myślenie

Z negatywnym podejściem o wiele trudniej szukać tego dreszczu emocji w (pozornie) prozaicznych momentach. Nic już się nie wydarzy? Na pewno, jeśli właśnie tak będziesz o tym myśleć. W trudnych momentach dostrzegaj „drugą stronę medalu” i możliwości. To w nich tkwi potencjał dla twojego zachwytu nad światem.

7. Pozwól się sobie trochę porozpieszczać

Każdy z nas tego potrzebuje. Małe przyjemności, które pozwalają ci się „zresetować” : wypad do kina albo relaksująca kąpiel, spotkanie z przyjaciółmi, długa wizyta w ulubionej księgarni… Cokolwiek, co pomoże ci przełamać codzienną rutynę, podnieść odrobinę ciśnienie i… poczuć radość.

Życie nie jest nudne. Jest wciągające do głębi i fascynujące przez to jak wiele ma nam do zaoferowania. Do nas tylko należy nauczyć się to dostrzegać.


Lifestyle Psychologia

Uda, pośladki czy brzuch? Wymodeluj ruchem swoje ciało. Sprawdź jaka aktywność pomoże różnym partiom ciała

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
4 marca 2016
Fot. iStock / Paolo Cipriani
 

Jeśli jesteś zapalonym sportowcem, zapewne nie narzekasz na swoje ciało. Natomiast jeśli sport dla ciebie jest tematem odświętnym, a ruchu zażywasz jedynie przy okazji spacerów z psem, nadszedł czas na zmiany. Zanim wykupisz miesięczny karnet na siłownię zastanów się, nad którą częścią swojego ciała chcesz popracować.

Uda i łydki

Długie, szczupłe nogi wspaniale prezentują się w krótkich szortach i spódniczkach, oraz na wysokim obcasie. Jeśli chcesz wzmocnić mięśnie górnej i dolnej części nóg, do dyspozycji masz kilka rodzajów sportu.

Siłownia. Wersja hard dla tych, które lubią faktyczny wysiłek pod czujnym okiem instruktora. Przy regularnych ćwiczeniach efekt przyjdzie szybko, więc nie należy przesadzać by nie przypominać damskiej wersji Schwarzeneggera.

Jazda rowerem. O ile nie będziesz jeździła po 40 km każdego dnia, nie będą ci groziły nogi pasujące do kulturysty. Poza tym, że jazda rowerem pięknie rzeźbi uda i łydki,  poprawia także pracę serca, funkcjonowanie układu oddechowego i układu krążenia.

Bieganie. Wychodzi na to, że bieganie jest dobre na wszystko! Na pewno pierwszy efekt tego rodzaju aktywności to zmniejszenie obwodu ud i pojawienie się zarysu mięśni. Przy regularnym bieganiu raczej nie grozi nadmierna rozbudowa mięśni, chyba że połączysz bieganie z rowerem i siłownią.

Rolki lub łyżwy. Co prawda wraz z nadejściem wiosny łyżwy wędrują głęboko do szaf, za to rolki posłużyć mogą szczupłym nogom przez cały rok. Pamiętaj tylko o kasku i ochraniaczach na nadgarstki, łokcie i kolana. W razie upadku twoje szczuplejące nogi nie będą również dziurawe.

Joga i pilates. Dzięki tym rozciągającym ćwiczeniom, osiągniecie wysmuklone, ale nie umięśnione nogi. To dobre rozwiązanie dla tych z was, które nie przepadają za ćwiczeniami siłowymi. (Wprowadzenie do ćwiczeń jogi znajdziecie w artykule: Jak postanowiłam zostać joginką, czyli o co chodzi z tą całą jogą. Nie wiesz, jak zacząć? Przeczytaj).

Plecy

Warto się nimi zająć, szczególnie gdy narzekamy na bóle pleców i kręgosłupa. Wzmocnicie je nie tylko na siłowni, ale i w domu np. podciągając się na podwieszonym pod sufitem drążku, lub ćwicząc na macie.

Przykładowe ćwiczenie wzmacniające mięśnie pleców:

  1. Połóż się na brzuchu, wyciągnij proste ręce przed siebie, głowę skieruj wzrokiem do podłogi, nogi pozostaw proste.
  2. Następnie unieś do góry tułów (klatkę piersiową) oraz nogi. Biodra i brzuch mają zostać na podłodze (Jeśli sprawia ci to kłopot, unieś sam tułów, nogi pozostawiając na ziemi).
  3. Wytrzymaj około 5-10 sekund i wróć do pozycji wyjściowej. Powtórz 10 razy

Ramiona

Im kobieta jest starsza, tym z większym smutkiem obserwuje kondycję swoich ramion. Dość szybko tracą one swoją sprężystość, warto jest je wzmacniać, zanim skóra na nich zacznie falować niczym firanka na wietrze. Twoje ramiona wzmocni zarówno gra w tenisa jak i ćwiczenia z hantlami czy wykonywanie pompek

Pośladki

Zgrabna pupa to marzenie wielu kobiet. Niestety z wiekiem mięśnie stają się mniej jędrne, co odbija się na jej wyglądzie. Żeby pośladki nadal zachwycały dużo maszerujcie, postawcie na bieganie, jazdę na rolkach czy rowerem. Ćwiczcie także w domu:

Przysiady

1. Ustaw stopy równolegle, rozsuń je na szerokość bioder

2. Ugnij kolana, trzymając ciężar ciała na piętach i mocno wypinając pośladki w tył

3. Powoli wyprostuj kolana. W czasie przysiadów plecy trzymaj wyprostowane i jak najmniej pochylaj tułów do przodu

Brzuch

Chyba najbardziej problematyczna część kobiecej figury. Mało która z nas jest zachwycona swoimi mięśniami i chętnie chwali się na plaży sześciopakiem. Bądźmy szczere, jeśli nie wyrobiłyśmy sobie nawyku systematycznych ćwiczeń, w dodatku kochamy jeść chipsy i popijać piwo -tak, ja też to lubię!- efekt będzie raczej marny. Oponka to nie powód do wstydu, szczególnie jeśli możesz wytłumaczyć jej istnienie posiadaniem dzieci i przybraniem + 30 kg na masie w ciąży. Ale nigdy nie jest na tyle dobrze, żeby nie mogło być lepiej i jeśli marzysz o wzmocnionym brzuchu na lato, już teraz weź się do pracy. Oto jaki rodzaj aktywności może ci  w tym pomóc:

Aerobiczna 6 Weidera. To znienawidzony przez rzeszę kobiet zestaw ćwiczeń mięśni brzucha, który wymusza 100% zaangażowania, ale przynosi też upragnione mięśnie z żelaza. Fakt, wymaga wysiłku, ale efekt jest fantastyczny, o ile nie cierpisz na syndrom słomianego zapału. W tym przypadku systematyczność to klucz do sukcesu, jeśli odpuścisz sobie kilka dni ćwiczeń, twój wysiłek pójdzie na marne. Jak wykonywać poprawnie aerobiczną szóstkę? *

Ćwiczenie 1

Ćwiczenie 2

Ćwiczenie 3

Ćwiczenie 4

Ćwiczenie 5

Ćwiczenie 6

Nie masz ochoty na brzuszki? To do dyspozycji pozostaje cie także bieganie, które co prawda w mniej spektakularny sposób, ale także wzmacnia mięśnie brzucha. Miej świadomość że regularnie biegając, możesz bardziej liczyć na zeszczuplenie oponki, niż widoczną rozbudowę mięśni tej partii ciała. Jeśli nie wiesz, jak zacząć – przeczytaj: Na endorfinach żyje się lepiej! Chcesz się przekonać? Poradnik początkującej biegaczki.

Ogólny rozwój i wyszczuplenie sylwetki osiągniecie na basenie (tu zyska biust!), zajęciach z instruktorką fitnessu, zumby, tańca czy podczas chodzenia z kijkami. Jeśli faktycznie zależy wam na efekcie, nie odpuszczajcie sobie ćwiczeń, także w domowym zaciszu. Sport po pewnym czasie pozytywnie uzależnia, a akurat tego rodzaju uzależnienie wychodzi na zdrowie.


*Dokładny opis ćwiczeń 6 Weidera i harmonogram do ścisłego przestrzegania znajdziecie .


Lifestyle Psychologia

„Macierzyństwo nauczyło mnie najważniejszego, że będąc nieperfekcyjną, też można być szczęśliwą”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
4 marca 2016
Nieperfekcyjna mama: „Macierzyństwo nauczyło mnie najważniejszego, że będąc nieperfekcyjną, też można być szczęśliwą"
Fot. iStock / Voyagerix

Mówi głośno, że jest nieperfekcyjną mamą. I wcale nie chce być ideałem. Odczarowuje cukierkowe macierzyństwo, choć bywają kobiety, które twierdzą, że po przeczytaniu wpisów na jej blogu na pewno nie będą miały dzieci.

Dlaczego? Bo dzieci też płaczą, chorują, miewają kolki, ząbkują. A ty czasami masz ochotę wyjść po chleb i nie wrócić przez tydzień.

Ania Dydzik, autorka bloga – mama trzech córek, która wie, że idealne macierzyństwo nie istnieje.

Łamanie stereotypów

Nr 1 – Poradniki kłamią

Kiedy moja mama i moje trzy siostry dowiedziały się, że jestem w ciąży, były przerażone. Nidy nie przepadałam za dziećmi. Bałam się ich. Ale przyszedł czas, kiedy chciałam zostać mamą. Będąc w ciąży zaczęłam szukać informacji w internecie. Trafiałam na strony i blogi, gdzie mamusie były zawsze zadbane, ładnie wyglądające na co dzień, świetnie gotowały, a ich domy lśniły czystością na zdjęciach.

Tymczasem ja – z jednym dzieckiem pod pachą, biegałam z językiem wywalonym i myślałam: „Boże albo ja jestem jakaś nienormalna, albo one”. I im dłużej byłam mamą, tym bardziej zdawałam sobie sprawę z tego, że to niemożliwe, by macierzyństwo z poradników i blogów wyglądało tak na co dzień. Że to lukrowanie, robione na pokaz, do zdjęć, do bloga, pod artykuł.

Oczywiście, nim to do mnie dotarło, byłam załamana. Myślałam, że jestem do niczego i że nie nadaję się na mamę.

Idealne, perfekcyjnie ułożone matki przekonują, że macierzyństwo nic nie zmienia. Że wystarczy dobra organizacja czasu i można żyć tak samo jak przed porodem. Za każdym razem, gdy to czytam śmieję się w duchu. Nie wystarczy, że obiad jest na czas, życie towarzyskie nadal się toczy a my mamy jedynie jednego człowieka więcej w rodzinie.

Nr 2 – Karmienie piersią

Obecne wszędzie idealne macierzyństwo od samego początku stawia cię na przegranej pozycji. Jeśli wyłamiesz się z poradnikowego szablonu spotykasz się z własnymi wyrzutami sumienia.

Byłam wpatrzona w te wszystkie poradniki i rozsnutą wizję macierzyństwa. A już na samym początku zetknęłam się z trudną do przyjęcia dla mnie rzeczywistością, bo karmienie piersią było w moim przypadku nieudane. Poczucie winy, że nie daję dziecku co najlepsze dobijało mnie. I koleżanki, które dopytywały: „To ty już nie karmisz? Przecież mała ma dopiero trzy miesiące”. Nikt nie widział, jak siedziałam w kącie i odciągałam każdą kroplę… I te poradniki, które patrzyły na mnie z półek i zdawały się mówić: że musisz, że to dla dziecka, jaką jesteś matką.

Po mleko pojechał mój mąż, kupił butelki, wszystko przygotował. Dał mi do ręki butlę i powiedział: „Nakarm ją”. Karmiłam i płakałam… Martynka najadła się i przespała pięć godzin. Wtedy coś we mnie pękło. „Po co ja się tak męczę, przecież teraz jesteśmy szczęśliwsze”. Wizja idealnego macierzyństwa pękła. Karmiąc  ją mlekiem modyfikowanym postąpiłam wbrew sobie i przede wszystkim wbrew wszystkim znanym mi poradnikom, a jednak poczułam się spokojniejsza niż wtedy, gdy walczyłam o  każdą kroplę.

 

Różnią się nie tylko wyglądem, ale i poglądami na życie i wychowywanie dzieci. Dzielą je opinie na temat karmienia, szczepienia i sześciolatków w szkole, ale łączy zdecydowanie więcej. Dobro i szczęście ich dzieci. Emocje, które towarzyszą im wszystkim każdego dnia. Te same, takie same, zawsze.

Nr 3 – Wszyscy wiedzą lepiej

Słuchasz innych, bo nie masz doświadczenia. Przy pierwszym dziecku tylko wiedza z internetu i poradników, a jednak życie szykuje nam niespodzianki, a co robić, gdy dziecko płacze przez trzy godziny non stop nikt ci wcześniej nie powiedział.

Jak urodziłam bliźniaczki, usłyszałam: „Tylko nie kładź ich razem, razem nie zasną, będą budzić siebie nawzajem”. I jeśli mówi to ktoś, kto ma kilkoro dzieci i doświadczenie to mu wierzysz. Więc ja usypiałam jedną córkę, podczas gdy druga darła się w niebogłosy ze zmęczenia. Jak jedna zasnęła, zaczynała się walka z drugą. Byłam wykończona. W końcu położyłam je dwie razem. Obok siebie. Powariowały, porzucały smoczkami i… zasnęły. To kolejny dowód na to, że nie ufamy naszej własnej intuicji. Przecież każde dziecko jest inne.

Przy każdym moim dziecku słyszałam setki różnych opinii: „Jeszcze nie mówi?’”, „11 miesięcy i nie ma zębów” – i takie uwagi, mimo, że wydaje ci się, że cię nie dotykają to jednak  zostają w głowie i potem siedzisz i drążysz, i się zastanawiasz, jakbyś to ty matka miała wpływ na to, kiedy twojemu dziecku pokaże się pierwszy ząb.

Bliźniaczkom czapki zakładałam dla świętego spokoju i ściągałam za rogiem, bo były zupełnie niepotrzebne. A jak Martyna poszła do przedszkola, to usłyszałam, że w końcu pozbyłam się problemu z domu i jaka wyrodna matka ze mnie. A to była jedna z najlepszych decyzji – dla Martyny i dla mnie.

 

Szlag trafił twardą kobietę. Jestem miękka jak gąbka, gdy patrzę w oczy swoich dzieci. Rozpływam się, gdy są radosne. Biegam za nimi na czworaka udając psa, kopię piłkę, układam zaki w wózku, leżę na podłodze, podczas gdy ci mali ludzie skaczą po mnie, prawie płacząc ze śmiechu.

Nr 4 – Cukierkowe macierzyństwo

Zewsząd wciskany jest nam kit o cudownym, słodkim macierzyństwie. Myślę, że największą krzywdę robią nam media. Pokazują nam idealne mamy, które wszystko ogarniają, a nawet jak trafiają im się jakieś małe upadki, to zawsze wychodzą z tego z uśmiechniętą twarzą. Filmy, seriale, prasa wpędzają nas nieustannie w poczucie winy, że nie jesteśmy wystarczająco dobre.

Pamiętam jak w telewizji pojawiła się Super Niania. Oglądałam wszystkie odcinki choć mamą wtedy nie byłam i myślałam: „O rety, co oni robią z tymi dziećmi”. A później okazuje się, że może nie w takim stopniu, ale jednak podobne problemy się pojawiają i w twoim domu, bo dziecko ma swoje humory i kaprysy.

Myślę, że wina leży także po stronie naszych partnerów, którym wydaje się, że bycie mamą to szczyt naszych marzeń, że to nasza pasja i życiowy cel. A przecież tak nie jest. Bycie mamą jest cudowne, ale my potrzebujemy też czegoś dla siebie, czegoś swojego, w oderwaniu od dzieci. Musimy o to walczyć i to pokazywać. Odrzucić myślenie – jestem mamą i teraz muszę zająć się dzieckiem i tylko tym.  Nieważne czy chodzi o pracę, pisanie bloga czy nowe hobby, jeśli nie mamy nic poza dziećmi w końcu wariujemy.

W macierzyństwo wpisana jest nauka na własnych błędach, poleganie na swojej intuicji. Każda z nas na początku chce, by było idealnie. Ale im szybciej zrozumiemy, że idealne macierzyństwo to ślepy zaułek, tym lepiej dla nas.

Dlaczego mam nie mówić, gdy jest mi źle? Gdy jestem zmęczona? Dlaczego mam udawać? Komu imponować? Mówię o tym, co dobre, ale czasami też pomarudzę, ale z dystansem do tego, co mnie spotyka.

Fajnie jest być nieperfekcyjną mamą, jeśli się to w sobie akceptuje. Dla mnie blog na początku był samobiczowaniem się, a teraz jestem dumna, że nie jestem perfekcyjną mamą.

 

Na szczęście jednak uczę się na błędach a macierzyństwo nauczyło mnie tego, o czym w podręcznikach nie pisano. Nauczyło mnie bezwarunkowej miłości, nie przejmowania się drobiazgami, puszczania mimo uszu obcych komentarzy, asertywności i odwagi. Niczym lwica potrafię walczyć o dobro swoich dzieci. Macierzyństwo nauczyło mnie bycia dumną z córek nawet wtedy (albo zwłaszcza wtedy), gdy nie są idealne.

I w końcu, nauczyło mnie najważniejszego, że będąc nieperfekcyjną, też można być szczęśliwą.

Blog „Nieperfekcyjna mama” znalazł się w pierwszej dziesiątce Gali Twórców i bierze udział w drugim etapie konkursu o najlepszy blog minionego roku.


Zobacz także

Jak zadbać o zdrowie i urodę latem – kilka prostych i domowych sposobów

5 sygnałów, że twój partner nie kocha cię bezwarunkowo

Jak dać swojej córce poczucie własnej wartości, którego ty od swojej matki nigdy nie dostałaś

Становер

виагра киев цена

progressive.ua/en/