Lifestyle Psychologia

Najbardziej żałuję, że… 7 rzeczy, których ludzie żałują, gdy spoglądają w przeszłość

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
28 lipca 2016
Najbardziej żałuję, że...
Fot. iStock / vitapix
 

Życie jest pełne ironii. Wielu z nas żyję (i często mowa o całym życiu) robiąc rzeczzy, których nie lubi, nie chce robić – wreszcie ich nie cierpi – zaniedbując te wszystkie rzeczy, osoby i czynności, które szcze rze kocha. Refleksja zazwyczaj pojawia się dopiero wtedy, gdy coś nas do tego zmusi. Niestety nazbyt często, tym czymś jest własne przemijanie. Moment, w którym obracamy na chwilę głowę do tyłu – zbyt często pojawia się dopiero wtedy, gdy w do przodu już patrzeć zwyczajnie nie możemy, bo niewiele jeszcze tam na nas czeka.

I niby każdy z nas wie, każdy słyszał lub czytał, jak osoby, w których życiu zaszła rewolucja albo te, które powoli świat żegnają mówią:

Najbardziej żałuję, że…

1. Nie miałem dość odwagi by być sobą

Uczyłem się tego, czego nie chciałem, robiłem to, czego nienawidziłem.

Słuchałem innych, choć się z nimi nie zgadzałem.

Bałem się swoich pomysłów.

Byłem głuchy na swoje pragnienia.

Widziałem wszystko i wszystkich poza sobą.

Bałem się:
– nie mieć racji,
– przegrać,
– zaryzykować,
– upaść,
– szyderstwa,
– wzroku obcych,
– dezaprobaty bliskich,
– zmian,
– kosztu ewentualnego sukcesu.

… żyć naprawdę – tego też się bałem, to trudniejsze…

2. Byłem nieszczęśliwy w pracy – zamiast podjąć ryzyko i robić to, co kocham

Bo ktoś dawno temu powiedział mi, że tak trzeba.

Ktoś inny mi to pokazał.

A najbliższe mi osoby, tak samo pędzące w kołowrotku jak ja – mi w tym przyklasnęły.

Przeżyłem tak całe życie – przez chwilę myślałem, że to sukces…

3. Spędzałem za mało czasu z rodziną

Byłem zbyt zajęty robieniem dla nich TEGO WSZYSTKIEGO. Robiłem tak wiele, że dla nich nie miałem już ani czasu, ani siły, ani chęci.

Nie grałem z synem w piłkę – bo pracowałem na jej najnowszy model.

Nie głaskałem mojej żony po włosach – bo byłem zbyt zajęty tym, żeby nie musiała się martwić i mogła iść do fryzjera.

Nie czytałam córce bajek – bo romansowałam z klawiaturą, by zrobił to ktoś za mnie na najlepszym kółku teatralnym.

Nie plotłam jej warkoczy – bo spłacałam swoim czasem dodatkowy samochód, którym nie miałam kiedy jej wozić.

Nie kochałem się z żoną – bo byłem na drugim końcu świata, by spała spokojnie.

Nie trzymałam go za rękę – bo mijaliśmy się w drzwiach, każdy nas tak bardzo chciał coś światu udowodnić.

Nie całowałem jej w czoło na dobranoc – bo nagle okazało się, że wyjeżdża już na studia. Nie wiem kiedy ten czas minął.

4. Za dużo pracowałem – zamiast korzystać z życia

Bo wierzyłem kiedyś, że tylko ciężka praca jest wartością samą w sobie, bo mniemałem, że beze mnie tak wiele rzeczy się nie uda – przecież nie może się udać, gdy nie ma przez chwilę kogoś, kto to wszystko „trzyma”. Bo przecież nikt tak ciężko nie pracuje, tak dobrze, nikt nie jest tak zaangażowany – byłem z tego taki dumny. Aż do teraz, gdy jestem już na końcu życia i gdy…

– nie mam juz dość siły ani możliwości, żeby robić to nadal – a  nie umiem inaczzej żyć,
– gdy choroba pokazała mi, jak wiele rzeczy w życiu już nigdy nie zrobię – a przecież mogłem, tylko przegapiłem,
– gdy świat krzyczy mi ze wszystkich stron, że ja i moja praca jesteśmy mu już niepotrzebni, bo się zmienił – a ja czuję, że przecież nic innego ze mnie nie zostało: ani zdjęcia z Bieszczad, ani puchar za zawody w piciu piwa, ani ciepłe spojrzenia dzieciaków z sąsiedztwa, którcyh kiedyś, czegoś nauczyłem
– gdy mam pieniądze, za które nie mam czasu nigdzie pojechać
– domy, których nie mam komu zapisać
– doświadczenie, którym z nikim się nie podzieliłem
– gdy wiem, że to wszystko „czym” byłem zniknie razem ze  mną, jeszcze bardziej boli, że przeżyłem całe życie „niepotrzebnie”.

5. Nie utrzymywałem kontaktu ze starymi znajomymi

Powodów było dużo. każdy nas wpadał w to swoje życie po uszy. Problemy, praca, dzieci, dom – czas. ten płynął nieubłaganie, a my po prostu mu się poddawaliśmy. Najpierw przestaliśmy do siebie jeżdzić na wakacje, wpadać na kawę, jak niegdyś – bo przecież kazdy z nas rozumiał, że nasze życia się zmieniają. Gówno prawda! To my je zmienialiśmy, to my wybieraliśmy. I to nasze 2 godziny w tygodniu, 2 tygodnie w roku – stawały się coraz bardziej odległe, poprzesuwane jak suwaki w kaledarzu. Potem przestaliśmy do siebie wysyłac karty i listy na urodziny, bo przecież jest telefon.  Dzwonić też przestaliśmy, bo przecież łatwiej i szybciej można wysłac SMS-a, i nie trzeba się w nim mierzyć ze wstydem, że przegapilismy o dwa dni urodziny przyjaciela, bo przecież urodzin przyjaciela się nie przegapia. A jak się do kogoś piszę życzenia SMS-em, to chyba nie jest juz przyjaciel. Prawda?

Tylko przez ostatnie lata tych SMS-ów, straciliśmy wzajemnie większość przyjaciół. Może poumierali, wyjechali – nie wiem. Nie dowiem się dziś, czy powinienem już po nich płakac. Żałuję. Bo kiedyś to nie były bezwartościowe i śmieciowe znajomości. To my je na nie zamieniliśmy.

6. Nie wyrażałem swoich prawdziwych uczuć

Uczucia, to takie dziwne słowa. Mam dziś na nie więcej czasu niż zwykle, bo coś w pewnym momencie poszło nie tak. Tak myślę, teraz ma to czas. Szpital daje człowieku bardzo dużo czasu i bardzo dużo uczuć. Nie wiem dlaczego mówi się o szpitalach, że są takie zimne i obce. Tu pęka więcej emocji niż na niejednym weselu. Ludzie godzą się, tęsknią, płaczą, cieszą, wreszcie żegnają… Każda sala zbrukana jest morzem emocji – cudzych i tych, które odkładałeś całe życie.

Nie mówiłeś jej jak bardzo ją kochasz, gdy leżeliście obok siebie w łóżku. A teraz, gdy ona może tylko trzymać cię za rękę powtarzasz to ciągle. Smutne tylko jest to, że nie masz już dość czasu, by powiedzieć to tyle razy, ile tego w waszym życiu zabrakło.

Ona nigdy nie chiała pokazać światu jak bardzo się boi, że nie ma już siły. Teraz boi się czegoś innego, boi się tak bardzo, że pozowliła tym wszystkim emocjom wyfrunąc z klatki. A im jej strach jest większy, tym jest silniejsza w tej swojej wolności.

Nigdy nie mówiłem mu jak bardzo jestem z niego dumny. Jak wiele znaczy dla mnie to, co osiągnał. Mój syn. Mój. Też zostanie za niedługo ojcem, jak ja. Może gdybym był kiedyś inny przyjechaliby na te święta, gdy byłem jeszcze w domu. Miałbym teraz tu nasze zdjęcie na szafce. Nie mam. Dzwoni do mnie. Mówi, że wpadnie w przysżłym tygodniu, żebym się nie łamał, że to ja nauczyłem go jak być twardym, więc teraz nie moge sie poddać. Ale już dawno nie walczę, nie potrzebnie tak wiele lat walczyłem z nim – niepotrzebnie pytałem: „Piątka, a dlaczego nie szóstka?”, „no sztuką nie było dostać się na te studia, musisz mieć wieksze ambicje”. Może mówi do niej wieczorem, gdy zasypiają „tata już taki jest, ale na swój sposób mnie kocha” – a ja dziś wiem, że nie chcę by mój wnuk, tak mówił kiedyś o nim. Choć nadal nie umiem tego powiedzieć.

7.  Nie podróżowałem / poznałem zbyt mało świata 

Bo nie miałem na to czasu, bo szkoda mi było pieniędzy, bo zawsze znalazł się powód. I nawet nie żaluję tych wakacji na egzotycznej wyspie na których nigdy nie byłem. Żałuję, każdej jednodniowej wycieczki pociągiem, spacery po lesie, który przecież od stu lat był tak blisko – a dla mnie za daleko. Już nigdy nie dowiem się, co jakaś pani Jadzia, która sprzedaje swojskie kiełbasy sądzi o moim kapeluszu, ani jak to jest zdobyć szczyt w Tatrach. Ani nawet nie sprawdzę, czy ptaki nad Biebrzą śpiewają choć odrobinę inaczej.

Nie pokaże moim dzieciom Czech, Paryża czy portu w Szczecinie. One już dawno tam były – albo mówią: – Będzie jeszcze czas tato, jak się trochę odkujemy, ty całe życie spędziłeś tutaj i byłeś szczęśliwy – nieprawda, nie byłem. Może dopiero teraz do mnie to dotarło. Teraz wiem, że mogłem w życiu zobaczyć i pokazać wam więcej, częściej. Choćby te 50 km od domu. Nauczyć was poznawać świat inny, nie tak zmęczony jak my.

Najbardziej żałuję, że…

… ale uparcie staramy się tego zbyt głośno nie słyszeć. Bo chyba bardziej od tego, że kiedyś będziemy żałować boimi się, że dziś bedziemy musieli ciężką pracą coś zmienić. A ja życzę nam wszystkim, żebyśmy  nie musieli się bać – ani zmian dziś, ani straconego czasu kiedyś.


Źródło:


Lifestyle Psychologia

„Kochana! Miłość, albo jest, albo jej nie ma. Kiedy jest, to wiesz, nie masz wątpliwości, nie miotasz się”

Małgorzata Mueldner
Małgorzata Mueldner
28 lipca 2016
Fot. iStock/NADOFOTOS
 

– Przyjedziesz? Odzywa się M. w telefonie.

– A mam inne wyjście? Pewnie, że przyjadę – odpowiadam.

Omiatam spojrzeniem parapety domu, trawnik i myślę: – Trudno, kwiaty znowu niepodlane, trawy też nie skoszę. Może jutro, może nie – lepiej nic nie planować, bo ostatnim razem, kiedy zaplanowałam sobie życie, to jakoś nie wyszło. Po tym tygodniu też obiecywałam sobie wiele: pokonam zaległości w praniu i prasowaniu, w ogóle wysprzątam cały dom, tak z myciem okien i zmienię jeszcze zazdrostki w kuchni. I co? I na razie zatrzymuję wzrok na tym, czego nie zrobiłam na zewnątrz. Są sprawy ważne i ważniejsze.

Jadę i słucham radia, z którego dobiega głos niegdyś boskiego Limahla i jego wielki przebój.  Myślę sobie, że muzyka to prawdziwa magia, każda piosenka, bowiem przypomina jakąś chwilę z życia. Ja i idę nawet o krok dalej – to już nie subtelne wspomnienie, to deja vu.

Never Ending Story

Na szczęście tym razem jestem jedynie drugoplanowym bohaterem niekończącej się opowieści, która trwa, od kiedy M. wdała się w krótki, aczkolwiek, bardzo intensywny romans. Kiedy od niej odszedł, przeklinałyśmy jego, jej ocierałyśmy łzy i wyczekiwałyśmy kogoś, kto pomoże zapomnieć.

Nigdy nie proś o to, co może być ci dane – teraz już to wiemy! Oto pewnego dnia do życia naszej M. wparował on, z przytupem niczym królewicz na białym rumaku. Chociaż jego fizyczność bardziej przystawała do obrazu żaby z charakterem, niż do uroczego królewicza, rycerza itd., ucieszyłyśmy się wielce i popchnęłyśmy zagubioną przyjaciółkę (na nasze usprawiedliwienie trzeba dodać) w bardzo męskie ramiona. Najważniejsze, że M. była radosna no i zapomniała… niestety też o sobie, na długo!

Przez chwilę unosiłyśmy się wszystkie na różowej chmurze i wyobrażałyśmy sobie piękny ślub, my druhny i ona taka szczęśliwa, koniecznie w krótkiej sukience. Nie doszło jednak nawet do zaręczyn, bo on był zwolennikiem życia w nigdy niekończącej się bajce i tylko na dobre – nigdy na złe. Niestety biedna M zdążyła się porządnie zauroczyć, zanim tak naprawdę zdążyła go dobrze poznać.  My za to zdążyłyśmy poznać… się na nim.

– Nie jest gotowy, żeby przemienić się w królewicza, potrzebuje więcej czasu – usprawiedliwiała go przed nami.

– On nie jest w stanie przemienić się w królewicza. Pozostanie żabą, z wątpliwie urokliwym charakterem – mówiłyśmy pewne, że magii żadnej tu już nie ma i nie będzie.

W każdym razie nie zniknął tak szybko z serca M., jak się w nim pojawił. Zdołała go jedynie wywalić z grona znajomych na Facebooku i tyle. Oczywiście to mu nie przeszkadza od czasu do czasu do niej napisać, coś w stylu: „Tęsknię za twoim śniadaniem”, albo „ Zostaw serce, weź swoją śliczną … i wpadaj do mnie”.  Cóż, kiepski z niego romantyk, za to super palant.

M. kiedyś chciała odpisać „F…k you”, ale zamiast tego wysłała mu kolejną wspaniałą wiadomość, w której było wszystko – wyznanie i pożegnanie. Ale co tam, on nadal pojawia się – trochę ją ukocha, na koniec szepnie, że nie może o niej zapomnieć i znika. A wszystko (uwaga!) wirtualnie, na messengerze. To takie ostatnio modne!  Też tam byłam… przez pewien czas, zbyt długi. Kto nie był? Niestety nie każdy do tego się nadaje, jak i do innych rzeczy…

Nic to… Istnieje jednak szansa, że my (przyjaciółki) wyślemy mu komunikat ostateczny i właśnie w języku angielskim, bo to zawsze lepiej brzmi. Dopiszemy jeszcze „F…k co chcesz, tylko nie naszą przyjaciółkę!”. Należałoby mu się za M. i za to, że uczynił nasze lato koszmarem, za nieskoszony trawnik, a jak tak dalej pójdzie. to za uschnięte pelargonie też!

All you Need is Love

Najgorzej jest, kiedy M. naczyta się wyznań wyzwolonych śmiałych kobiet i postanawia zostać jedną z nich. Postanawia wziąć sobie seks! Problem polega na tym, że nigdy taka nie była i raczej nie będzie. M. to ciepły kluch, tzn. jest bardzo dynamiczną osobą na co dzień, ale w fizyczności potrzebuje miłości, choć ona jednak obstaje przy swoim i przekonuje nas, że wyleczyła się już z uczucia, że teraz chce tylko przyjemności, a przecież on ten niedoszły królewicz świetnie się do tego nadaje.

– To fakt, tylko do tego się nadaje – dorzucamy od siebie.

Oczywiście nic z jej postanowień nie wychodzi, bo ona jest jednak beznadziejnie zakochana, to już nie fatalne zauroczenie (teraz wiemy na pewno) i zaraz zrobi coś, czego będzie żałować, co przyniesie ulotną chwilę szczęścia, a na koniec żal.  Bo przecież i tak nie dostanie tego, czego szuka i w końcu stwierdzi, że po prostu to nie ten…

– Wiesz, ja przekonałam się, że TO NIE TO i NIE TEN całkiem niedawno na masce swojego samochodu, w lesie – śmiało wyznaje J.

– W sumie to lepiej tak, niż we własnej sypialni – odpowiada M.

Let it Be

Dzisiejsze czasy nie sprzyjają uwolnieniu się od nieszczęśliwej miłości. Kiedyś łatwiej było osiągnąć stan zgodny z twierdzeniem, „Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”. Teraz jest Facebook – współczesne narzędzie tortur wszystkich zakochanych bez wzajemności. Niby nie chcesz wiedzieć, a i tak śledzisz jego profil i tak dokonujesz sobie kolejnej i kolejnej operacji na otwartym sercu. Uzdrowić w ten cudowny sposób postanowiła się też nasza M. Już go nie było na jej FB, teraz znowu jest.

– Jedziesz już? Na pewno masz czas? Bo wiesz czuję się tak, jakbym traciła kontrolę nad własnym życiem – tłumaczy się zakłopotana, zawstydzona.

– Już jadę. Mam czas i też tak czasem mam – odpowiadam i wiem, co jej dzisiaj powiem.

A powiem jej tak: „Kochana! Miłość, albo jest, albo jej nie ma. Kiedy jest, to wiesz, nie masz wątpliwości, nie miotasz się. Nie wstydź się nigdy swoich uczuć, ale je szanuj. Czas przyznać się przed sobą do tego, że ktoś ciebie nie pokochał. Jego strata – tego akurat jestem pewna. Masz złamane serce i zaakceptuj ten stan, przeżyj żałobę, a później otwórz się na nowe – przyjdzie tylko bądź cierpliwa i nie szukaj, bo im bardziej szukasz, tym bardziej nie znajdziesz.”

P.S. M. przeczytała mi przez ramię, powiedziała, że końcówka fajna, tylko nadal nie dociera.


Lifestyle Psychologia

Oni z pewnością zasługują na miano super ludzi!!! Obejrzyj koniecznie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
28 lipca 2016
Fot. Screen / You Tube

Za chwilę czekają nas emocje związane z Igrzyskami. Ci, którzy kochają sport i nawet ci, którzy kochają go mniej będą emocjonować się osiągnięciami sportowców. Będą zachwycać się wynikami, nowymi rekordami. Tymczasem zapominamy, że zaraz po igrzyskach zaczyna się paraolimpiada, z której nasi wyjątkowi sportowy cztery lata temu przywieźli aż 36 medali!

Czasami mam wrażenie, że to, co paraolimpijczycy są w stanie zrobić ze swoim nieidealnym ciałem, wykracza poza wszelkie normy. Ta wiara we własne możliwości, determinacja, upór i ambicja… – tego powinniśmy się od nich uczyć i za to bezwzględnie podziwiać sportowców z niepełnosprawnością.

Na całym świecie paraolimpiadę oglądają miliony ludzi, ale nie w Polsce – u nas jest marginelizowana. Czas to zmienić. Zobaczcie, jak sportowców, którzy będą walczyć w Rio de Janeiro promuje Channel 4.

Trudno się nie wzruszyć i nie otworzyć oczu ze zdumienia…


Zobacz także

Niektórzy, z miłości zbierają gwiazdy…Ten krótki film wzrusza, bo przekazuje prostą prawdę o życiu, które się kończy

Jest przynajmniej 5 powodów, by odwiedzić Inwałd

Jest przynajmniej pięć powodów, by w te wakacje odwiedzić Inwałd

8 filmów poprawiających humor. Dla wszystkich, którzy potrzebują dystansu i uśmiechu