Lifestyle

Kryzys po 40-tce? To jak zrzucanie z siebie starej skóry. Zupełnie inny rozdział w życiu

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
24 listopada 2016
Kryzys po 40-tce
Fot. iStock/anouchka
 

Wyśmiewamy kryzys wieku średniego u mężczyzn, że to niby kryzys męskości, że to wtedy faceci wpadają w sidła romansu z młodszymi, kupują nowoczesne auta i ogólnie jakoś tak… tracą trochę rozum.

Tymczasem kryzys wieku średniego dopada każdego bez względu na płeć, tyle tylko, że my kobiety trochę inaczej ten kryzys przeżywamy, rzadziej rzucamy się w ramiona młodszego kochanka.

Jak ów kryzys zauważyć? Jak wytłumaczyć, że nagle stajemy się pełni lęków, ale też determinacji? Czasami świadomość mechanizmów naszych uczuć i myśli sprawia, że łatwiej nam przejść przez kolejny etap naszego życia.

Po czym rozpoznać, że wchodzimy w kryzys wieku średniego?

Zaczynamy się obawiać o swoje zdrowie

Nigdy wcześniej o tym nie myśleliśmy, a tu nagle nasze zdrowie obchodzi nas więcej niż dotychczas. Myślimy o zrobieniu profilaktycznych badań, przestajemy odkładać wizyty u lekarza. Lepiej się odżywiamy, w ogóle to moment, kiedy przywiązujemy wagę do tego, co jemy, jaki tryb życia prowadzimy. Nasze myśli częściej krążą wokół zdrowia i samopoczucia.

Obsesyjnie chcemy schudnąć

To jak wyglądamy zaczyna mieć dla nas zdecydowanie większe znaczenie niż dotychczas. Nagle zapisujemy się na zajęcia fitness, chodzimy na basen, zaczynamy nawet, byleby tylko nasze ciało nabrało satysfakcjonującego nas kształtu. Śmiejemy się z mężczyzn, że zaczynają się młodzieżowo ubierać, a co my robimy? Też chcemy, by nasze ciała wyglądały młodo, często popadając na tym punkcie w obsesję.

Porównujemy się z innymi

Jesteśmy w takim wieku, kiedy można przyjrzeć się znajomym, przyjaciołom, na jaki etapie swojej kariery zawodowej są, jakie sukcesy zdążyli odnieść. Porównujemy nasze osiągniecia do tych, którymi oni mogą się pochwalić. Zastanawiamy się, jak my w tym bilansie wypadamy

Pytamy siebie i swój rozwój

Tak, jak porównujemy się z innymi, tak też sami zaczynamy się zapytywać czy podążamy dobrą drogą czy to jest właśnie to, co chcemy robić? Czy zmierzamy do naszych własnych oczekiwań? Zastanawiamy się, czy osiągnęliśmy to, co sobie kilka lat wcześniej zaplanowaliśmy, czy się udało zrealizować swoje pragnienia, marzenia? Czy przypadkiem nie jest za późno, żeby jeszcze coś w swoim życiu zmienić.

Myślimy o zmianie pracy

Nagle praca zaczyna nad denerwować, myślimy o jej zmianie, zaczynamy się rozglądać, szukać dla siebie nowych możliwości, miejsca, gdzie moglibyśmy się realizować, gdzie widzimy siebie spełnionymi za kilka lat. To także czas, kiedy praca przestaje być dla nas najważniejsza, kiedy chcemy robić to, co lubimy, co sprawia nam przyjemność, a nie jest tylko codziennym obowiązkiem.

Popadamy w stany depresyjne

Choć eksperci wskazują, że ludzie w wieku średnim rzadziej chorują na depresję, to jednak jej epizody dotykają nas, kiedy na nowo poszukujemy swojej tożsamości, kiedy pojawia się poczucie pozornej straty tego, co było – młodości, szaleństwa. To może zmienić chemię naszego mózgu, jeśli do tego dołożymy niefortunne zdarzenia, istnieje prawdopodobieństwo, że pojawić się mogą objawy depresji.

Myślimy o śmierci i przemijaniu

Mijamy połowę naszego wieku, wchodzimy w tę jego część, która jednak zbliża nas do śmierci, a nie od niej oddala. Naturalnym jest to, że nasze myśli biegną ku przemijaniu, że jakoś tak zastanawiamy się, co po sobie pozostawimy, czy cele postawione możliwe są do osiągnięcia, czy zdążymy ze wszystkim, co sobie w tym naszym życiu postanowiliśmy?

Stajemy się rozrzutni

Po 40-tce łatwiej wydać nam pieniądze na własne zachcianki, badania pokazują, że robi tak około 1/3 osób w średnim wieku. I tak jak faceci kupują samochody, tak na przykład kobiety decydują się na operacje plastyczne.

Kryzys wieku średniego to zderzenie się z tym, co dotychczas zrobiliśmy, a co jeszcze przed nami, wejrzenie w siebie, obrócenie się na chwilę i zrobienie rachunku sumienia – czy to moje życie jest takie, jakie chciałabym, żeby było. Wnioski mogą być różne, bo takie zatrzymanie się, może w nas wywołać wiele niepokoju. To zmierzenie się z tym co było dotychczas i zadecydowania, którą drogą chcę pójść, czy coś chcę w swoim życiu zmienić, bo, jeśli chcę, to jak nie teraz, to kiedy?

Mam takie poczucie, że to jak zrzucanie z siebie starej skóry, przepoczwarzanie się. Walczymy ze sobą, czy wyjść z bezpiecznej dotychczas strefy komfortu, czy pozostać w poukładanym, może nie do końca wymarzonym, ale jednak znanym życiu.

Jedno jest pewne. Jeśli zdamy sobie sprawę z tego, dlaczego targa nami tak wiele emocji, czemu zadajemy sobie setki pytań dziennie, to warto wykorzystać ten etap życia, by przemyśleć, zajrzeć w siebie głęboko i wycisnąć z tego życia, ile się da, ile my sami chcemy. A może w końcu rozłożyć skrzydła i pozwolić sobie polecieć?


Lifestyle

Miłość, troska, bezpieczeństwo. Tego chcą rodzice dla dzieci, także w podróży

Redakcja
Redakcja
24 listopada 2016
Fot. Materiały prasowe
 

Gdy dziecko przychodzi na świat, rodzice robią wszystko, by zapewnić mu doskonałą opiekę. Reakcja na każdy płacz, tulenie do snu, karmienie z miłością i zapewnienie bezpieczeństwa w każdej chwili życia dziecka, staje się sprawą priorytetową. Od pierwszego dnia życia malca, a czasem nawet jeszcze przed jego narodzinami, rodzice starają się, by te działania przyniosły jak najlepszy rezultat.

Nic nie dzieje się przez przypadek, dokładnie rozważane są wszelkie „za i przeciw” podczas zakupu wózka, łóżeczka czy fotelika dla malca. I tak, jak ważna jest funkcjonalność, szczególną uwagę musimy zwrócić na kwestię bezpieczeństwa, zwłaszcza w przypadku zakupu fotelika samochodowego.

Fotelik dziecięcy powinien mieć te wszystkie cechy

Wybór fotelika do przewożenia dzieci w aucie nie zawsze jest łatwy. Rozpatrując go należy wziąć pod uwagę kilka kwestii, które warunkują, czy dany model spełni dobrze swoją funkcję. Jednym z podstawowych kryteriów jakim należy się kierować podczas zakupu fotelika, powinien być wyznacznik wieku i wagi dziecka. Należy pamiętać, że zarówno fotelik za duży, jak i zbyt mały, może paradoksalnie stać się dla malucha poważnym zagrożeniem. Nieodpowiedni fotelik nie ochroni dziecka w chwili wypadku.

Podejmując decyzję uwagę należy zwrócić na to, czy fotelik spełnia wymogi bezpiecznego przewożenia małego pasażera. Jednym z takich wymogów jest certyfikat dający gwarancję bezpieczeństwa podczas każdej podróży z dzieckiem. Co ważne, nie zawsze należy sugerować się ceną fotelika. Najdroższy model, na jaki uda wam się trafić, nie musi oznaczać najlepszy. Wyboru warto dokonywać z głową po przeanalizowaniu dostępnych możliwości.

Decydując się na zakup fotelika samochodowego nie zapomnijcie sprawdzić, czy akurat wasze auto pozwala na prawidłowe zamontowanie go w pojeździe. Dowiedzcie się, czy wystarczy standardowe przypięcie pasami, czy możecie skorzystać z systemu ISOFIX. Wybór fotelika nie jest możliwy bez rozeznania w temacie i warto poświęcić chwilę na zebranie informacji, by decyzja była jak najlepsza dla małego pasażera.

Foteliki Lionelo, bogaty wybór z wysokim standardem

Chcąc kupić fotelik idealny dla potrzeb malucha dobrze postawić na markę, która oferuje wybór wśród modeli dla różnych grup wiekowych małych pasażerów. W końcu chcemy bezpiecznie i wygodnie przewozić dzieci od samego początku ich życia. Szukając optymalnego rozwiązania warto zwrócić uwagę na ofertę fotelików samochodowych Lionelo.

Fotelik samochodowy  dla najmłodszych pasażerów 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Lionelo LIAM to fotelik samochodowy dedykowany najmłodszym dzieciom, o wadze od 0-18 kg. Jest on nie tylko wygodny, ale i bezpieczny, co gwarantuje certyfikat bezpieczeństwa ECE R44.04, wykonany w niezależnym ośrodku badawczym. Ale nie są to jedyne zalety tego fotelika. Producent zadbał o bezpieczeństwo najmłodszych pasażerów dzięki zastosowaniu 5-punktowych pasów bezpieczeństwa gwarantujących maksymalne zabezpieczenie dziecka. Ponadto zagłówek z dodatkową poduszką pozwala wygodnie podróżować oraz chroni główkę dziecka przed niekontrolowanym opadaniem podczas zakrętów, czy zmiany prędkości jazdy. Komfortową podróż zapewni możliwość dostosowania nachylenia fotelika w 3 pozycjach. Pozycja półleżąca sprawdzi się idealnie podczas snu malca. Fotelik Lionelo LIAM, poza nowoczesnym designem, wykonany został z przyjaznych dla dziecka materiałów, w czterech modnych opcjach kolorystycznych — szary, granatowy, beżowy, czerwony.Fot. Materiały prasowe

Fotelik samochodowy  

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

To oferta fotelika dla odrobinę starszych, samodzielnie siedzących już dzieci. Dedykowano go małym podróżnikom mieszczącym się w przedziale wagowym od 9 do 36 kg. Bezpieczeństwo przewożenia potwierdza certyfikat bezpieczeństwa ECE R44.04, wykonany w niezależnym ośrodku badawczym. Bezpieczeństwo dziecka podczas drogi zapewniają również pięciopunktowe pasy bezpieczeństwa, których wysokość możę regulować opiekun. Fotelik Lionelo LEVI sprawdzi się doskonale podczas podróży dzięki dodatkom wpływającym na komfort dziecka. Załączony w zestawie praktyczny organizer na niezbędne artykuły oraz osłonki przyciemniające szyby, ułatwią każdą podróż. Maluch chroniony przez nadmiernym słońcem oraz mający pod ręką ulubione zabawki czy napój, łatwiej zniesie drogę. Fotelik wykonano z wytrzymałych i przyjaznych dla dziecka materiałów, w czterech modnych opcjach kolorystycznych — szarym, niebieskim, różowym, czerwonym. Dzięki regulacji wysokości, fotelik posłuży przez wiele lat podróżowania, ponieważ łatwo będzie go dostosować do potrzeb rosnącego dziecka.

Fot. Materiały prasoweFot. Materiały prasowe

Fotelik samochodowy  z montażem ISOFIX 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Kolejny fotelik wysokiej klasy, Lionelo SEM, dedykowano dzieciom będącym w przedziale wagowym 9-36 kg. Tak jak pozostałe i ten fotelik posiada certyfikat bezpieczeństwa ECE R44.04, wykonany w niezależnym ośrodku badawczym. Ponadto SAM daje możliwość skorzystania z systemu ISOFIX — nowoczesnego i prostego systemu mocowań fotelika do samochodu. Ten sposób osadzenia w aucie fotelika gwarantuje łatwość montażu i większe bezpieczeństwo podczas jazdy. Regulowane na trzech poziomach pasy bezpieczeństwa, pozwalają na dostosowanie ich długości do wzrostu dziecka, dzięki opcji regulacji wysokości. Wyprofilowany zagłówek i specjalna poduszka nie tylko zabezpieczy główkę dziecka przed niekontrolowanym przechylaniem się na boki, ale pozwoli na komfortowy wypoczynek bez nagłego wybudzania. Podróż maluchowi umilą dostępne w zestawie z fotelikiem osłonki przyciemniające szyby oraz organizer, w którym pomieszczą się niezbędne podczas jazdy artykuły. Fotelik wykonano z przyjaznych dla dziecka materiałów, w czterech modnych opcjach kolorystycznych — grafitowym, niebieskim, czerwonym.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fotelik samochodowy 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Kolejna propozycja fotelika samochodowego dla dzieci o wadze od 15 do 36 kilogramów, również spełni oczekiwania rodziców. Lionelo Lars jest przykładem fotelika praktycznego, wygodnego i łatwego w montażu — bez kłopotu mocuje się go w aucie za pomocą pasów, co zapewnia małemu pasażerowi bezpieczeństwo. Lionelo Lars można dostosować do potrzeb pasażera, dzięki regulacji zagłówka, umożliwiającej dopasowanie fotelika do wzrostu dziecka. Prostota i wygoda są jego największymi zaletami, a wykorzystanie Larsa jako samodzielnej podkładki dla starszych dzieci, czyni go fotelikiem, który będzie towarzyszył dziecku przez długie lata. Decydując się na ten model rodzic otrzymuje możliwość wyboru modnych, klasycznych kolorów, które dadzą możliwość dopasowania fotelika do gustu i wyglądu samochodu — szarego, czarnego, czerwonego, beżowego. Organizer i osłony na okno, załączone do zestawu z Lionelo Lars, podniosą komfort podróży z dzieckiem.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Foteliki Lionelo spełnią nie tylko marzenia dzieci o wygodnym podróżowaniu, ale przede wszystkim pragnienia rodziców, by wspólna podróż była tak samo radosna, jak i bezpieczna.


 

Wpis powstał we współpracy z Lionelo


Lifestyle

Uciekająca panna młoda. Przecież nie można tak bez słowa, bez wyjaśnienia odejść od tego, z którym miałaś spędzić życie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
24 listopada 2016
Uciekająca panna młoda
Fot. iStock/Halfpoint

Nie wiem skąd bierze się ten nagły lęk, przekonanie, że po prostu muszę uciec. Kocham, kochałam też poprzedniego partnera. Ale przysięga, obietnica to jakaś cholernie przerażająca dla mnie ostateczność. Przychodzi taki moment, w którym wszystko we mnie mówi, krzyczy „nie”. I odchodzę, biegnę gdzieś byle dalej.

Wierzę, chciałabym bardzo, żeby to była intuicja, ten wewnętrzny głos, który chroni mnie przed decyzjami, których mogłabym potem żałować. Ufam, że to on właśnie podpowiedział mi dobrze, już drugi raz.

Ewa ma 32 lata, więc jak mówi jej mama, zdecydowanie „nie jest już małolatą”. Niezależna, fajna, choć odrobinę roztrzepana. Bardzo atrakcyjna. Przyjaciółki mówią, że to jej facet musi „ogarniać” – ją, życie, rachunki. I właściwie z takimi właśnie facetami spotykała się zawsze Ewa. Dwa związki były naprawdę bardzo poważne, ale oba, dość brutalnie zakończyła. Po angielsku, można powiedzieć.

Sprzed ołtarza, a raczej sprzed drzwi urzędu uciekała dwa razy, ostatnio całkiem niedawno, bo w zeszłym miesiącu. Na pierwszy ślub nawet dotarła, dojechała z przyjaciółką własnym samochodem. Kiedy przyjaciółka wysiadała z samochodu, Ewa wcisnęła pedał gazu i… odjechała, pozostawiając za sobą ogłupiały tłum znajomych, rodzinę, no i oczywiście pana młodego, który z całej tej historii leczył się potem antydepresantami.

– Nie zapomnę wyrazu jego twarzy – mówi Ewa. – Śnił mi się potem po nocach.

Dlatego na narzeczonego numer dwa, wolała nie patrzeć, po prostu, zamiast zjawić się o umówionej godzinie w ratuszu, pojechała do ich wspólnie wynajmowanego mieszkania, zabrała najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyła samochodem za miasto. Na wszelki wypadek wyłączyła telefon, więc jej ukochany był pewien, że doznała urazu mózgu w jakimś groźnym wypadku. Bo przecież nic nie mówiła, że zmieniła zdanie. No i zapewniała, że kocha.

Pewnie, że kochała. Nadal kocha, są momenty, że chciałaby nawet wejść do tego ich mieszkania, rozpakować z powrotem torbę i żeby wszystko było jak dawniej, przed tym całym ślubem. Ale on, nie bardzo chce. To znaczy chce, ale musiałaby się tłumaczyć, a to nie wchodzi w grę. Więc jest raczej pewne, że nic już z tego nie będzie. Na pewno jej w końcu wybaczy, wysłał przecież SMS-a. Napisał, że po co ta cała szopka, po co wizyty u rodziny i te wszystkie marzenia, które miał, w związku z ich wspólnym życiem. Ma do niej żal, więc chyba mu ciągle zależy…

Mama Ewy nie potrafi zrozumieć córki. Za pierwszym razem stanęła po jej stronie, mówiła, że ślub to taka ważna decyzja, że pal licho tą zaliczką za wesele i obiad w restauracji. Że jeśli Ewa zrezygnowała, to jednak coś tam musiało być z tym Kacprem nie tak. Ale teraz? Cztery lata „chodzenia ze sobą”, rok wspólnego pomieszkiwania. Piotrek był jej bardzo bliski, traktowała go jak syna, zdążyła pokochać, przyjąć do rodziny jak swojego. Dobry, porządny chłopak, zakochany w Ewce. I życie miał ułożone, dobrą pracę. Co jego rodzice muszą o Ewie myśleć? Mama załamuje ręce. Kiedy wybiera na ekranie telefonie numer córki, wzdycha głęboko. Powie jej to, co zwykle: „Proszę, Ewcia. Zadzwoń do niego, przeproś. Nie można tak bez słowa, bez wyjaśnienia”.

Uciekająca panna młoda

Fot. iStock/Daxus

A co mówi Ewa?

– „To” zaczynało się zawsze tak samo. Padała propozycja ślubu i ja, we łzach wzruszenia godziłam się, bo tak czułam. A potem to już równia pochyła. Stawałam się płaczliwa, nerwowa, nie mogłam spać. Chudłam, bo z nerwów nie chciało mi się jeść. Wyobrażałam sobie, że w moim życiu zjawia się nagle TEN JEDYNY, czyli ktokolwiek, byle inny niż mój narzeczony. Niewierność? Byłam jej bliska. Tak jakbym na siłę chciała sobie udowodnić, że to nie jest związek dla mnie. Kiedy chodziliśmy z zaproszeniami „po rodzinie”, prawie wymiotowałam z nerwów. Najpierw tłumaczyłam to stresem związanym ze tymi wszystkimi przygotowaniami. Potem dotarło do mnie, że to moja podświadomość próbuje mnie przed czymś ochronić. Dlaczego nie zrezygnowałam wcześniej? Nie, wcale nie chodzi o jakiś spektakularny, „filmowy efekt”. Po prostu kumulacja tych wszystkich emocji, złych przeczuć następowała zawsze w dniu ślubu, nie wiem z jakiego powodu.

W psychologii miano „uciekającej panny młodej” nie odnosi się tylko do narzeczonych, które faktycznie lada moment mają stanąć na ślubnym kobiercu. Mianem tym, określa się też te osoby, które na sam dźwięk słowa „zaangażowanie”, „następny krok” salwują się ucieczką. Najpierw emocjonalną, budując mur między sobą a swoim partnerem, a potem dosłowną, znikając z jego życia, nierzadko bez słowa wyjaśnienia, które przecież należą się tym, którym dane obietnice złożyliśmy, których zakochane serca zostają teraz z niczym.

Ewa chciałaby mieć rodzinę, dzieci. Chciałaby właściwie wziąć ślub. Ale nie jest wcale przekonana, że kiedy spotka na swojej drodze odpowiednią osobę, nie wymknie się znowu, tylnymi drzwiami. Właściwie to nawet się tego obawia.


Zobacz także

Make-up idealny do selfie? Zobacz krok po kroku, jak to robią mistrzowie

Rozwiązanie akcji „List do dziecka”

Popatrzcie na swoje odbicia w lustrze. Bo oto przed Wami stoją ludzie, którym zdarzyłam się ja. Najszczęśliwsze dziecko na tym świecie

https://www.farm-pump-ua.com/

https://pharmacy24.com.ua/viagra-sildenafil/viagra-200-mg/

Креатин олимп